(Praco)Dawca Życia

April 30, 2012 6:02 am

Boże,

Bardzo trudno jest zatrudniać trzy pracownice, być bardzo pro-life i przyjąć do wiadomości informację o trzech poczęciach w przeciągu roku! Cieszę się jednak bardzo z każdego nowego istnienia, które Ty wszak zamierzyłeś  i kochasz od samego początku.

Skoro, jak mówią dając dziecko, dajesz i na dziecko pozwól, by z okruchów tej szczodrości utrzymał się także mój gabinet….

Michał

Trzy rocznice

April 29, 2012 6:10 am

29 IV to dzień szczególny, bo to właśnie dziś wspominamy trzy ważne dla środowiska Fundacji „Pomoc Rodzinie” rocznice.

Najpierw – 67 rocznicę wyzwolenia obozu w Dachau, którego więźniem był Założyciel i Fundator naszej Fundacji, ks. arcybiskup Kazimierz Majdański. Obóz został wyzwolony w trakcie nowenny kapłanów polskich do św. Józefa – w intencji ocalenia. Podejmując tę nowennę 22 kwietnia 1945 r., w obliczu ostatecznej zagłady, kapłani ci przyrzekli m.in. posługę na rzecz odrodzenia rodziny jako dziękczynienie za ocalenie.

I stąd kolejna rocznica – już 37 – powstania ośrodka naukowego poświęconego studiom nad rodziną (obecnie Wydziału Studiów nad Rodziną UKSW) – dzieła miłosierdzia obiecanego św. Józefowi i naszego partnera w podejmowaniu wielu zadań.

I wreszcie – to piąta rocznica odejścia do Pana arcybiskupa K. Majdańskiego (wtedy też, tak jak dziś, była niedziela Dobrego Pasterza).

Przypadkowa zbieżność dat i faktów czy znaki Bożej Opatrzności?

Basia


Długi weekend

April 28, 2012 6:00 am

“Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii” Dz 9,31a

Pakujemy się i zaraz wyjeżdżamy do Czech i troszkę naszą okolicę zwiedzimy.

Spotkamy się ze znajomymi – świętymi w Chrystusie Jezusie.

Tak jak Piotr w dzisiejszym czytaniu.

Tylko że gdzie on się pojawił, tam zdarzał się cud. Ale zanim cuda czynił, zamykał się w pokoju i modlił. Rozpoznawał wolę Boga.

Bardzo bym chciała, aby podczas tego długiego weekendu, nie zabrakło mi czasu dla Pana.

Może wtedy, również mną, posłuży się jak swoim narzędziem.

Pozdrawiaki,

Dosia

odmulanie

April 27, 2012 7:00 am

Kilka lat temu, na rekolekcjach w Wisełce ks. Jarosław posłużył się metaforą rzeki. Mówił o tym, że w małżeństwie, podobnie jak w rzece zbiera się muł. I że trzeba sobie umieć z tym mułem poradzić.

Muł to różnego kalibru dotykające nas ze strony współmałżonka przykrości, nieporozumienia, niemiłe słowa, jakieś sprawiające ból zachowanie lub brak oczekiwanego zachowania itp.

Zostaliśmy zachęceni do ciągłej troski o „odmulanie”, by woda w rzece naszego małżeństwa była czysta. Radę tę wzięliśmy sobie mocno do serca. Odtąd wiele z naszych rozmów można by „otagować” jako „odmulanie”. Cenię sobie szczególnie ten czas, kiedy wspólnie walczymy o nasze „lepsze ja” jako męża, żony, mamy, taty, przyjaciela itd…. Kiedy otwarcie mówimy sobie o tym, co sprawiło przykrość czy było trudne do przyjęcia i jak na przyszłość powiedzieć/zrobić coś tak, by nie bolało, nie zamulało, lecz „ciągnęło wzwyż”.

Nie jest przyjemnie słuchać o swoich błędach, ale te rozmowy niezmiernie dużo dają. Przede wszystkim budzi się wdzięczność i świadomość tego, że w walce o „lepszą mnie” nie jestem sama. Że oprócz Boga, który o jak najwięcej dobra we mnie walczy z niczym niezmąconą cierpliwością i miłością, jest jeszcze Mąż, któremu “na mnie lepszej bardzo zależy”.

„Odmulanie” to nasz małżeński, sprawdzony sposób na to, by już dziś mieć wpływ na lepsze jutro.

Basia

Home, sweet home…

April 26, 2012 6:00 am

Jak dobrze jest mieć miejsce, które można nazwać domem. Nawet jeśli się potrafi wszędzie czuć jak w domu ;-), to jednak taki punkt na mapie musi być. Gdy się ma oparcie w Domu, to się nim jakoś żyje gdziekolwiek się jest. I w żadnych trudnościach nie jest się samemu. I nawet nie trzeba do tego skypa, żeby prosić o modlitwę, bo wiadomo, że moi domownicy codziennie się modlą za każdą osobę, która jest poza domem w jakimś szczególnym zadaniu, każdego dnia mają godzinną adorację i wspólnotową Mszę św., w której przez modlitwę odnajduje się łączność ze wszystkimi, którzy ten Dom stanowią.

Podróż powrotna trwała dłuuugo. Nie obyło się też bez typowych podróżniczych przygód, jak awaria samochodu, którym mieliśmy jechać na lotnisko i trzeba było ratować się taryfą, awaria samolotu, którym mieliśmy lecieć (w końcu podmienili go na jakiś zastępczy), awaria systemu przeładunkowego bagaży, które nie doleciały razem z nami, i długie czekanie na samolot w Amsterdamie, bo nasz planowy nie chciał czekać na nas i odleciał planowo. A nam został przedostatni lot do Warszawy i przymusowe czekanie na lotnisku kilka godzin.

To dobrze, że ta podroż taka długa, bo można spokojnie podziękować, za wszelkie dobro otrzymane i doświadczone. I że można się było podzielić z nieznanymi sobie wcześniej, ale tak bliskimi przez wiarę osobami, doświadczeniem wiary i nieskończonej miłości Pana Boga. Być nie tylko nauczycielem, czy pasterzem, ale też i bratem, który staje obok z podziwem, widząc ich wiarę i pobożność i walkę o wierność Bogu. „Będę na wieki sławił łaski Pana”!

Ale też i w Amsterdamie na lotnisku dzięki temu, że sporo tam trzeba było czekać, można było poczuć się już jak u siebie i usłyszeć wreszcie nasz taki własny, domowy, swojski wręcz komentarz na widok księdza w sutannie w pewnym miejscu: „wychodzę, bo mam alergię na koloratkę”. Co mi jeszcze bardziej przypomina uniwersalną prawdę, „nemo prophet in patria sua”. Co oczywiście nie oznacza, że trzeba częściej wyjeżdżać, tylko że i u nas ciągle jest coś do zrobienia. Więc dziś już od 8 rano na wykładach.

X Jarosław

o czym szumią wierzby

April 25, 2012 7:23 am

Nie wiem, jak gdzie indziej w Polsce, ale we Wrocławiu wietrznie. Ale to dobrze, bo jest nadzieja, iż pomyślne wiatry przywiały ks. Jarka z powrotem do kraju. Cieszyliśmy się bardzo tym, co pisał i czym się dzielił jako korespondent zza Oceanu. Trochę dzięki temu z Czytelnikami byliśmy tam, w sercu dziania się nie całkiem zwykłych rzeczy. I tak bardzo jesteśmy wdzięczni Sue Hilgers za rozświetlony porankiem wpis, w którym widać wyraźnie, jak piękne i zaskakujące miejsca na Ziemi wybiera sobie Święta Rodzina, by przyjmować gości – swoje ukochane dzieci. Na środku autostrady!

Nie mniej niezwykłe to uczucie – móc powitać w gronie Czytelników organizatorów i uczestników Programu Edukacyjnego w Instytucie Papieża Pawła VI w Omaha.Tak bardzo byśmy chcieli, byście na Przystani poczuli się dobrze – jak u siebie w domu. Jak w miejscu, gdzie można odpocząć, nabrać sił przed dalszą drogą – i zawsze wrócić.

Zapraszamy wszystkich Czytelników do dzielenia się własnym doświadczeniem i dobrym słowem. Liczymy na Wasze pocztówki z miejsc, gdzie – daleko czy blisko – można żyć wiarą. Pod adresem harbourblog.team@gmail.com czekamy na Wasze wpisy, które moglibyśmy zamieścić na Przystani.

Z pozdrowieniami,

Zespół Redakcyjny

Do widzenia, Fr. Jay, i dziękujemy!

April 24, 2012 7:00 am

Każdy ze stanów USA ma swój slogan. Hasłem Nebraski jest: “The Good Life!” (Dobre życie!). Nebraska to fantastyczne miejsce na założenie rodziny. Nie jest bardzo dużym stanem. Tak naprawdę mieszka tu więcej krów niż ludzi!

X Jarosław wyjechał dziś z Nebraski do swojego domu w Polsce. Podczas swojego pobytu był duchowym opiekunem dla setki uczestników zaawansowanego szkolenia w zakresie FertilityCare i NaProTechnologii. Dla uczestników kursu jego obecność była ogromnie ważna.

Po raz pierwszy od 30 lat, od kiedy prowadzimy nasze programy edukacyjne, mieliśmy księdza w roli pełnoetatowego opiekuna Wydziału. Instytut Papieża Pawła VI jest jest ogromnie wdzięczny, że Fr. Jay przyjechał nam pomóc.

Nasz program zakończył się w sobotę późnym wieczorem. Dziś rano po drodze z Omaha do Lincoln zrobiłam poniższe zdjęcie Kaplicy Świętej Rodziny, w której zatrzymują się podróżujący autostradą międzystanową nr 80, biegnącą ze wschodu na zachód przez sporą część Stanów Zjednoczonych.

Każdy z nas chciałby prowadzić “Dobre życie”, ale jeszcze bardziej – lepsze życie! Oczywiście gdy jego centrum uczynimy wiarę i rodzinę, tak właśnie się stanie! Fr. Jay i jego miłość do Boga, którą się z nami dzielił podczas swojego pobytu, bardzo nam pomogła zapragnąć życia, które jest nie tylko “dobre”, ale coraz lepsze.

Dziękujemy, Fr. Jay!

Sue Hilgers, Omaha, 23 kwietnia 2012

*Inne zdjęcia z Kaplicy Świętej Rodziny w Omaha, Nebraska:

Więcej zdjęć można znaleźć TUTAJ.

Sutanna

April 23, 2012 5:00 am

 

W Stanach bardzo często ludzie zwracają się do księdza nawet w miejscach „nieksiężowskich” – takich jak sklep, urząd, kawiarnia czy lotnisko – zwrotem “Father”.  Tak reagują na widok księdza w koloratce. Czasem nawet przechodząc obok, czy mijając na ciągnących się kilometrami amerykańskich lotniskach, skłonią głowę wypowiadając tylko to jedno słowo: Father.

Rzadko zdarza się im zobaczyć księdza w sutannie. I wtedy reakcje bywają jeszcze ciekawsze. Te są z przedwczoraj i wczoraj.

Jeden mężczyzna (później w rozmowie okazało się, że jest to wielokrotny zwycięzca turniejów golfa) podszedł do mnie w aptece i zapytał się, jak się nazywa TO, co ja noszę, bo on TO pamięta z dzieciństwa, ale zapomniał jak się TO nazywało. Trzeba było jeszcze przeliterować. A on zapisał sobie na kartce.

Ponieważ hotelowej kawy nie dało się pić, więc starałem się zawsze podjechać do niedaleko usytuowanej kawiarni z bardzo dobrą kawą (oczywiście nie w celach smakowych, tylko społecznych 😉  żeby pozostać skupionym i nie spać na wykładach, czy nie daj Boże przy spowiedziach). Przy drzwiach otworzyłem uprzejmie jakiejś pani drzwi, która podziękowała podwójnie, raz mówiąc “thank you, Father” (będąc zdziwioną troszkę, że ktoś tu jeszcze kobiecie otwiera drzwi), a potem mówiąc do obsługującego nas pana, że ona płaci za kawę księdza (zdziwionego, że coś takiego może się zdarzyć).

Innym razem podeszła pani z przepraszającym uśmiechem i pytaniem, skąd ja jestem i czy nie jakimś zakonnikiem, bo w sutannie. (To się akurat zdarzyło mi już kilka razy w czasie tego pobytu). Trochę pomaga informacja, że jestem z Polski.  A Polska, to tutaj bł. Jan Paweł II i … św. Faustyna z Jej Divine Mercy.

Tak mnie przywitał i pożegnał jednocześnie na lotnisku w dniu przylotu człowiek sprawdzający nasze dokumenty przy przechodzeniu przez bramki bezpieczeństwa: “Szczęśliwego świętowania święta Miłosierdzia Bożego”, które wypadało w nadchodzącą niedzielę.

W tym roku minie 30 lat odkąd ją otrzymałem. I ciągle bardzo lubię w niej chodzić. I miło jest bardzo, kiedy dzięki temu ludzie się uśmiechają. Lubię oglądać świat przez pryzmat serdecznego uśmiechu na powitanie. Więc people, keep smiling. Gdzieś tam ktoś czeka, żeby się do niego serdecznie uśmiechnąć. 🙂

 X Jarosław

 

Posiłki po amerykańsku

April 22, 2012 5:00 am

Idziecie do restauracji. Długa kolejka. Dostajesz urządzenie, które „przywoła” ciebie, jak będzie już wolne miejsce dla was. Lub składasz zamówienie w restauracji (pośledniejszego gatunku) przy kasie i dostajesz to samo urządzenie, które powie ci, kiedy możesz już odebrać to, co zamówiłeś.

Siedzimy w kilkanaście osób ciesząc się, że ten szalony tydzień powoli się kończy. Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Co chwilę czyjeś urządzenie zaczyna wibrować i świecić, więc znika ta osoba na chwilę, by zaraz wrócić i cieszyć się swoim zamówieniem.

Mimo, że nie jest to moja pierwsza wizyta w USA, ciągle na nowo patrzę ze zdumieniem, ile to osób przychodzi do barów i restauracji. Dla nas to ciągle coś w rodzaju luksusu czy ekstrawagancji, tutaj to life style. Przychodzi się często, by cieszyć się spędzanym wspólnie czasem przy posiłku. Przychodzą całe rodziny z dziećmi, przychodzą małżonkowie.

Chciałbym, żeby i u nas było to możliwe. Żeby wyprawa do restauracji nie była strasznym atakiem na rodzinny budżet. Żeby żony mogły cieszyć się, że ktoś dba o nie, przygotowuje dla nich posiłek, a one mogły się radować byciem razem ze swoimi. Żeby rodziny umiały się bardziej troszczyć o czas dla siebie tylko. Na szczęście w naszych rodzinach lubimy celebrować wszystkie ku temu okazje. To dobrze, bo…  mamy znów okazję, żeby się spotkać i pobyć ze sobą. Ot tak. Dla siebie. Bo nie ma większej radości, jak być z tymi, których się kocha.

X Jarosław

Creighton Model FertilityCare System

April 21, 2012 9:17 am

Kojarzymy Model Craightona jako pomoc w leczeniu niepłodności. Ale CREIGHTON MODEL FertilityCare™ System – to coś więcej. To troska o prawdę życia całego człowieka. To troska o jego dziś i o jego jutro. Troska o jego zdrowie w połączeniu z prawdą jego powołania. Zdrowie jest potrzebne nie tylko kobiecie, która chce zostać mamą. Potrzebuje jej także kobieta konsekrowana, babcia, panna i mama piątki dzieci.

Troska o zdrowie kobiety, to także troska o rzetelne poznanie wiedzy o jej płciowości. Patrzę z podziwem na wykładowców. To są nie tylko niezwykle kompetentni fachowcy w swojej dziedzinie, ale też i ludzie ogromnego szacunku dla innych. To właśnie przez ten szacunek dla ludzkiej osoby ten kurs trwa tak długo (13 miesięcy) i kończy się bardzo trudnym egzaminem.

Tylko wtedy można ludziom przynieść nadzieję, gdy jest oparta na prawdzie i rzetelnej wiedzy.

Patrzę więc z nie mniejszym podziwem na słuchaczy. Byłem z nimi przez cały tydzień. Słuchałem ich spowiedzi, opowieści o trudnościach, jakich doświadczają od  swoich kolegów po fachu. Modliłem się razem z nimi i siedzieliśmy razem przy stole w czasie posiłków. Ludzie rożnych języków i miejsc zamieszkania. Stali mi się bardzo bliscy, bo dzielimy te same wartości. Byliśmy jak jedna wielka rodzina.

Dziś mieli swój, choć jeszcze nie finalny, to przecież także bardzo poważny egzamin. Wczoraj siedzieli do bardzo późna w różnych konfiguracjach przy stolikach wszystkich sal wykładowych. Niemka uczy się razem z Polką, Pablo, Kubańczyk razem ze swoją żoną, grono z Meksyku i Ameryki Łacińskiej powtarza wiedzę posiłkując się hiszpańskim, lekarze jeszcze raz przeglądają strony kilkusetstronicowej książki dr Hilgersa. Uczą się niby do egzaminu, ale tak naprawdę, każdy z nich ma przed oczyma swoich pacjentów czy klientów. Tam czeka na pomoc kobieta, która cierpi z powodu niepłodności kilkanaście lat, tam jest dziewczyna, która cierpi z powodu nadmiernego krwawienia, tam jest żona, która cierpi z powodu PMS (a przez to i jej mąż).

Za chwilę pożegnalna Msza św. Tak bardzo chciałbym im powiedzieć, że ich podziwiam i że ten włożony trud odnajdą w wieczności.

„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25,40)

X Jarosław

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 148 other subscribers