oczyść mnie…

October 31, 2012 5:16 am

„Oczyść mnie z błędów, które są skryte przede mną.” (Ps 19, 13)

„Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. (…) Nie zniechęci się ani nie załamie….” (Iz 42, 2-3)

Są błędy, których żałuję od razu. Są takie, do których jestem w stanie przyznać się dopiero po jakimś czasie, najczęściej wtedy, gdy opadną emocje i na całą sytuację można spojrzeć z dystansem. Niewątpliwie są i takie, które „są skryte przede mną”. I z tymi, podobnie jak  z poprzednimi, najlepiej pójść do Jezusa.

Bo On nie poniża, nie łamie, nie czyni wymówek. Zawsze łagodnie podnosi i przytula do serca. Nie zniechęca się moimi brakami, nie załamuje upadkami. Raduje się moim poszukiwaniem prawdy. Również tej trudnej –  o sobie samej.

Panie, daj mi odwagę, bym ze swoimi błędami nigdy nie zostawała sama.

Basia

korespondencja prywatna

October 30, 2012 4:47 am

Mój Drogi Jezu,

Od zimna pierzchną mi dłonie, ale z siatkami łatwej bez rękawiczek. Dzieci zdrowe i wesołe. W porze, gdy ja po całym dniu padam, mają tyle siły i energii, że im zazdroszczę! Z zapałem gnają do swoich głośnych zabaw, a ja miedzy pralką i kuchenką.

Poza tym ostatnio dogadujemy się z Mężem trudniej; wiesz, jaki on zalatany, i każde z nas tak bardzo chce być zrozumiane, że już nie zostaje miejsca na zrozumienie tego drugiego. Zdrowie też jakby gorzej, a przecież mam tyle planów.

A co u Ciebie?

Twoja M

Moja Droga M,

U Mnie bez zmian. Dziś też Cię kocham, bardziej niż możesz sobie to wyobrazić! Uszy do góry. Cierpliwości, jeszcze dużo musisz się nauczyć. Ze Mną możesz więcej i na skróty drogą miłości. Spraw Mi tę radość: ufaj. I nie zapomnij o uśmiechu.

Przytulam mocno do Serca,

Twój Jezus

matematyczne rozważania

October 29, 2012 6:23 am

Ile razy w nocy można wstawać do płaczącego dziecka? Jakie jest prawdopodobieństwo punktualnego wyjścia na mszę św. mając małe dzieci i ile jest zmiennych niewiadomych związanych z tą czynnością? Ile razy dziecko obsiusia deskę sedesową zanim nauczy się ją podnosić? Ile razy należy pouczać dziecko by czegoś nie robiło, akceptując jednocześnie, że jeszcze wielokrotnie to uczyni? Itd., itp.

Czy można matematycznie przeanalizować życie rodzinne? Czy byłoby to warte Nobla? Pewnie tak. Intuicja podpowiada mi jednak, że jest to bardzo trudne w odniesieniu do jednego małżeństwa, a co dopiero do wszystkich. Co jest prawidłowością u jednych, nie musi się ani trochę sprawdzać u innych. I tak sam dochodzę, że wszystko ginie gdzieś w nieskończonościach. Czy otarłem się o Nobla? Pewnie nie, raczej o jedną z cech miłości.

Michał

co chcesz?

October 28, 2012 4:45 am

Znalazłam się w trudnej dla mnie sytuacji.

Nowotwór Mamy mojego Męża nie chce się poddać. Natomiast wykończył właśnie lekarzy – złożyli broń, wykańcza Mamę – jej stan się pogorszył, czuję, że wykańcza też mnie, bo moje relacje z Teściową nie były najlepsze.

Pewnie będziemy teraz spędzać ze sobą więcej czasu i niezwykle potrzebna jest mi i mojemu Mężowi siła, aby z delikatnością być i towarzyszyć.

Ależ kiedy właśnie teraz kotłują się we mnie, przypominają, wracają jak bumerang nasze przykre rozmowy i buduję wokół siebie jakiś mur, bo nie chcę być zraniona.

I tak krzyczę wewnętrznie, a Jezus mnie po prostu pyta:
“Co chcesz, abym ci uczynił?” (Mk 10,51)

Więc lecz, Jezu drogi, lecz. Wszystko to, co boli mnie, moją Teściową, mojego Męża.
Tylko Ty to możesz zmienić!

Dosia

(najtrudniejszy) sposób na zmianę

October 27, 2012 5:00 am

„Gdzie nie znajdujesz miłości, połóż miłość, a odnajdziesz miłość”.*

„Bo w niej odmienia się wszystko”.**

Cudownie jest doświadczać wzajemności. Doświadczenie jej braku jest zawsze czymś bardzo bolesnym.

Co robić, gdy odpowiedzią na miłość jest obojętność albo bolesny cios?

Wpatruję się w świętych, którzy byli mistrzami w znoszeniu ciosów prosto w serce. To pewnie ich zażyłość z Panem sprawiała, że nie zamykali serca, nie wycofywali miłości. Nie było w nich miejsca na gorycz, roszczenia i pretensje. Wybaczali. Byli cierpliwi. Nie tracili nadziei. Kochali nie oczekując, że odpłacą im tym samym. I w jakiś przedziwny sposób prędzej czy później doświadczali, że tylko miłość przemienia. Nawet tych najbardziej opornych.

Basia

*św. Jan od Krzyża

** K. Wojtyła

Dlaczego Model Creightona?

October 26, 2012 5:00 am

Ponieważ wejście w Creighton Model System jest nowym początkiem dla małżeństwa. Dzięki niemu Małżonkowie stają się świadomymi swoich talentów i mogą przy ich pomocy jeszcze bardziej troszczyć się o siebie nawzajem. Umożliwia im też skorelowanie własnych celów, w sposób zupełnie praktyczny, z wolą Bożą w ich konkretnym, wyjątkowym życiu jako pary.

CrMS wydaje się być trudnym zapisem znaków, jak Balance Score Card Kaplana w biznesie. Ale w porównaniu z nią, CrMS jest nie tyle systemem księgowym, co zapisem kontrolnym, by użyć języka biznesu. Znaczy jednak dalece więcej: CrMS jest “dekoderem” języka ciała kobiety – oraz ciała całego człowieka: mężczyzny i kobiety, którzy razem, jako małżeństwo, są zdolni do rodzicielstwa.

CrMS jest jak “Mercedes Benz,” gdyby był marką auta, nowym modelem Maca, gdybyśmy mówili o komputerze, i Rollexem – gdybyśmy chcieli go porównać z klasą zegarka… Jeśli ktoś decyduje się korzystać z Modelu Creightona – dostaje do rąk absolutnie genialne narzędzie zarządzania i kierowania swoim życiem w miłości.

Beatriz

cumowanie

October 25, 2012 5:00 am

Ksiądz Kapitan wrócił do kraju i wraz z nim łódka ląduje w miejscowym krajobrazie Przystani. Choć jeszcze jutro Beatriz.

A przecież dziennik podróży zawierał w sobie nie tak wiele egzotyki. Gdybym miała określić, jak ma się nasza codzienność do NaProTechnologii i JA+TY=MY, powiedziałabym, że wszystkie ścieżki się wzajemnie jakoś przecinają. Stworzeni do relacji, czujemy się szczęśliwi wtedy, gdy w relacjach jest lepiej, bardziej, sensowniej. Więc tak bardzo chcemy, by JA+TY tworzyło “zdanie prawdziwe” matematycznie.

NaProTechnologia z kolei wyrywa człowieka z analfabetyzmu w dziedzinie mowy ciała, na którą świat pozostaje głuchy. Model Creightona kwestionuje jakiś dziki utylitaryzm, który eksploatuje ciało i pozbawia je szacunku.

Więc “Przystań,” do której przez ostatni miesiąc kierował nas Fr Jay, to dobre miejsce dla całego człowieka. Dla małżeństwa, rodziny i cywilizowania się. Cywilizowania swojego wewnętrznego “dzikusa” w stronę miłości. Podróże kształcą. Dziękujemy za zabranie nas ze sobą.

Małgosia

Witajcie Kochani w Ojczyźnie i w Niemczech, i w USA

October 24, 2012 9:07 am

No i wykrakałem…  Samolot z Chicago wyleciał z 2 h opóźnieniem, więc spóźniłem się na samolot z Monachium. Na szczęście o 14.30 był następny, na który się dostałem, ale oczywiście już o zdążeniu na wykład o 14.25 nie było mowy. Udało się tylko zadzwonić do studentów i przeprosić, że nie dojadę. Ponieważ nas takich spóźnionych było  więcej, mogliśmy porozmawiać o naszych doświadczeniach podróżniczych. Wniosek był taki, że to, co najlepiej nam wychodzi ze zwiedzania innych krajów, to pokoje w hotelach i sale wykładowo-konferencyjne. I lotniska ze zwiedzaniem terminali. Zawsze to coś.

Ten samolot też wyleciał z opóźnieniem więc do Domu w Łomiankach dotarłem później. Ale już na wieczorne spotkanie zdążyłem.

A teraz mogę jeszcze raz podziękować wszystkim spotkanym w podróży za cudowny czas, który był nam dany. I podziękować tym, którzy się za mnie w tym czasie modlili. Pan działał wielkie rzeczy, którym mogłem się z bliska przyglądać i razem z Wami teraz za wszystko dziękuję. Dobrze, że jesteście.

xj

I znowu w drodze

October 23, 2012 9:29 am

Tym razem dwie przesiadki. Ruszam AmTrakiem (taki pociąg) ze Springfield o 6.30 do Chicago. 3.5 godziny jazdy. Nad siedzeniem każdego z nas konduktor umieszcza jakąś kartkę. Pewnie zawiera informacje dokąd każdy z nas jedzie, bo mają różne kolory i w czasie podróży co jakiś czas je zbiera.

W Chicago krótki postój, bo choć samolot jest dopiero o 18, to przejście przez security zajmuje tyle czasu, że lepiej być wcześniej. No i już jestem. Jest 16.45 i teoretycznie za pół godziny zaczną nas wpuszczać. Teoretycznie, bo jeszcze nie doleciał samolot i już pojawiły się informacje, że wylecimy 30 minut później. Powód? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w Monachium, gdzie mam 1 godzinę na przesiadkę, mój czas na nią wyraźnie się skrócił.

Więc jeszcze nie wiadomo, czy 1. dolecę do Monachium, 2. czy zdążę się przesiąść, 3. czy w Warszawie lądują samoloty.

Wszystko to oczywiście część przygód, jakie wypada przeżyć w tak długiej podróży. Jedynie moi studenci mogą być niezadowoleni, bo lecę właściwie na wykład, na który mam szansę zdążyć, pod warunkiem, że na wszystkie trzy pytania będzie odpowiedź pozytywna. Ale, jak wiadomo, lubię podróżować, więc te różne przeciwności znoszę nie tylko pogodnie, ale i z entuzjazmem, bo każda przygoda to szansa na ciekawe urozmaicenie życia.

Jeśli się nie odezwę zatem przez dni kilka, to znaczy, że jestem nie wiadomo gdzie. Może wtedy Drogi Team “Przystani” Was poinformuje, co się dzieje.

Do usłyszenia!?

Fr Jay

Program JA+TY=MY w Springfield

October 22, 2012 2:36 pm

…zakończony. Szczęśliwie. Małżeństwa wyjechały zadowolone.

Moje obawy, jak sobie poradzę językowo, okazały się… chybione, ponieważ większość uczestników bardzo sobie chwaliła właśnie … wykłady. I “mogłyby trwać dłużej.” Było to oczywiście bardzo miłe i przyjemnie się tego słuchało, ale najważniejsze było to, że niezależnie od stażu, czy 59 lat razem, czy dopiero od 1 roku (już nie mówiąc o parze narzeczonych), każdy znalazł coś dla siebie. Modlitwa tak wielu osób pomogła otworzyć serca i doświadczyć Bożej Miłości przez wszystkich uczestników.

Już nie mówiąc o św. Teresce, która zaopiekowała się rekolekcjami od początku, udzielając gościny w swojej sali (Little Flower Room),* i dzielnie trwała na modlitwie stojąc tuż za ojcem rekolekcjonistą. Do niej też, na jej ołtarz w Kościele, trafiły róże, po Mszy św. z odnowieniem przyrzeczeń. Jest za co dziękować.

I Wam wspierającym, wielkie Bóg zapłać.

Fr Jay

*Święta Teresa z Lisieux – zwana “Małą Świętą Teresą” z powodu jej genialnego wynalazku “małej drogi”, opartej na przyjęciu własnych słabości i ograniczeń, zaufaniu i miłości w codziennych sprawach, zawsze “tu i teraz”. Jak mówiła, wielcy święci ją przerażali, ale przecież żywiła ogromne pragnienie odpowiedzenia Bogu na Jego miłość – doskonałą miłością. W swoich pismach autobiograficznych i dialogach z Jezusem nazywała siebie Jego małym kwiatkiem. [przyp.red.]

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers