ziarnko

January 31, 2014 5:00 am

“(Królestwo Boże) … Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane wyrasta i staje się większe od jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu.” (Mk 4,31-32)

Miałam to szczęście, że moi Rodzice zasiali moje ziarnko gorczycy, moją wiarę, na Chrzcie świętym. A ono zakiełkowało i wzrastało.

Wiara ma to do siebie, że jak to ziarnko, gdy będzie mieć dobre warunki, będzie pielęgnowana, to będzie rozwijać się i wzrastać do takich rozmiarów, że w gałęziach naszej wiary mogą znaleźć bezpieczne schronienie nasze dzieci, mogą się wesprzeć słabi, chorzy, wątpiący.

Wszytko, o co muszę zadbać, to o dobre warunki do wzrostu.

Dorota

Rangitoto

January 30, 2014 11:56 am

600 lat temu jeden z 50 wulkanów w okolicy Auckland wybuchł i pojawiła się wulkaniczna wyspa. Czysta wulkaniczna lawa wystająca na pond 260 metrów ponad poziom morza, z potężnym kraterem. Lokalna atrakcja przyciągająca wielu turystów. Można się tam dostać promem, który dwa razy w ciągu dnia zawozi turystów pragnących zobaczyć to niezwykłe zjawisko.

Dziś to oaza zieleni, która pokrywa prawie całą wyspę. Najpierw pojawiły się mchy, potem przyniesione przez wiatry i ptaki nasiona, które stopniowo zaczęły zajmować to kompletnie niegościnne dla życia miejsce. Obumierając zostawiały miejsce dla następnych i następnych, by stać się środowiskiem dla coraz większy roślin. Gdy dziś patrzy się na wyspę z zewnątrz, trudno dać wiarę, że jeszcze tak niedawno, z geologicznego punktu widzenia nie było tu nic poza wulkaniczną skałą. Niezapomniany widok tworzą wulkaniczne jaskinie. Spotykamy turystów z tak wielu miejsc na świecie. Młode małżeństwo z Austrii, doktorantów z Chin, młodych Szwedów i Anglików.

Podziwiam siłę życia. Trudno sobie wyobrazić bardziej niegościnne dla życia miejsce niż wulkaniczna lawa. I gdyby nie wizyta na miejscu, byłbym przekonany, że to nic innego jak kolejna piękna wyspa.

A ja w tym miejscu myślę o małżeństwach, które przez rozmaite kataklizmy stały się miejscami, w których wydawało się, że już życie nie zagości. A jednak. Gdyby małżeństwo było naszym pomysłem, to pewnie by tak było, ale ponieważ jest darem i dziełem Pana Boga, ma w sobie ciągle siłę do wzbudzenia życia na nowo. Potrafi ono powstać na nowo nawet i z popiołów. Tak jak ta wyspa. Czasem potrzeba kogoś, kto jak ptaki przyniesie ziarno nowego życia przez modlitwę, dobre słowo, przykład. Wymaga czasu, ale jeśli tylko na to pozwolimy, prędzej czy później wyda dobre owoce.

Bo życie jest silniejsze niż śmierć.

Fr. Jay

Rangitoto 2

Rangitoto

Rangitoto 3

 

Rangitoto Panorama

Boży dom

January 29, 2014 5:00 am

Czy ty zbudujesz Mi dom na mieszkanie?” (2 Sm 7, 5)

To pytanie do mnie – żony i mamy. Tak, jakby Pan tęsknił  za zamieszkaniem w rodzinie, jak kiedyś. I chce być członkiem mojej rodziny. Jaki dom Mu buduję? Czy Jezus odnajduje w niej ślady Świętej Rodziny- tej najdroższej i najbliższej Jemu?

Jego domem jest również moje serce. Stało się nim w momencie chrztu św. Staje się nim w szczególny sposób, gdy przyjmuję Jego Ciało i Krew.

Młodziutka karmelitanka bł. Elżbieta od Trójcy Świętej tak pisała: „W moim wnętrzu istnieje pustelnia, w której przebywa Chrystus, i nikt nie jest w stanie mnie jej pozbawić”. Spotkanie z Nim we własnym sercu – źródło równowagi, mocy i radości.

Basia

nie chce być sam

January 28, 2014 5:00 am

“Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” (Mk 3, 33)

Dlaczego Bóg szuka wzrokiem rodziny? Czy sam w sobie nie jest szczęśliwy, pełny? Wydawałoby się, że nie ma bardziej samowystarczalnego bytu.

Rozglądamy się nieraz wokół siebie w podobny sposób, może zwłaszcza w momentach, gdy wydaje się nam, że nasze dłonie łapią powietrze szukając oparcia. Potrzebujemy do życia więzi, poza wyjątkowymi przypadkami głębokiej socjopatii. Ale nawet serialowy Dr House miał swojego Wilsona. Potrzebujemy silnej więzi małżeńskiej na dobre i na złe. Potrzebujemy dobrych relacji z dziećmi. Potrzebujemy przyjaciół, powierników, przewodników. Nawet “dzień dobry” w sklepie otwiera nas na drugą osobę, z jej kłopotem znalezienia właściwego guzika na kasie fiskalnej. Pragniemy więcej niż tylko “załatwiać sprawy”.

Zdumiewa, że i On pragnie więzi. Więzi ze mną. Sam przyszedł to pokrewieństwo mi podarować, kosztowało Go przecież drogo, ale tak bardzo chciał zbliżyć się do mnie. Po to przyszedł na świat. I jeszcze podpowiedź, jak tę więź umacniać: szukając woli Ojca, za nią podążając. Nieważne, że przez wywrotki. Przez moje “tak, chcę być Twoją siostrą/bratem, zabierz mnie ‘do siebie’, spraw we mnie to, czego jeszcze nie potrafię”.

To zawsze nowy początek wielkiej przygody.

M

Duch Święty

January 27, 2014 10:03 am

wspomniany dziś w Ewangelii. Tak bardzo obecny w naszym życiu. Wzywany w czasie sprawowania Euchrystii i w czasie sprawowania Sakramentu Małżeństwa. Bez Niego nie było by rozgrzeszenia grzechów w Sakramencie Pojednania. A jednocześnie, choć tak ważny, tak dyskretny, że można Go nie zauważyć. Jak na naszej ikonie Rodziny Świętej. To wielkie zielone koło to On. Nikogo sobą nie przesłania. Obecny w każdym słowie i czynie Pana Jezusa. Miłość Ojca.

Bł. Maria, Mała Arabka, prosiła kapłanów, by w każdym miesiącu odprawili Mszę św. wotywną do Ducha Świętego. Tak bardzo potrzeba Go w naszych rodzinach.

Ale o tym niech już opowie ona sama: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, ktokolwiek będzie wzywał Ducha Świętego, będzie Mnie szukał i Mnie znajdzie, znajdzie Mnie przez Niego. Jego świadomość będzie delikatna jak polny kwiat. I jeżeli będzie to ojciec lub matka, pokój będzie w jego rodzinie. I pokój będzie w jego sercu zarówno w tym, jak i w przyszłym, świecie. Nie umrze w ciemności, ale w pokoju.

Żarliwie pragnę, byś powiedziała, że wszyscy kapłani, którzy odprawią Mszę św. raz w miesiącu do Ducha Świętego, uczczą mnie. A ktokolwiek Mnie uczci i będzie uczestniczył w tej Mszy św., będzie uczczony przez samego Ducha Świętego; i będzie miał w sobie światło; w głębi jego duszy będzie pokój. To On przyjdzie uleczyć chorych i obudzić tych, którzy śpią. A na dowód tego, ci wszyscy, którzy będą odprawiać tę Mszę św., albo będą w niej uczestniczyć, i którzy będą wzywać Ducha Świętego, nie wyjdą z tej Mszy św. nie doznawszy tego pokoju w głębi swej duszy. I nie umrą w ciemnościach”. [Za:] Bienheureuse Marie de Jésus Crucifié, Pensées, Editions du Serviteur, 1993, s. 85.

Niech Duch Święty nam od poniedziałku towarzyszy. Z Nim będzie łatwiej przeżyć ten tydzień tak, żeby nasze rodziny były piękniejsze.

Z pamięcią

Fr. Jay

niedziela będzie dla nas

January 26, 2014 5:00 am

Przygotowana dzięki Małgosi na to, że ziemia obiecana w postaci soboty, może niekoniecznie wyglądać tak, jak sobie wymarzyłam, mocno sobie wzięłam do serca  zdanie: “Reakcja o sekundę późniejsza niż natura” i … było jakby nieco lżej. Rzeczywiście podziałało!

Skoro w sobotę było dobrze, to może i w niedzielę się uda. I ta niedziela też będzie dla nas! Czynimy więc plany: niespieszne śniadanie, wspólna Msza Święta, obiad, odwiedziny znajomych. Taka niedziela zwykła.

Tymczasem:
“Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.” (Mt 4, 18-20)

Taka niedziela zwykła, a Jezus dzisiaj powołuje, przy normalnych codziennych czynnościach. I co ciekawe: powołuje również mnie i mojego Męża. Kilkanaście lat temu powołał nas do małżeństwa, a dzisiaj, w tę niedzielę zwykłą, do tego, abyśmy modlitwą, w naszym codziennym życiu, wspierali tych, którzy tę piękną propozycję współpracy z Nim otrzymali, aby przyjęli ją bez wahania i poszli za Nim oraz tych, którzy z ufnością odpowiedzieli na Jego zaproszenie, aby zawsze Mu towarzyszyli.

No i wiem, że ta “niedziela będzie dla nas” ale tylko z Nim i we współpracy z Nim.

Dorota

sobota

January 25, 2014 8:49 am

– ziemia nasza obiecana, im bliżej końca tygodnia. Im bliżej końca zrywania się z budzikiem, pędzenia, walki z żywiołem. Ona będzie jak teledysk, jak reklama drogiej pasty do zębów, gdzie wszyscy się uśmiechają, a potem razem jedzą tofifi. Posłuchamy ulubionej muzyki, poczytamy książki, spędzimy razem czas.

Gdy nadchodzi w końcu, klatka po klatce rozwija się deja vu. Dzieci wstają znacznie wcześniej niż zwykle (bo może też już czekały 😉 ) i pełne głośnych pomysłów, do wcielenia od razu. Nie wszyscy wstają jednak zdrowi, więc smarkanie Rurociągu Przyjaźń w chusteczki. Ulubiona muzyka dla każdego okazuje się inna i z łazienki już poznaję, kto pierwszy dotarł do wieży marki Unitra. Ktoś wstaje głodny i marzy tylko o śniadaniu, ktoś wstaje głodny tylko kawy – i marzy o pisaniu. Bo pusta Przystań czeka. Jak w Wielkim Zderzaczu Hadronów, wisi nad nami groźba kolizji marzeń, potrzeb i rytuałów. I efekt uboczny: powstanie ciemnej materii.

I wtedy wybieram kubek na dzisiaj. W dowolnym przekładzie: “Zachowaj spokój i rób, co trzeba”. Gdzie “co trzeba” znaczy cudowną elastyczność i gotowość na “inność” innych. Nie w imię tego, by jakoś dotrwać i może za to “niedziela będzie dla nas”. Przemawia do mnie ta korona nad napisem. Korona łagodności, którą tak promuje ks. Kapitan, nie tylko w Programach. Reakcja o sekundę późniejsza niż natura. Reakcja, jakiej dla siebie chcielibyśmy od innych sami. Żeby na koniec dnia mieć powód do radości – i trochę też dumy, jak członek Royal Family. 🙂

IMG_8558

M

Meksyk – czas pożegnania

January 24, 2014 9:32 am

Od kilku dni jestem praktycznie codziennie u Matki Bożej z Guadalupe. Lub w Jej sprawach. A to dzięki Rosikoń Press – wydawnictwu, które szykuje książkę o Matce Bożej z Guadalupe. Ja mogę im towarzyszyć i przyglądać się ich pracy oraz uczestniczyć we wszystkich spotkaniach poświęconych Matce Bożej. Jest to także znakomita okazja do codziennego wstawiania się za wszystkich bliskich, do których to w sposób szczególny zalicza się grono naszych kochanych Czytelników “Przystani”.

Chciałbym się podzielić jedną historią usłyszaną w czasie tych spotkań. Jak pewnie większość naszych Czytelników wie, Matka Boża zażyczyła sobie, żeby wybudować w miejscu przez Nią wskazanym kaplicę, gdzie będzie wysłuchiwać naszych próśb: “Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę”. Gdy tylko ksiądz biskup otrzymał znak, o jaki prosił Juan Diego, udał się następnego dnia, żeby zobaczyć to miejsce, gdzie się Matka Boża ukazała i gdzie ma stanąć świątynia. Powstała w dwa tygodnie.

I tu owa historia. Matka Boża powiedziała: “tutaj zobaczę ich łzy…”, ale miejsce bardzo szybko okazało się za małe. Rozbudowywane wiele razy – ciągle było za małe. Podjęto więc decyzję o budowie nowego kościoła. Ale Matka Boża powiedziała: “tutaj”. Wskazała na to właśnie miejsce, a nie, że gdzieś tu, na tym terenie. Ale już się nie mieścimy. Jak wybrnąć z tego dylematu? Zrobiono więc tak: w miejscu, gdzie planowano postawić nową świątynię, zbudowano drewniane rusztowanie, gdzie przeniesiono Matkę Bożą. Jeśli się Matce Bożej nie spodoba, to… coś zrobi. Kiedy Matka Boża przez osiem dni nie okazała, że jej to nie odpowiada, odniesiono Jej wizerunek do poprzedniego miejsca i rozpoczęto budowę świątyni.

Strasznie mi się ta historia spodobała. To jest prawdziwa wiara. I taki Meksyk spotkałem. Ludzi, którzy Matkę Bożą traktują bardzo na serio. Ona tu mieszka. Do Niej się przychodzi w odwiedziny, Jej się przynosi noworodki, żeby uprosić dla nich błogosławieństwo, do Niej się idzie przed operacją i po operacji. Do Niej się po prostu przychodzi.

Cieszę się więc bardzo, że mogłem być u Niej tak często, jak się tylko dało. Bo przecież też zawsze była to wizyta pełna modlitwy za Was wszystkich.

Z modlitwą,

W ostatni dzień w Meksyku (w czasie tego przyjazdu, oczywiście, bo tu trzeba wracać)

Więc jeszcze

Padre J.

 

 

Jonatan

January 23, 2014 5:00 am

„… dusza Jonatana przylgnęła całkowicie do duszy Dawida. (…) Jonatan zaś zawarł z Dawidem związek przyjaźni, umiłował go bowiem jak samego siebie”. (1 Sm 18, 1.3)

Tak zaczyna się historia przepięknej przyjaźni Jonatana i Dawida – od „przylgnięcia dusz”. Jak pięknym, bezinteresownym  darem Jonatan był dla Dawida. Nie doszukałam się w ich historii takiego momentu, w którym Jonatan oczekiwałby czegoś od Dawida w zamian za wyświadczane dobro. Jonatan potrafił bowiem pięknie kochać – bardzo ofiarnie, szlachetnie, nie myśląc o sobie.

A dziś czytamy, jak Jonatan ostrzega Dawida i z żarliwością wstawia się za nim u swego ojca, przyczyniając się do tego, ze Saul rezygnuje (tymczasowo) z zamiaru zabicia Dawida (1 Sm 18,6-9;19,1-7). Jonatan nie raz narażał się ojcu broniąc Dawida, wystawiając się na ryzyko gniewu Saula, a nawet utratę własnej pozycji. Wciąż czuwał nad Dawidem – ostrzegał, spieszył z konkretną pomocą, „umacniał w Bogu” (1 Sm 23, 16) – a wszystko to jakby „pod górkę”, bo często w warunkach ekstremalnych i wbrew woli ojca. Co więcej: sam zrzeka się godności królewskiej na rzecz Dawida: „ty będziesz królem nad Izraelem, ja zaś będę drugim po tobie” (1 Sm 23,17).

Wzór przyjaciela, odważnego i wiernego, który nie jawi się wcale jako ktoś, kto jest  świadomy tego, że podejmuje względem Dawida jakieś wielkie ofiary czy akty heroizmu. I pewnie wcale nawet nie myślał w tych kategoriach…

„Oto Pan między mną a Tobą na wieki” (1 Sm 20, 23) – recepta na piękną i trwałą przyjaźń.

Basia

ocalić życie

January 22, 2014 5:00 am

“Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” (Mk 3, 4).

On po stronie życia. Wyrywający z rąk faryzeuszy prawo do decydowania o losie człowieka. Jakby musiał się z nimi kłócić, sam będąc Panem życia. A jednak tamci mają problem, czy człowiekowi z uschłą ręką należy pomóc. Z powodu dnia wolnego. “Dnia Pana”.

Ostatnio słuchałam Gianny Jensen, pewnie bardzo znanej. Przeżyła własną aborcję. W ósmym miesiącu życia płodowego podano jej roztwór kwasu solnego. Mimo że urodziła się żywa (ku zdziwieniu wszystkich), mózg doznał niedotlenienia i ta piękna kobieta nosi w sobie pamiątkę tych zdarzeń w postaci lekkiego porażenia. Kuleje. Choć zapewne okoliczności przyjścia na świat zraniły ją o wiele głębiej. I opowiada o absurdzie nastawania na ludzkie życie. O pogwałceniu jej praw. Bo “wolno zabić”.

I gdy rozmyślam, ile jej zajęło wynegocjowanie ze światem prawa do życia, ona wypowiada akurat do słuchającego jej gremium te słowa: “Jestem dziewczyną Pana Boga. Z nimi się nie zadziera. Mam na czole znamię, które mówi: ‘Lepiej bądź dla mnie miły, bo mój Ojciec rządzi światem’.”*

Większy od litery Prawa. Większy od cierpienia i zlekceważenia. Większy od śmierci.

*Źródło: TU.

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 148 other subscribers