przymus szampańskiej zabawy

December 31, 2014 5:04 am

W komercyjnych rozgłośniach radiowych Sylwester to przymus szampańskiej zabawy. Zawsze wówczas przypominam sobie Jacka Cygana, który najbardziej znamiennego Sylwestra w swoim życiu wspominał następująco: w gronie artystów na wyjeździe popili tak, że im się dni zlały w jedno i okazało się, że obchody witania Nowego Roku urządzili o dzień za wcześnie. Na Sylwestra została walka z kacem, a więc jakieś cierpienie, które skonfrontowało go z zupełnie fundamentalnymi pytaniami i zamieniło przełom roku w kilometry zmieniających życie przemyśleń i ważnych rozmów.

Gdyby pominąć przymus szampańskiej zabawy, zmiana roku z 2014 na 2015 jakoś naturalnie skłania do podsumowań tego, co było i obaw o to, co będzie. I tak myślę, że gdyby podsumowanie rozpocząć od “dziękuję”, wtedy na pewno wyjdzie na plus (i na Plus 🙂 ), i znajdzie się tak wiele powodów, ile odpalanych w tym czasie fajerwerków. A gdyby planowanie przyszłości rozpocząć od cytatu z dzisiejszych czytań – Słowo stało się ciałem i mieszkało między nami. Wszystkim, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1,14.12) – wówczas perspektywa czekającego nas dobra nam się nie zawęzi ani nie skończy. Już teraz mogę liczyć na to, że Pan Bóg i w tym roku nie zniechęci się ani nie załamie w wysiłku pokazywania mi, jak bardzo jestem Jego dzieckiem, jak bezgranicznie kochanym, jak ważnym i drogim. Nawet jeśli będzie się znowu musiał przedzierać przez zasłonę rozmaitych projekcji na Jego temat, które przypisują Mu cechy, których nie posiada; przez mury zranień, wspomnień, obaw.

To plan na rok najbliższy i całe życie. I podobno ostatnie, tak jak i pierwsze, słowo należy do Niego – nie do naszego zniechęcenia, zaniepokojenia, smutku.

Drogim Czytelnikom – życzenia dobrego wejścia w Nowy Rok. Jakoś też z modlitwą za naszego “Znajomego Księdza z Polski”, którego szampańskie obchody przypadają na odciętą od świata pustelnię.

Mplus

 

Pustynia

December 30, 2014 5:00 am

To czas najzupełniej wyjątkowy. Można się na nią wybrać samemu, bywa się wyprowadzanym na pustynię przez Pana Boga, ale wydaje się, że tak czy inaczej, jest niezbędna. Bez opuszczenia wszystkich podpórek, bez wydania się na prawdę o swoim wnętrzu, trudno jest usłyszeć głos Pana Boga, który lubi przemawiać w ciszy. Nie w trzęsieniu ziemi, nie w huraganie, ale w łagodnym powiewie wietrzyka.

Wiecie jak ważny jest dla mnie ten czas. I choć mam świadomość, że wiele spraw jeszcze nie jest skończonych i terminy gonią, to pierwsze chwile roku chcę oddać Panu Bogu, żeby nabrać właściwego kierunku, żeby się wsłuchać w Jego prowadzenie. Wejście w pustynię oznacza także jakoś porzucenie siebie i swoich planów. To nie zwykłe wejście do kościoła, żeby się pomodlić, z którego można wyjść, gdy się „wyczerpał“ temat rozmowy. To trwanie w Obecności, od której nie da się wyjść. To krok w nieznane, choć w wierze. To krok, by być bliżej Tego, który nieustannie czeka, by powiedzieć, że nas kocha.

Będzie to rok intensywny. Każdy prawie weekend to spotkania z małżeństwami (Programy – będzie ich w roku 2015 aż 26 w 6 krajach) oraz dni skupienia i rekolekcje dla rodzin. Weekendów wolnych już nie ma. A czas pomiędzy weekendami też już jest zajęty. Planujemy w tym roku wydać z Gosią Rybak naszą książkę, ukończyć z Agnieszką Rogalską Program 5 i zorganizować Program 4 dla tak już wielu absolwentów pierwszych trzech Programów. Powstają nowe ośrodki, które pragną służyć naszymi Programami, w których trzeba będzie szkolić księży i nowe pary trenerskie. Rok będzie intensywny, więc tym bardziej potrzeba Jego błogosławieństwa i Jego obecności w każdym dniu.

Proszę Was o pamięć, o modlitwę i towarzyszenie z różańcem św. W tym roku idę na pustynię, prosząc Matkę Bożą, żeby mnie wzięła do swojego domu i uczyła mnie, jak kochać Pana Jezusa, jak być Jego uczniem i jak być Jej synem. To program oczywiście większy niż na te dwa tygodnie. 🙂 Ale z Waszą modlitwą będzie mi łatwiej go zacząć.

Będę każdego dnia z Wami modlitwą i błogosławieństwem. Będziecie ze mną w każdej Mszy św. Tradycyjnie, będę w tym czasie poza „czasem“, czyli bez zegarka, z informacją o tym, jaki dziś dzień, płynącą z codziennych czytań. Możecie się więc spodziewać nagłego dopływu łaski w każdym momencie dnia. 🙂

Do usłyszenia, jak Pan Bóg pozwoli, za dwa tygodnie, w środę 14. stycznia.

Błogosławię Was całym sercem

Ks. Jarosław z Pustelni św. Eliasza

(choć pisałem jeszcze w Łomiankach)

 

Piąty dzień Oktawy

December 29, 2014 5:00 am

Kościół umie się radować wydarzeniami. Sam wymyślił oktawy – przeżywanie przez osiem dni jednego wydarzenia. Ma jeszcze nowenny (9 dni przed wydarzeniem) i tridua (trzy dni przed), różne kategorie świętowania: wspomnienia dowolne, obowiązkowe, święta i uroczystości. Mamy nie tylko nazwy na te różne kategorie wydarzeń, ale też i określone praktyki.

W Oktawie Bożego Narodzenia każdy dzień może mieć swojego bohatera (św. Szczepan, św. Jan czy św. Tomasz Becket), ale Nieszpory każdego dnia przeżywają to samo wydarzenie – Narodzenie Pana Jezusa. Nie pędzimy od wydarzenia do wydarzenia, budując swój świat na pokonywaniu kolejnych, ale troszczymy się o łaskę kontemplacji, zadomowienia w świecie nadprzyrodzonym, gdzie główna treść się nie zmienia (niepojęta miłość Pana Boga do każdego z nas), a jedynie zmienia się sposób objawiania tej miłości (inny w Adwencie, inny w Wielkim Poście; inny w Bożym Narodzeniu i inny w czasie Wielkiejnocy).

Potrzebny jest nam czas na zatrzymanie się w Misterium. Pozwolnie, danie sobie czasu na jego przenikanie do naszego życia. Oczywiście, że wartość ma każda sekunda oddana Panu Bogu i każdy, choćby najkrótszy akt strzelisty (krótkie zawołanie do Niego z miłością, jak „Jezu, ufam Tobie!“), ale kiedy niespiesznie „zadamawiam“ się w Jego miłości, trwam przy Nim sercem, to z tego pełnego miłości obcowania rodzi się we mnie Jego świat: świat Jego uczuć, pragnień, myśli, Jego troski o drugiego człowieka i Jego pragnienie bycia z każdym z nas tak blisko, jak się tylko da.

Mimo tego, że „czas na goni“, że „trzeba dotrzymać terminów“, że zaraz „koniec roku“ i jeszcze trzeba to czy tamto, tak naprawdę mamy czas, żeby się radować Bożą obecnością w naszym życiu. Dziecię nam się narodziło, Zbawiciel świata. Dlatego możemy śpiewać przez cały okres: “Dzisiaj w Betlejem, dzisiaj w Betlejem, wesoła nowina…”

Z pamięcią o Was, w ostatni dzień przed udaniem się do Pustelni, by być tylko z Nim (choć także dla Was i z myślą o Was) przez dwa tygodnie. Ale o tym słówko jeszcze jutro. 🙂

Z błogosławieństwem dla wszystkich naszych Drogich i Kochanych Czytelniczek i Czytelników

Ks. Jarosław

Święta Rodzina

December 28, 2014 5:00 am

Pierwsze i najdłuższe środowisko życia Pana Jezusa. Tu wzrastał, tu nabierał mądrości i łaski i tu pierwszy ją objawiał. Jakim cudownym był darem dla Maryi i Józefa. Jego prawdziwa natura i Jego misja nie rozsadziła rodziny, ale się w nią przepięknie włączyła. Był Synem Bożym i synem Maryi i Józefa, był Panem i „był im poddany“, był Zbawicielem świata i uczestniczył w codziennych zadaniach domu. Jakim niezwykłym miejscem jest rodzina, skoro może pomieścić największe misje i codzienność. Tu wzrastają niezwykli misjonarze i tu wzrastają niezwykłe mamy i ojcowie; tu się obdarza miłością i szacunkiem, którym potem się będzie promieniować na wszystkie relacje i tu jest pierwsza szkoła pracy i modlitwy, życia rodzinnego i społecznego.

Trudno się dziwić, że wielu z nas chciałoby zawołać wraz z błogosławionym Pawłem VI: „O, jak bardzo pragnęlibyśmy powrócić na nowo do lat dziecinnych i poddać się tej pokornej, a wzniosłej szkole nazaretańskiej! Jakbyśmy chcieli pod okiem Maryi uczyć się na nowo prawdziwej wiedzy o życiu i najwyższej mądrości praw Bożych!“

Skoro nie możemy „powrócić na nowo do lat dziecinnych“ to jednak możemy, już jako dorośli, podarować naszym dzieciom miłość do Świętej Rodziny i zaprosić Ją dzisiaj do naszych domów, żeby je uczyniła swoimi.

I tak się dziś o to modlę. Za Wasze – piękne troską jaką w nie wkładacie – Domy, za Wasze relacje i trud ich kształtowania i o piękną przyszłość Waszych dzieci, którym często dajecie jeszcze więcej, niż sami otrzymaliście; umocnieni łaską z wysoka.

Z modlitwą

Ks. Jarosław

*(przemówienie z 5 stycznia 1964 roku w Nazarecie)

Umiłowany uczeń

December 27, 2014 5:00 am

Tak właśnie pisał o sobie św. Jan – najmłodszy Apostoł, autor Ewangelii, Listów i Apokalipsy. Jedyny Apostoł, który nie poniósł męczeństwa, lecz umarł śmiercią naturalną. Próbowano go zgładzić podając mu wino z trucizną, ale gdy święty uczynił znak krzyża – kielich pękł. Na pamiątkę tego wydarzenia w niektórych kościołach dzisiaj, w dniu jego święta, poświęca się wino.

W dzisiejszym czytaniu padają słowa zapisane w pierwszym jego Liście: “[Oznajmiam wam to] co istniało od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, cośmy widzieli na własne oczy, na co spoglądaliśmy i czego dotykały nasze ręce. Objawiło się bowiem życie, a myśmy je widzieli i o nim świadczymy. Głosimy wam życie wieczne, które było u Ojca, a nam zostało objawione” (1 J 1, 1-2).

W tych dniach “na świeżo” mam przed oczami wydarzenia z Betlejem, hołd pasterzy i Aniołów, świąteczny czas z rodziną, życzenia, rozmowy. Ale św. Jan Apostoł głosi i świadczy o życiu wiecznym, które było u Ojca. W trzecim dniu od Bożego Narodzenia pobrzmiewa już zapowiedź zmartwychwstania. Jestem wezwany jako świadek życia wiecznego, mimo, że nie widzialem pustego grobu – św. Jan ujrzał i uwierzył. Jestem wezwany do świadczenia o życiu, ktore widzę, które zostało mi objawione.

Czy łatwo dziś świadczyć o życiu wiecznym, o życiu? Gdy nad tym się zastanawiałem, to przypomniała mi się kanonizacja Jana Pawła II, beatyfikacja Pawła VI, Synod o Rodzinie, pobyt w Polsce Mary Wagner, która w tych dniach znów trafiła do więzienia… Ale oprócz takich “medialnych” wydarzeń ostatniego roku przecież codziennie tysiące osób głoszą prawdę o życiu i oddają za nią swoje modlitwy, cierpienia, własną wygodę, dobra tego świata. W przededniu uroczystości Świętej Rodziny nie mogę nie wspomnieć o Instytucie Świętej Rodziny, dzięki którego charyzmatom istnieją liczne dzieła. Rok życia konsekrowanego to czas łaski – również dla Instytutu.

Z pasterzami przychodzę do szopki, spotykam Świętą Rodzinę i proszę, bym tak, jak umiłowany uczeń Jezusa, umiał zobaczyć i świadczyć.

Andrzej O.

Po kolędzie

December 26, 2014 5:00 am

„Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga.“ (Dz 7, 55)

Gdy patrzę na żłóbek i leżące w nim Dzieciątko Jezus, mogę zobaczyć świat w nowej perspektywie. Najpierw jako paradoks i misterium: Bóg – się rodzi, Moc – truchleje, Pan niebiosów – obnażony, ogień – krzepnie, blask – ciemnieje, ma granice – nieskończony. Trudno zobaczyć Boga w dzieciątku leżącym w żłóbku.

Z drugiej strony, jeśli już mielibyśmy „zobaczyć niebo otwarte“ i Boga samego, to jak zobaczyć Miłość Wcieloną, Boga, który jest Miłością bezgraniczną?

Przyszedł do nas jako Dziecko, tak wszedł w nasze Domy i tak go wyśpiewujemy w naszych kolędach. Dziś odwiedzamy się rodzinnie, bo chcemy się ucieszyć sobą, bo chcemy się podzielić radością. On zaczął swoją niezwykłą misję w rodzinie. I wiemy, że pozostanie w niej przez lat trzydzieści. Chce nam pokazać, że Misterium nowego życia, do którego jesteśmy zaproszeni, zaczyna się w rodzinie, w niej się zadomawia i w niej się odnajduje najpiękniej.

Zwyczajowo więc dziś i ja ruszam (duchowo) w drogę starając się odwiedzić Wasze Domy, gdzie spotkało mnie tyle radości i tyle miłości. A odwiedzając, chciałbym Wam powiedzieć, że jesteście dla mnie bardzo ważni, a Wasza przyjaźń i Wasza serdeczność jest dla mnie oparciem i motorem wszelkich apostolskich misji. Jak dobrze, że jesteście!

I dobrego świętowania.

Z modlitwą i błogosławieństwem

Ks. Jarosław

 

Zwiastuję wam radość wielką, dziś narodził się nam Zbawiciel!

December 25, 2014 5:00 am

Wracamy do tej radości liturgicznie każdego roku. I mimo jej powtarzalności – cieszymy się nią na nowo. Prawdziwa radość, choćby zapisana takimi samymi rytuałami, zawsze porywa, zawsze odnawia i zawsze uszczęśliwia. Obserwując ją z perspektywy kilkuletnich siostrzeńców, czy z perspektywy Mamy, szczęśliwej, że wszystkie jej dzieci są razem, na nowo doświadczam mocy dobrej nowiny.

Dziś przyszła na świat odpowiedź na wszystkie nasze lęki, wątpliwości, słabości, grzechy i pytania. Przychodzi nie w mocy, sile i potędze, ale jako Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie. Przychodzi, żeby udzielić odpowiedzi przez miłość, a nie przez moc argumentów czy siłę racji. Miłość Wcielona przychodzi, żeby zdobyć nas przez miłość. Ona wie dobrze, ze ani przez surową minę, co miałaby nas postraszyć, ani przez szantaż emocjonalny – „ileż ja dla ciebie zrobiłem“ – nie zdobędzie się serca drugiej osoby. Pozwólmy dziś Dzieciątku Jezus wydobyć z nas na nowo dzieci, które – porwane miłością, oddadzą wszystko miłości, zaufają jej na nowo i doświadczą jej mocy. Ona bowiem, gdy jest, usprawiedliwi sobą wszystko, odnowi wszystko i poukłada wszystko na nowo.

Z błogosławieństwem świątecznym

Ks. Jarosław

 

 

Ostatni dzień wielkiego oczekiwania

December 24, 2014 5:00 am

… najbardziej pokazuje istotę Adwentu. Wszystko przygotowane (no, prawie), choinka przystrojona, stół przygotowany, wszystkie potrawy gotowe, a prezenty na miejscu. W tym wszystkim jeszcze trzeba było znaleźć czas na przygotowanie siebie (ze Spowiedzią włącznie i fryzurą oczywiście). Wszystko przygotowane… na przyjście Dzieciątka. To dla Niego to wszystko.

Cały trud przygotowania Świąt – ogromna logistyka od strony kuchni po wyzwanie zdobycia spersonalizowanych prezentów – pokazuje w mikroskali ogrom przygotowania misterium zbawienia. „Misterium“, bo Boży plan nam się stopniowo objawia w całej historii świata i „zbawienia; bo to o to chodzi – o nasze życie wieczne w Bogu i z Nim.

Nasz świąteczny wygląd i nasze świętowanie, nasza radość – są tylko przedsmakiem radości Nieba. Ono dzisiaj także ma swoje święto: Bóg się rodzi. Całe Niebo staje w zachwycie, a Aniołowie poniosą tę wieść dalej.

Dziś przy naszych stołach pojawi się jedno nakrycie więcej. Dla niespodziewanego gościa/Gościa. Bóg przychodzi do każdego z nas, nawet najbardziej odległego. Pokonał taką odległość, że już bliżej się być nie da. Zamieszkał pośród nas.

Chciałbym dzisiaj podzielić się z Tobą opłatkiem i podziękować za to, że mogliśmy się spotkać i podzielić się swoim spotkaniem z Nim, Zbawicielem świata. To dzięki temu, że przyszedł i że został z nami, jesteśmy tym, kim jesteśmy. Niech Wasz dom będzie zawsze miejscem, gdzie każdy jest “u siebie”. Radosnego świętowania.

Z pamięcią

Ks. Jarosław

 

 

choinka piękna jak las

December 23, 2014 5:00 am

Chłopaki idą po choinkę. Boski Andy, znaczy mąż, i Krzyś, syn. Zbierali się cały dzień. Denerwowałam się, czy wypali, żeby była jakaś rodzinna tradycja. Wracają z drzewkiem wielkiej urody, włochatym, gęstym i pachnącym, prosto ze sklepu wielkopowierzchniowego, co znajduje się w naszej obecnie wiosce. Po ustawieniu i wyjęciu z worka okazuje się, że choinka z całą pewnością nie ma czubka. I choć widzę to od razu, udaję, że nie. Aż Boski sam spostrzega. Mówię na pociechę: u nas w domu same czubki w sumie, więc bez tego jednego się obejdzie.

Jest w tym jakieś piękno, że chcemy, by było idealnie. By było bardziej, lepiej, więcej. Tymczasem plan po planie następuje ich redukcja w stronę “mniej”. Powoli w warstwie oprawy zewnętrznej i symboli – z wielkich zamierzeń zmierzamy w stronę standardu stajni i żłobu. W warstwie rodzinnej harmonii – w stronę godzenia w pocie czoła prądów i przeciwprądów.

Pocieszające słowa płyną z radia: “I came across the manger, where there is no danger, where love has eyes and is not blind” * – “Byłam u żłóbka, gdzie nic nikomu nie grozi, gdzie miłość ma oczy i nie jest ślepa”. On nie urywa się z choinki (bez czubka), ale przychodzi w realizm naszych wielkich pragnień i małych możliwości, doskonale ich świadomy, by je ogarnąć ramionami. A przede wszystkim, by przygarnąć mocno nas samych, w których sercach łomocze niepewność – czy naprawdę zechce się pojawić mimo wszystko.

Mplus

*Damien Rice “I Don’t Want to Change You”

Kogo zaprosić?

December 22, 2014 9:23 am

To już niedługo świętować będziemy Boże Narodzenie.

Szykujemy się więc do tego wydarzenia. Robimy porządki. Mamy przecież świadomość, że już raz Jezus narodził się w stajni, choć jako król całej ziemi zasługiwał na lepsze warunki, więc teraz my staramy się bardziej. Szykujemy też swoje wnętrza, bo wiemy, że nie tylko o czysty dom chodzi, ale i o to, by przyjąć Jezusa właśnie do swojego serca.

Choć może to być trudne, bo różne sprawy w sercu mogą uwierać, przeszkadzać, coś może boleć… Pojawić się mogą wątpliwość, czy cokolwiek warte są te wszystkie przygotowania – te fizyczne i te duchowe, gdy serce niedomagające.

Ale i w takiej sytuacji Bóg nie pozostawia nas samych. Dał nam przecież też Jego Matkę, aby pomogła nam Go przyjąć, tak jak Elżbiecie. Elżbieta, będąc brzemienną, też potrzebowała pomocy. Z tą pomocą przyszła jej właśnie Maryja. Będąc przejętą przez Elżbietę, gdzie poczuła się bezpiecznie, Maryja wypowiedziała „Magnificat”- przepiękny hymn uwielbienia i zawierzenia. Przyjmując Maryję Elżbieta wraz z Nią przyjęła Jezusa do siebie. A „Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy” (Łk 1,46-56).

Zapraszając więc Maryję do siebie, przyjmując Ją do swojego serca, szykujemy najlepsze miejsce dla Jezusa. Bo Ona, gdy my gdzieś będziemy niedomagać, zatroszczy się o Niego najlepiej, a On na pewno będzie w nas!

Dorota

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 148 other subscribers