bańki mydlane

June 20, 2015 5:02 am

Miejsce akcji: Gdzieś w Polsce, znany sieciowy tani sklep ze wszystkim, czyli pepco.

Osoby dramatu: on i ona (na oko po trzydziestce) oraz ono (na oko ze dwa lata), u niej na rękach.

Podchodzą do kasy i on zaczyna walkę z wykładaniem tego, co zgromadziła podczas zakupów ona. Mamy więc walizki trzy, z których najmniejszą on odkłada na bok mówiąc, że ta to już chyba tylko jako dekoracja. Patrząc na nie mniemam, iż wszystkie głównie jako dekoracje i rozmyślam nad swoją, co również najlepiej się sprawdzi jako atrapa, kupioną na alledrogo za złotych trzydzieści pięć wraz z wysyłką. Są też ubranka bardzo dziecięce i inne drobiazgi, które on skasowane w tę walizkę pakuje z miną taką, jakby rowy kopał. I oczyma wyobraźni widzę, jak przesuwają mu się przed oczami dniówki w robocie, rachunki za prąd, gaz i inne media, co chyba jest domysłem trafnym, gdyż wyrywa mu się w ogniu walki słowo, którego tu przytaczać nie będziemy.

I wówczas ona bierze do rąk ofertę dnia, plastikowy pałąk do baniek mydlanych, i gdy on wpół zgięty nad walizką prowadzi małą księgowość rzeczy, których zastosowanie praktyczne jest mu z pewnością nieznane, ona pyta: “Patrz jakie fajne – bierzemy? Będzie sobie bańki puszczał” (tu macha pałąkiem, widząc rzeczy przyszłe). “Ile?” – zapytuje on resztkami opanowania, wygenerowanymi tylko z powodu licznej widowni przy kasie, a ona odpowiada, że pięć złotych.

I myślę sobie, że poukładać to wszystko, gdy on i ona tacy odmienni, u niej kolorowe bańki mydlane podane z wdziękiem w samą porę, a u niego siarczyste konkrety – to sztuka na miarę JA+TY=MY. Przy okazji – jak pisał wczoraj Andrzej – potrzebna modlitwa za Poznań.

M

Tags:

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 149 other subscribers