To dobrze, bo…

February 26, 2012 3:42 pm
+JMJ

… każde trudne doświadczenie czegoś mnie uczy. Najlepsze są lekcje na temat moich przekonań na swój temat. Zwłaszcza tych pozytywnych.

Jak bardzo jestem wdzięczny tym, którzy pomogli mi swoim słowem lub zachowaniem znaleźć się w trudnym położeniu, bo pokazali mi, ile jeszcze jest do przepracowania.

Czasem to trwa jakiś czas, zanim się w pełni zadomowi, ale jeśli za każdym razem sobie to mówię – “to dobrze, bo” – czas na zareagowanie uśmiechem na trudności się skraca.

To dobrze, bo z uśmiechem jest ładniej na świecie. Prawda?

X Jarosław

spotkanie

February 26, 2012 7:13 am

Pokój pełen dzieci oraz obecni, choć niereagujący aktywnie, rodzice. Dzieci bawią się w najlepsze, poziom hałasu wzrasta. Szum niesamowity do czasu pierwszych konfliktów. Krzyki i płacze powodują, że część dzieci cichnie, biegnie do rodziców. Decybele zmieniają trochę charakter, dobiegają z kilku źródeł i służą głównie poinformowaniu całego świata o bólu, cierpieniu i niesprawiedliwości. Ostatecznie wszystkie dzieci lądują w objęciach rodziców, co powoduje nastanie ciszy.

Adoracja. On przede mną w Najświętszym Sakramencie. Tak trudno mi wyciszyć wnętrze. Szum „świata”: myśli niedokończone, problemy nierozwiązane, audycja słuchana jakiś czas temu w radio, dziecko dokazujące w kaplicy itp., itd. Szum i jeszcze raz szum myśli w głowie. A On przede mną. Jego Miłość promieniuje na mnie. W końcu udaje mi się trochę wyciszyć i wspomniane „hałasy” zostają zastąpione tym, co głębiej w sercu: bóle nieuleczone, rany niezagojone, zranienia, niezrozumienia. Ogólne cierpienie.

A On stale przede mną. Czas powoli upływa. I w końcu już niczego nie ma pomiędzy nami. On i ja. I Cisza.

Jak to dobrze, że choć będąc dorosłym, są ramiona, w które mogę wtulić się jak dziecko. I spotkać się z Nim. W Ciszy. Ciszy Miłości.

Michał

sms na dziś

February 25, 2012 8:53 pm

Jezus zobaczył celnika imieniem Lewi, pobierającego cło. I powiedział do niego: „Pójdź za Mną!” (Łk 5, 27-32)

Cło (wg Słownika Języka Polskiego) – opłata pobierana przez państwo za przewóz towarów przez granice.

Mój dom – moje państwo. W moim państwie pobieram cło narzucaniem swojej woli, swoim humorem, swoim lenistwem, swoim egoizmem. I to do mnie On przychodzi i mnie woła. Mało tego, chce WŁAŚNIE U MNIE pozostać, bo wie, jak bardzo Go potrzebuję.

Dosia

brudne szyby

February 25, 2012 12:30 pm

Tyle słońca nie było w tych stronach dawno.

Słońce kładzie się na stole w salonie i zajmuje blat maleńkiej kuchni. Zupełnie nie dowierzam, że się pojawiło po tak długiej i wyczerpującej nieobecności. Ostrożnie się nim cieszę, bo może zaraz się schowa i będzie żal.

I na sobie ciepło tego słońca czując, patrzę na zewnątrz. Niby błękit i jakaś odmiana, ale widzę słabo. Głównie bowiem widzę niewymownie brudne szyby. Tak brudne, jak tylko mogą być brudne okna w centrum miasta, ostatnio umyte koło września.

I myślę, jak rzadko miłość Boga dosięga nas w postaci niepoddanej filtrowi brudnej szyby. Przedziera się przez ekran nieufności, obrazów odziedziczonych tu i tam oraz tzw. dotkliwych lekcji życia, których nam udzielono. Przez stłuczoną mozaikę wyobrażeń na miarę własnego upośledzonego poczucia sprawiedliwości, małostkowego skąpstwa, bo już sami uwierzyliśmy, że “taki lajf”, że nic dobrego nas nie spotka, że nie ma się z czego cieszyć.

Tak wiele ciepła i światła, które mogłoby przygarnąć nas całych z największą czułością, zostaje po drugiej stronie szyby. I wydaje się, że jedyna prawda, jaką mamy do dyspozycji, to ta o zaniedbanej szklarni, w której siedzimy. A jednak można się w niej zadomowić na tyle, że opowieści o pięknym słońcu na zewnątrz wydają się po prostu nie na miejscu. I nie do wiary.

Na prośbę redakcji ze “starej” strony przepisała się Małgosia

Pęknięte wiadro

February 24, 2012 8:36 am

Pewien nosiwoda miał dwa wiadra, w których co dnia nosił wodę z rzeki do domu swego pana. Zawieszał owe wiadra na końcach drążka, a drążek zakładał na ramiona. Jedno wiadro było pęknięte, a drugie miało się świetnie. Nieuszkodzone wiadro – świadome swej doskonałości – było z siebie dumne.  Pęknięte – świadome swego pęknięcia – cierpiało.

W końcu to pęknięte zwierzyło się nosiwodzie ze swego smutku. „Przez moje pęknięcie, co dnia przynosiłeś swemu panu dużo mniej wody, niż mógłbyś dostarczyć, gdybym było całe” – powiedziało. Wtedy nosiwoda zwrócił uwagę wiadra na piękne, kolorowe kwiaty mieniące się po jednej tylko stronie drogi i powiedział: „Kwiaty rosną po tej stronie drogi, a nie po drugiej, prawda? Zauważyłem pęknięcie i wykorzystałem je. Posiałem kwiaty po twojej stronie drogi. Każdego dnia, gdy wracaliśmy znad rzeki, piły wyciekającą wodę. Dwa lata zrywałem te kwiaty i ozdabiałem nimi dom mojego pana. Gdybyś nie było takie, jakie jesteś, nie moglibyśmy obdarować domu pana pięknem”*.

Choć jestem jak to pęknięte wiadro, to wiem, że nosi mnie Ktoś, kto wcale nie zniechęca się moim pęknięciem. Ten Ktoś nie podnosi rabanu z powodu „marnującej się wody”, nie przejmuje się  niezadowalającą według wszelkich ludzkich norm efektywnością. Wiem, że ten Ktoś potrafi wykorzystać nawet moje pęknięcia i braki, jeśli tylko złożę je na Jego ramiona. Bo On, jak nikt inny „z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8,28).

Basia

*Opowieść w wersji rozszerzonej można znaleźć w książce I. Holler, Porozumienie bez przemocy. Ćwiczenia.

zaczynamy

February 23, 2012 5:50 pm

+JMJ

No i się doczekałem.

Nasza Fundacja dołączyła do grona prowadzących blogi.

Wypada, żebym zaczął wyraźne starania o to, by z półanalfabety (umiem czytać) stać się (nie, nie całym analfabetą – myślałem o innym kierunku rozwoju) człowiekiem piszącym, homo scribens.

Od lat pociąga mnie świętopawłowe “stać się wszystkim dla wszystkich” (1Kor 9,22), więc skoro ludzie czytają, to pisać też musi ktoś.

Więc się cieszę, że są w naszej Fundacji ludzie, którzy chcą pisać dla tych, co chcą czytać. Niech Was Bóg prowadzi.

X Jarosław

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 149 other subscribers