bóle rodzenia

February 26, 2014 5:00 am

Wprost nie do uwierzenia. Minęły dwa lata. Czuję się podobnie patrząc na nasze dzieci: kiedy one urosły? Gdyby nie zaproszenie do wspólnego projektu, to pewnie nic bym nie napisał do dzisiaj. Ale rozpoczęło się rzeczywiście od wspomnianego „przynajmniej piszcie dla mnie”.

Gosia – latarnik. Dosia – zdążająca w ostatnich minutach. Ksiądz Jarosław – podjęte wyzwanie zawodowego mówcy, by zacząć pisać. A ja? Jeślibym miał jakoś scharakteryzować moją obecność na Przystani,  to od razu przychodzi mi do głowy sformułowanie „bóle rodzenia” 🙂 . Mile wspominam chwile, gdy jednego dnia powstawało nawet kilka wpisów, lecz to rzadziej. Częściej muszę się zmagać z trudem „tworzenia”, choć przecież tyle tematów, tyle spraw, którymi chciałoby się podzielić. Czy to kiedyś minie?

Podobnie jak ks. Jarosław, staram się uczyć od bardziej doświadczonych. „Pisząc starajcie się zawsze mieć kogoś konkretnego przed oczami” – powiedziała Gosia na jednym z redakcyjnych spotkań. Dlatego pisząc mam przed oczami naszą Naczelną, Dosię, naszego Kapitana, moją żonę. Bez ich obecności, wsparcia nic bym nie „urodził” 🙂 . Dziękuję Wam bardzo, że jesteście i piszecie także dla mnie. Lecz grono to ku mojemu zaskoczeniu i radości bardzo się poszerzyło. Nie raz zaskakiwała mnie informacja od tej lub innej osoby, że zagląda na Przystań, czyta, wręcz dziękuje za wpisy. Jakim zaskoczeniem jest przejechać 450 km by odwiedzić rodzinę, a przy okazji dowiedzieć się od znajomej o jej codziennej bytności na Przystani. Dlatego bardzo dziękuję wszystkim Czytelnikom za obecność. Także tym nieznanym. Wiem, że jesteście i pisząc myślę także o Was, choć ostatnio rzadziej pojawiam się na pokładzie. Wasze trwanie z nami tym bardziej mnie dopinguje do wytrwania w pisaniu.

Michał

P.S.

Zdjęcie obrazuje to, co się dzieje w mojej głowie…

IMG_3207

Tags:

Categorised in: Michał

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers