chwila ciszy

September 17, 2016 8:13 am

Poszłam do fryzjera, ponieważ czekało mnie publiczne i oficjalne wystąpienie, a po nim wesele w rodzinie. W niewielim saloniku był wielki telewizor, na którym leciał prawdopodobnie 5678 odcinek jakiegoś polskiego serialu (od około 5 lat nie mamy w domu TV, więc nie mam pojęcia, jaki tytuł). Obok mnie włączone było na normalnej głośności radio. I tak bohater ze złamanym sercem pytał swoją już chyba byłą ukochaną o jej dalsze życiowe plany -w rytm soundtracku, który był pomieszaniem smutnego podkładu z dyskotekowym bitem z drugiego odbiornika. Fryzjerka była w salonie sama, więc nie chodziło o to, że ona chciała radio, a koleżanka serial. I pomyślałam o tym, jak wiele mamy zagłuszaczy i jak bardzo uniemożliwiają nasze przygotowanie do dialogu. Bo mogę słuchać na raz tylu rzeczy, że nie wiem, co u mnie słychać.

Gościliśmy u nas w domu w sierpniu Marka i Blair z Nebraski, którzy przyjechali na Program 3 – rodziców ósemki dzieci, więc ludzi szalenie zajętych. Codziennie wstawali  dużo wcześniej niż my wszyscy i witali ranek w kompletnej ciszy w naszym salonie albo na tarasie. Była to cisza, w której nie było napięcia, pośpiechu, frustracji. Modlili się, rozmyślali,  będąc niedaleko od siebie, ale nie rozmawiając ze sobą i gdy wchodziłam w to ich milczenie, mowilismy sobie “dzień dobry” i nikt nie czuł się w obowiązku omawiać pogody czy bieżącej sytuacji politycznej. Ta ich cisza była czymś, przy czym chciało się zatrzymać.

Jeśli tylko mogę (jeśli najmłodsze nasze dziecko wstanie w dobrej formie albo muszę być na nogach przed nim), szukam rano tego skupienia. Za to bycie pół godziny wcześniej przy początku dnia dostaję w nagrodę wewnętrzne uspokojenie. To czas na Słowo-z-dnia, na przeczytanie homilii, wpisu na naszym blogu – na słuchanie, co dzisiaj mówi do mnie On. Na przemyślenie, jakie światło rzuca na to, co mnie dzisiaj czeka. To też czas na przypomnienie sobie swojej tożsamości i powierzenie trudnych spraw. To czas na uświadomienie sobie, jakie w sobie noszę emocje i czego się obawiam, co mnie cieszy, a co napałnia smutkiem. W jakiej formie jest moje ciało? Jeśli spało tylko 4 godziny, wiem, że to będzie ciężki dzień i coś trzeba będzie z planów wykreślić, żeby rykoszet mojego zmęczenia nie poszedł na moich bliskich. Bez tego wyciszenia na starcie, gonitwa myśli, która zaczyna się od rana, staje się chaosem, a podejmowane działania – bez ładu i składu.

Uświadamiam to sobie, że jeśli nie wiem, co u mnie słychać, nie znajdę w sobie miejsca na słuchanie męża i dzieci. Na dialog, który będzie czymś więcej niż pojedynkiem na racje czy emocjonalnym reagowaniem na wydarzenia bez refleksji, czy moje reakcje są spójne z tym, jakim chciałbym być człowiekiem.

Cisza jest przyjaciółką dialogu.

Dobrego dnia, także pielgrzymującym dziś do Łomianek i Gospodarzom miejsca

m

Tags:

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 145 other subscribers