Dar z siebie – pierwotna intuicja

June 19, 2016 10:04 am

Bardzo lubię określenie ‘dar z siebie’. Nie znam lepszego, równie adekwatnego określenia na opisanie tego, czym jest miłość. To ostatnie słowo znaczy już tak wiele i tak różnych, a często i sprzecznych rzeczy, że nie znaczy już nic. W zasadzie za każdym razem, kiedy rozmawiamy z kimś o miłości, należałoby uzgadniać sens tego słowa, aby być pewnym, że mówimy o tym samym. Mówiąc o ‘darze z siebie’ nie pozostawiam rozmówcy wątpliwości, czym jest miłość i co to znaczy kochać – kochać to dawać siebie. I nie trzeba być żadnym wyrafinowanym intelektualistą, aby właściwie zrozumieć o co chodzi w postawie ‘daru z siebie’. Mogłem się o tym przekonać jakiś czas temu, gdy przysłuchiwałem się rozmowie Agnieszki (mojej żony) z bratem, który po rozstaniu z dziewczyną dzielił się z nami swoim sceptycyzmem w sprawie istnienia miłości. Rozmowa ta wyglądała mniej więcej tak:

– Nie wiem, czy ja kocham. Nie wiem, co to miłość. Czy coś takiego w ogóle istnieje? – wyznał Kamil zapytany o powody rozstania ze swoją ostatnią dziewczyną.

– No co ty, brat? – spytała Agnieszka uśmiechając się do Kamila – Nie kochasz mnie?

– Nie no, co ty, siostra. Pewnie, że cię kocham.

– No to, co to znaczy, że mnie kochasz? – nie dawała za wygraną Agnieszka.

– No, że gdyby coś ci stało, to zrobiłbym wszystko, żeby ci pomóc…. dałbym się za ciebie porąbać.

Przysłuchiwałem sie tej rozmowie podziwiając jak Agnieszka jednym pytaniem – „Nie kochasz mnie?” – otwiera drogę do rozumienia istoty miłości. Kochać bowiem to pragnąć dobra drugiej osoby, afirmować jej wartości jako osoby właśnie, stawiając na szali swoje własne dobro, a nawet swoją własną osobę, a czyniąc to doświadczać siebie jako istoty wolnej rozumnej i spełniającej swoje najwyższe powołanie, doświadczać pełni człowieczeństwa. Wszystko to, co wyczytałem w mądrych traktatach rozpisane na dziesiątkach stron, rozłożone na czynniki proste i z powrotem powiązane w zgrabne sylogizmy, w jednym momencie stanęło mi przed oczyma jako organiczna całość wyrastająca z doświadczenia żywej relacji bliskich sobie osób. Kamil nie potrzebował żadnych studiów, aby uchwycić sens miłości jako daru z siebie. Źródłem jego rozumienia nie była nabyta w toku żmudnych analiz i wieloletniego badania wiedza, ale bezpośrednia intuicja dostępna w doświadczeniu drugiej osoby. Takie rozumienie nie musi przybierać jakiejś językowej formy w postaci mniej lub bardziej rozbudowanej teorii. Co więcej, właściwym żywiołem, w którym wyraża się takie rozumienie miłości jest działanie, a nie teoretyczne dociekanie jej istoty. Rozumienie w tym sensie nie oznacza posiadania adekwatnie wyartykułowanej treści poznania, ale oznacza, po heideggerowsku, pewien sposób funkcjonowania w świecie. Tak jak szewc rozumie się na swoim fachu i zgodnie z tym rozumieniem postępuje wykonując swój zawód, tak i ten, kto rozumie miłość jako dar z siebie odpowiednio do tego rozumienia kształtuje swoje relacje z innymi ludźmi.

Nie chciałbym, aby to co wyżej napisałem było brane za wyraz postawy negującej wartość teoretycznego namysłu nad istotą miłości. Bynajmniej, uważam, że jest on bardzo potrzebny. Taki namysł nie jest intelektualną rozrywką znudzonych czy nawiedzonych osobników, ale praktyczną koniecznością. Niebezpieczeństwem jakie bowiem grozi postawie opartej na pierwotnej intuicji dostępnej w codziennym doświadczeniu i nie pogłębionej przez teoretyczny namysł, jest załamanie się jej w obliczu negatywnych doświadczeń. Osobiste doświadczenie podniesione na poziom teoretycznej wiedzy stabilizuje taką chwiejną postawę. Jednak ostatecznym oparciem, na którym wspiera się postawa daru z siebie jest Ten, który „istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2).

Mariusz Rogalski

Categorised in: Mariusz Rogalski

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers