efektywne przeprosiny

March 4, 2015 5:00 am

Czytam gdzieś ostatnio o przepraszaniu. Że aby spełniło ono swoją rolę, trzeba się skupić na szkodzie, której subiektywnie zaznał drugi, bardziej niż na własnych uwarunkowaniach.

Myślę, że łatwiej przychodzi “przepraszam, ale…” “Ale” – to kasownik, który mówi, że w gruncie rzeczy mieliśmy swoje powody. “Przepraszam, że się spóźniłem, ale nie mogłem znaleźć kluczy do auta”. “Ale” bierze w obronę nasze dobre intencje, nasz styl życia, nasze dogmaty. Broni tego, że taka czy taki już jestem i raczej się nie zmienię. “Ale” również tratuje przeżycie drugiej osoby, decydując za nią, że “nic takiego się nie stało”. W przeciwieństwie do: “Przepraszam, że się spóżniłem – wiem, że czekałaś z ciepłym obiadem, dziecko miało iść do dentysty, a Ty kompletnie nie miałaś pojęcia, kiedy przyjedziemy”. Można powiedzieć, że dopiero wersja B może dać jakieś poczucie zadośćuczynienia. W przypadku wersji A – słyszane po raz kolejny “przepraszam, ale…” ugruntowuje jedynie w przekonaniu, że na drugą stronę nie ma co liczyć.

“Nie ma większej miłości, niż gdy kto życie odda za przyjaciół swoich” – wraca dzisiaj w Ewangelii. Oddajemy życie nieustannie: małżonkowi, z którym związaliśmy swoje losy, dzieciom, do których trzeba wstawać w nocy i wychodzić naprzeciw tak wielu potrzebom, innym ludziom. Wydawanie “życia” to jednak także oddawanie tego, co dla nas najświętsze – własnej “racji” (która ma milion swoich “ale”) na rzecz prostej empatii – współodczuwania w krzywdzie, której niestety (mimo najlepszych chęci) bywamy autorami.

M

Tags: , ,

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers