Goooooool!

September 8, 2015 11:49 am

Warszawa, Stadion Narodowy. Mecz eliminacyjny do mistrzostw Europy w Piłce nożnej 2016: Polska – Gibraltar. Godz. 20:45. Warszawa stoi korkami. Od godziny jesteśmy w drodze, żeby zdążyć na czas, ale wszystkie, najbardziej optymalne opcje trasy pokazują, że i tak wszędzie korek. Zdążyliśmy na hymn. Miejsce mam zacne, bo trybuna czerwona, sektor V3L, rząd 5 a miejsce 141. Czyli z widokiem na środek boiska i tylko 5 rzędów od murawy. Idealne. Najlepsze, jakie kiedykolwiek zająłem na Stadionie Narodowym. Może dlatego, że pierwszy raz na tym stadionie.

O zaproszenie zatroszczył się serdeczny Przyjaciel, który jest na wszystkich meczach naszej Reprezentacji. Szczęśliwie zaprosił na mecz, który sprawiał tylko radość. Bramki od pierwszych minut, akcja cały czas na połowie przeciwników i ładna gra.

Ostatni raz byłem na meczu w Lincoln. Ale tam nie grali nasi. Dobrze jest sobie przypomnieć emocje związane z walką. Oczywiście łatwiej być obserwatorem niż graczem, ale doping ze strony kibiców, fala i oklaski robią wrażenie. Przypominają się emocje ze startów w maratonach. Inny rodzaj sportu. Stadion czeka najczęściej na końcu i tylko na kilkaset ostatnich metrów. Ale jak się na niego wpada i słyszy się te oklaski i widzi się metę, to choć ostatnie kilometry były walką do upadłego, żeby tylko dotrwać do końca i nie poddać się, to wtedy wszystko mija, wraca radość i satysfakcja jest niesamowita.

Wspaniale jest oglądać mecz, kiedy nasi tak wspaniale wygrywają. Ale też i wielką radość sprawiła mi bramka Gibraltaru. Już w ostatnich minutach meczu, ale była konieczna, żeby pokazać, że walczy się do końca. I że każdy może przegrać, ale ważne jest, żeby nie dać sobie odebrać woli walki. Widziałem, jak ciężko było opanować emocje bramkarzowi, który stracił dwie bramki w odstępie zaledwie dwóch minut. Ale walczyli do końca. Mój najtrudniejszy maraton, kiedy już wydawało mi się, że nie dam rady dobiec do końca i kiedy musiałem walczyć przez ostatnie kilometry, żeby dalej biec (organizm wołał o odpoczynek, a żar lał się z nieba i od asfaltu), przyniósł jednocześnie najwięcej satysfakcji, że się udało go ukończyć, że nie dało się pokusie odpuszczenia.

Cieszę się więc naszymi ośmioma bramkami. I cieszę się bardzo jedną Gibraltaru. Bo wiem, jak jest ważna. Walczyliśmy do końca. Przegraliśmy mecz, ale nie siebie. A to jest czasem ważniejsze niż eliminacje do mistrzostw. Gdzieś tam na końcu zostaje szacunek do siebie. Za walkę do końca.

ks. Jarosław

PHOTOS

unnamed (1)

unnamed

Tags: ,

Categorised in: Ks. Jarosław Szymczak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers