łyżwy

January 8, 2014 7:14 am

czyli o tym, jak nauczyłam naszego syna jeździć na łyżwach.

Pomogło to, że nie należę ani do mistrzów panczenizmu, a już tym bardziej jazdy figurowej. Na lodzie nie czuję się bardzo pewnie, mimo że lubię łyżwy. Gdy więc weszłam z dziećmi na taflę, powiedziałam Grzybkowi: to teraz sam (bo razem byśmy się przewrócili ;)). Wcześniej miał za sobą rozpaczliwe próby utrzymania się w pionie wisząc na ręku Taty.

Krzyś na łyżwachPoinstruowałam, że musi ugiąć nogi i pochylić się nieco i często przypominałam tę zasadę w dość żartobliwy sposób. I pokazałam, jak upadać i wstawać, co chętnie oswoił. W połowie jazdy znalazł własny środek ciężkości. Po godzinie był w stanie przejechać lodowisko bez przewracania się. Cóż to była za radość i dla niego, i dla jego siostry, i dla mnie. 🙂

Bardzo mi to przypomniało myśl z Programu 2 “MY+Rodzina”. Nigdy nie dogonimy dzieci z ręczną obsługą w każdym momencie ich życia. Nie będziemy śledzić ich każdego kroku i zaopatrywać we wskazówki, żeby przypadkiem się nie potknęły i nie potłukły. Możemy jednak dać im zasady ogólne, wartości – jeśli zobaczą je w naszym życiu, przyjmą je za swoje i będą się mogły do nich odwoływać. Przykładowo: nasz szacunek w rodzinie do siebie nawzajem nauczy je szacunku.

Własny środek ciężkości na życiowe zawieruchy. Żebyśmy nie siwieli z zamartwiania się o ich przyszłość. 

M

Tags: ,

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers