Rotoura

May 12, 2013 6:20 pm

Po wyprawie do Hobbitonu zajeżdżam do miasta o nazwie Rotorua. Wcześniej napisałem list do lokalnego księdza w sprawie możliwości odprawienia Mszy św. w niedzielę. Po wymianie maili ostatecznie trafiam do niego na parafię i zostaję jego gościem wraz z bp. Denisem Brownem, który tego samego dnia przyjeżdża na Bierzmowanie i Pierwszą Komunię św. Fr. Mark jest proboszczem na dwóch parafiach, raz w miesiącu jedzie na kraniec swojej parafii, by tam odprawić Mszę św. i od czasu do czasu także odprawia dla Maorysów z racji tego, że nauczył się ich języka. Wspiera go w pracy jego współbrat misjonarz Fr. Peter. Wieczorem, po Mszy św. wraz z ks. biskupem zjadamy w ramach kolacji pizzę. I oglądamy mecz rugby. To ich narodowy sport, w którym są rzeczywiście mistrzami.

Ks. Proboszcz Mark i Fr. Peter – moi gospodarze z Rotorua

IMG_0602

I ks. bp Denis Browne:IMG_0607

Rano po Mszy św. ruszam zwiedzać miasto i okolice. Przy domach, chodnikach, parkach, wszędzie widać rury odprowadzające parę ze źródeł geotermalnych.

Najpierw odwiedzam wulkan Tarawera, którego erupcja  dokonała zniszczeń w 1886 roku.

Lake Tarawera, po drugiej stronie dwa wulkany. Ostatni wybuch w 1886 powiększył jezioro:

IMG_0609

 Potem dwa jeziora Blue i Green. Przedzielone wąziutkim pasem ziemi. Wszędzie zieleń.

blue and green

Jezioro niebieskie:

IMG_0617

Parafianin John zawiózł mnie w te wszystkie miejsca. Mąż od 50 lat, ojciec 7 dzieci. Tylko 4 razy opuścił codzienną Mszę św. od początku małżeństwa:

IMG_0615

Jezioro zielone:

IMG_0619

Następnie trafiamy do wspaniałego parku Red Woods. Potężne sekwoje, których konary pną się niesamowicie do góry, ok 70 m. A objąć się nie da. Idziemy przepiękną aleją, stąpając jak po dywanie. Zapachu miasta tu nie czuć. Zieleń przykrywa wszystko.

IMG_0625

I na sam koniec trafiamy do maoryskiej wioski Whakarewarewa. Udało się nawet zdążyć na pokaz pieśni i tańca w wykonaniu lokalnego zespołu. Jest też okazja zrobić stosowne zdjęcie.

IMG_0639

Celem jest także park geotermalny Te Puia z gejzerem Pohutu. Podobno wyrzuca on strumienie pary i gorącej wody na wysokość do 20 metrów, mniej więcej raz na godzinę (o ile). Dziś był leniwy i nie chciał pokazać na co go stać. Mimo czekania blisko 30 minut nie udało się zobaczyć go w pełnej okazałości. Ale mimo wszystko robi wrażenie.

IMG_0648

Całe miasto to jeden wielki gejzer. Nawet na ulicach można spotkać dymy. W całym mieście czuć wyziewy:

IMG_0642

 

IMG_0650

Na koniec jeszcze wspólny posiłek z ks. biskupem i lokalnymi duszpasterzami, u sióstr zakonnych (na sześcioro rodzeństwa księdza biskupa – 3 braci i 3 siostry, tylko jedna się wyłamała; wszyscy bracia są kapłanami, w tym jeden biskupem, i dwie siostry w zakonie; u tej jednej w klasztorze jesteśmy na posiłku).

I w drogę powrotną, tym razem inną trasą, żeby jeszcze więcej zobaczyć. Prowadzi mi się bardzo dobrze. Tym razem tylko raz, zamiast kierunkowskazu, włączyłem wycieraczki. Trochę jeszcze się myli. Ale już jest bardzo dobrze.

Jutro wyprawa na północ. Prawie na sam początek wyspy.

Do usłyszenia,

xj

 

Tags: , ,

Categorised in: Uncategorised

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers