słuchanie: poziom "proficiency"

September 13, 2016 5:00 am

W niedzielę ks. Jarek pisał o tym, jak bardzo potrzeba tych, co potrafią słuchać. Można powiedzieć, że poziom “beginner” to powstrzymać się od mówienia i przenieść uwagę na drugą osobę, w taki sposób, jakbyśmy opróżnili swoją głowę z pomysłów na kolejne zdania i naprawdę starali się usłyszeć, co on czy ona chce nam powiedzieć. Potem pewnie jest dużo różnych szczebli zaawansowania, ale chciałabym dzisiaj napisać o czymś z rejonów już “proficiency”. Czyli naprawdę zaawansowanych. To wtedy, gdy to, co do nas mówią inni, jest raniące i budzi sprzeciw – jeśli skupimy się tylko na warstwie słownej.

Odkrycie tego dla siebie samej było dla mnie krokiem milowym (dlatego pisałam już kiedyś). Rewelacyjnie ten typ wypowiedzi obrazuje “nienawidzę Cię”, jakie możemy usłyszeć od naszych dzieci. Albo “jesteś najgorszą matką na świecie” i tym podobne laurki, których pewną ilość każdy rodzic zapewne ma na swoim koncie. Jest w tej grupie także cała seria przykrych rzeczy, które mąż może powiedzieć żonie, a żona do męża. I choć nie powinniśmy i nie chcemy sprawiać bólu, ubieramy emocje w słowa często kompletnie niestosowne.

Przez wiele lat zostawałam na ścianie dialogu z tym, co na wierzchu. “Jest mi bardzo przykro, że tak myślisz”. “Dzieci nie powinny się tak odzywać do swoich rodziców”. “Za moich czasów, gdyby ktoś się tak odezwał, dostałby takie manto, że byłby to pierwszy i ostatni raz”. W tym stylu można by kontynuować z dziećmi. Do męża, żony, współpracownika, zdenerwowanego klienta – wchodzi także cala paleta retorsji. “Jak możesz?” “I to słyszę od Ciebie za to wszystko, co dla Ciebie robię?” “Ty… (tu na przykład jakieś nazwy zwierząt hodowlanych).” Albo po prostu foch. Trzask drzwiami.

A przecież wiem po sobie. Ludzie mówią w nerwach rzeczy, które mają skupić naszą uwagę na nich na tyle, by dotarło; przykładając do tego siłę, która wzięta dosłownie (“ona mnie nienawidzi”), mogłaby znokautować nas na amen. A przecież im zależy ostatecznie na tym, byśmy ich zrozumieli, weszli z nimi w bliski kontakt. Dlatego tym, co bardzo szybko prowadzi do zakończenia konfliktu, jest pomoc w nazwaniu emocji, która każe dziecku czy wzburzonemu dorosłemu mówić rzeczy tak nieadekwatne. “Widzę, że jesteś bardzo rozżalona”. “Widzę, że musisz być naprawdę wściekły”. “Coś sprawiło Ci wielką przykrość”. “Jesteś niezadowolony”. I wówczas zdarza się cud: druga strona zaczyna topnieć w błyskawicznym tempie. “Tak, miałem straszny dzień w pracy”. “Mamo, nie lubię, kiedy na mnie tak krzyczysz”. “Nic mi nie wychodzi”. “Przytul mnie”.

Niby to bardzo trudne, bo trzeba przejść ponad uczuciem osobistej przykrości. Z drugiej strony ta ścieżka odrywa od wchodzenia w urazę, rozpamiętywaną potem długo, i powoduje że pocisk tak naprawdę nie robi nam krzywdy. Proste kroki: skupienie uwagi na rozmówcy, dotarcie do tego, co jest pod spodem ubranych w emocję trudnych słów, a potem wypowiedzenie tego, by pomóc mu odnaleźć kontakt z samym sobą. Bezcenne. I nieodzowne w małżeństwie, gdzie – jak pisali poprzednicy – rozmawiamy ze sobą ciągle, ale nie wszystkie te sytuacje można nazwać dialogiem. Metoda “rozszyfrowywania” obraca w dialog to, co mogłoby być początkiem kłótni.

Szyfry wojny

Małgorzata Rybak

Diagram narysowałam na podstawie książki Thomasa Gordona “Wychowanie bez porażek w praktyce”.

Tags: ,

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 148 other subscribers