Czas przedświąteczny

December 23, 2016 5:00 am

Najdłuższy możliwy adwent “wreszcie” dobiega końca, jutro wigilia Bożego Narodzenia. Nasze dzieci dziś już nie idą do “placówek dydaktycznych, edukacyjnych, opiekuńczo-wychowawczych”. Najczęściej są w domu – i tutaj z grubsza są dwie możliwości: albo same pomagają, albo pomocy wymagają 😉

Przygotowania przedświąteczne i atmosfera panująca wtedy w domu chyba każdemu zapada mocno w pamięć. Wydarzenia te, z dzieciństwa i wczesnej młodości, utrwalone dodatkowo przez mocno emocjonalne podejście, towarzyszą mi również w dorosłości. Ale, jak zwykle, z pomocą przychodzi dzisiejsze czytanie z Księgi proroka Malachiasza. Zawarta w nim jest bardzo cenna wskazówka:

“Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. I skłoni on serca ojców ku synom, a serca synów ku ich ojcom, abym nie przyszedł i nie poraził ziemi klątwą” (Ml 3, 23-24).

Jeśli Eliasz skłania moje serce ku ojcu i ku synowi, ku tym, z którymi mam więzy krwi – to o ileż bardziej chcę skłaniać serce wobec Osoby, którą wybrałem i ślubowałem jej przed Bogiem…

Takiego “skłonienia serca, by nie ulec klątwie” życzę w czasie przedświątecznym wszystkim PT Czytelnikom “Przystani”. Niech maleńki Jezus czuje się dobrze w naszych rodzinach. Błogosławionych Świąt, pełnych miłości, radości i pokoju!

Andrzej O.

Kawa czy herbata?

December 21, 2016 6:37 am

Ostatnio dowiedziałam się, że tak naprawdę istnieje osiem sakramentów świętych… Ten ósmy to oczywiście taki niepisany, ale bardzo ważny. Kawa lub herbata z drugim człowiekiem 😉 Czyli po prostu relacja, ofiarowanie swojego czasu komuś. Mówił na ten temat ks. Zbigniew Wądrzyk, podczas Wieczoru Chwały w jednej z olsztyńskich parafii. Zachęcał do dawania świadectwa swojej wiary, do otwartości na bliźniego. Mówił, jakie to teraz potrzebne.

Przyszło mi wtedy na myśl, że takie to wydaje się być proste, banalne i przyjemne zarazem – kawa z przyjaciółką. Ale jakże prawdziwe, a źródłem przecież jest życie Jezusa Chrystusa. On też spotykał się z innymi, przechadzał, biesiadował. W ten sposób nauczał, dawał się poznać i poznawał. Słuchał. Miał czas. Wyrażał tak swoją miłość i szacunek do drugiego człowieka. Te spotkania nie zawsze były łatwe i miłe, ale zawsze bardzo istotne, bo dzięki nim życie jakiegoś człowieka miało szansę się zmienić na lepsze. I my też tak możemy, jeśli tylko zechcemy.

Jednak jak to zwykle bywa, nie jest to takie proste w realizacji, bo czasu zawsze nam brakuje. A zadania i obowiązki się mnożą, zwłaszcza w przedświątecznym okresie. Ale jak zauważył ks. Jarosław: czas mają ci, którzy go planują.
Planujmy więc mądrze i nie zrażajmy się potknięciami.

Owocnej końcówki Adwentu!

Ola

Mieć czas

December 20, 2016 5:00 am

Tak o nim mówimy, że go mamy albo nie mamy, że się nam kończy albo go poszukamy. I sprawiamy wrażenie, że to my nim dysponujemy. Częściej jednak wychodzi, że to on robi z nami, co mu się tylko podoba—gonimy w piętkę, z niczym się już nie wyrabiamy, na nic już nie mamy czasu, usiłując złapać resztki snu, żeby jutro wstać wcześniej i może nadrobić dziś.

W tym całym gonieniu czasu pierwszy ginie “czas dla nas”. Bo jesteśmy przecież razem, bo w Święta pobędziemy więcej ze sobą, bo planujemy wyjście na Sylwestra i całą noc będziemy mieli dla siebie itd., itp. Zwykłe „kiedyś”, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości, ma nam w cudowny sposób dostarczyć mnóstwo tego “czasu dla nas”. I głęboko w to wierzymy, że tak się stanie.

Prawda jest taka, że czas mają ci, którzy go planują. I zaczynają od tego, co najważniejsze. Jeśli praca jest najważniejsza (a jest przecież tylko ważna i potrzebna), to czas na nią będzie, jeśli mój mecz jest ważny, to czas się znajdzie, jeśli moja żona jest ważna, to czas uda się na to zorganizować. Czasem trzeba go poszukać w innym miejscu. Może zamiast idealistycznej wizji wspólnej kolacji łatwiej będzie zjeść razem śniadanie albo spotkać się na lunchu w mieście (znam takie pary, które tak się spotykają).

Czasem wystarczy na kilka minut wziąć w objęcia małżonkę, żeby jej podziękować za podejmowane wszystkie trudy; czasem wystarczy powiedzieć mężowi, że jest dla ciebie największym skarbem i potowarzyszyć mu przy stole, kiedy je późną kolację,  czasem…

Minuty poświęcone sobie nawzajem, minuty przeznaczone na “czas dla nas”, mają niezwykłą moc—spinają naszą tożsamość na nowo. Czynią nas prawdziwszymi.

Z pamięcią o Was w modlitwie

ks. Jarosław Szymczak

ostatnia prosta przed Świętami

December 19, 2016 5:00 am

…może skłaniać do rachunku sumienia z rzeczy, które jeszcze są do zrobienia.

Uczę się od lat rzucać wyzwanie tej liście. I mimo iż wydaje mi się, że z tak wielu “niezbędnych i koniecznych rzeczy”, które “muszę” lub “musimy” zrobić, zrezygnowałam już i wypadły z katalogu przedświątecznych zmór, to ciągle przygotowania do Świąt są miejscem walki o relacje. Pisałam dwa lata temu o pomyśle ma listę rzeczy, których NIE zrobię już przed Świętami, gdzie lądowały sprawy, bez których po namyśle można się obyć.

I może trochę jak w Opowieści wigilijnej, gdyby miał mnie nawiedzić duch Świąt przeszłych, pokazałby mi 5 rodzajów ciasta, które trzeba było upiec (przy małych wówczas dzisiejszych “starszakach” – nie wiem, jak to było możliwe), 30 prezentów, które trzeba było kupić lub zrobić, samodzielnie malowane kartki bożonarodzeniowe (wrócę do nich na emeryturze) i ozdoby choinkowe… Prane firanki i myte drzwi, nawet jeśli nikt miał nas nie odwiedzić.

Niby nic takiego, ale duch Świąt przeszłych, w czasach, gdy jeszcze mało rozumiałam, skąd się biorą wewnętrzne “przymusy”, pokazałby mi, jak się wówczas czuły nasze dzieci, gdy znikały całkiem z pola widzenia na rzecz lukrowanych kilogramów pierniczków (bo nie umiałam zrobić tylko kilku, by była wspólna przy tym zabawa). Jak czuły się zalęknione, gdy mama była spięta i nerwowa, i najpiękniejsze nawet kolędy z radia nie poprawiały znacząco atmosfery w domu. Może duch Świąt przyszłych zabrałby mnie do domu naszych dorosłych już dzieci i umarłabym ze wstydu, że dla nich przygotowania do Świąt także oznaczają stres.

Od kilku lat już wiem i wykreślam po kolei. W tym roku wita nas ostatni tydzień Adwentu z chorym prawie dwuletnim Pawełkiem, który kaszle całe noce i płacze, i nie pozwoli mi już wyjść na żadne zakupy. Na mycie okien też nie. Przyjmuję tę okoliczność jako dar z Nieba, choć napisanie wpisu na blog odbywa się także w ratach, między bieganiem do niego późnym wieczorem. Ale może Pawełek – po raz kolejny – pomoże mi wygrać z rzeczami do zrobienia i postawić na piękniejsze, bardziej życzliwe, radosne, głębokie i uśmiechnięte relacje w domu. A pod spodem filmik, na którym pokazano wszystkie przedświąteczne “muszę”. 🙂

Małgorzata Rybak

czas męski i żeński

December 18, 2016 5:00 am

– Mamo, zapytałam A, czy mogę z nią być w pokoju w czasie wycieczki – mówi nasza 13-letnia córka, Ania.

Oblewa mnie zimny pot. Wycieczka, wycieczka – o czym znowu zapomniałam, myślę, grzebiąc w czeluściach pamięci. Czyżby w przerwie świątecznej jakiś wyjazd, o którym nie miałam pojęcia? Niedobory magnezu, amnezja?

– Aniu, jest jakaś wycieczka? A kiedy? – pytam niepewnie, choć chciałabym przynajmniej czasem być mamą idealną, która wszystko wie.

– W maju.

No tak, odpowiadam. Jesteś dziewczynką.

Kobieca relacyjność, która na pół roku przed wycieczką każe już myśleć o tym, z jaką koleżanką spędzimy czas w pokoju. Dla nas, kobiet, czas – to relacje. Być razem, w jednym miejscu i o jednym czasie, w pełni przytomności. Rozmawiać godzinami. Dla mężczyzny – czas to działanie. Lista zadań, wykonywanych w czasie. Zastanawiam się, jak to zmieścić w jednej randce. I czy aby na pewno “czas dla nas” znaczy dla niego to samo, co dla niej. Może czas jest nie tylko przeszły, przyszły i teraźniejszy, ale też ma rodzaj “męski” i “żeński”. I jemu na myśl o jej “rozmawiać godzinami” świecą się alarmem wszystkie neurony (uczestnicy JA+TY pamiętają, ile wysiłku kosztuje “taczka”).

To, co różni, zawsze też ubogaca. Więc on może zabrać ją na spacer. Z randką jeszcze prościej, bo już można coś “zrobić” – zarezerwować stolik, zawieźć (absolwenci “Jedynki” pamiętają z kolei wszystkie okazje do “zrobienia czegoś”, jakie daje wsiadanie i wysiadanie z samochodu 🙂 ). Ona może go uczyć “bycia w relacji”, napełniając “czas dla nas” pozytywną treścią (niestety, kłótnia małżeńska nie wchodzi do kategorii “czas dla nas”, raczej będzie owocem braku tego czasu). Na pewno zresztą razem są w stanie wypracować rytuały, które wezmą pod uwagę różne potrzeby i uda się im twórczo wyjść naprzeciw różnicom. Bo żeby “czas razem” był wytęskniony, musi zatroszczyć się także o szacunek dla odmienności…

Małgorzata Rybak

Jak coś jest do wszystkiego…

December 14, 2016 10:04 am

Niemiecki przedstawiciel Oświecenia, Georg Christoph Lichtenberg, powiedział kiedyś, że ludzie, którzy nig­dy nie mają cza­su, czy­nią najmniej. Zastanawiające, prawda? Muszą przecież ciągle coś robić, skoro nigdy nie mają czasu, a jednocześnie przy tym czynią najmniej – czyli tak, jakby nic nie robili?

Przekładając to na nasze podwórko, można zestawić to powiedzenie ze swojskim „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Działa to na różnych płaszczyznach – w biznesie weryfikowane jest bardzo szybko, bo jeśli ktoś chce otworzyć lokal, gdzie bar szybkiej obsługi połączony będzie z myjnią samochodową, a transmitowane mecze Ligi Mistrzów będą przerywane koncertami filharmoników, to raczej dobrze na tym nie wyjdzie. Na połączenie tylu płaszczyzn potrzebne są osobne miejsca i osobne czasy. Jeśli będzie się chciało wszystko połączyć, to ani czasu, ani efektów nie będzie.

Jak to działa w małżeństwie, da się łatwo sprawdzić: jak już się uda w ciągu tygodnia wyrwać godzinę na randkę, spróbujmy załatwić sprawę zajęć pozalekcyjnych dzieci, zakupów na Święta, mycia okien, wyjazdu na ferie (pomijając przy tym niezwykle ważne dla drugiej strony wydarzenia, jak choćby Liga Mistrzów czy koncert filharmoników). Efekt zapewne popamiętamy na długo. 😉

Łukasz

 

W czasie adwentowym

December 13, 2016 9:16 am

W naszym seminarium duchownym w Gościkowie-Paradyżu używaliśmy śpiewników Siedleckiego. Bardzo solidny śpiewnik, zawierający pieśni kościelne na każdy okres roku kościelnego i wszystkie nabożeństwa. Pierwszym okresem liturgicznym w śpiewniku był Adwent. Jeszcze w czasie naszych studiów pojawiło się kolejne wydanie “Siedleckiego”, które zawierało nowy element – komentarze (na czerwono) do poszczególnych okresów lub nabożeństw. I tak, zaraz pod tytułem: „Adwent”, pojawił się komentarz: „czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana.” W myśl, że Adwent to nie “czas na przetrwanie” po to, by się tylko jak najszybciej doczekać Bożego Narodzenia, ale że to czas sam w sobie ważny i już dziś możemy przeżywać radość nie tylko ze spotkania, ale i z oczekiwania na spotkanie. Niestety wszystko psuła pierwsza pieśń o tytule: „W czasie smutnym adwentowym…” 🙂 Kilka lat później ta (skądinąd piękna) pieśń zniknęła wraz z kolejną edycją śpiewnika.

„Czas dla nas” z Programu 1 jest zaproszeniem do radosnego przeżywania danego nam czasu razem. Jak często staje się zaledwie okazją do załatwiania spraw albo wyrzutów. Zamiast niego może pojawić się też rosnąca frustracja, że „mąż to się chyba z pracą ożenił, bo na pewno nie ze mną, skoro nie ma dla mnie w ogóle czasu”. Po Programie obiecujemy sobie, że się wszystko zmieni, bo już wiemy, dlaczego to takie ważne i jak to sobie zorganizować chwile tylko we dwoje, ale zapału starcza na krótko, bo „w tym tygodniu nie ma czasu”, za to “na pewno uda nam się coś wygospodarować w święta”, “lub tuż po”, itd., itp.

Czasu więcej nie będzie. Jest go tyle, ile jest. Tyle samo dzisiaj, co w przyszłości. Nie wiemy, ile jeszcze uda się go nam przeżyć, ale ani godziny się nie wydłużą, ani dni czy tygodnie. Jeśli nie zaczniemy dziś szukać 15 minut dla siebie, to tym bardziej nie znajdziemy ich w przyszłości. I Adwent jest ważny, i Boże Narodzenie jest ważne, ale nasze jutro zaczyna się już dziś.

Z modlitwą za Was o dobry „czas dla was.”

ks. Jarosław

Zwiastun dobrej nowiny

December 11, 2016 5:00 am

Zawsze potrzebny. Zawsze dobrze widziany. Tym bardziej, że łatwiej spotkać jego przeciwieństwo. Pełno go w rozmowach i pełno go w mediach i – stąd pewnie – łatwiej go spotkać w naszych wewnętrznych dialogach: „zapomniał”, „nie powiedział”, „nie zauważył”, itd., itp.

Gdy wchodzimy teraz w czas obdarowywania się prezentami na Boże Narodzenie, łatwiej nam przyjąć perspektywę daru z siebie. Z siebie, nie prezentu od siebie. Myślimy bowiem o drugiej osobie i o tym, co jej sprawi największą radość, co będzie dla drugiej osoby prezentem. Myślimy „drugą osobą”. I to o to chodzi w małżeństwie i w każdej relacji z drugim człowiekiem, która ma na celu dobro drugiej osoby.

Dziś kończymy Program 2, który poszerza naszą wyobraźnię rodzicielską i pokazuje, tłumaczy oraz buduje nowe strategie troski o małżeńską relację, żeby obdarować nasze dzieci najpiękniej, jak to możliwe.

Dziękuję wszystkim za trud zorganizowania i wspierania naszych Programów. Jak dobrze, że jesteście.

Z serdeczną pamięcią o każdym

ks. Jarosław

 

 

Rzeczy ważne i konieczne

December 7, 2016 5:00 am

Z pisaniem bywa różnie – czasami do głowy wpada pomysł i trzeba się aż powstrzymywać, by nie przekroczyć rozsądnej liczby słów w najnowszym wpisie.

Czasami bywa jednak tak, że siada człowiek do klawiatury, wie, że napisać coś musi, ale zupełnie nie ma pomysłu, co. Przecież o darze już pisali poprzednicy – i że radosny, i że twórczy, i że przede wszystkim wolny ma być. Co tu można jeszcze wymyślić, czego jeszcze nikt nie napisał?

Siedzi sobie człowiek przy klawiaturze, nie wie nawet, od którego klawisza zacząć, a tu przychodzi beztroski 6-latek, który od Mikołaja dostał nowe klocki i potrzebuje „niewielkiej” pomocy przy ich złożeniu. Pierwsza próba prośby o pomoc była z jego strony nieudana – podjęcie tego tematu o 4 rano nie miało wielkich szans powodzenia… Człowiek znad klawiatury doskonale wie, że 6-latek spokojnie sam sobie z tymi klockami poradzi, ale jednak ignoruje cisnące się na usta „później, teraz nie mam czasu” i idzie budować. Budować nie tylko z klocków, ale też relację – na to miałby nie mieć czasu?

Św. Augustyn powiedział, że jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na swoim miejscu. Podobnie można stwierdzić, że jeśli znajdę czas na rzeczy naprawdę ważne, to i na te konieczne znajdzie się czas, a będzie nawet z nimi łatwiej. Tak jak to było z tym wpisem 🙂

Łukasz

W czy F?

December 4, 2016 5:00 am

Czyli: twórczość czy tfurczość?

Tak rozróżnialiśmy prace naszych studentów, widząc w nich albo przejaw zaangażowania i pasji, albo prace na zaliczenie, na przysłowiowy odczep. Podobnie jest z rozwiązywaniem konfliktów w relacjach. Możemy przesłuchać nasze dialogi wzajemne – i te wypowiedziane głośno, i te wykrzyczane ciszą; możemy prześledzi wszystkie argumenty za i przeciw i stwierdzić, że obiektywnie rzecz biorąc… mamy rację. Możemy też „rację” postawić nie po stronie jednej albo drugiej, ale po stronie relacji. Ona ma rację. Nasze małżeństwo ma rację. Nade wszystko rację bytu. I o nią trzeba zawalczyć. Nie o siebie, ale o nas. I wtedy trzeba umieć powiedzieć przepraszam w sposób twórczy—który chroni naszą relację, a nie strony tej relacji. Bo można czasem też powiedzieć “przepraszam” dla „świętego spokoju” i wtedy to już nie jest twórczość.

Adwent to czas skracania i prostowania ścieżek. Także do siebie nawzajem. A najprostsze to te, które prowadzą do spotkania z drugą osobą nie tylko w wolnym, ale i twórczym darze z siebie. Bo to, co najbardziej twórcze jest jednocześnie najprostsze. Krętactwo jest strasznie skomplikowane.

Jak dziś powiem w sposób twórczy, że kocham Ciebie nad życie?

ks. Jaroslaw 

PS. Dziekuję wszystkim za pamięć o naszym intensywnym weekendzie z P2 i szkoleniem dla par trenerskich Programu dla Narzeczonych “RADOŚĆ I NADZIEJA”. To dzięki Wam to wszystko się udaje. Do zobaczenia za tydzień we Wrocławiu.

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers