okazja

January 12, 2017 10:35 am

Nieidealny świat, ze mną, nieidealną, w roli głównej zdążył mi w Nowym Roku pokazać, że moje idealistyczne wizje to nikłe mają szanse na przetrwanie.  Co nie znaczy, że z założenia powinnam je sobie odpuścić. Wręcz przeciwnie. Małymi kroczkami powinnam je urzeczywistniać.  Codziennie. Zaczynając od uśmiechu do siebie i do moich bliskich. Albo od czułego, bezpiecznego dotyku, dodającego siły najbliższym, od dobrego słowa na dzień dobry i na dobry wieczór, gdy rzeczywistość dnia poturbuje za bardzo, przez ciepłą herbatę podaną do łóżka, albo składane z mozołem miliony skarpet i na dodatek żadnej od pary.

W pracy nas zdyscyplinują – to pewne. O progres służbowy mogę być spokojna.  Dzieci również przywołają do pionu. Czasami nawet za bardzo.

I chociaż Nowy Rok dopiero się zaczął, może jednak warto zadać sobie pytanie, co w tym roku już zrobiliśmy dla naszego małżeństwa? Czy byliśmy już w tym roku chociażby na randce?

Bo może warto o tym już dzisiaj pomyśleć i się zorganizować? Będzie już jutro okazja- nie traćmy jej. 🙂

 

Dorota

“Równa babka” w Radio Rodzina

November 24, 2016 5:00 am

Dziś (czwartek 23 listopada) o 21:30 będzie można posłuchać rozmowy o work-life balance – zwłaszcza z kobiecego punktu widzenia –  w audycji z cyklu “Równa babka” w Radio Rodzina.

Jadę tam wczoraj na nagranie między okulistą, do którego udało mi się wybrać po pół roku odkładania tego, a odbieraniem średniego syna z karate i starszej córki z gimnazjum. Przed samym wejściem do studia dzwoni Andrzej z poczekalni do pediatry, że wizyta, na którą wysłałam go z naszym Krzysiem, jest umówiona na za dwa tygodnie. Oboje z Mężem chodzimy przodem do tyłu z powodu nieprzespanej z przyczyn niezależnych od nas nocy; jej ukoronowaniem był moment, gdy ostatecznie najmłodsze z naszych dzieci wstało po czwartej rano. W lustrze w studyjnej łazience zauważam, że sińce pod oczami mam tego popołudnia w kolorze cieni do powiek i równie nieregularne, bo makijaż nakładałam znowu na ostatnią chwilę, gdy Mały próbował skonfiskować wszystkie znalezione przedmioty do pisania w pokojach rodzeństwa (#MamoCzy PawełekTuDzisiajBył #JakByliśmyWszkole?).

Prawda, że to wystarczy, by czuć się na siłach opowiadać o zrównoważonym życiu? 🙂

“Równa babka” to audycja przygotowywana przez kobiety (Adrianna Sierocińska i znana we Wrocławiu “Żona Spełniona” – Ilona Tarasiuk), o kobietach i dla kobiet. Będę opowiadać w niej o pracy zawodowej i pracy w domu, o macierzyństwie, perfekcjonizmie i pracoholizmie, a także o sposobach dobrego wykorzystania czasu poszukiwania pracy. Opowiem o odpoczynku, o wspierających, wartościowych relacjach i priorytetach. Oczywiście także o relacji małżeńskiej, bo jej znaczenie dla rodziny jest fundamentalne.

Żałuję, że w nagraniu nie uczestniczył Współautor naszej książki, ks. Jarosław Szymczak, podróżujący w sprawach FertilityCare Centers – może z racji noszenia “sukienki” zostałby wpuszczony do studia. 🙂 Jestem jednak przekonana, że ci, którzy trochę już weszli w ducha JA+TY=MY,  rozpoznają bez trudu inspiracje Programem i coś z doświadczenia trzydziestu lat pracy z małżeństwami, także w kryzysach, które już za Fr. Jay.

Do usłyszenia wieczorem 🙂 Tu znajedziecie linka do słuchania on-line.

Małgorzata Rybak

Real Play Game

October 27, 2016 10:32 pm

“…fundamentem silnika gry są realne wyzwania, przed którymi stają gracze. Co to oznacza? Że role play game zmienia się na real play game. To nie rzuty kostką zadecydują o przebiegu wyprawy lecz autentyczne możliwości gracza i graczy. Ich rzeczywista siła, zwinność, zręczność, wiedza a także… odwaga!”

Tak mówił o grze “Gościniec… poprzez czas i przestrzeń” jej autor, Jacek Małkowski, w wywiadzie dla portalu Gitgames (w całości do przeczytania TU). To autentyczny pasjonat gier RPG, a zawodowo – wieloletni trener biznesu, który w projekcie swojej unikalnej gry strategicznej postawił dwukrotnie rodzinę: raz – na rodzinę, która zbierze się na rozgrywkę i spędzi ze sobą niezwykle twórczy czas; po drugie – na Świętą Rodzinę, do której pasjonująca i pełna przygód podróż prowadzi.

“Gościniec” nie jest grą naiwną ani też słabą od strony estetycznej, co niestety zdarza się przy przedsięwzięciach “rozrywki chrześcijańskiej”. Grę rysował zespół najlepszych grafików. Testowały liczne grupy, skończywszy na naszych Znajomych Księżach z Polski (pisał o tym ks. Jarosław Szymczak), a nawet w jej skróconą wersję zagrał Kardynał Nycz. Nie możemy się doczekać, gdy z drukarni dotrze także i do nas.

W skład gry wchodzą:

księga przygód
karty podróży 8szt
karty decyzji 40szt
karty przedmiotów specjalnych 25szt
karty wiedzy 55szt
żetony 130szt
pasek postępu 8szt
pasek upływu czasu 1szt
patyczki drewniane 40szt
koło Tau 1szt
sakiewka materiałowa
instrukcja 1szt

Najbliższy poniedziałek jest ostatnim dniem, gdy można będzie zamówić w przedsprzedaży grę “Gościniec… poprzez czas i przestrzeń” – to znaczy w niższej cenie i z gwarancją wysyłki na początku grudnia. Gorąco zachęcamy i zapraszamy do sklepu. Zamawiając grę w sprzedsprzedaży – dajesz jej siłę do wystartowania.

Ciekawa ogromnie pierwszej rozgrywki

Małgorzata Rybak

 

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

gos-przed

Carhenge

October 17, 2016 5:00 am

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej jako państwo mają, w porównaniu ze Starym Kontynentem, niewiele lat. Nie ma tu więc zabytków w naszym rozumieniu, bo ich najstarsze są czasem młodsze niż niektóre nasze rodzinne domy. Ale USA jest na pewno krajem, który jako pierwszy zaczął chronić przyrodę, tworząc parki narodowe (najstarszy to Yellowstone). I z pewnością warto je odwiedzać, jeśli tylko ma się okazję.

Ale dziś chciałbym napisać słowo o odwiedzinach w amerykańskim Stonehenge. Jest doskonałą kopią oryginalnego, choć zrobioną po amerykańsku—zamiast skał… samochody. Pomysł jednego autora, Jima Reindersa, który po siedmiu latach pracy w Anglii postanowił zbudować replikę—„Stonehenge West”, zrealizowaną z pomocą rodzeństwa w rodzinnym Alliance, w Nebrasce. Podczas dorocznego “Reinders Family Reunion” pracowali nad tym projektem. 25 samochodów ustawionych o 9999 lat i 51 tygodni szybciej niż oryginał, jak to potem skomentowali. 🙂

I choć sam w sobie pomysł jest całkowicie „crazy” i bardzo amerykański to spodobało mi się, że zjazd rodzinny, który można było spędzić na niekończących się posiłkach (jak to bywa przy świątecznych spotkaniach), chłopaki przeznaczyli na coś, co dziś jest miejscową atrakcją turystyczną i ściąga rodziny, przyjeżdżające na wycieczki, żeby coś wspólnie zobaczyć.

Nebraska, o której sami mieszkańcy mówią, że jest in the midle of nowhere, ma dzięki temu coś interesującego do pokazania. Jest pochwała rodzimego biznesu samochodowego, który upamiętniają dwie „rzeźby”: „The Fourd seasons” i „Car-asaurus”. Jest też dinozur i ryba, żeby było też coś dla maluchów. Całe “Car Art Reserve” należy do jednego z 1000 miejsc w USA, „które należy zobaczyć przed śmiercią”.

Z serdeczną pamięcią o Was

Fr. Jay

unnamed-14

unnamed-13

unnamed-12

unnamed-11

unnamed-10

unnamed-9

unnamed-8

unnamed-7

unnamed-6

unnamed-5

unnamed-4


unnamed-2

unnamed-1

sam na sam ze sobą

October 16, 2016 5:00 am

To dzisiaj o “ludziach w cywilu”, jak nas ciepło nazwał wczoraj nasz Znajomy Ksiądz z Polski w sutannie. 🙂

Lubimy spędzać czas razem i tęsknimy do niego ogromnie, zwłaszcza że w tygodniu dominuje szkoła dzieci i praca Andrzeja, i mało jest punktów zbieżnych całej rodziny, mimo że o nie zabiegamy – bo inaczej po co żyć i ku czemu pędzić, jeśli wygasa domowe ognisko?

Jednakże każdy z nas bardzo potrzebuje także czasu z samym sobą. Mój Mąż nazywa go “jaskinią” – i gdy zaczynam gderać, używa tego słowa, żeby mi przypomnieć. Ja proszę rodzinę o “pół godziny na zebranie myśli”, jak wczoraj, po intensywnej większej części dnia spędzonej z córką w poszukiwaniu kurtki, imienionowych upominków dla bliskich i i nnych załatwieniach. Miałam wrażenie, że bez tej “pół godziny” odpadnie mi głowa albo eksploduję.

I co prawda to “pół godziny” bardzo zmienia swe znaczenie, gdy w domu są małe dzieci – to możliwość skorzystania z toalety bez towarzystwa najmłodszego, który normalnie zniknęcie mamy traktuje w kategoriach ostatecznych, więc drzwi od miejsca ustronnego otwiera na oścież, by mieć pewność, że nie został w domu nagle sam. W wersji deluxe to fotel i książka – albo czas na wpis, jak teraz.

Z pomocą rodziny to często niemożliwe. Żona i dzieci mogą pomóc mężowi, żeby ten odnalazł siebie w jaskinii, a mąż – żonie, żeby z multitaskera stała się znowu człowiekiem, nie wielofunkcyjnym robotem.

Nie da się spotkać dobrze z nikim, nie spotykając się z samym sobą. Siebie spotkanego i poznanego – można za to pięknie innym podarować. 🙂

m

„Day off”

October 15, 2016 5:00 am

– czyli dzień wolny od pracy. Stary dowcip mówi o tym, że pewna firma (tu można wstawić imię dowolnej firmy) wprowadziła nowość: możliwość pracy z domu. Na razie tylko jeden dzień i na razie będzie to… niedziela. 🙂

Mój „day off” nie wypada w niedzielę. W wielu diecezjach przyjęło się, że każdy z księży może wziąć sobie jeden dzień wolny zamiast niedzieli, bo w te przecież pracujemy. Każdy więc układa sobie tak tydzień, żeby w jakiś dzień dla niego była jego własna niedziela.

“Day off” w wypadku księdza to jednak coś zupełnie innego niż po prostu dzień wolny od pracy, bo przecież księdzem się jest, a nie pracuje się jako ksiądz. Zajęcia więc pozostają—jest modlitwa osobista i liturgiczna, podobnie jak i Msza św. z jej otoczeniem. To, co się zmienia, to ilość osób dookoła. Jej redukcja nie jest żadnym odrzuceniem, jest tylko przypomnieniem sobie, że wartość bycia księdzem nie jest mierzona ilością tych, którym się posługuje, bo i dla jednej osoby warto. Nawet jeśli tą osobą jest nikt inny, tylko ja sam. 🙂 Choć takie momenty raczej zostają na czas pustyni.

“Day off” dla kobiet i mężczyzn „w cywilu” to życie w pierwszej tożsamości i  radość z bycia razem. Nawet jeśli czasu nie ma zbyt wiele, to każda taka chwila razem przynosi o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Choć z “day off”, to przecież zawsze w sercu i pamięci jesteście

Fr. Jay 

irytacja

October 9, 2016 5:00 am

– W pracy odpowczywam, nie jestem w stanie wytrzymać psychicznie z dziećmi – usłyszałam ostatnio od mamy dwójki (4 i 2 lata).

Bardzo mnie to zastanowiło. To trochę podobnie jak ze sformułowaniem, że “coś mnie doprowadza do szału”. Szał zostaje zapodmiotowany w kimś drugim. To język, który nie przypisuje nam mocy sprawczej, odpowiedzialności. Tu – coś strasznego i nie do wytrzymania jest w dzieciach. A przecież to nieprawda. Przecież to my, dorośli, modelujemy zachowania dzieci i jesteśmy po to, by im pomagać sobie radzić z trudnymi emocjami. Coś więc tutaj się wymieszało.

Myślę, że irytacja jest serdeczną siostrą frustracji. O ile te panie są zdolne do ciepłych uczuć. 🙂 Pewnie ma wiele przyczyn i część z nich leży w naszych przekonaniach i oczekiwaniach, które nie do końca są zgodne z realiami. Jak wtedy, gdy żona oczekuje, że mąż czy dzieci będą “jacyś”. Na przykład że dzieci będą siedziały nieruchomo i układały puzzle (dwa tysiące kawałków), a mąż zamieni się w najlepszą przyjaciółkę. Więc otwarcie się na rzeczywistość (i uchwycenie jej piękna w tym, co inne niż oczekiwania) jakoś z irytacji może leczyć.

Druga rzecz, to nasze potrzeby. Irytacja mówi nam, że jakieś ważne potrzeby nie zostały zaspokojone. Jak wtedy, gdy lista zadań permanentnie wykreśla odpoczynek i rozpoczyna się nasza jazda na oparach. I czekamy, aż ktoś powie: “zdrzemnij się”, “idź wcześniej spać”, “odpocznij”, “robota nie zając”. Ale tak jak “doprowadzanie do szału” nie jest odpowiedzialnością innych, podobnie mój odpoczynek, moja drzemka, moja lektura – leżą w sferze mojej własnej odpowiedzialności.

Dobrego odpoczynku – i byśmy dali się pozytywnie zaskoczyć temu, co inne niż chcieliśmy

Małgorzata Rybak

Gra: „Gościniec… poprzez czas i przestrzeń”

October 4, 2016 9:53 am

O tej grze dziś już się bardzo dużo mówi i dużo dobrego pisze (np. wywiad w Gościu Niedzielnym), a jednak grono, które miało okazję już w nią zagrać, jeszcze nie jest liczne. Nam się to udało! I choć był to zaledwie jeden scenariusz, dał nam jednak przedsmak tego, co nas w niej czeka.

Prawdziwe emocje, prawdziwe wyzwania, prawdziwa współpraca i prawdziwy duch wspólnoty. Każdy wnosi ze sobą to, kim jest, nikogo nie udaje i dzięki temu ma znakomitą okazję, by poznać siebie w sytuacjach, które w życiu nie zdarzają się często.

Fantastyczna przygoda dla całej rodziny! I to wielopokoleniowej. Młodzi zyskują dzięki wiedzy i doświadczeniu starszych, a starsi mogą przeżyć sytuacje i wyzwania, którym mogą sprostać tylko młodzi. Uczymy się siebie nawzajem i jak sobie pomagać. Nikt z nikim nie rywalizuje, lecz wszyscy szukamy dobra wspólnego. Czasem grupa jest trochę zbyt zachowawcza, czasem odwrotnie, ale dzięki temu można przeżyć przygody, których w pojedynkę przeżyć by się nie udało.

To powrót do bajek i historii z dzieciństwa, gdzie dobro było dobrem, a zło złem. Gdzie stanięcie po stronie wartości kosztuje, ale też przynosi satysfakcję. Gdzie doświadczamy siebie nawzajem i robimy coś razem.

Gorąco polecam!

ks. Jarosław Szymczak

TU znajdziesz stronę poświęconą grze. “Gościniec” można zamówić na drodze przedsprzedaży tylko do końca października 2016 r. Zostanie wydrukowana w takim nakładzie, jaki wskaże ilość zamówień. Wysyłka do 30 listopada 2016 r. 

gos-przed

 

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

karta goscinca - Macke - Up

 

 

 

w przededniu "Piątki"

August 15, 2016 5:00 am

Dotarliśmy wczoraj do Trzęsacza, gdzie już jutro rozpocznie się Program 5: MY+BÓG. Zmaterializował się dzięki współpracy z Duchem Świętym ks. Jarosława Szymczaka oraz Agnieszki i Mariusza Rogalskich. Sądząc po trudzie i licznych przeciwnościach, jakie towarzyszyły powstawaniu tego Programu, ale także znając wielką wrażliwość Autorów na to, co Duch mówi do Kościoła, czeka nas niezwykła podróż wgłąb relacji.

Z ogromną radością witamy naszych kompanów, którzy z Programami na Miłość i Życie związali swoje ludzkie dojrzewanie, a z nim małżeńską i rodzinną codzienność. Zjeżdżamy się z różnych krańców Polski, z Belgii i nawet Szkocji. Są to serdeczne, głębokie więzi, jakie daje nie tylko wspólnie spędzany czas na plaży – od kilku już dobrych lat – ale także wspólnie odkrywane bliskich sercu wartości. Łącznie z pierwszym punktem wspólnym, jakim było pakowanie się (w naszym wypadku niemal przeprowadzka, biorąc pod uwagę ilość niezbędnych i koniecznych rzeczy 😉 ) i podróż na ogół z opóźnieniem w stosunku do planu – a przeżycie tego to już wielki sukces w życiu rodziny.

Zabrałam ze sobą oczywiście nasze ulubione, kupione przez Andrzeja, filiżanki do kawy, przy których spędzimy godziny naszego dialogu. To już taka tradycja. Przy czym tzw. “skorupy” z roku na rok jakoś ewoluują. Ciągle jeszcze nie mamy i nie przywozimy ze sobą porządnego ekspresu do kawy, ale French coffee maker (=dzbanek z przeciskaczem do fusów) pozwala zaparzyć wyborną kawę i wiążą się z nim bardzo ciepłe wspomnienia.

Nauczona ilomaś latami wakacji, że lepiej niż tworzyć idealistyczne wizje na ich temat, lepiej zaopatrzyć się w sprawdzone narzędzia (patrz wyżej) i otworzyć głowę – z sercem nie całkiem spokojnym, ale gotowym na niespodzianki, wchodzę w ten czas. W końcu czeka na nas Miłość, większa niż nasze organiczenia.

Prosimy Was bardzo o modlitwę za ten Program, a takze za tych, co jeszcze zmierzają – jutro dzień pierwszy

m

Codzienne cuda

July 27, 2016 5:00 am

Jakiś czas temu – zdaje mi się, że w maju – byłam w kinie na filmie o ładnym tytule: „Cuda z Nieba” 🙂 Po obejrzeniu okazało się, że nie tylko tytuł, ale i fabuła jest piękna i poruszająca. Nie będę streszczać, o co chodzi (zachęcam do obejrzenia tych, którzy nie widzieli), ale chciałabym zwrócić uwagę na to, co mnie osobiście dotknęło. W zasadzie to główne przesłanie tego filmu, aby żyć tak, jakby każdy nasz dzień był cudem, bez względu na to, co nas spotyka. Czasami są to smutne doświadczenia, a czasami radosne. Jednak nasz Dobry Pan codziennie czyni dla nas mniejsze bądź większe cuda i tylko od nas samych zależy, czy je dostrzeżemy i docenimy. Ten drobny fakt bardzo wiele zmienia i mnie w jakiś sposób mocno ucieszył.

W zasadzie wiedziałam o tym jeszcze przed obejrzeniem filmu, ale jak to zwykle bywa, w ciągu szybko mijających dni zapomina się o niektórych sprawach. A dodatkowo ta ekranizacja przez swoją wzruszającą treść przypomniała mi o tym, wyostrzyła zmysły (obraz miły dla oka też miał swoje znaczenie – jestem wzrokowcem). Zaczęłam wyraźniej widzieć, jakie to życie jest cudowne, dzięki właśnie tej różnorodności zdarzeń, myśli i osób na mojej drodze.

Teraz lepiej dostrzegam te codzienne cuda. Tak na przykład ten nasz zepsuty laptop, o którym wspominał mój Mąż ,stał się błogosławieństwem. Mamy więcej czasu dla siebie, dla dzieci, na różne inne aktywności czy po prostu na bycie razem na świeżym powietrzu. Nie kusi mnie, żeby coś sprawdzić czy też przeczytać jakiś artykuł. Można powiedzieć, że mam(y) wakacje od laptopa i to jest super. 🙂

Ola Czechyra

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 148 other subscribers