zróbmy coś szalonego

May 12, 2015 5:00 am

Normalka obejmująca sprawy życiowe jak ładowanie zmywarki, pranie, wykładanie zakupów do lodówki (znowu skończyło się jedzenie dla kota) czy niekończące się nigdy sprzątanie – ma to do siebie, że jest zawsze. Co gorsza możemy snuć plany, że na emeryturze to będzie łatwiej, ale z rwą kulszową czy też niedowidzeniem obecnej “normalki” może i będzie mniej, ale wykonywanie jej może być równie trudne.

Akurat odnośnie prac domowych potwierdza się, że nie są zającem i nie uciekną. Będą z nami jak wierny pies – co dzień. Jedynym sposobem na “normalkę” jest zabieranie jej czasu, by nie zdominowała nas całkowicie – naszej rodziny i naszego małżeństwa.

W naszej walczącej z “normalką” rodzinie hasło “zróbmy coś szalonego” pojawia się sporadycznie, ale jednak. Ostatnio mąż zaproponował mi dzień przed wyjazdem w delegację do Łodzi, bym pojechała z nim. I choć wszystko na wariata, dziadkowie powiadomieni w ostatniej chwili o wizji opieki nad narybkiem, a w trasę z nami zabierane niemowlę, wiedzieliśmy, że potrzebujemy tego czegoś. I od razu sprostuję, że wyjazd nie był po to, by “pracować nad relacją”. Wychodzę bowiem z założenia, że o ile ta dyskretna praca bardzo wspiera “normalkę”, w czasie wolnym potrzeba po prostu radości. My na przykład zwiedzaliśmy przez kilka godzin antykwariaty na Piotrkowskiej, w międzyczasie pijąc kawę (wszędzie, gdzie się dało). W towarzystwie Pawełka.

“Coś szalonego” nie musi oznaczać od razu wyprawy do Egiptu. Może się zdarzać w zwykłych warunkach, gdy tylko “normalkę” wsadzimy do szafy. Ona stamtąd nie ucieknie. Gorzej, gdy w szafie będzie leżał schowany czas naszej bezstroski. 🙂

M

Tags: , ,

Categorised in: Małgorzata Rybak

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 151 other subscribers