Moje wczoraj dzisiaj

April 20, 2012 9:13 am

Chodzi po Warszawie (a może i szerzej) reklama czegoś (nie mam zielonego pojęcia, czego), co jest opisane prowokacyjnie: “Jutro to dzisiaj, tylko, że jutro.” To słowa Sławomira Mrożka.

A co by się stało, gdyby to odwrócić?

Wczoraj to dzisiaj, tylko, że wczoraj? Przeszłość za nami, trzeba żyć dniem dzisiejszym. Czemu chcę wracać do wczoraj?

Ponieważ cały ten tydzień spędzam z lekarzami i instruktorami Modelu Creightona i NaProTechnology, którzy oprócz całego dnia pełnego wykładów i spotkań studyjnych w małych grupach, wieczorami spotykają się ze swoimi Superwizorami, żeby szczegółowo pochylić się nad każdą prowadzoną przez nich osobą.

Spotkania dla ludzi pracujących na Modelu – trudne, bo pokazujące wszystkie błędy, które popełnili. A zawsze jest trudno zmierzyć się ze swoimi wpadkami (przecież staraliśmy się zrobić wszystko jak najlepiej). Tu nie ma tłumaczenia, że nie wiedziałem, że to mnie nie dotyczy, bo stopień szczegółowości zapisu w Modelu Craightona jest sam w sobie imponujący.

A przecież, choć trudno jest spotkać się z kimś, kto pokazuje Ci Twoje błędy, to właśnie dzięki skorygowanemu wczoraj, dzisiaj możesz być lepszym. Historia docet. Także moich wpadek, błędów, słów wypowiedzianych lub niewypowiedzianych. Pod warunkiem, że spotkamy się z „Superwizjerem”, któremu na mnie lepszym bardzo zależy.

X Jarosław

Współczesna łacina

April 19, 2012 8:17 am

Niesamowity czas. Ludzie z kilkudziesięciu stanów i kilkunastu krajów, różnych akcentów i języków. Przyjechali na tydzień, by uczyć się języka ciała, płodności. By uczyć się jak towarzyszyć małżonkom w procesie stawania się rodzicami. By pomóc im zrozumieć piękny i trudny dar płodności, która w ich konkretnym małżeństwie tak różnie się przejawia (od „wystarczy, że się do mnie przytuli i już znowu jestem w ciąży” po „dlaczego nas Pan Bóg tak strasznie pokarał, że przez tyle lat staramy się i nie możemy zostać rodzicami”).

Wykładają ludzie, którzy całe swoje życie towarzyszą innym. Często tym porzuconym przez in vitro, oszukanym przez wygodę antykoncepcji, przez wiele lat czekającym na cud narodzin.

Jedyny problem to to, że wszystko jest przekazywane po angielsku z amerykańską wymową.

Przechodząc pomiędzy kursantami spotykam ludzi z Polinezji, Francji, Niemiec, Polski, Ukrainy, Ekwadoru, Meksyku, Kanady… że nie wspomnę o gościu z Bronxu czy południowej, meksykańskiej Arizony.

Rozmawiamy ze sobą, siedząc przy stole w czasie lunchu, nie przejmując się za bardzo wymową, akcentem, zasobem słów. Rozmawiamy ze sobą, bo mamy o czym. Ci ludzie tutaj nie są przypadkowi. Mogli się wcześniej nie znać, ale mówią tym samym językiem, żyją tymi samymi wartościami.

Czy to angielski stał się współczesną łaciną, czy raczej to miłość i troska, szacunek i respekt dla godności drugiego człowieka?

„Choćbym mówił językami ludzi i aniołów….”

Ale bez angielskiego też trudno…

Może więc dziś porozmawiaj ze swoją żoną po angielsku i włóż w to całe swoje serce i miłość i troskę jaką dla niej masz. A jeśli czytasz tego bloga po angielsku, bo polskiego, czy niemieckiego nie znasz, to…. spróbuj to pokazać. Wiem, że dasz radę.

X Jarosław

Pokoloruj mój świat…

April 18, 2012 9:24 am

Kilka lat temu spotkałem w USA akcję chronienia nastolatek przed niechcianą ciążą. Polegało to na tym, że młodziutkim nastolatkom nakładano na cały dzień „ośmiomiesięczną ciążę”, żeby jej uświadomić jak to ciężko jest być ciężarną. Z akcentem na to ostatnie. Żaden owoc miłości, żaden oczekiwany z miłością nowy członek naszej rodziny. Tylko ciężar. Uciążliwy. Który chce się zrzucić.

Lekarstwem miała być antykoncepcja. Połykasz, popijasz i jest cudownie lekko.

Więc jest coraz mniej dzieci. A widok kobiety noszącej pod sercem dziecko, coraz rzadszy.

Skoro więc już jestem tą szczęściarą, to warto to pokazać. Przyszła więc moda na pokazywanie swojego pełnego dzieckiem brzucha. Organizuje się sesje fotograficzne rosnącego brzucha mamy w kolejnych fazach (dziś to 2/3 fotograficznego biznesu; pozostała 1/3 to dalej śluby), odlewy gipsowe, które potem można powiesić lub postawić u siebie w domu (z pomalowaniem, udekorowaniem na błysk 900 USD), sesje artystycznego malowania farbami we wzory, którymi np. będzie ozdobiona sypialnia dziecka.

Czy to tylko moda, czy jakieś wielkie wołanie o szacunek dla macierzyństwa, o szacunek do życia? Czy kobiety zredukowane do dostarczania mężczyznom przyjemności chcą się nacieszyć naturalnym przeznaczeniem swojego ciała? Czy może dalej dziecko jest tylko środkiem do uzyskania czegoś dla siebie? I dalej nie chodzi o dziecko tylko o mnie? Jak dla mnie, bez względu na odpowiedź, jest to trochę szokujące. Jak myślisz?

X Jarosław

ZOO w Omaha

April 17, 2012 5:00 am

Wreszcie znalazłem chwilę czasu, żeby mimo strasznie napiętego programu wybrać się na kilka godzin do słynnego w USA ZOO. Jak wiele rzeczy w USA, także i ZOO musi być wielkie (co najmniej) lub największe (tak brzmi zdecydowanie lepiej). I dlatego w Omaha ZOO: “posiada największy na świecie pawilon bagien i pawilon życia nocnego (nocturnal exhibit), największą na świecie zadaszoną dżunglę (Lied Jungle), największy na świecie pawilon pustynny, oraz największą na świecie przeszkloną kopułę geodezyjną.”

Wszystko to robi duuuże wrażenie. Zwłaszcza nocturnal exhibit – pierwszy raz coś takiego widziałem i czułem (bo wszystko było jak naturze – i wygląd i zapach i temperatura).

Ale chyba najbardziej podobało mi się u orangutanów. Poczułem się jak w domu. „Ojciec” siedział w głębokiej zadumie, „matka” zbierała po całym wybiegu porozrzucane skrawki materiałów, puste miski, wanienki i inne drobiazgi, przynosiła do małej sadzawki i to wszystko „prała” a dzieciaki w innej części nakrywały się kawałkiem materiału wielkości porządnego obrusa i turlały się po podłodze, gubiąc materiał przy kolejnych obrotach. Widok normalnej rodziny. Brakowało co prawda do tej normalności pilota w jednej ręce a puszki z czymś dobrym w drugiej, ale i tak widok „pana domu” nie budził wątpliwości, kto tu jest mężczyzną.

A jednak nie do końca normalnej, bo ona nie krzyczała na niego, że sobie tak siedzi i nic nie robi, i jej nie pomaga, dzieciom nie dostało się, że bawią się obrusem, a „mąż” wcale nie proszony pięknie zsunął się po linach, żeby być bliżej „żony” zajętej praniem i patrzył na nią z gałęzi tuż nad nią.

Może warto w niedzielę pójść do ZOO? I zrobić reset do ustawień…

Xman w Nebrasce

April 16, 2012 9:29 am

X Jarka wywiało drogą powietrzną do USA, ale dla nowoczesnych środków komunikowania się z resztą świata Ocean Atlantycki  nie stanowi problemu. Dlatego z przyjemnością rozpoczynamy nowy cykl – “Xman* w Nebrasce”, czyli zapiski z podróży za Wielką Wodę.

Myli się ten, kto myśli, że X Jarosław pojechał szukać w USA bezpiecznej przystani, gdzie nie będą go ścigać małżonkowie w kryzysach i rodziny w opałach. Znajduje się on bowiem obecnie w samym sercu i u źródeł NaProTechnologii, służąc duchową opieką uczestnikom programu edukacyjnego dla lekarzy ginekologów i położników z całego świata – w Instytucie Papieża Pawła VI w Omaha, stolicy Nebraski.

Zresztą wydaje się, że duszpasterstwo rodzin wycisnęło na naszym fundacyjnym Księdzu tak ogromne piętno, że trudno by je zwać tylko zwykłym “skrzywieniem zawodowym”. Nawet w ZOO, zamiast cieszyć się towarzystwem zwierząt człekokształtnych, które nie potrzebują warsztatów z komunikacji, czyni pewne obserwacje. Te już niebawem.

*Xman – bo X to ks.

Niedziela Miłosierdzia

April 15, 2012 6:00 am

„Łaski z mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca.” (Dzienniczek św. s. Faustyny 1578)

[youtube http://www.youtube.com/watch?v=DMu-07s29Co&w=480&h=360]

O działaniu Jezusa Miłosiernego przeczytasz TU

Odwagi!

April 14, 2012 7:43 am

“Bo my nie możemy nie mówić tego, co widzieliśmy i co słyszeliśmy” (Dz 4,20)

Początkowo Apostołowie nie potrafili przyjąć świadectwa innych, nie potrafili uwierzyć, dopóki naprawdę nie spotkali Jezusa.

A potem już nie mogli się powstrzymać, aby o tym nie mówić.

Dzisiaj, przy naszym szalonym tempie życia, przy obowiązujących konwenansach i modach, mamy opory aby mówić otwarcie i przyznawać się do naszej wiary. Mamy opory aby dzielić się świadectwem obecności i działania Boga w naszym życiu. A wielu by uwierzyło, gdybyśmy o Nim otwarcie mówili.

Dlatego zachęcam Was dzisiaj serdecznie do uczynienia tego kroku! Może w domu, może w pracy, może w sklepie, a może właśnie tutaj, na tym blogu, w komentarzach?

Zapraszam.

Dosia

powody do radości

April 12, 2012 7:44 am

„Nie bójcie się” (Mt 28, 10)

„Pokój Wam”(Łk 24, 36)

A więc nie muszę się już niczego bać!  Mogę żyć w pokoju, jaki przynosi Zmartwychwstały Pan! On wyzwala od wszelkiej trwogi!

Nie muszę się już niczym zamartwiać, bo skoro Pan prawdziwie zmartwychwstał, to prędzej czy później wszystko będzie dobrze!*

Skoro pokonał moce ciemności, to i moje ciemności rozproszy.

Skoro usunął grzech, to i mnie pomoże go przezwyciężyć.

Skoro On żyje, to nigdy nie będę sama.

Skoro zwyciężył śmierć, to i ja nie umrę, lecz będę żyć wiecznie.

Znajduję w tych myślach powody do radości!

*”Chcę sprawić, że wszystko będzie dobrze. Sprawię, że wszystko będzie dobrze. (…) I sama zobaczysz, że wszystko będzie dobrze.” (Jezus do Julianny z Norwich)

Basia

rozmowa w drodze

April 11, 2012 8:16 am

“… dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. (…) Gdy tak rozmawiali i rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi.”  (Łk 24, 13.15)

Zawsze wyobrażałam sobie, że droga do Emaus była wystarczająco długa, by odbyć ważną rozmowę – taką, że nikt się nigdzie nie spieszy, niczym nie rozprasza. 11 km pieszo. Jedno z moich ulubionych czytań po Niedzieli Wielkanocnej.

Tak przejmujące są zresztą wszystkie opisy spotkań ze zmartwychwstałym Jezusem. Pozwala On ludziom, którzy przeżyli tragedię Jego uwięzienia i stracenia, wyrazić do końca swój ból. Pozwala Marii  Magdalenie płakać, uczniom z Emaus – opowiedzieć o swoim rozczarowaniu, a nawet pozwala Tomaszowi nie wierzyć i dotknąć Swoich ran.

Mój Bóg i Pan nie oczekuje ode mnie politycznej poprawności. Bo nie da się żadnej prawdziwej relacji zbudować na udawaniu; z udawania – jedynie obcość i oddalenie.

Więc zawsze mogę się z Nim wybrać w drogę do Emaus. Opowiedzieć o wszystkim, wyłożyć swoje rozczarowanie językiem własnego serca. Usłyszeć, jak mnie pyta: “Ale czekaj, zapomniałaś, co Ci mówiłem ostatnio? Nic się nie zmieniło, możesz Mi ufać.” I posłuchać Jego wersji wydarzeń, cierpliwie przypomnianej znowu, gdy ogarnia mnie amnezja. A kiedy dzień się nachyli ku wieczorowi, pozwolić, by połamał ze mną chleb – na kolejnym kilometrze naszej wspólnej historii.

Małgosia