Zanim pójdziesz na mecz,

June 10, 2012 7:00 am

przyjdź do Mojego Domu.

Mimo że może przyjść każdy, Twojego miejsca nie zajmie nikt inny. Nawet jeśli Twoje imię nie zostało umieszczone na ławce – pamiętasz? – jest wyryte na obu Mych dłoniach.

Przyjdź. Bądź Moją rodziną, na którą czekam: bratem, siostrą i matką. Zostań jednym z moich bliskich. Ja jestem zawsze Tobie najbliższy.

I ani Siebie, ani Ciebie nie wymyśliłem w liczbie pojedynczej. Choć jesteś tak wyjątkowy i drogi w Moich oczach, nie zamknąłem Cię w bólu Twojej samotności.

Twój

Bóg (Ojciec, Syn Boży i Duch Święty)

(J 3:16)

Przestań biegać… zacznij trenować

June 9, 2012 7:00 am

To motto znalazłem na książce Jerzego Skarżyńskiego na temat maratonów i ultramaratonów. Kiedy bowiem chcesz się zmierzyć z tak poważnym odcinkiem, jakim jest maraton, czyli 42.195 km czystego biegu, to nie da się do tego podejść jak do porannej przebieżki dla podtrzymania kondycji.

Trening do maratonu wymaga od początkującego biegacza ok. 27 tygodni treningów. W “magicznej” formule 3 x 30 x 130, czyli 3 razy w tygodniu, min. 30 min z tętnem 130.

Brzmi bardzo spokojnie, mamy dużo czasu, zaczynamy od marszów, dodając potem marszobiegi, by wreszcie po raz pierwszy przebiec 30 min non stop. Ale gdy się zapiszesz na bieg maratoński, wpłacisz należne opłaty i dostaniesz numer startowy, to już robi się gorąco. Bo wtedy opuszczenie treningu – to nie zwykłe zrezygnowanie z przebieżki, tylko strata na kondycji, którą rozliczy maraton. A on rozliczy cię z każdego dnia. Wierzcie mi.

Jak bardzo się cieszyłem, kiedy po przysłowiowej “ścianie” na jakimś 30-31 km już wiedziałem, ze jestem w stanie ukończyć bieg. Jak byłem wtedy szczęśliwy! Zwłaszcza z tych treningów, na których pot lał się ze mnie strumieniami, albo kiedy w czasie wspólnej pielgrzymki z moimi Braćmi w kapłaństwie z okazji XXV-lecia kapłaństwa byliśmy w Ziemi Świętej i oni szykowali się do kolacji, a ja wyruszałem na trening. Jak cieszyłem się z tego, ze pokonałem tyle razy mój “opiekuńczy” wewnętrzny głos – dziś sobie odpuść, pada, jest zimno, jutro pobiegniesz więcej. NIE! Dziś masz zrobić to, co jest na dziś. A wiesz, co masz robić, bo nie biegasz, tylko trenujesz.

I Twojej satysfakcji na mecie nic Ci nie odbierze, bo nie ścigałeś się z ludźmi, tylko wygrałeś ze swoją słabością.

“W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem” (1 Tym 4, 8). Co z Twoją drogą do Nieba? Biegniesz, czy trenujesz?

X Jarosław

szansa

June 8, 2012 8:19 am

“Wszelkie Pismo od Boga jest natchnione i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości, aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu” (2 Tm 3, 16-17)

Bóg nas dobrze zna, wie, że łatwo rezygnujemy w obliczu niepowodzenia i trudności.
Znając nasze słabości, wcale nie oczekuje od nas natychmiastowej doskonałości, osiągnięcia ideału.

Pragnie, abyśmy byli doskonali i daje nam na to czas. A przy tym w Swoim Słowie daje nam konkretne wskazówki, porady i inspiracje.

Tylko od nas jednak zależy, czy je wykorzystamy, czy zmarnujemy.

Życzę wszystkim dobrego dnia 😉

Dosia

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

June 7, 2012 7:00 am

Jeszcze jako młody kleryk usłyszałem o jednym kandydacie na Ołtarze, że jego osobistym ideałem, życiowym powołaniem, kluczem do zrozumienia wszelkich życiowych sytuacji było: „być żywym tabernakulum”. Skoro dziś przyjąłem Pana Jezusa do swojego serca, to znaczy, że On w nim mieszka, a ja jestem takim żywym tabernakulum i mogę Go zanieść w te wszystkie miejsca, które Go najbardziej potrzebują. I może z mojego serca promieniować na osoby, miejsca i sytuacje.

Dziś nasze miasta i wioski, ulice i place, przydrożni święci i okna naszych mieszkań witają Pana Jezusa, który chce do nas przyjść. Tam, gdzie my biegniemy do pracy, idziemy na zakupy, spotykamy się z przyjaciółmi, idziemy do urzędu…

To nasze dzisiejsze świętowanie jest bardzo uroczyste –  dzięki Bogu, bo są kraje, gdzie już nie ma takich procesji 🙁

Ale też i od nas zależy, czy On będzie mógł odwiedzać nasze domy, nasze małżeństwa i rodziny, przychodząc najbardziej dyskretnie, bo w sercach naszych „pierwszokomunijnych” dzieci, czy też w sercu żony wracającej po dniu pracy do męża, czy w sercu męża wracającego do swojej żony, która czeka na niego w domu. A może w poniedziałek pokażę Panu Jezusowi z mojego serca moje miejsce pracy i kolegów?

X Jarosław

In memoriam

June 6, 2012 7:00 am

Okrągła rocznica ślubu znajomych… okazja nie taka znów niezwykła… tyle, że…
Kiedy niespełna cztery i pół roku temu oczekiwaliśmy na rychłe narodziny naszej Średniej Pociechy, Ona też czekała, wymieniałyśmy się wieściami “z brzusiów”. Ich Syn urodził się pierwszy. Wcześniej niż nasz. I wcześniej trochę niż powinien. I nie tak, jak wszyscy oczekiwali.

Chrzest odbył się szybko, w szpitalu, tuż przed pierwszą, jak się potem okazało, z kilku operacji. Potem ponad cztery lata walki, codziennej, mozolnej rehabilitacji… Siła i dobro płynące z tej niesamowitej Rodziny. Drobne sukcesy. Drobne radości.

Niecodzienna Msza. Bo w szpitalu na OIOMie leży nieprzytomny od przedwczoraj czterolatek, a naznaczeni smutkiem i żalem Rodzice proszą, jeśli wolą Pana jest Go utrzymać przy życiu – o uzdrowienie, a z drugiej strony już bliscy pogodzenia się z diagnozami lekarzy – aby nie cierpiał, przede wszystkim, aby nie cierpiał.

I niezwykły kapłan z niezwykłym kazaniem. Bo nie o bólu. Bo nie o odchodzeniu, nie o żalu, nie o stracie. O Miłości. O wsparciu, jakim małżonkowie mogą i mają być dla siebie nawzajem. O tym, że przede wszystkim jest Mąż dla Żony a Żona dla Męża. A potem dla dzieci, potem dla reszty rodziny.

O Przysiędze Małżeńskiej, że ona nie traci nigdy aktualności. I o tym, że każde ma  być wsparciem  dla drugiego  w drodze do zbawienia. I że to Miłość zwycięża. I Miłość przynosi pokój.
I aby za dobro dziękować. I dobro pamiętać. I dobro rozmnażać i nim się dzielić. Czy dobre, czy złe czasy.

Takie właśnie w tych okolicznościach kazanie. Takie do mnie. Też do mnie. Czy do Ciebie też…?

Agnieszka

PS.Parę godzin po Mszy dostaję SMS, że lekarze stwierdzili śmierć mózgu, że Aniołek już w Niebie.

Jak róża w pąku,

June 5, 2012 7:00 am

czyli  o potencjale miłości:

„Miłość bowiem nigdy nie jest czymś gotowym, czymś tylko „danym” kobiecie i mężczyźnie, ale zawsze jest równocześnie czymś „zadanym”. Tak trzeba na nią patrzeć: miłość poniekąd nigdy nie „jest”, ale tylko wciąż „staje się” w zależności od wkładu każdej osoby, od jej gruntownego zaangażowania”. (K. Wojtyła*)

* Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1986, s. 124

Wreszcie się udało

June 4, 2012 8:53 am

…znaleźć czas i zrobić Program 1: Ja + Ty = My w Łomiankach i to w połączeniu z naszym kursem dla narzeczonych „Gaudium et Spes”. W sumie kilkanaście par.

Plan był tak ułożony, że jako prowadzący mogłem przechodzić od małżonków do narzeczonych i z powrotem. Dla jednych to szansa wrócić do siebie, odnaleźć się po miesiącach czy latach zagubienia, dla drugich możliwość skonfrontowania się z pytaniami, których się na tym etapie nie dostrzega.

Prowadząc Program 1 przypominam sobie tych, którzy już go przeszli. Chciałbym, aby znaleźli chwilę, żeby z tych wszystkich swoich rozlicznych obowiązków zawinęli na chwilę do naszej Przystani.

Razem z Wami stawiam na nowo pierwsze kroki w ten tydzień: Poniedziałek – przypominam sobie lekcję o łagodności, we wtorek będę pamiętać o okazywaniu szacunku, środa to mój dzień, kiedy każdy mój dar chcę przeżyć jako zaproszenie do twórczości, wolności i radości, czwartek odświeża moje rytuały, piątek to zaproszenie do dialogu, który jest pełen czułości, by w sobotę mój dar był najczystszym słowem o mojej miłości.

Tak niewiele potrzeba, żeby miłość małżonków „w radościach i trudach codziennego życia nie tylko trwała, lecz jeszcze wzrastała, tak ażeby małżonkowie stawali się niejako jednym sercem i jedną duszą, i razem osiągali swą ludzką doskonałość.” (HV, 9).

Tak niewiele potrzeba… prawda?

Aha, i nie zapomnijcie o naszym konkursie. Może będzie to blog z realizacji naszego Programu?

Bardzo o Was pamiętam.

X Jarosław

rozmowy na wycieraczce

June 3, 2012 8:30 am

Skarżyłam się, zobacz, Panie, chcę przyjść do Ciebie, a tu zamknięte. Albo drzwi szklane, albo kraty, i dziesiątki metrów odległości do tabernakulum. I ja na tym klęczniku ustawionym w kruchcie jak za barykadą, jak nieproszony gość, któremu przypada miejsce na wycieraczce i kontakt w wizjerze.

Powie ktoś, zupełnie uzasadniony dystans, Ty Bóg, ja – człowiek. Wiem, a mimo to tak mi  szkoda, że nie można wejść dalej, być bliżej. Mimo wszystko.

Odrzekłeś: Jak dobrze, że jesteś. Tego dystansu nie lubię i Ja. I tęsknię znacznie bardziej niż Ty. Najlepiej czuję się w Twoim sercu.

Jak dobrze, że dzisiaj niedziela i drzwi kościoła szeroko otwarte. I On już Ciebie wygląda.

Małgosia

doładować akumulatory

June 2, 2012 8:15 am

” A wy (…) utrzymajcie się w miłości Boga, (…) Dla chwiejących się miejcie litość, innych ratujcie, wyrywając z ognia, dla jeszcze innych miejcie litość z bojaźnią (…)” (Jud 1,21-23)

Wspaniałe są te momenty, gdy podbudowani, z tak zwanymi “doładowanymi akumulatorami” wracamy z rodzinnych rekolekcji, gdzie doświadczyliśmy właśnie prawdziwej obecności Boga, ogromu serdeczności od innych. Gdzie wszyscy byli dla siebie mili, uprzejmi, otwarci. Potem tęsknimy za minionymi chwilami, żałując, że ta sielanka już się skończyła. Z czasem, w natłoku codzienności, tracimy też zdolność do bycia uprzejmym dla innych, gdyż wokół tyle agresji, że wręcz pojawia się wewnętrzny opór i bunt, dlaczego to ja akurat powinnam ustąpić, odpuścić, zrezygnować. Odebrany zostaje nam pokój.

Rodzi się więc pytanie, co zrobić, żeby “utrzymać się w miłości Boga”?

Wracamy więc wspomnieniami do tych minionych chwil, ale pamięć zawodna jest, albo zbyt szybko ulega zaśmieceniu. Czasami pomagają zdjęcia, spotkania ze znajomymi, którzy podobnie doświadczają obecność Boga, niektórzy wracają do materiałów z rekolekcji i to też bardzo pomaga.

I jest jeszcze jeden sposób. Ciągłe szukanie takich podobnych momentów w ciągu każdego dnia do tych, które nas tak umacniały, podbudowały. Tych maleńkich zdarzeń dnia codziennego, gdy w serdecznym słowie męża, uścisku przedszkolaka czy w pohamowanej kłótni z nastolatkiem dostrzegamy uśmiech Boga, bo On jest przecież w drugim człowieku. Warto te chwile sobie zapamiętać.

Na przykład na blogu 😉

Dosia

Dzień Dziecka

June 1, 2012 7:00 am

Nie wiem, komu łatwiej go przeżywać? Czy rodzicom, którzy obdarzeni łaską rodzicielstwa mogą przeżyć razem z dziećmi ich święto, ciesząc się okazją do przeżywania radości dziecka ze swoimi dziećmi?

Czy dorosłym, bez dzieci, bo mogą liczyć na telefon od swojej kochającej Mamy, dla której zawsze pozostaniesz dzieckiem?

Czy może tym, dla których modlitwa „Ojcze nasz” jest codziennie odnajdywaną radością, że ktoś mnie kocha jako swoje najdroższe dziecko?

Dzisiaj, z racji tego, że stałem się Ojcem z wyboru i powołania, otaczam Was wszystkich swoją modlitwą kierowaną ku Temu, „od którego pochodzi wszelkie ojcostwo” i zapewniam Każdą i Każdego z Was, że jesteście oczkiem w głowie Tego, który nas wszystkich powołał do istnienia.

On jest tym, który wyszeptał nasze imię z największą miłością i wtedy poczęliśmy się.

Jesteście tak bardzo kochani.

X Jarosław