Moja strategia na zmianę czasu…

October 6, 2012 12:44 am

.. to wytrzymać bez większego spania całą podróż, położyć się spać późno i rano wstać już w nowym czasie. Co prawda wczoraj wszystko się bardzo przedłużyło, bo samolot miał prawie godzinne opóźnienie i “spać późno” wypadło “bardzo późno”, ale rano już wstałem w całkiem dobrej formie. Tym bardziej, że czekał mnie zaplanowany trening biegowy. Lokalne trasy zdążyłem poznać dawniej, więc dziś było tylko przypomnienie sobie wszystkich ścieżek i odcinków.

Po dobie na lotniskach i samolotach takie dotlenienie bardzo dobrze zrobiło. Dziś jedyny dzień spokoju, bo wieczorem już rusza rejestracja, a od jutra intensywny program. I ten program to drugi element strategii na zmianę czasu. Konkretna praca pozwala szybko się przestawić. Lenistwo spowalnia.

Fr Jay

Lubię amerykańskie lotniska…

October 4, 2012 11:46 pm

… choć w sumie nie ma ich za co lubić. Po długim locie  (przeszło 8 h) musisz odstać swoje w kolejce do Immigration, gdzie urzędnik sprawdzi twoje dokumenty, ważność wizy i poprawność formularzy, które otrzymałeś w samolocie przed lądowaniem, zada pytania o cel podróży, weźmie odciski palców, zrobi zdjęcie i wbije Ci pieczątkę, która oznacza, że możesz do 6 miesięcy przebywać w tym kraju.

Potem odbierasz bagaż, przechodzisz przez cło, (czasem proszą do kontroli bagażu), gdzie oddajesz inną kartkę, też wypełnioną wcześniej w samolocie i udajesz się do miejsca, gdzie możesz zostawić bagaż, który zostanie przekazany do samolotu, którym dalej lecisz i – jak dobrze wszystko pójdzie – dotrze razem z tobą do miejsca docelowego (mnie się już zdarzyło, że dotarł dopiero następnego dnia).

Następnie trzeba zwykle zmienić terminal. Temu służy zwykle pociąg bezobsługowy, który krąży w kółko po wszystkich terminalach. Gdy już tam dotrzesz, musisz ponownie przejść przez Security, czyli prześwietlenie bagażu i czasem ciebie. Wszędzie oczywiście kolejki. Dziś dotarcie na miejsce mojego odlotu do Omaha zabrało mi 130 min. Cały czas stałem w kolejkach.

A jak już dojdziesz na swoje miejsce, do swojego Gate, to siadasz w wielkiej poczekalni i czekasz, czekasz, czekasz …. na swój samolot. Dzisiaj to 4 godziny czekania. A potem jeszcze 2 godziny lotu ze zmianą czasu o kolejną godzinę.

A jednak je lubię, bo mają swoją atmosferę. Takiej wielkiej poczekalni, gdzie niby czeka się na coś niecodziennego (kto z nas traktuje latanie samolotem za codzienność? No może piloci, ale wśród naszych rodzin, to znam tylko dwóch), ale w najbardziej codzienny, prozaiczny sposób. Tak bardzo po amerykańsku, z dużym dystansem do siebie i sporą dawką życzliwości wobec innych. Welcome back, America.

Fr Jay

A gdy jesteś katolikiem w Niemczech…

October 3, 2012 11:55 pm

 

…pierwszą rzeczą, jaką musisz zaplanować – to gdzie zamieszkasz. Zwłaszcza jeśli jesteś z tych, co nie mogą żyć bez codziennej Mszy św i Komunii św. Bo w poniedziałek jest dzień wolny dla księdza, gdyż pracował ciężko wczoraj i mu się należy. A jeśli jakiś parafianin wziął i umarł, wtedy regularnej Mszy św, co to w spisie figuruje, tego dnia nie będzie  – bo już odprawił za duszę zmarłego. Zostaje Ci więc tylko duże miasto, takie, co ma przynajmniej kilka parafii, ale też trzeba zachować czujność, bo te same reguły obowiązują we wszystkich parafiach. Co prawda w poniedziałek możesz dostać samą Komunię Św., a nawet z całkiem ładnym kazaniem, bo Gemeindereferent chce się także kościelnie zrealizować, a tego dnia to może sobie spokojnie pohulać. Ponieważ to stanowisko najczęściej piastują kobiety, więc można też i zobaczyć, w jakim kierunku poszłaby kościelna moda. Panie w albach nie mogą założyć stuły (jeszcze), ale mogą zakładać coś w tonacji kościelnych kolorów. Mamy więc bogactwo szarf, szali, pasów i czego tam jeszcze wyobraźnia podpowie, a wszystko w kolorze okresu liturgicznego. Choć może i tutaj, gdyby tak pozwolić Paniom ujawnić ich wszystkie talenty, mogłoby się okazać, że okres zwykły, czyli w kolorze zielonym, mógłby mieć wersje zieleni na każdy dzień tygodnia, z eksplozją np. w Niedzielę.

I choć pisze się o tym, jak o regionalnym kuriozum, to jednak dla moich Przyjaciół jest to cierpienie.

Oni wybrali miejsce niedaleko OO. Benedyktynów. Jest codziennie Msza św., nawet w poniedziałek. I nawet jeśli trzeba przejechać ok. 15 minut, to warto. Czy my nie jesteśmy za bardzo rozpieszczeni? Poszukajmy okazji, by podziękować za to, że u nas jest, dzięki Bogu, dobrze.

xj

 

Aniołowie Stróżowie są z nami zawsze!!!!

October 2, 2012 9:02 pm

Jaka to pociecha. Dzisiaj w czasie Mszy św. na naszym programie metodycznym Ja+Ty=My w Niemczech poustawiałem krzesła w podwojonej liczbie. Dla Aniołów z poduszkami. W końcu ich święto. Przypomniałem sobie bowiem przed Mszą św. jak jedna dziewczynka zapytana przez mamusię, dlaczego cały czas śpi na brzuszku, odpowiedziała, że nie chce Aniołowi Stróżowi przygnieść skrzydeł śpiąc na plecach, bo Aniołowie, jak wiadomo, są zawsze z tyłu i nas chronią. Stąd poduszki 😉

Dzisiaj na szczęście układ dnia pozwolił na ranną przebieżkę. Polecane na naszej stronie zaprzyjaźnione blogi Okruszyny i Dosi obudziły żywe wspomnienia z własnych początków biegowych. Gdy dziś przebiegłem 14 km w całkiem żywym tempie (bo zimno było rano) i modliłem się szczególnie za pierwszą parę trenerską tutaj w Niemczech, za Nicolę i Tobiasza, którzy z całym sercem i wielkim zaangażowaniem włączyli się w nasz Program, myślałem  o trudzie, jaki też każdy z nas biegaczy musi pokonać. I że ten trud zawsze można przekazać dalej, jako mój dar, by mój trud, przyniósł innym ulgę. I że zawsze jesteśmy w tym wspierani przez naszych Kochanych Aniołów. Ile razy w czasie trudnego biegu mogłem skorzystać z Jego pomocy. Ile razy ratował mnie w życiu z opresji. Ile razy …

Niech dziś każdy z nas znajdzie czas, żeby Mu osobiście podziękować. Najlepiej, najpiękniej dla Niego będzie wtedy, gdy pójdziemy przed Najświętszy Sakrament. Bo Oni Adorują Oblicze Pana przez cały czas, i tego dla nas także pragną.

xj

W sercu Kościoła chcę być miłością…

October 1, 2012 8:35 pm

powiedziała św. Tereska. Kościoła, którego drogą jest człowiek, a przyszłością rodzina. W tak wielu miejscach prześladowana, kuszona, poddająca się zniechęceniu, ale ciągle w Bożym planie tak ważna i potrzebna.

Pod opieką Matki Bożej, czczonej tutaj jako Regina Pacis, dzisiaj przy szczególnej opiece św. Teresy od Dzieciątka Jezus i zawsze św. Józefa, robimy co w naszej mocy, żeby przenieść Program Rozwoju Relacji Małżeńskich na grunt Niemiec.

Mieszają się w zdaniach język angielski z niemieckim, body language uzupełnia niedostatki leksykalne, a istota i tak wyrażana jest mową serca. Na szczęście rodzina nie jest pomysłem ludzkim, tylko Bożym, więc nie różnią się jej zadania i bolączki z kontynentu na kontynent. A doświadczenia i historie z Polski rozumie zarówno Bawarczyk, jak i Amerykanin.

Na zewnątrz nostalgiczna pogoda sprzyja tęsknocie za pięknem tego, co stworzone. Niestety program jest tak intensywny, że nie ma kiedy wyjść choćby na chwilę.  Ale zawsze jest jutro. Może wtedy się uda.

xj