rozrzucone kapcie

November 22, 2012 5:00 am

Wracam do domu z apteki. Jest dziesiąta wieczór. Nasz synek mocno przeziębiony. Krople będą dopiero jutro. Sprawdzam sytuację, przytulam, smaruję obtarty nos.

Idę zdjąć buty. W przedpokoju tyle ich w nieładzie. Jeszcze wpis na blog na jutro. Więc nisko się schylam i szukam tematu. Ale on jest tam, w tych butach i jeszcze kapciach, których po kilka sztuk w każdym pokoju.

Bywa, że drobiazgom wypowiadamy regularną wojnę. Ale już kilka lat temu przestałam na temat rozrzuconych kapci robić jakiekolwiek uwagi. Ile razy widzę kapcie Męża w zaskakujących miejscach, myślę, co by ten widok dla mnie znaczył, gdyby stało się jakieś nagłe nieszczęście i Andrzej nigdy by już nie wrócił. I ile wtedy dałabym za to, żeby był i rozkładał te kapcie po całym domu. Znaczyłyby mapę jego wychodzenia w pośpiechu do pracy, wybiegania na chwilę na piłkę czy do sklepu. Milcząca poręka chwilowej tylko nieobecności.

Małgosia

bo jak śmierć potężna jest miłość

November 20, 2012 5:00 am

W ręce mi wpadła ostatnio książka Korczaka. O niezrozumieniu dzieci przez dorosłych. Zasypia w niej jako dorosły i budzi się jako dziecko.  Porażona głębią opowieści, czytam w dostępnych “międzyczasach”.

Wpada mi też w ręce biografia Edyty Stein. Czytam w kolejnym międzyczasie, gdy córka ma iść na wycieczkę klasową do domu rodzinnego Świętej, który znajduje się dwie ulice dalej. I czytam o tym Edyty szukaniu prawdy, póki nie znalazła jej w Słowie Życia.

Parę dni temu staję jak wryta przed ogromną gazetką ścienną w szkole córki, bo tam Korczak i Stein obok siebie. W głowie szukam analogii. Oboje zostali zagazowani w 1942 w Auschwitz. Korczak dojechał tam na czele około 150 wychowanków z prowadzonego przez siebie domu dziecka. Do końca z nimi, choć mógł się uratować.

Edyta Stein, właściwie Teresa Benedykta od Krzyża, dojechała tam transportem z innymi kobietami i zakonnicami. Ze wspomnień świadków wynika, że w obozie, w którym przeżyła zaledwie kilka dni, była jak anioł, który pocieszał, pomagał i troską ogarniał dzieci matek, co popadły w całkowitą rozpacz. Więc myła, karmiła i czesała, z wielkim spokojem i miłością.

Ktoś znajomy powiedział, że śmierć wcale nie jest czymś najgorszym, co nam może się w życiu przytrafić. Tak. Podobnie jak nie jest szalenie ważne, czym się zajmujemy, ale jak reagujemy na osobę, która nam to zajęcie przerywa. Jak na przykład dziecko, które “znowu coś chce”.

Małgosia

Pożegnałem Matkę Chrzestną

November 19, 2012 5:00 am

Po wielu miesiącach powolnego umierania odeszła do wieczności moja Matka Chrzestna, siostra mojej Mamy. Ta, która trzymała mnie do Chrztu św., teraz została odprowadzona przez swojego chrześniaka do miejsca wiecznego spoczynku. Rytm sakramentów.  Rytm Kościoła, który odsłania Liturgią sens każdego etapu naszego życia.

Pamiętam ten grób od dziecka. Przychodziliśmy tu pomodlić się za moją Babcię, potem Dziadka, jeszcze później za jego siostrę. Dziś do tego grona dołącza ich córka. Przy grobie spotyka się rodzina. Ostatni raz widziałem moją siostrę i braci ciotecznych na ślubie mojej siostry. Dziś, 12 lat później uczę się na nowo imion ich dzieci i pierwszej wnuczki. Cieszymy się ze spotkania, choć w tle jest świadomość okoliczności. Wydaje się  jednak, ze Cioci nasza radość wcale nie przeszkadza. Jest w śmierci bowiem także radość wieczności, radość spotkania z Panem Jezusem, radość życia spełnionego…

Dziś przyszła wiadomość, ze odeszła też do wieczności Mama Męża naszej blogowej Dosi.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie. A światłość wiekuista niech im świeci. Kiedyś się spotkamy w Niebie. Do zobaczenia.

xj

karząca ręka ojca

November 17, 2012 5:00 am

Co robię, gdy mówisz, że wszystko jest przegrane, że zepsułeś, że nic nie jest warte zachodu?

Ocieram Twoje łzy. Potem kładę dłoń na Twojej głowie i mówię: Moje Dziecko, Moje śliczne i kochane Dziecko.

Jezus

 

Zelia

November 16, 2012 5:23 am

Biedne te polskie dzieci, tak często niechciane…. – powiedział ze smutkiem zaprzyjaźniony kapłan.

Jakby na potwierdzenie jego słów, usłyszałam następnego dnia z ust dawno niewidzianej koleżanki: Mamy już dwoje dzieci (chłopca i dziewczynkę). I mam nadzieję, że więcej nie będziemy już mieć.

I przypomniała mi się postać błogosławionej Zelii Martin, matki św. Tereski od Dzieciątka Jezus, która w jednym z listów * do swojej bratowej napisała, że kocha dzieci do szaleństwa i urodziła się po to, aby je mieć. A przecież doświadczyła tak wielu trudów i cierpień związanych z macierzyństwem. Pisząc te słowa tuż przed narodzinami najmłodszej, dziewiątej z kolei Tereski, miała za sobą najpierw choroby, a potem utratę „czwórki aniołków” zmarłych we wczesnym dzieciństwie. Boleśnie dotykały ją kłopoty sprawiane przez jedną z córek – „biedną Leonię”. Wiedziała jak mało kto, że macierzyństwo to nie tylko radości…  Jednak „kochała do szaleństwa” i pragnęła „mieć” kolejne dzieci. A najbardziej pragnęła tego, by jej dzieci były święte, chciała rodzić je „dla nieba”.

Może warto w Roku Wiary przyjrzeć się oczyma  wiary własnemu rodzicielstwu?

Basia

* Listy bł. Zelii i Ludwika Martin zostały zebrane w książce „Korespondencja rodzinna (1863-1885)”, Wydawnictwo Karmelitów Bosych. Serdecznie polecam.

 

Ostatnie długie wybieganie….

November 15, 2012 5:00 am

dwa tygodnie przed maratonem – to bieg na 30 km. Dłuuugie. I po asfalcie, bo maraton jest po asfalcie. Czas, żeby się organizm przyzwyczaił do tego, co go czeka, czas, żeby się człowiek oswoił z tym, co przed nim. To prawdziwa samotność długodystansowca. Mijane samochody, ludzie na przystankach, coś mierzą geodeci, karetka przeleciała na sygnale… Bieg pośród normalnych przejawów życia. Czasem drobny gest ludzkiej życzliwości i wsparcia. Raczej rzadko (to nie ścieżki biegowe, gdzie spotkasz takich samych jak ty).

Sam maraton będzie pełen ludzi biegnących przed tobą, za tobą i obok. I to przez cały czas. Maraton to świętowanie, to radość, emocje, to koniec tylu tygodni treningów, to nagroda za trud.

Zadajemy w czasie naszych Programów* zadania domowe. Tak, żeby codziennie coś, choćby drobnego, malutkiego, ale w duchu Programu. Czyli z myślą o niej/nim, ku poprawie siebie… Moje lepsze ja.

Dziś przeżywane jako samotność długodystansowca, ale to tylko trening. Ten trening jest po coś. Przed nami ten właściwy bieg. „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tym, 4, 7) Moje małżeństwo, moje życie, moja wieczność… Było warto się trudzić…

xj

*Programy Rozwoju Relacji Małżeńskich

wdzięczność

November 14, 2012 7:56 am

„Upadł na twarz u Jego stóp i dziękował Mu.” (Łk 17, 16)

Czy mógłbyś mi to przynieść?
Podaj mi to, proszę.
Trzeba powiesić pranie – zrobisz to?
Proszę, zrób mi herbatę

Czy możesz mu pomóc umyć zęby?

Pewnie i o inne rzeczy poprosiłam w ostatnich dniach mojego męża.  A o ile rzeczy w ogóle nie musiałam prosić?! Na przykład  zmywarki wcale nie załadowywałam, a naczyń brudnych nie ma. Śmieci w tym tygodniu ani razu nie wynosiłam. Śniadanie do szkoły dla syna – samo się zrobiło? I kawę w łóżku piłam, a przecież zaspana nawet jeszcze nie pomyślałam o tym, że mogłabym chcieć jej się napić.

I praktycznie całą troskę o chorą Mamę wziął na siebie.

I zastanawiam się, ile razy za to wszystko wyraziłam swoją wdzięczność. Tak dosłownie, nie tylko skrycie, w sercu. Ile razy głośno doceniłam?

Dzisiaj dziesięciu uzdrowionych trędowatych uzmysłowiło mi, że często o coś proszę męża, dzieci, Pana Boga. Ale często zachowuję się tak, jak tych dziewięciu uzdrowionych – jakby mi się należało. Niestety zbyt rzadko moja postawa jest taka jak tego jednego – pełna wdzięczności za wysłuchanie prośby.

A przez tą wdzięczność Samarytanin otrzymał jeszcze więcej łaski.

Dosia

List od uczestnika JA+TY=MY

November 13, 2012 5:00 am

By wyrazić, czego doświadczyłem w czasie warsztatów, opowiem Wam kawałek historii mojego życia. Mimo iż wzrastałem w środowisku katolickim, przy pierwszej okazji odszedłem od Kościoła i próbowałem żyć po swojemu, licząc jedynie na własne siły. Po kilku trudnych latach, gdy czułem się zupełnie sam, jedynie dzięki Asi  na nowo odnalazłem Chrystusa. Towarzyszyłem jej  na ogół na niedzielnej Mszy i zawsze gdy spoglądałem na krzyż – widziałem, że Jezus żyje i nie jest jedynie kawałkiem drewna w pięknej świątyni. Moje nawrócenie zaczęło się wtedy, w czasie tych Mszy, na które szedłem razem z żoną. I czułem w swoim sercu miłość, ogromną miłość pochodzącą z zewnątrz. Gdy spoglądałem na starsze panie, które przychodziły do kościoła, nie patrzyłem na nie ze sceptycyzmem, ani nie posądzałem ich o hipokryzję –  odczuwałem jedynie miłość do nich. W tym czasie straciłem pracę i pierwszym, co wtedy zrobiłem, było pójście razem z żoną do kościoła, by odnaleźć ten POKÓJ i miłość, którego wcześniej doświadczyłem tam wiele razy. Taki był początek mojego ponownego spotkania z Chrystusem.

Zanim przyszliśmy na Program, w domu z Asią było nam naprawdę trudno: nie potrafiliśmy razem żyć, więc nasza relacja opierała się coraz bardziej na kompromisie, poprzez który jedno starało się jak najmniej wchodzić w drogę drugiemu, by uniknąć sporów. W sobotę podczas pierwszego warsztatu, gdy miałem opisać swoją żonę, poczułem przypływ ogromnej miłości do niej, porównywalnej jedynie z tą miłością, której doświadczałem w kościele w tamtym czasie. Dlatego mam tę pewność, że Bóg pragnie wzmocnić nasze małżeństwo. To On podarował mi ten weekend, każdą napotkaną osobę, której mogłem posłuchać – by odnowić nasze małżeństwo. I dlatego w niedzielę byliśmy w stanie odnowić nasze przyrzeczenia małżeńskie – i czuję, że otrzymałem nową siłę i entuzjazm, żeby rozpocząć ten nowy etap. Proszę jedynie Boga, by pomógł mi w zmaganiach z moimi słabościami oraz by zachował nasze małżeństwo od złego.

Pokój Wam.

Jesús G.N.M.*

*Jesús i jego Żona Asia wzięli udział w Programie JA+TY=MY organizowanym tydzień temu we Wrocławiu. [nota od Redakcji]

płaszczyzna porozumienia

November 12, 2012 5:00 am
Powiadacie:
– Nuży nas obcowanie z dziećmi.
Macie słuszność.
Mówicie:
– Bo musimy się zniżać do ich pojęć.
Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się.
Nie to nas męczy. Ale że musimy się wspinać do ich uczuć.
Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać.
Żeby nie urazić.

Janusz Korczak “Kiedy znów będę mały”