szczęśliwa wdowa

November 11, 2012 5:39 am

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.” (Mt 5,3)

Taką dziś mamy niedzielną aklamację. A w pierwszym czytaniu spotykamy się z wdową z Sarepty i będącym w potrzebie prorokiem Eliaszem (1 Krl 17, 10-16).

Trochę  dziwnym może się wydawać, że Pan posłał Eliasza do bardzo ubogiej wdowy. Przecież ona sama jest w ogromnej potrzebie, głodna, ze świadomością bliskiej śmierci. A to właśnie ona została wybrana, „aby go żywiła” (w kraju panowała klęska suszy i głód).

I tak bardzo zachwyca mnie owa wdowa. Jest dla mnie wzorem zaufania Słowu (zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych) i posłuszeństwa wbrew ludzkim kalkulacjom i zdrowemu rozsądkowi. Zdecydowała się zaufać do końca, zrezygnować z zabezpieczeń. I doświadczyła cudu – „dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza.” Szczęśliwa wdowa!

Jak bardzo mi trzeba takiej wiary i takiego zaufania we wszystkich moich brakach i potrzebach! Spokoju i pewności, że On zawsze zaradzi.

I jakaś miła ulga płynie z myśli, że również to, z czym borykam się najbardziej jest wpisane w Boży plan.  Że moje braki, kłopoty, słabości i niezaspokojone potrzeby mogą stać się przestrzenią doświadczania cudów. Byleby tylko się nie pogrążyć, nie zamknąć i oddać wszystko – bez zabezpieczeń.

Basia

„wolna” sobota

November 10, 2012 6:00 am

Co jest ważniejsze, za co się najpierw zabrać?
Może za porządki na strychu ( już dwa lata czekają na realizację…)? Może jednak za dokończenie remontu pokoju córki? Chyba jednak ważniejsze jest zaległe kilkumiesięczne zestawienie w firmie… Nie, jednak co rodzina to rodzina, czyli może remont pokoju maluchów, wszak nowe tapety już leżą na szafie ponad miesiąc… Nie, zdecydowanie ważniejsze jest uszczelnić drzwi i okna, przecież zima za pasem. A może ważniejsze poprawki po malowaniu kuchni? Ale przybory łazienkowe także czekają już  drugi miesiąc na gospodarza z wiertarką. Niech czekają, ważniejsza jest wymiana ledwo trzymającej się starej kabiny prysznicowej. Może jednak najpierw skopać warzywniak, bo jak nagle śnieg przykryje…

Dlaczego tak łatwo umyka, że najważniejsze to wyściskać rano dzieci.  Potem przytuleniem i całusem obudzić i zaprosić na wspólne śniadanie kochaną żonę. Zająć się obowiązkami (i owszem), pamiętając o „proszę, przepraszam, dziękuję”. Wieczorem znaleźć czas dla dzieci, wysłuchać ich historii, przeczytać bajkę, wspólnie się pomodlić. Potem znowu czas dla żony.

W końcu relacje są ważniejsze od zadań, prawda?

Michał

Pobiegłem dziś odwiedzić moich dobrych znajomych…

November 8, 2012 5:00 am

bo przecież zamiast jechać samochodem, można tych, co mieszkają dalej, odwiedzić wycieczką biegową. Gdyby nie fakt, że w drodze spotkał mnie dość intensywny deszcz,  wizyta nie byłaby tak kłopotliwa dla Gospodarzy, którzy coś z lejącą się ze mnie wodą musieli zrobić. 😉

Żeby do nich trafić, musiałem wybrać właściwą ulicę odchodzącą w bok od głównej i tu trochę czasu biegowego mi zeszło. Okazało się bowiem, że nazwy ulic nie zostały umieszczone na ich początku, ale czasem dopiero gdzieś na jakimś domu kilkadziesiąt metrów w głąb ulicy. Więc musiałem wbiegać w każdą, żeby się przekonać, czy to ta właściwa, czy nie.

Ile razy skręcamy w uliczki, które nie są dobre i wymagają natychmiastowego wycofania się. Ponazywałem moje ulice, którymi chcę kroczyć: łagodność, szacunek, bycie darem…

Jeśli na drodze, w którą skręcam, tego nie ma, to trzeba szybko uciekać, szybko wracać do siebie, bo … to nie jest moja droga.

xj

tylko człowiek, aż człowiek

November 7, 2012 5:00 am

Dziwisz się, gdy Ci coś nie wychodzi? A może właśnie powinniśmy się dziwić wtedy, gdy nam się udaje. No. Coś takiego usłyszałam kiedyś. Na spowiedzi.

Chciałoby się być naprawdę idealnym i bez zarzutu. Podobnie wydaje mi się nieraz, że wszystko wkoło mogłoby takie być. I nawet nie tylko wszystko, ale i wszyscy.

Ale okazuje się, że to droga donikąd. Bez zgody na słabość, uszczerbek, własne ograniczenia i uwarunkowania nie da się kochać innych i przyjmować ich takimi, jakimi są. Z ich ograniczeniami, które przecież im także ciążą, a nieraz zapewne doprowadzają do łez złości, frustracji, bezradności.

Przyjmowanie. Honorowanie dobra w drugim, ale także zrozumienie i szacunek dla słabości, wewnętrznych walk, cierpienia. Gdy jesteśmy w ten sposób “przyjęci” przez drugiego, zyskujemy siły, by góry przenosić. Punktowani i odrzuceni – popadamy w zniechęcenie.

Tak przyjmuje mnie Bóg. Radością, że jestem. Tak mogę przyjmować drugiego, jeśli chcę dać odpowiedź godną jego człowieczeństwa. Męża, córkę, synka, panią w sklepie.

I wtedy może się okazać, że coraz bardziej naprawdę kocham.

Małgosia

Program 1 we Wrocławiu

November 5, 2012 11:49 pm

zakończony. Z 27 zgłoszonych par dojechało 25. Większość to małżeństwa z samego Wrocławia, ale było też kilka par, które pokonały znaczne odległości, żeby móc w Programie uczestniczyć. Byli i nestorzy (47 lat życia małżeńskiego) i bardzo młodzi (2.5 roku). Byli małżonkowie z malutkimi dziećmi, których nie można było z nikim zostawić i tacy, których dzieci już są samodzielne. Byli tacy, którzy sami prowadzą zajęcia dla małżeństw (lub samych mężatek) i tacy, którzy nigdy nie byli na żadnych zajęciach dla par. Bogactwo rozmaitości, wielość doświadczeń i dwa dni ciężkiej pracy dla uczestników (i prowadzących – jak to dobrze, że były 4 pary przygotowane do prowadzenia, bo tylko dzięki nim stało się to możliwe. Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję).

Już noc. Powoli wszystkie władze, jeszcze przed chwilą działające w największym stopniu  koncentracji, uspokajają się. Z akcji można przejść w stan spoczynku. Co prawda na chwilę tylko, bo za kilka godzin jeszcze ważny wykład dla wymagającego audytorium i powrót do Łomianek.

W sercu radość, że tyle par przyszło zawalczyć o jakość swojej relacji, że tylu parom się chce.

Tylu ludzi na świecie modliło się za ten czas, więc nie ma się co dziwić, że Uczestnicy wyjeżdżali z mocnymi postanowieniami. Pamiętajmy o nich. Teraz trzeba to wszystko przełożyć na swoje relacje. Oj, będzie się działo.

ks. Jarosław

na maksa

November 4, 2012 5:53 am

„Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary.” (Mk 12,33)

Im więcej obustronnego serdecznego zaangażowania w relację, tym piękniejszą się ona staje; tym bardziej cieszy, dodaje sił,  promienieje na innych.

Jezus jest zaangażowany w relację z każdą i każdym z nas w najwyższym stopniu. A ja – czy odpłacam Mu tym samym?

Basia

barwy życia

November 3, 2012 6:00 am

Świat nie jest czarno-biały. Ileż razy słyszałem to stwierdzenie. Zwykle wypowiadane z wyrzutem wobec tych, którzy starają się jednoznacznie odpowiadać sobie na fundamentalne pytania przynoszone przez życie. W  pewnym sensie mógłbym się z tym zgodzić. Świat jest pełen szarości. Tylko że nie potrafilibyśmy określić szarości, nie wiedząc nic o istnieniu bieli i czerni. Potrzebuję odniesienia, busoli, punktów orientacyjnych, by stwierdzić, czy ta szarość jest bardziej ukierunkowana na czerń czy na biel.

Nie interesują mnie kierunki wschodniopółnocnowschoniopołudniowe (czyt. nie ważne w jakim kierunku podążasz). Chcę wiedzieć gdzie iść. Być może nie pójdę najkrótsza drogą. Ba, może nawet czasem zorientuję się, że się cofam. I znowu, gdyby nie punkt odniesienia, nie wiedziałbym o tym.

Dla mnie świat jest mozaiką milionów odcieni kolorów. Lecz każdy malarz wie, że są kolory podstawowe. Czy już je znalazłem?

Michał

szykuj się pan

November 2, 2012 4:48 am

Pewien ksiądz opowiadał kiedyś o swojej posłudze w szpitalu i o rozmowie z człowiekiem, który bardzo ciężko chorował, lecz zwlekał z przyjęciem sakramentów. Gdy dowiedział się, że nie ma dla niego już po ludzku żadnej nadziei na wyzdrowienie, i popadł w jeszcze większe zgorzknienie i gniew, ów kapłan powiedział mu jedynie: “no to szykuj się pan”. Pan się najpierw okropnie obraził. Potem pojednał się z Bogiem i odchodził spokojny.

A ja sobie dzisiaj myślę i o swoim szykowaniu się. Właściwie to już otwarcie oczu rano jest pewnym wyrazem gotowości – podobnie jak pójście spać. Dobrze, że to On przychodzi po mnie – już teraz – żeby mnie w tamtą stronę prowadzić. Dać mi tego światła, którego TAM takie mnóstwo, żebym nosiła je za pazuchą i podawała dalej, by i inni mogli się przy nim razem ze mną ogrzać. No i jest ze mną co dzień, by lepić we mnie serce zdolne do miłości – żebym TU była bliżej TAM, a potem kiedyś TAM poczuła się jak u siebie w domu.

Przeprowadzi mnie kiedyś TAM. Do tych, których wspominamy dzisiaj. Niektórzy z nich jeszcze czekają na pełnię swojego TAM, a pomóc im szybciej się TAM dostać może nasza miłość i modlitwa. Nasza prawdziwa ostatnia posługa – nie ujmując niczego zniczowi, który przecież też jest wyrazem miłości.

No to szykujmy się.

M

Moi kochani Święci…

November 1, 2012 5:00 am

tylu ich, że z wyliczeniem byłoby trudno. I specjaliści od wszystkiego. Boli ząb? oczy? kości? zgubiłeś coś? szukasz tej lepszej połowy? lecisz gdzieś? Można tak w nieskończoność. Ciekaw jestem jaką specjalność dostałbym w Niebie, gdyby tak…

I choć tylko część z Nich poznałem i tylko znikomą cząstkę wybrałem na moich ukochanych, to przecież dziś świętuję ICH WSZYSTKICH!!! I nacieszyć się nie mogę, że im się udało. Więc Si isti, cur non ego? Tak sobie mówiłem od pierwszego roku seminarium. I do dziś z tym samym entuzjazmem. Może nawet większym, bo wiara rośnie proporcjonalnie do świadomości stanu obecnego. 😉

Dziś świętujemy. Dziś Wszyscy Święci mają swój dzień. Niech będzie najpogodniejszy, niech się nam buzia uśmiecha od ucha do ucha, bo Oni są tam także dla nas. I troszczą się nie tylko o nasze zęby, kości, uszy, oczy…, ale o nas i nasze relacje. Bo przecież poszli do Nieba, bo tak kochali, że już chyba bardziej nie można. A może można?

Fr Jay