Dobry dzień – wspaniały dzień

April 23, 2013 9:01 am

W zeszłym roku pisałem o motto jednej z firm, która produkuje buty do biegania (moja ulubiona zresztą): Dobry dzień to taki, w którym pobiegniemy, a wspaniały to taki, w którym namówimy jeszcze kogoś, by pobiegł.

Od tygodnia trenuję razem z Paulem, najstarszym synem Państwa Hilgersów. Zaczęliśmy treningi od bardzo spokojnego tempa, choć już na sporym dystansie, bo 5 km. Na początku mieliśmy czas 7.2 km/godz. Dziś przebiegliśmy przeszło 6 km i to w czasie 9.2 km/h (testując jednocześnie nowe buty do biegania). Paul zaliczył dziś także (choć bardziej dla radości z biegu niż potrzeb treningu) pierwszą górkę sprintem pod górę. I tak wyliczył siły, że starczyło mu do końca.

Jaka to przyjemność obserwować postępy kogoś, kto stawia pierwsze kroki na ścieżkach biegowych. W czasie biegu jest więc okazja do tłumaczenia zasad budowania formy, różnicowania treningu, wykonywania specjalistycznych biegów i generalnie – radowania się z tego, że jesteśmy aktywni. Piszą mądrzy i doświadczeni ludzie, że tylko 2% dorosłych ludzi jest w stanie przebiec 1 km. Cieszymy się więc z tego, że należymy do tej ścisłej czołówki.

Trudno wymyślić lepsze przygotowanie do całego dnia zajęć niż bieg o świcie. W Omaha, to ciągle jeszcze prawie zimowy czas. Co prawda śnieg już nie leży, ale ciągle jeszcze się pojawia w opadach i zimnych dniach. Tyle, że … dla biegaczy to nawet lepiej. 🙂

Z Omahańskich ścieżek biegowych

Fr Jay

„Nikt ich nie wyrwie z Mojej ręki”

April 22, 2013 9:32 am

Cały wczorajszy dzień upłynął w mocy tych słów. Po tym ciężkim tygodniu były one wielką pociechą. Nikt i nic nie pokona Bożej miłości. Ona jest przy mnie każdego dnia. Jak dobrze jest to sobie wyobrazić, że On mnie trzyma za rękę.

Z powodu ogromnego zmęczenia dzień mijał na zwolnionych obrotach. Poza wstawaniem, bo ono było wczesne, żeby jeszcze tradycyjnie spotkać się na śniadaniu z Faculty, zanim się rozjadą do swoich domów. Wrażenia, najpiękniejsze momenty, uznanie dla trudu wszystkich…

I najważniejsza radość – z tego, że to On dał siłę i łaskę, i to wszystko dla Jego chwały. Bóg życia i miłości. I sam tę miłość nam ciągle okazuje – trzyma nas za rękę i nie pozwoli, by ktokolwiek nas od Niego oderwał. Nawet my sami, przez nasze słabości.

Zmęczony, ale pełen radości z uczestniczenia w czymś wielkim,

Zawsze blisko Was

Fr. Jay 

gest

April 21, 2013 5:00 pm

Mój american dream się kończy.  Choć może chciałoby się jeszcze tu pobyć, gdzieś pojechać, coś zwiedzić, to czas wrócić do „normalnego” znaczy się swojego życia. Tęsknię za rodziną. Tam jest moje miejsce.

Co określiłbym jako najważniejsze z tego pobytu i chciał się tym podzielić?

To było podczas wczorajszej porannej Mszy św. Stali kilka rzędów przede mną. Współkursantka oraz jej mąż. W momencie wezwania kapłana do modlitwy Ojcze nasz, ich ręce jakby automatycznie się odnalazły i połączyły. Odmówili modlitwę i tak pozostali do momentu przekazania sobie znaku pokoju.

Działo się tu wiele bardzo ważnych dla mnie rzeczy. Zdałem egzamin, spotkałem wspaniałych ludzi, lecz wiem na pewno, że z obrazem tej pary będę opuszczał Omaha. Wzruszyłem się bardzo, zwłaszcza, że ja nie mogłem poszukać dłoni żony. Trochę za daleko :). Ciągle spotykam małżeństwa, które opierając swoje relacje na Bogu aż promienieją pięknem i czystością relacji małżeńskiej. Choć przecież czasem bywa trudno. Lecz to jedyna droga, by doświadczyć pełni tego, co zamierzył Bóg stawiając obok mężczyzny kobietę.

Michele i Zac, dziękuję Wam za to świadectwo.

Michał

Class 35

April 21, 2013 9:43 am

zakończyła swoją część szkoleniową. To zawsze bardzo uroczysty dzień. Po wieczornej Mszy św. następuje wręczenie dyplomów, a potem niekończące się pożegnania. Naprawdę trudno się rozstać. Choć ten widok powtarza się co roku, za każdym razem chwyta za serce. Ludzie jeszcze wczoraj sobie obcy, dziś żegnają się z trudem. 

Jak zauważyła jedna z Uczestniczek kursu na swoim blogu, jest to chyba jedyny kurs w dziedzinie medycyny, gdzie uczestnicy spotykają się każdego poranka na Mszy św. I traktują to bardzo poważnie. Tu też rodzi się bliskość.

Eucharystia czyni nas najbardziej bliskimi sobie nawzajem. Dzisiaj nam Pan Jezus powtarza, że trzyma nas za ręce i nigdy nie pozwoli, by ktokolwiek nas od Niego oddzielił. Jaka to radość i pociecha. 

Z modlitwą z Omaha

Fr. Jay

Women's Club

April 20, 2013 5:00 pm

– albo inaczej Modliszki. Tradycja Wrocławia. Ponownie wczoraj.

Ile to już lat spotykamy się w damskim gronie żon – próbowałyśmy policzyć, ale mimo iż kobiety mają tak szczegółową pamięć do WSZYSTKIEGO, nie udało się.

Kiedy dzwonię rezerwować stolik i mówię: dla 9 kobiet, pan rozumie bardzo dobrze, gdy proszę o ciche i ustronne miejsce. Potem gdy z Agnieszką Jacket szukamy nieobecnego w centrum w piątek wieczorem miejsca postojowego, i dzwonię rozpaczliwie, że będzie obsuwa, pan zapewnia wyrozumiale, że stolik zatrzyma.

I później też jakoś daje radę, gdy czeka na złożenie zamówienia, a my jedna przez drugą między sobą z dygresjami o parkowaniu, winie i kaloriach.* I nie zrażamy się, gdy połowy rzeczy z karty nie ma. Przecież MY jesteśmy. Ubrane w obcasy i naszyjniki, bo to nasz czas, gdy dla odmiany nie my podajemy do stołu. Choć bardzo kochamy nasze Rodziny, czasem potrzebujemy czuć się jak księżniczki.

W połowie spotkania dołącza do nas koleżanka, która przyjechała specjalnie aż 100 km z Opola. Kilka lat temu w podobnym gronie żegnałyśmy ją przed przeprowadzką całą rodziną do Manchesteru. Dziś cieszymy się, że już znowu są w Polsce, na stałe. Przyjedziemy na Modliszki do Ciebie, zapewniłyśmy wtedy. I dotrzymałyśmy słowa, Modliszki podbiły Manchester. 

Po kilku godzinach pan kelner zapytuje, co podać, a my, że już nic. Nie chciałbym, by panie siedziały przy pustym stole. – Ależ my mamy usta pełne… słów – odpowiada Danusia.

modliszki

 

Z pozdrowieniami,

Że dla odmiany z Polski, to Małgosia, ale może być i Margaret

*Czy wiecie, co to są kalorie? Wyjaśniła nam Marta. Małe krasnoludki, które – gdy my śpimy – zwężają nasze sukienki. 

Miejsce stworzone z myślą o mężczyznach

April 20, 2013 8:25 am

Tradycyjne wyjście na kolację całego Faculty w ostatni wieczór przed końcem szkolenia przywiodło nas tym razem do DJ’s Dugout Sports Bar. Ledwo wejdziesz, a już czujesz się jak w miejscu stworzonym z myślą o Tobie. Głośna muzyka, która prawie uniemożliwia rozmowę i wszystkie ściany pełne ekranów, pokazujących wszystkie możliwe sporty. Za głośno żeby rozmawiać, więc można sobie “spokojnie” posiedzieć przy fastfoodowym posiłku i leniwie oglądać wszystkie telewizory, nie martwiąc się o przełączanie kanałów. Jednym słowem – męski, idealny świat.

Patrzę na okoliczne stoliki i okazuje się, ze są tu także kobiety, które wcale się nie przejmują ani hałasem, ani telewizorami, bo mają ważniejsze sprawy na głowie – rozmowy. Jak bardzo się to różni od ‘męskich’ stolików, gdzie się generalnie patrzy. A rozmowa to komentarz do tego, co na ekranie.

Dwa światy. Rożne i ciekawe. Zrozumieć każdy, umieć pogodzić, złożyć w całość – to przygoda na całe życie. I warta całego życia.

Z głośnego dziś Omaha

Fr. Jay

perfect place1perfect place2perfect place3

Drobne gesty życzliwości

April 19, 2013 9:46 am

potrafią tak bardzo zmienić nasze życie i orientować je wokół osób, a nie spraw do załatwienia.

W dzisiejszy zimowy poranek w Omaha wybrałem się pobiegać (i pomyśleć, że u nas tak ciepło, a tu dygoczę z zimna zanim się rozbiegam; co za niesprawiedliwość). Początkowy deszcz szybko zmienił się w dokuczliwy grad a potem przeszedł płynnie w śnieg. Ale tej metamorfozy już nie doczekałem. Sieczony gradem miałem dodatkową motywację, żeby wrócić do domu najszybciej jak się dało.

Po drodze zdarzyło się spotykać wyjeżdżające z przydomowych lub biurowych zatoczek samochody, które czekały na włączenie się do ruchu. To naprawdę jest miłe, kiedy widzisz, że kierowca zauważa ciebie jak biegniesz i wycofuje się samochodem, żebyś nie musiał zmieniać swojej trasy, omijając samochód. Prosty gest, a przecież nie pierwszy raz spotkany i za każdym razem tak bardzo cieszący: ktoś na ciebie zwrócił uwagę i w jakimś możliwym dla siebie stopniu pomógł ci. A potem ktoś przytrzyma windę, ktoś się pofatyguje, żeby przynieść wodę… Z ilu takich prostych gestów składa się nasze życie. Ile w tych prostych gestach można zmieścić życzliwości.

Więc z pełną w sercu życzliwością was pozdrawiam

Fr. Jay

właściwa strona

April 18, 2013 4:53 pm

Przyjechali z Kanady, Meksyku i Brazylii, z dalekiej Australii, z Francji, a nawet jedna osoba z Polski 🙂 . Do tego oczywiście należy dodać „miejscowych” Amerykanów, którzy tym razem wyjątkowo licznie reprezentują aż dwadzieścia dwa stany USA. Wszyscy z decyzją, by wbrew temu, co proponuje obecnie świat, służyć życiu, małżeństwu, głębokim relacjom międzyludzkim.

Czasem jakby chciało przyjść na mnie zwątpienie. Zwłaszcza gdy widzę, jakie decyzje podejmują  ludzie wokół mnie. Jakie ponoszą tego konsekwencje, nie chcąc widzieć związku między podjętą decyzją a jej skutkiem. Często bardzo cierpią. Wtedy od razu przed oczyma mam tych ludzi, których spotkałem na kursie w Łomiankach, tutaj i w wielu innych miejscach. Ludzi, którzy całe swoje życie poświęcają służbie życiu. Budują cywilizację miłości. Bo dobra jest bardzo dużo. Ono się tak nie rzuca w oczy, bo ma pełne ręce roboty. Zło przeciwnie. Bardzo się narzuca, by nie zobaczyć tego pierwszego.

Jest tylko jeden „problem”. Trzeba wybrać którąś ze stron. Stanie w miejscu tylko z pozoru wydaje się być dobrym wyborem, bo jest łatwiejsze. Jednak kto stoi, ten się cofa…

Michał

Men’s Club…

April 18, 2013 8:36 am

continuation…

Jak widać, nasz męski klub się zdecydowanie powiększył:

Październik 2012, opisany TU

men's club 2

Kwiecień 2013

Tradycji stało się zadość. W czasie EP jedno wyjście tylko dla mężczyzn. I oczywiście to samo miejsce i to samo menu – Anthony’s Steakhouse. 

Naturalnie wyjście na steak było tylko pretekstem, żeby się znowu spotkać, porozmawiać, pobyć ze sobą. Każdy ma inną historię do opowiedzenia, inne doświadczenia, więc dobrze jest siebie nawzajem posłuchać i odkryć, ile mamy sobie nawzajem do przekazania, do podzielenia się.

Tym razem dołączył Francuz, Polak, Meksykanin, Peruwiańczyk, i oprócz innych nowych w naszym klubie – także dwóch amerykańskich kapłanów. Jak dobrze jest wiedzieć, że możemy na siebie nawzajem liczyć. Jeśli będzie taka potrzeba, wiemy, gdzie się szukać. Męskie wsparcie zawsze jest potrzebne. I co najważniejsze paniom to się nawet bardzo podobało, że panowie wychodzą razem. One wiedzą, że mężczyźni muszą od czasu do czasu poprzebywać w swoim własnym gronie. Wracają zawsze lepsi. 🙂

Fr. Jay

Tak samo.

April 17, 2013 5:00 pm

Wstaję gdy jest ciemno i kładę się gdy jest ciemno.  Rano biegnę wzdłuż pobliskiej rzeki, podziwiając wspaniale przygotowane ścieżki do biegania, czy też jeżdżenia na rowerze. To dobry czas, by się dotlenić przed ogromnym wysiłkiem intelektualnym, jakim jest kurs NaProTechology, ale i wspaniała okazja by pomodlić się za „omahańczyków” :), za ludzi których domy mijam, którzy mieszkają wokół. Dzisiaj niestety plany musiałem zmienić z powodu deszczu, jaki przyniosła burza. Aczkolwiek „odwołałem” tylko bieganie, nie modlitwę.

W trakcie rozmyślania po modlitwie nagle uświadomiłem sobie, że jest coś identycznego tutaj, w odróżnieniu do tego o czym pisałem wczoraj. Wsłuchując się w grzmoty, obserwując błyskawice poczułem się nagle jak w domu. Wystarczyło tylko zamknąć oczy. IDENTYCZNE. Było to miłe uczucie.

I jest coś jeszcze. Także i tutaj  jestem przekonany, że gdziekolwiek na świecie,  tak samo jestem wdzięczny Bogu za dar sakramentu małżeństwa oraz za dar osoby, która mnie pokochała, dopisałbym pomimo tego jaki jestem :). Uczucie to towarzyszy mi teraz, gdy w odległości dziesiątków tysięcy kilometrów przeżywam kolejną rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa.

Oto mój prezent dla Ciebie Kochanie – Kocham Cię.