Jak w domu

April 17, 2013 8:05 am

Kiedy patrzę na uczestników szkolenia,czuję się jak w domu. Typowy widok naszych studiów zaocznych. Zdecydowana większość to kobiety, część kobiet w stanie błogosławionym, mężowie opiekujący się w tym czasie dziećmi, przerwy wypełnione rozmowami i rozmodlona sala wykładowa, która staje się kaplicą. Nie dziwi więc, że tak nam od początku było blisko do siebie.

Może dlatego łatwiej znosić tęsknotę za domem. W takich miejscach jak te każdy czuje się ważny, potrzebny, kochany. Jest to więc też nie tylko czas intensywnego uczenia się, ale i rekolekcji. Pozbierania się na nowo, przygotowania do misji, do służby. I to jest też pierwszy i najważniejszy przekaz – chcę Ci pomóc, bo jesteś dla mnie bardzo ważną osobą.

Z pamięcią o wszystkich, a zwłaszcza o Domownikach

Fr. Jay

inaczej

April 16, 2013 5:00 pm

Wszystko tu inne. Domy, drogi, sklepy. Inne jedzenie, inaczej urządzone mieszkania. Rzeczywiście jakby więcej zauważania się w tłumie, o czym pisał wczoraj Fr Jay. Inne zwyczaje. Nawet spłuczki w toalecie działają inaczej 🙂 . I życie inne tutaj. Czy to znaczy, że lepsze? Bynajmniej. A może, że gorsze? Absolutnie nie. Inne.

Gdy się jednak towarzyszy codziennemu życiu mieszkańców, to łatwo zauważyć, że ich pragnienia są te same co wszędzie. Każdy chce być kochany, szanowany. Pragnie móc się cieszyć, rozwijać. To, co zewnętrzne – różne. To co głębsze, ważniejsze – wszędzie jest podobne.

Trochę tak, jak w małżeństwie, gdy nagle zauważamy, jak wiele nas różni. Myślimy według trochę innych schematów, inaczej organizujemy sobie najbliższe otoczenie. Czasem lubimy inne napoje lub inaczej wyciskamy pastę do zębów 🙂 . Lecz dalej pragniemy być kochani, przytulani. Oczekujemy, że ktoś nas wysłucha, zrozumie. Niestety koncentrując się na sprawach bardziej powierzchownych zapominamy, że inne nie musi znaczyć gorsze lub lepsze. A to przesłania sedno naszej relacji: by okazywać sobie miłość.

Michał

Boston Marathon

April 16, 2013 12:05 am

Wszyscy jesteśmy porażeni wiadomością. W te rejony terroryzm nie docierał. Ale może jest w tym jakaś logika. Nienawiść do człowieka musi także docierać i w takie miejsca, gdzie człowiek właśnie stara się walczyć ze swoją słabością i wydobywać z siebie siłę, gdy wszystko krzyczy o odpoczynek, o odpuszczenie sobie, o poddanie się. Na mecie maratonu nie ma przegranych, nawet jeśli nie udało się zrealizować planu. Jak powiedział kiedyś mój przyjaciel maratończyk: wyniku nie ma, ale wstydu też nie ma (biegł teraz ten maraton, był 15 minut wcześniej na mecie. Na szczęście nic mu się nie stało). Każdy, kto dobiega, przynosi ze sobą na metę wszystkie swoje treningi i włożony w nie wysiłek. A już samo to jest wielką wartością: systematyczność, pracowitość, obowiązkowość, pokonywanie przeszkód, bólu, przeciwności…

Modlę się za tych, co życie stracili, za tych, co o życie walczą dalej w szpitalach. Modlę się za maratończyków, bo wnoszą w nasze życie pragnienie bycia lepszymi.

Jutro rano pobiegnę w ich intencji; niech do modlitwy dołączy się pot wysiłku.

Z modlitwą

Fr. Jay

zwyczajna służba

April 15, 2013 5:00 pm

Znowu pobudka o 5 nad ranem. Nijak nie rozumiem dlaczego, wszak w Polsce rozbrzmiewa Anioł Pański. No ale cóż, czasu marnować nie wypada. I tak po modlitwie myślę o tych znajomościach zawieranych, o których pisał Fr Jay. O Janinie i Januszu usłyszeliście już od niego. Nie jest ważna pora dnia (nocy), by móc usłużyć.

Ja opowiem trochę o  Carolyn, mojej gospodyni. Jej skromny, mały drewniany domek, bardzo charakterystyczny dla tych okolic, jest cały oddany na służbę. Od wielu już lat. Carolyn pomaga w ten sposób Instytutowi Papieża Pawła VI, przyjmując studentów z całego świata. Nie wszystkich stać na hotel, niestety. Czyni to z wdzięczności za dar rodzicielstwa swojej córki, która bezskutecznie przez sześć lat starała się o poczęcie dziecka. Dopiero NaProTechologia pomogła w godny sposób pokonać trudności.

Dorabia sobie na studentach, ktoś pomyśli. Nic z tych rzeczy. Prosi tylko o pokrycie kosztów, o pomoc w zapłaceniu rachunków. Cały dom wraz z pełną lodówką 🙂  dla wszystkich. Wczoraj dołączyły do mnie studentki z Brazylii oraz Meksyku, nie wspominając o pani doktor z Teksasu, która już od kilku miesięcy mieszka w suterenie. Nie trzeba nadzwyczajności. Wystarczy prostota oddana na służbę Bogu.

Michał

2013-04-14-021

Amerykańska serdeczność

April 15, 2013 8:47 am

czasem określana jako sztuczna, na pokaz, itd – mnie zawsze urzeka. Może dlatego, że jest tak odrębna od obojętności, na którą tak często natrafiam. Trudno mnie nie zauważyć, skoro wszędzie jestem w sutannie. Jadąc w Warszawie metrem, czy idąc ulicą, czy załatwiając sprawy w urzędach, mam wrażenie, że ludzie mnie nie widzą. Kraj ludzi przecież wierzących, a jakoś czują się skrępowani i nie wiedzą, czy wypada księdza pozdrowić, czy nie. Więc traktują jak powietrze.

Kiedy czekaliśmy na lot do Omaha w Chicago i przenosiliśmy się po kolejnych ogłoszeniach o opóźnieniu lotu do innych Gate’ów, podszedł do mnie mężczyzna i po potwierdzeniu, że jestem księdzem katolickim, poprosił o spowiedź. A potem jeszcze przyszła jego żona i córka. W innym miejscu na lotnisku podeszła mama z maleńkim dzieckiem i poprosiła o błogosławieństwo dla niego. Tu co chwilę spotykam się ze skinięciem głowy, krótkim pozdrowieniem: Hi, Father, czy po prostu zwykłym uśmiechem kiedy się mijamy.

To takie miłe być zauważonym. Nie jesteśmy stworzeni do anonimowości, chcemy być w relacjach, chcemy być ważni dla kogoś. Homo familiaris. Homo naturaliter familiaris. To Ty i ja. To my.

Z serdecznym uśmiechem kierowanym do każdej i każdego z Was 🙂

Fr. Jay

masz wiele

April 14, 2013 5:00 pm

Obudziłem się ok. 5 czasu miejscowego (ok. południa w Polsce) nie wiedząc, co z sobą zrobić. Ciemno za oknem, cały dom śpi. Wspaniała pora na modlitwę i medytację. Po rozważeniu różańca, rozmyślanie samo poprowadziło w kierunku ostatnich przeżyć. Żyjąc ciągle jeszcze pomiędzy czasem polskim a miejscowym, przypomniało mi się piątkowe czytanie o rozmnożeniu chleba (J 6, 1-15).

Uderzyło mnie w nim to, że apostołowie liczyli tylko na własne siły, na to co mieli. Pierwsze, o czym pomyśleli po pytaniu Jezusa („Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?”), to ilość pieniędzy jaką mają oraz ilość jedzenia u jednego ze słuchających. Absolutnie nie myśleli o tym, że jest z nimi Pan. I czuli się bezradni. A Jezus? Posłużył się właśnie tym, co wydawało się im zbyt ubogie i niewystarczające w tej sytuacji.

Chrystus nie dokonał cudu stworzenia jedzenia (choć mógł to zrobić), a cudu rozmnożenia. Jakby chciał powiedzieć: nie potrzebujesz tego, czego nie masz. Wszystko to, co potrzebne oddałem w twoje ręce.  Lecz pamiętaj o jednym: o Mnie. Ze Mną wystarczy ci wszystkiego.

Ja także cały czas muszę uświadamiać sobie tę prawdę. Zwłaszcza tutaj, tysiące kilometrów od domu i bliskich oraz z  – jak na te warunki – „wdowim groszem” w kieszeni. Najważniejsze to to, że jest ze mną Pan. On posługuje się moją obecną rzeczywistością, a zwłaszcza ludźmi w niej będącymi.

Michał

Powrót do treningów

April 14, 2013 9:20 am

Wreszcie wróciłem do treningów biegowych. Och, jak bardzo mi ich brakowało. Kiedy biegasz, tyle rzeczy się prostuje w Twoim życiu. Niby dzięki temu pracujesz nad swoim zdrowiem, ale otrzymujesz dużo więcej. Jednocześnie wprowadzasz porządek w swoje życie, znajdując czas na treningi, chodząc wcześniej spać, bo rano czeka Cię wysiłek. Twoje dni w sposób naturalny nabierają coraz więcej porządku. Lepiej myślisz, szybciej pracujesz, mniej stresu, bo Twój mózg jest dobrze dotleniony a całe ciało ożywione. Inspirujesz innych, zapraszasz ich na swoje ścieżki biegowe, masz okazję poświęcić im więcej uwagi, poznajesz ich i automatycznie budujesz lepsze relacje. A kiedy biegasz sam, zwłaszcza na długim wybieganiu, zaczynasz częściej rozmawiać ze swoim Aniołem Stróżem, odmawiasz Różaniec czy koronkę, modlisz się.

Wiem, że tak trudno znaleźć czas, że bieganie nie służy stawom, że lepiej chodzić na basen, że lepszy marsz z kijkami, itd. Ale może to trochę tak, jak z Filipem i Andrzejem z piątkowej Ewangelii. Filip: “za 200 denarów nie wystarczy chleba dla tak wielu”; Andrzej: “jest tu jeden chłopiec, co ma 5 chlebów i dwie ryby.” Dla jednego przeszkoda była nie do pokonania, drugi znalazł jakiś pomysł, malutki, nic dla tak wielu, ale…

Warto wyjść, przebiec najwolniejszym truchcikiem najkrótszy odcinek, ale zrobić to, niż pozostać przy alternatywnych planach zrobienia wielu lepszych, zdrowszych, skuteczniejszych…, ale ciągle wirtualnych, treningów. Jutro pobiegniesz 100 metrów dalej, pojutrze 300. Na jesieni pobiegniesz półmaraton. W przyszłym roku maraton, a za dwa lata….

ze ścieżek biegowych w Omaha

Fr. Jay

Szczęśliwie w Omaha

April 13, 2013 10:36 am

Tym razem odbyło się już bez niespodzianek. Lot do Omaha był spokojny i o czasie. Okazało się też na miejscu, że nasze bagaże już na nas czekały, wysłane wczoraj.

Zaczynam od odwiedzin w Instytucie Pawła VI. Dziś są urodziny Alice Sales, która od wielu lat jest koordynatorem wszystkich szkoleń. Była także w Polsce i dzięki niej wszystko przebiegało tak spokojnie.

Po południu wykorzystujemy chwilę, żeby wraz z Michałem na chwilę wybrać się do miasta. Jak widać Michał łapie każdą chwilę, żeby poznać się bliżej z Ameryką i jej historią. Zawiera także ciekawe znajomości. 😉

Michael

Jutro zaczynamy. Teraz dni będą na nowo pełne spotkań, zajęć, ludzi. Tym razem będzie 100 uczestników. Jest więc za kogo się modlić.

z serdeczną pamięcią o Was wszystkich

Fr. Jay

 

Z dziennika podróżnika

April 12, 2013 9:52 am

Ostatecznie wyszło tak, że zostaliśmy z Michałem w Chicago. Lecimy dopiero jutro (o ile nasz samolot odleci). Mieliśmy więc dzień na dojście do siebie po ostatnim dość aktywnym czasie i po dość długiej podróży. Zaopiekowali się nami Przyjaciele z Chicago – Janina i Janusz. Przyjechali po nas w nocy i przed czwartą nad ranem trafiliśmy do łóżek. Dzięki temu Michał mógł zobaczyć Chicago (z okien samochodu) i podziwiać prawdziwe drapacze chmur, także dlatego prawdziwe, że niektórych dachów nie dało się zobaczyć ze względu na deszcz i silne zachmurzenie. Ale byliśmy pod pomnikiem Kościuszki i Kopernika.

Był także czas na Mszę św w prawdziwej Chicagowskiej parafii (u ks. Tadeusza), gdzie wszystko jest po polsku, nawet plebania ma napisane, że jest plebanią, choć dla obcych jest tłumaczenie na angielski. Okazuje się bowiem, że w Chicago ciągle jest grupa osób, która nie rozumie po polsku. Mieliśmy więc bardzo elastyczne rozpoczęcie pobytu w Stanach, czyli już za granicą, ale jeszcze wszystko po polsku. Od jutra już na zdecydowanie głębszą wodę – wszystko po amerykańsku.

Dziękujemy za wszystkie wyrazy Waszego wsparcia. Dzięki temu dajemy radę i jest OK. 😉

Wasz zagraniczny korespondent

Fr. Jay

tam i z powrotem

April 11, 2013 10:06 am

Kapitan Przystani rozpoczął wczoraj kolejną podróż misyjną, która tym razem zaprowadzi go na koniec świata i jeszcze dalej (a potem – z powrotem), i potrwa 6 tygodni.

Pierwszy etap tej wyprawy to Education Phase II w Pope Paul VI Institute w Omaha, USA – czyli opieka duszpasterska w czasie szkolenia dla lekarzy NaProTechnologów i instruktorów Modelu Creightona. Nie podróżuje sam – lecz z naszym redakcyjnym Michałem, który nie mógł wziąć udziału w EP II w Łomiankach, witając akurat w tym czasie na świecie Juniora. Teraz będzie miał możliwość być w samym sercu NaProTechnologii – bardzo mu kibicujemy.

Redakcja w oczekiwaniu na znak życia Mobilnego Teamu zaczęła niemal szukać na mapie Trójkąta Bermudzkiego – czy aby nie był jednak gdzieś po drodze, mimo że do Omaha przez Karaiby to jakby nie jest najprostsza droga, lecz godzinę temu przyszedł sms:

Utknęliśmy z Michałem na lotnisku w Chicago. 25 h temu opuściliśmy Dom w Łomiankach. Za 6.5 h mamy lot to Omaha, ale w wersji stand by, tzn. jeśli będą wolne miejsca. Jeśli nie, to następny dopiero w pt. U nas teraz 0:50. Póki co, zwiedzamy lotnisko. Do usłyszenia. Z Czikagowa, Fr Jay

Zatem czekamy na opowieść o tym, jak można ciekawie i twórczo spędzić czas na lotnisku – oby nie w wersji “1 dzień”. 🙂

Podróż misyjna1M