bucik

July 22, 2013 5:00 am

Ustka. Modlitwa wieczorna w naszym prowizorycznym zakwaterowaniu. Pytam dzieci, o co chciałyby się pomodlić. Córka, zwana Skakanką (10 lat): “Święty Antoni, proszę Cię, żeby znalazł się bucik mojej laleczki”.

Laleczka to długo wyczekiwany i wywiercony w brzuchu prezent, dziś przyniesiony przez dziadka. I od razu na ośrodku wczasowym gdzieś w trawie zginął bucik. Wielkości pół centymetra. Skakanka jest w otchłani rozpaczy, by użyć słów Ani z Zielonego Wzgórza.

Pytam synka, zwanego Grzybkiem (7 lat), a o co Ty byś chciał poprosić? “Ja proszę, żeby Ani bucik się znalazł”. Tu głos więźnie mu w gardle, z oczu spływają łzy. “Synku, dlaczego płaczesz?” “Bo ja jej współczuję”.

Rodzic w nas ma tyle odpowiedzi na cierpienie innych. Żeby sobie jakoś z nim poradzić. “Sami sobie napytali biedy, gdyby uważali bardziej, co za brak rozsądku, co za naiwność, wiedziałem, że tak będzie.” I dobre rady, “weź się w garść, nie ma nad czym płakać, przesadzasz. To tylko ‘bucik’. ”

Błogosławieni, którzy współczują zgubionych bucików. Dotyka nas przez nich nieskończenie przychylna Boża miłość.

PS. Bucik znalazł się w trawie na drugi dzień rano.

lekcja gościnności

July 21, 2013 5:00 am

Jak mawia przysłowie: „Gość w dom, Bóg w dom”. Zupełnie tak, jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu:

 

„Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. Abraham spojrzawszy dostrzegł trzy ludzkie postacie naprzeciw siebie. Widząc je u wejścia do namiotu, podążył na ich spotkanie.” (Rdz 18, 1-2)

 

Zjawili się niespodziewanie i „w najgorętszej porze dnia”, gdy najtrudniej podjąć jakikolwiek wysiłek. A jednak Abraham i Sara stanęli na wysokości zadania. Chętnie podzielili się tym, co mieli najlepszego. Zadbali, by goście odpoczęli, nabrali sił.

 

I jeszcze zasłuchana Maria z dzisiejszej Ewangelii, która tak wyraźnie pokazuje, że w gościnności  nie chodzi tylko o jedzenie i picie, ale o… z gościem BYCIE. Całym sercem.

 

Z życzeniami wielu pięknych spotkań

Basia

Rekolekcje w Wisełce – po raz trzeci

July 20, 2013 5:00 am

Dziś zaczęły się, po raz kolejny, rekolekcyjne dni. Już prawie wszyscy dojechali. Ileż trzeba zostawić za sobą: poszukiwania pracy i pracy, której nie można całkiem zostawić i trzeba jej poświęcić nawet na rekolekcjach czas; starsze dzieci, które już usamodzielnione i rodziców, którymi trzeba się opiekować…

I to, co zostawione i to, co zabrane, ostatecznie każdy przynosi na wieczorną adorację. Czasem jesteśmy tego świadkami, gdy słyszymy intencje w modlitwie wstawienniczej, a czasem tylko widząc łzy.

Czas zawierzenia, czas poddania się Bogu we wszystkim.

A po drugiej stronie tym razem aż trzech kapłanów (ks. Wiesław, ks. Rafał i O. Radomir), dwóch diakonów i dwóch kleryków, że o silnej Ekipie naszych sióstr nie wspomnę.

Także i tym razem proszę Was o wsparcie Wisełki.

z pamięcią o Was

ks. Jarosław

latarnia

July 19, 2013 5:00 am

“Po co są latarnie?” – pytam nasze dzieci, gdy próbujemy wdrapać się na szczyt latarni Lyngvig Fyr.

“Żeby ostrzegać statki, że zbliżają się do lądu.”
“Żeby wskazywać drogę!”

“Latarnia stoi w miejscu, aby statki, które się zgubią, widząc ją, mogły na nowo wybrać drogę.”

Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobały te trafne odpowiedzi.
I w tym momencie latarnia skojarzyła mi się ze światłem płynącym od Chrystusa, które ostrzega przed niebezpieczeństwem, które wskazuje drogę. Świecąc zawsze tak samo jasno jest po to, aby niezależnie od tego, jak bardzo pogmatwają się nasze życiowe ścieżki i jak bardzo będą zakręcone, to dzięki niemu na nowo można wyznaczyć nowy kurs. Do Niego!
Z pozdrowieniami ze szczytu latarni,

Dosia

zdjęcie(72)zdjęcie(74)

Nie tak miało być?

July 17, 2013 5:00 am

Znowu. Pewnie każdy z czytających miał takie chwile w życiu. Chwile, w których się zastanawiamy, dlaczego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy  i dlaczego jest tak, jak jest. Wiecie, to trochę tak jak wtedy, gdy wybiera się człowiek w góry i jest na szczycie i niby ma być o`key. Tylko dlaczego nic nie widać, bo taka mgła, a ci co schodzili chwalili widoki, i dlaczego na szlaku ciągle pada, buty obtarły chociaż wcale nie nowe, plecak nie leży na plecach tak jak należy, chociaż niejedną wyprawę już z nim przeżyliśmy i zawsze było dobrze itp. itd. Nie to, żebyśmy zakładali, że będzie idealnie, o nie. Ale żeby aż tak!

Tylko kto obiecał, że będzie tak, jak „miało być”? Generalnie, nigdy nie wiemy jak będzie. Czasem tylko rzeczywistość trochę jest zbieżna z oczekiwaniami i tyle. Pozostaje nadzieja. Nie, nie matka głupich, lecz Nadzieja, cnota. Ponieważ jeśli On jest z nami, to jakież ma znaczenie, że jest tak, a nie inaczej? Może właśnie tak jest lepiej dla mnie? Bardziej się rozwinę, coś zrozumiem, dojrzeję do czegoś? Wiem, łatwo mówić. Lecz to mnie zawsze trzymało,  gdy było „nie tak” i mam Nadzieję, że i tym razem zrozumiem dlaczego jest tak, jak jest.

Michał 

zaskakująca prędkość

July 16, 2013 5:00 am

Po prawie dwóch tygodniach spędzonych w Domu, w którym czas płynie inaczej, bo jest przeznaczony na budowanie relacji, więc wyraźnie odczuwa się to, że jest on dobrze wykorzystany, wyruszyliśmy w dalszą podróż. Aż do Danii. W odwiedziny do rodziny.

Ponieważ podróż przed nami była daleka, a obawy o jej przebieg duże, wyruszyliśmy „lekko” poddenerwowani. I od razu, w Niemczech,  dopadło nas podróżne napięcie, gdzie ruch na autostradach był znaczny, a gdzie jest możliwość jazdy „bez ograniczenia” prędkości. I to już nie chodzi o naszą chęć przemieszczania się z prędkością światła, a o to, że ta wolniejsza prędkość bardzo irytuje tych, którzy depczą gaz do dechy, chcąc „zaoszczędzić” czas. Śmialiśmy się do siebie, że skończyła się sielanka, a zaczęła się życiowa gonitwa 😉

O, jakież było nasze zaskoczenie, gdy wjechaliśmy do Danii, a tu przywitał nas znak, że po terenie zabudowanym można jeździć  50 km/h, poza terenem zabudowanym 80 km/h, a na autostradach aż… 110 km/h. Uprzedzeni przez rodzinę o  wysokości mandatów i znając zasobność naszego portfela, do powyższych przepisów ściśle się stosujemy 😉

Przyznam szczerze, że jak na nasze polskie przyzwyczajenia, to początkowo ciężko się było dostosować. Ale ilość korzyści z tak wolnej jazdy jest zaskakująca. Przede wszystkim, nasze auto nigdy wcześniej nie miało tak oszczędnego zużycia paliwa ;),  jest w nim dużo ciszej, kierowcy (i wszyscy) bardziej spokojni, można myśli zebrać, prowadzić rozmowę, która nie dekoncentruje, wymyślać wspólnie różne historie, słuchać audio book. Po prostu można miło wspólnie spędzić czas 😉

A czas, choć trzeba go sobie tu z większym rozmysłem planować, jakoś tak wolniej i spokojniej płynie 😉

Pozdrawiam serdecznie, z wietrznej i spokojnej Danii 🙂

Dorota

Dobre chwile dla rodziny.

July 15, 2013 5:00 am

Nasze dzieci oraz my – rodzice – mamy wielką frajdę z realizowania pomysłów zabaw opisanych w tej książce:

siłowanki

Wszelkiego typu przepychanki, siłowanki, bitwy na poduszki, turlania i przytulania są dla nas czasem śmiechu, relaksu, radości, budowania bliskości. Wzmacniają nasze więzi i pozwalają pozbyć się urazów i stresu.

Według autorów tej książki pełne ekspresji zabawy fizyczne mają wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne. Między innymi rozwijają u dzieci odwagę, pewność siebie, zaufanie i wytrwałość.

Serdecznie polecamy!

Basia i Michał

Chwila przerwy

July 14, 2013 8:55 am

Jakże inaczej wygląda nasz Dom w Wisełce, kiedy kończy się turnus. Jeszcze jedno czy drugie małżeństwo pojawia się na Mszy św. czy posiłku, ale wszyscy mieścimy się już w jadalni i jest kilka wolnych stołów.
Przerwa jest nie tylko po to, żeby nabrać oddechu przed kolejnym turnusem, ale jeszcze bardziej po to, żeby przygotować Dom dla następnej grupy: udekorować każdy pokój, oznaczyć każde drzwi, sprawić by każdy przebywający poczuł się wyczekiwany.
Tak jak w każdym Domu, gdy któregoś z domowników nie ma przez jakiś czas i wszyscy wyczekujemy powrotu.
Jak mówią starzy bywalcy tego Domu: tu się nie przyjeżdża, tu się wraca.

Z pamięcią o wszystkich naszych Czytelnikach
Ks. Jarosław

Kropla uczciwości

July 12, 2013 5:00 am

Zgłasza się klient na drugi dzień.  „Bo wie pan, ja chyba te 50 zł razem z resztą wczoraj wziąłem. Nie jestem pewny, ale doliczyć się nie mogłem, więc przyniosłem”. Pracownika zamurowało. Jednak są uczciwi ludzie. Są – odpowiadam, znam takich. Nie podejmowałbym się określania, czy jest ich mniej czy więcej. Zło zawsze bardziej widać, rzuca się w oczy. I jakoś łatwiej zapada w pamięć.

Opowiadał mi kolega razu pewnego,  jak poszedł oddać do marketu produkt nieprzeskanowany przez kasjerkę. Znalazł go analizując rachunek. Sytuacja była przekomiczna, ponieważ tak ogólnie wyglądało na to, iż nie jest normalny. Tłumaczenie, że nie zapłacił, a złodziejem nie jest i nie chce być, nie trafiało.

Nie zawsze jest to łatwe. Czasem do tego dopiero dojrzewamy, dorastamy. Nie mówmy jednak: ludzie są nieuczciwi. Skrzywdzilibyśmy mojego klienta. Kolegę także. Ja także staram się do tego grona należeć. Jeśli i Czytelnik się przyłączy, to już małą kropelkę uczciwości stworzymy. A kropla drąży skałę…

Michał

czwartek

July 11, 2013 9:50 am

Pamiętam, jak bardzo kloszardzi cenili sobie czwartek w muzeum w jednej z czytanych za młodu powieści Remarque’a. Wstęp był wolny, więc ciepło kaloryferów za darmo. Bogaci przychodzili delektować się dziełami sztuki, choć w czasach wielkiej inflacji w Niemczech bogactwo nie było już niczym pewnym, a biedacy – by się ogrzać.

Czasem w kaplicy zmęczona troską i pytaniami głowa nie potrafi szukać już słów. Czasem przychodzi człowiek przed Najświętszy Sakrament, aby się ogrzać. Być. Jak biedak, któremu nie starcza owinięcie się gazetą i zachodzi po trochę ciepła. Otrzymuje w zamian spokój, jakiego nie da telewizor czy portal w sieci. I mimo iż zakradł się, starając się nie zwracać na siebie uwagi, może usłyszeć: ” dziś będę wieczerzał u Ciebie.”

Dlaczego o tym wspominam? Czy na tym blogu nie powinno być bardziej o tym, jak krzesać z siebie sukcesy na miarę codzienności? Jak zauważyliście, nie jestem specjalistką od sukcesów, choć staram się pamiętać, że zamiast “odniosłam porażkę” lepiej powiedzieć “dopiero się uczę”. Ale tylko odkrywając, że jesteśmy naprawdę kochani przez Tego, który nas stworzył, jesteśmy zdolni do coraz większej miłości w naszym życiu. Dostajemy bowiem w naszą gazetę biedaka dobroci i miłości na wynos.

Nie tylko w “darmowy czwartek”.

M