Home, sweet home

August 21, 2013 5:00 am

Po raz pierwszy od dłuuuższego czasu jestem cały czas w Domu. Żadnych wyjazdów do Ognisk (poza wyjazdem w piątek do Poznania, żeby odebrać samochód), żadnych wielkich spraw… Nacieszyć się miejscem, które określa się jako swoje. Moje łóżko, moje biurko, moje krzesło i stoliczek, który stoi przy łóżku. Drobiazgi przecież, a pozwalają się poczuć tak bardzo u siebie. Podobnie też i z kaplicą, gdzie się tyle lat spotykamy na modlitwę. Jak wszystko to pozwala szybko wrócić do siebie.

Wielu spośród nas zaczyna wracać w tym czasie do swoich domów po wakacyjnych podróżach, odwiedzinach u dziadków czy rodziny, po rekolekcjach w Wisełce czy wyprawie na kajaki. Prawie wszyscy mamy miejsce, które nazywamy domem, gdzie jesteśmy u siebie.

A wszystko to jest zaledwie przedsmakiem tego Domu, w którym nas chce mieć Pan Jezus; miejsce, które poszedł nam przygotować.

Dziś modlę się szczególnie za tych, którzy mogą dom utracić, lub do niego ciągle nie mogą się wprowadzić, bo jeszcze niegotowy, za tych, co się o niego modlą, bo żyją jakby w prowizorce przed prawdziwym zamieszkaniem. Niech Święta Rodzina, która miała swój dom, pomoże.

Z pamięcią

ks. Jarosław

wcale nie passé

August 20, 2013 9:18 am

“Rzekł do niego Pan: Pokój z tobą! Nie bój się niczego! Nie umrzesz.” (Sdz 6, 23)

Gdy na powitanie dnia czytam takie słowa, moje nastawienie do wielu spraw i sytuacji od razu jest inne.

Mimo że jestem dorosła, bardzo często potrzebuję takich zapewnień, chociaż dzisiaj taka wrażliwość jest passé. Ale przecież potrzebuję poczucia bezpieczeństwa, potrzebuję dobrego słowa, potrzebuję ciepłej relacji. 

Zastanawiam się, jak moi bliscy się dziś czują? Czy daję im też to poczucie bezpieczeństwa, czy wspieram ich? Nie tylko myślą, ale konkretnym słowem, gestem. Może oni również tego potrzebują, ale krępują się o tym mówić?

Niezależnie od tego, jak jest, chciałabym ich o tym zapewnić, bo sam Pan mi dziś o tym powiedział i mnie umocnił.

Wszak “u Boga wszystko jest możliwe.” (Mt 19, 26)

Dorota

myślałam

August 19, 2013 5:00 am

Myślałam, że już coś wiem
Że rozumiem i dam sobie radę
Że znalazłam sposób na Ciebie
I receptę na każdą swą wadę
Lecz Bogu dzięki
Wszystko się wreszcie zawaliło
Zostały moje puste ręce
I Twoja miłość

S. Maria od Jezusa Miłosiernego*

Często gdy wywraca się dotychczasowy porządek naszego życia, towarzyszy temu całkowity spokój Pana Boga. To, co mogłoby się jednak wydawać Jego odsunięciem się czy obojętnością, jest raczej momentem, kiedy o coś prosi. “Pozwól Mi być tym, kim jestem – Bogiem, który zbawia, podnosi, działa, kocha. A sobie – stworzeniem, które Mnie potrzebuje”. Potrzebuje nie od wielkiego dzwonu, nie jak wisienki na torcie prosperity w każdym względzie, ale potrzebuje jak życiowej konieczności. Jak dziecko Ojca. Jak ktoś wiecznie na głodzie miłości. Kto prosi i otrzymuje.

M

*znalezione w: “Radość odzyskana,” Aleksandra Kożuszek

„Wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach”

August 18, 2013 12:59 pm

Pewnie się nasi stali czytelnicy domyślają, jak bliskie są mi te słowa. W mojej młodości nie było żadnych startów w zawodach; no chyba że tylko te w szkole, rozgrywane na zajęciach w-f. Pierwszy mój start nastąpił dopiero w 2010 roku, dla uczczenia 25 lat posługi kapłańskiej. Ponieważ rocznica była okrągła, więc i dystatns powienien być odpowiednio długi, wybrałem więc udział w maratonie – 42 km i 195 m. Ale to nie maraton tak naprawdę nauczył mnie szacunku dla tego zdania, tylko trening do maratonu. Niewielu jest bowiem dorosłych, którzy byliby w stanie przebiec taką odelgłość bez odpowiedniego treningu.

Mówią maratończycy do młodych adeptów marzących o starcie: przestań biegać, zacznij trenować. Bieganie od czasu do czasu, ostry trening tuż przed zawodami, da może siłę wystarczającą do tego, żeby wystartować, ale nie na starcie nam jest ta siła potrzebna, ale na ostatnich kilometrach. Dlatego potrzebny jest długi i systematyczny trening, żeby nie tylko start był radością, ale i meta. Najczęściej trening będzie przebiegał w samotności, bo trudno jest znaleźć kogoś, kto będzie miał czas i kondycję (czy jej brak :-)) podobnie jak my. Zdecydowanie jednak warto mieć na zawodach kogoś, z kim pobiegniemy. Nawet najbardziej życzliwa widownia, ktoś bliski, kto stoi na mecie i czeka, nie zastąpi „towarzysza broni” przy twoim boku, z którym razem biegniesz. „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” mówi dziś Autor Listu do Hebrajczyków.

Podobnie i w życiu duchowym potrzebny jest wysiłek każdego dnia w odrzucaniu tych różnych ciężarów, które nam bieg ku wieczności mogą utrudniać: egoizm, przywiązanie do własnego zdania i własnej wizji, lenistwo, oczekiwanie, że dopiero jak inni się wezmą do roboty, to i ja się wtedy ruszę, słowem to wszystko, co mieni się grzechem. Codzienne czytanie Słowa Bożego, systematyczny rachunek sumienia i spowiedź, Msza św. i grono Przyjaciół, do których się wielokrotnie każdego dnia zwracam (Anioł Stróż, mój Patron i moi ukochani święci) to niezbędne wyposażenie każdego, kto pragnie wystąpić na zawodach. A jeśli się poważnie myśli o lepszym wyniku (marzenie każdego maratończyka, żeby kolejny start pozwolił „urwać” coś z poprzedniego), to bez odpowiedniego trenera trudno to będzie uczynić. „Abyście nie ustawali, złamani na duchu… walcząc przeciw grzechowi”.

ks. Jarosław (20 dni do startu w Uznam Maraton)

mimo wszystko

August 17, 2013 5:00 am

Mimo że lato “w pełni”, długie wakacje niestety nie są dla wszystkich, a urlop zawsze jest za krótki. Tym bardziej, że obowiązków po nim nie ubywa, a przybywa. Rzeczywistość goni, a w życiu codziennym życzliwość i uprzejmość jest deficytowa. Czasami więc przychodzi znużenie i zniechęcenie. Bo może nie warto się starać?

Ale niezależnie od sytuacji, niezależnie od humoru i nastroju, warto sobie powtarzać słowa psalmu:

“Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.” (Ps 16, 8)

Przed Nim, przed Jego obliczem, jestem naprawdę sobą. Przed Nim zawsze dowiem się prawdy o sobie. Nabiorę pewności i ufności. Z Nim łatwiej wypełnić wszystkie zobowiązania. Na Jego wsparcie zawsze mogę liczyć. Zawsze mnie będzie zachęcał do tego, co dobre i piękne.

Z Nim zawsze mogę zacząć od początku. Mimo wszystko.

Dorota

wszystkie chciane

August 16, 2013 5:00 am

Kilka dni temu wzrok mój padł na słowa w starym wydaniu GN: “Weź to dziecko i wykarm je dla mnie”. Wyrwane z kontekstu historii małego Mojżesza, znalezionego w sitowiu.

Ostatni tydzień na “Przystani” upłynął pod znakiem FertilityCaretroski o tych, którzy walczą o możliwość rodzicielstwa z często bardzo złożonymi przeszkodami zdrowotnymi. Na drugim biegunie są dzieci, na które nikt nie czekał; takie, które potraktowano jak kulę u nogi czy których narodziny wiszą na włosku. O nich myślę czytając te słowa. W Księdze Wyjścia wypowiada je żona faraona, ale co by się stało, gdyby zobaczyć w nich pragnienie samego Boga? “Wykarm je dla Mnie”? Dla Ojca, przechadzającego się po szerokich marginesach życia, zbierającego wszystkich porzuconych,  ułomnych, niechcianych? Choć nie, trzeba by napisać: Ojca, który jest źródłem życia wszystkich i każdego. I to w Nim wszelkie istnienie ma swój najgłębszy i wyjątkowy sens.

Bo to także Ojciec dzieci, których rodzice nadto przeceniają swoją rolę. I wtedy dzieci są “moje”, “własne”, “zaplanowane”. Umiera się ze zmartwienia o nie, wybiega myślami aż ku obronie pracy magisterskiej, doktorskiej, habilitacyjnej, … (?). I wtedy “wykarm je dla Mnie” sprowadza rodzicielską “wszechmoc” do jej naturalnych, ograniczonych rozmiarów.

Dzieci. Zrodzone ku wieczności. Zrodzone z pragnieniem, by spotkać Miłość, która ich zawołała ku życiu. Jak każdego z nas.

M

Ostatnie chwile w New Orleans

August 15, 2013 5:00 am

Kiedy byłem tu pierwszy raz kilka lat temu, zatrzymałem się u zaprzyjaźnionego brata, Rycerza Kolumba. Teraz była znakomita okazja, żeby się ponownie spotkać. Przewędrowaliśmy, tym razem z jego córką, szmat French Quarter, zatrzymując się na dłuższą chwilę w lokalnym muzeum. Ale był też i czas na kawę w Cafe Du Monde, słynnej ze swoich znakomitych beignets, tak obficie posypanych cukrem pudrem, że trzeba się nieźle nagimnastykować, że nie wyjść na biało.

Cafe du Monde

Ale najciekawsze było spotkanie na słynnej Bourbon Street, którą przecinaliśmy wracając już do hotelu z człowiekiem, który nas serdecznie zaczepił mówiąc, że widok księdza w takim miejscu jest co najmniej dziwny. Zaraz się zresztą przedstawił i wytłumaczył, że przyjechał dopiero co i że jest na wakacjach, i że w „cywilu”, ale tak w ogóle to jest rabinem. Stwierdziliśmy, że właśnie w takim miejscu najbardziej potrzeba obecności Pana Boga.

Jak widać we French Quarter wszystko jest możliwe. Także spotkanie rabina i księdza, wspólnie rozmawiających o bliskości Pana Boga. I tak jak zaczęła się moja podróż w obecności naszych starszych braci w wierze, tak też i symbolicznie się kończy. Tym razem jednak zdecydowanie serdeczniej. Bo czyż można oprzeć się urokowi tego miejsca, gdzie wszystko jest otulone muzyką?

z podróży powrotnej

Fr. Jay

Architektura

ArchitekturaMuzycy

MuzycyKluby

KlubyPreservation Hall

Preservation Hall

 

Jazz

August 14, 2013 5:00 am

Nowy Orlean jest kolebką jazzu. To stąd pochodził Louis Armstrong. To tu znajduje się niezwykle klimatyczny klub Preservation Hall, gdzie każdego dnia odbywają się koncerty. Ale nie tylko. Muzyka na żywo jest praktycznie wszędzie. W wielu restauracjach, pubach, klubach i oczywiście na ulicach. Wygląda to właściwie tak, jakby każdy żył tu muzyką. Można spotkać gitarzystów, trąbkarzy, perkusistów, tych, co stepują i tych, co śpiewają. Gdy tylko nadchodzi wieczór, French Quarter zamienia się w jedną wielką salę koncertową. Trudno przejść bez pragnienia, żeby poruszać się raczej tanecznym krokiem niż normalnym. Ludzie zatrzymują się przy muzykach, czasem trochę dłużej, czasem tylko na chwilę, ale nikt nie jest w stanie ich ignorować. Kiedy byłem pierwszy raz w Preservation Hall, miałem wrażenie, że oni nie grają muzyki – oni pozwalają jej jedynie wypłynąć z ich wnętrza na powierzchnię przez instrumenty, ciała, głosy, ruchy. Tu muzyka jest istotną częścią tożsamości.

W wielu miejscach na świecie spotkałem muzyków grających na ulicach, ale to, czego doświadcza się tutaj, nie mieści się w żadnej definicji ulicznego koncertowania. To coś więcej niż umiejętności: to serce, to pasja.

I pomyśleć, że każdy z nas ma coś takiego w sobie, co jest jego osobistym darem, jego własnym sercem, jego pasją. Czasem bardzo dyskretnym, może wstydliwie ukrywanym, ale przecież Bóg, który każdego z nas powołał do istnienia po imieniu, nie zapomniał o pozostawieniu w każdym z nas siebie, bo na swój obraz i podobieństwo nas stworzył. A Jego w kreatywności nikt nie prześcignie. Więc choć trochę zazdroszczę muzykom ich talentu i chciałbym tak jak oni rozumieć muzykę i ją grać, dziękuję jednocześnie za swoje życie i talenty, którymi też pragnę służyć.

Już z podróży powrotnej do Domu, szczęśliwy, że mogłem tu być i że już wracam

Fr. Jay

13. piętro

August 13, 2013 10:51 am

Ciągle mnie to zdumiewa na nowo, że żyjąc w 21. wieku, niby tak bardzo oświeconym i wolnym od wszelkich uprzedzeń, nie możemy zamieszkać na 13. piętrze w hotelu. Z tego prostego powodu, że takiego piętra nie ma. Jest 12. a potem zaraz 14.

elevator

 

Podobnie bywa w liniach lotniczych. W imię wolności społeczeństwa rugują Pana Boga z przestrzeni publicznej, a pozostają niewolnikami przesądów.

„Ku wolności wyswobodził na Chrystus”. Te słowa są programem na całe nasze życie. Kiedy pozbywamy się kajdan w jednej dziedzinie, pojawiają się nowe obszary, gdzie trzeba systematycznej pracy, by stać się wolnymi.

Równoległa do ulicy przy której mieszkam jest słynna ulica Bourbon Street, najsłynniejsza ulica French Quarter, dzielnicy Nowego Orleanu, która przez wiele godzin nocnych jest niekończącym się deptakiem. French Quarter jest jedynym miejscem w USA, gdzie można pić alkohol na ulicach. Miasto totalnego luzu, The Big Easy, jak mówią Amerykanie,  który niewiele z wolnością jednak ma wspólnego.

Fr. Jay

Śp. Janina Filipczuk

August 12, 2013 8:29 am

Obrady American Academy of FertilityCare Professionals zakończyły się bardzo miłym dla nas akcentem. Śp. Janina została uhonorowana nagrodą, która trafi do jej rodziny. Osoba przedstawiająca jej dorobek bardzo mocno wyakcentowała jej niezwykłe zaangażowanie w przyniesienie NaPro do Polski.

Do dziś żywo pamiętam jej pobyt w Łomiankach i nasze spotkania pełne planów i projektów. To dzięki niej znalazłem się w Omaha i rozpoczęła się niezwykła przyjaźń z Instytutem Papieża Pawła VI.

Dziś oba Instytuty, ten w Omaha i nasz w Łomiankach łączy oficjalna współpraca, a przecież jeszcze bardziej nas łączy to samo pragnienie niesienia Dobrej Nowiny o małżeństwie i rodzinie. U początków tej przyjaźni jest śp. Janina. Jak dobrze, że organizatorzy pomyśleli o tej, która gdziekolwiek się pojawiała, wnosiła ze sobą dynamizm, entuzjazm i dużo ciepła.

Polecamy Janinę Bożemu Miłosierdziu, ale też i jej dalszej trosce – NaPro w naszej Ojczyźnie.

z New Orleans ciągle

Fr. Jay