jak św. Paweł

September 10, 2013 5:00 am

Ciągle myślę o czasie przygotowań, wysiłku i intencji, którą niósł ze sobą Ksiądz Jarek biegnąc ostatni maraton, pamiętając też, że poprzedni był w intencji rodzin.

Taki wysiłek to już nie jedna kropelka, a wielkie jezioro w morzu potrzeb. Tym bardziej składam wyrazy uznania i gratulacje. Oraz wielkie podziękowanie za świadectwo, że można pokonywać swoje słabości i zniechęcenia. Że warto podjąć taki wysiłek, niemal walkę ze sobą samym w intencji pokoju dla Syrii. Ale też po to, abyśmy w ten sposób doznali pokrzepienia i poznali tajemnicę i miłość Boga.

Zupełnie tak, jak pisze św. Paweł.

“Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielką walkę toczę o was, o tych, którzy są w Laodycei, i o tych wszystkich, którzy nie widzieli mnie osobiście, aby ich serca doznały pokrzepienia, aby zostali w miłości pouczeni, ku /osiągnięciu/ całego bogactwa pełni zrozumienia, ku głębszemu poznaniu tajemnicy Boga – /to jest/ Chrystusa. W Nim wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte.” (Kol 2,1-3)

Dorota

dziś także

September 9, 2013 5:00 am

Czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle, życie ocalić czy zniszczyć? (Łk 6,9)

Przychodzę, żeby ocalać.

Ocalać wszelkie dobro w Twoim życiu. Ocalać Cię Moją miłością przed niewiarą i zniechęceniem. Obronić Cię przed sobą samym. Przed oskarżeniem i wyrokiem skazującym. Przed zawróceniem z drogi w obliczu przeciwności.

Bo tam, gdzie widzisz zaprzepaszczone szanse, Ja daję wzrost i obracam ku dobremu.

Dziś też obudziłem Cię światłem poranka, żeby ocalać. Ciebie. I innych z Twoją pomocą.

Jezus

Dałem radę

September 7, 2013 11:45 pm

Tak pewnie byłoby najkrócej. I najbardziej wiernie. Tym razem było wyjątkowo ciężko. Wszystkim nam bardzo dała się we znaki temperatura – 27 stopni. Ostatnie 12 km było po asfalcie i w pełnym słońcu. Nogi odmawiały posłuszeństwa. Pozostała tylko wola, żeby dobiec do końca.

Niesamowite były spotkania z tymi, których spotkałem w roku ubiegłym. W czasie maratonu jest tak, że każdy biegnie w swoim tempie, więc kogoś doganiasz, ktoś ciebie, jakiś czas biegniecie razem, potem znowu osobno i znowu razem. Największe wrażenie robili na mnie zawodnicy starsi ode mnie. Czasem dużo. Niektórych udało mi się dogonić. Na chwilę.

W tym roku biegłem sam. Nikt z naszej biegowej ekipy nie mógł  pobiec w tym maratonie. Tym bardziej więc byłem wdzięczny mojej siostrze Ani i szwagrowi Pawłowi, którzy w tym samym miejscu co Jacek Kubrak z Wrocławia w zeszłym roku udzielili mi moralnego wsparcia (połączonego z piciem). I co ważniejsze pobiegli kawałek ze mną. A potem powitali na stadionie. Ponieważ biegłem w koloratce, zostałem pięknie powitany w Wolgaście jako ksiądz biegacz. Na szczęście finisz był w dobrym stylu. Zadziałała magia stadionu.

Usedom Marathon 2013

 

Dziękuję wszystkim za wsparcie. Pomagało mi tylko to, że biegłem w łączności z intencją Papieża Franciszka. Gdyby nie ona, pewnie bym sie poddał i końcówkę przeszedł. Pomógł też Stasiu, który po swoim półmaratonie wybiegł mi naprzeciw i przebiegł końcówkę ze mną. Dziękuję. Dziękuje za wszystkich wysłanych z pomocą Aniołów. Do następnego maratonu.

Z wdzięczną modlitwą

ks. Jaroslaw

 

Usedom 2

 

 

Uznam Marathon

September 7, 2013 5:00 am

To dziś. Od 10.30 do … Zobaczymy.

Wczoraj wyjechali księża uczestniczący w szkoleniu, żeby zdążyć na swoje parafie i do swoich zadań. Wygląda na to, że szczęśliwi. Ja bardzo. To był bardzo dobry czas i dobrze to rokuje na przyszłość Programów. Pewnie już wkrótce któregoś z nich spotkacie na kolejnej edycji JA+TY=MY.

Miałem jeszcze kilka chwil dla siebie, żeby się przygotować do jutrzejszego biegu. Szukając intencji, w jakiej chcę go przebiec, pomyślałem o intencji Papieża Franciszka – o pokój dla Syrii. Na pewno będzie to dobra okazja do postu. Ale też i konkretnego wysiłku, który można w to włożyć. Ten maraton bardzo się do tego nadaje, bo jest wspólną inicjatywą Niemców i Polaków – niegdyś wrogów, a dziś coraz lepiej poznających się sąsiadów. I tak pobiegniemy obok siebie, w duchu „rywalizacji”, ale bardzo sportowej. Maraton do końca się biegnie jako przyjaciele we wspólnym trudzie, dopiero sam koniec – to walka o to, kto szybciej.

Jak zawsze przed maratonem (jak to brzmi poważnie!!! ale w końcu to już czwarty w moim życiu) jest wiele obaw: czy dam radę, czy pokonam dystans trochę szybciej niż ostatnio, czy nie będzie kontuzji, jak się będę czuł na ostatnich kilometrach? Ten jest trudny fizycznie, bo sporo górek i nierównego podłoża. Wiem, że trenowałem tyle, ile zwariowany rozkład zajęć pozwalał, ale poczucie niedosytu jest spore. Przebiegłem w ramach przygotowań blisko 520 km, wyruszając na treningi około 60 razy i spędzając na nich czas przeszło 60 godzin. Dużo czy mało? W deszczu, upale, zimnie, zwykle wcześnie rano, sam bądź w jakiejś większej czy mniejszej grupie. Na pewno jest to dobra szkoła samozaparcia. Dziś świętowanie. Miałem biec w ekipie. Ekipa nie dojechała. Zostaję sam. No, nie do końca. Zawsze biegnę z moim Aniołem Stróżem. Jeśli Wasi Aniołowie chcieliby dołączyć choćby na kilka kilometrów, będzie radośniej.

Do usłyszenia po maratonie. Z tarczą lub na tarczy. 😉

ks. Jarosław

Kropelki

September 6, 2013 5:00 am

Z podpowiedzi zaprzyjaźnionego lekarza używam czasem pewnego lekarstwa dawkowanego kroplami. Jedna kropelka to za mało by pomogło. Potrzeba więcej kropelek… przykładowo dziesięć. Wtedy pomaga. Wtedy lekarstwo działa.

W ostatnią niedzielę Ojciec Święty zaapelował, byśmy podjęli modlitwę i post w intencji o uproszenie pokoju w Syrii. W pierwszym odruchu pomyślałam: i co to da? Co da taka moja nieudolna modlitwa? Czy w czymś pomoże podjęte zazwyczaj bardzo niewielkie umartwienie?

Dziś zdałam sobie sprawę, że taki właśnie mały wysiłek to kolejna kropelka w „morzu modlitwy i postu” całego Kościoła. Jedna kropelka to za mało by pomogło. Potrzeba ich więcej… dziesięć, sto, tysiąc… Już wiem, że w najbliższą sobotę wieczorem zrezygnuję z oglądania  meczu ulubionej drużyny i wybiorę się do swojej parafii na fatimskie nabożeństwo. Zechcę też podjąć przynajmniej drobne dzieło pokutne. To będzie moja „pokojowa” kropelka.

Czy zechcesz dołączyć swoją kropelkę?

s. Nazaria

Modlitwa wstawiennicza o pokój w Syrii

Boże Miłosierdzie,

Usłysz krzyk rozpaczy mieszkańców Syrii.
Pociesz tych, którzy cierpią z powodu doznanej przemocy.
Pociesz tych, którzy opłakują swoich zmarłych.
Daj siłę sąsiednim krajom, aby chętnie przyjęły uchodźców z Syrii.
Przemień serca tych, którzy chwycili za broń;
I chroń tych, którzy poświęcają się dla pokoju.
Boże nadziei, zachęcaj przywódców, aby wybrali pokój, a nie przemoc
i aby szukali pojednania ze swoimi wrogami.
Rozpal w Kościele Powszechnym współczucie dla narodu syryjskiego;
I daj nam nadzieję na przyszłe budowanie pokoju dla wszystkich,
które będzie oparte na sprawiedliwości.
Prosimy o to przez Jezusa Chrystusa, Księcia Pokoju i Światłość Świata.
Amen.

BANER_APEL_SYRIA

Kompetentne dzieci,

September 5, 2013 5:00 am

czyli im więcej dzieci „mamy”, tym więcej od nich możemy otrzymać. Jako mama pięciorga piszę to z całkowitym przekonaniem. O ile byłabym uboższa bez któregokolwiek z nich!

Czytając wpis Małgosi o „rodzicielstwie jakościowym”, na nowo uświadomiłam sobie, jak bardzo rodzicielstwo jest nie tylko przestrzenią dawania (rodzice-dzieciom), lecz również otrzymywania (dzieci-rodzicom). I jak rzadko się o tym słyszy. Tak wiele mam w pamięci pięknych, niezapomnianych chwil związanych z oczekiwaniem na narodzenie i narodzinami każdego z naszych dzieci, ich uśmiechami, gaworzeniem, pierwszymi słowami i krokami. Tak bardzo cieszy ich rozwój; te wszystkie zachowania czy sukcesy, które mogą być dla nas powodem dumy i satysfakcji.

Ale jest coś jeszcze, bardzo dla mnie istotnego. Świetnie pisze o tym Jesper Juul * :

„Prawdziwym darem od dzieci są wyzwania egzystencjalne, jakim obdarzają nas tylko dlatego, że są tym, kim są. Dzieci zmuszają nas do przemyślenia naszych destrukcyjnych wzorców i sprawiają, że zastanawiamy się, czy nadajemy się na rodziców. Demaskują nasze płytkie pedagogiczne próby manipulacji i domagają się naszej obecności. Obrażają nas, odrzucając nasze dobre rady i wskazówki, dumnie i rzeczowo  domagając się prawa do inności. A postępując w sposób destrukcyjny, zmuszają nas do uznania naszych błędów. Krótko mówiąc: ich wyjątkowa kompetencja robi tak wielkie wrażenie, że albo musimy ją dostrzec, albo samych siebie okłamywać.”

Tę codzienną, wewnętrzną gimnastykę, dzięki której mam szansę stawać się lepszym człowiekiem, uważam za niezwykle cenny dar od dzieci.

I chwała za to Panu!

Basia

* Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?, Wydawnictwo MiND 2011, s. 104

Kapłańskie spotkanie w Wisełce

September 4, 2013 5:00 am

Ledwo się skończyło szkolenie w Łomiankach, udaliśmy się do Wisełki na spotkanie z gronem kapłanów, którzy pragną zapoznać się dokładniej z naszymi Programami Rozwoju Relacji Małżeńskich, a dokładnie z Programem 1: Ja + Ty = My. 

Kapłani z Diecezji: Opole, Siedlce, Warszawa – Praga, Warszawa, Bydgoszcz, Szczecin i zakonnicy: Werbista, Klaretyn, Franciszkanin. Każdy z nich już doświadczył w swoim posługiwaniu, że nie ma ważniejszej posługi niż posługa rodzinie. Chcą się uczyć i chcą się dzielić. Jesteśmy więc razem od porannej Jutrzni po późne nocne godziny. Praca, modlitwa, rekreacja, chwile refleksji i gromki śmiech, historie dokonań i porażek. Takiego spotkania jeszcze w Wisełce nie było: prezbiterium nie jest w stanie pomieścić wszystkich celebransów, mimo ciasno ustawionych krzeseł. 

Modlitwa tak wielu rodzin modlących się w tej kaplicy przez całe wakacje przenika nas bardzo. Nie wiemy jeszcze, jakie owoce wyda to kapłańskie spotkanie, ale już teraz oddajemy każdą chwilę i trud, zmęczenie Domowników, którzy od czerwca nieustannie posługują i Łomiankowski „desant”, który przybył z pomocą w tej intencji. I Was, kochane rodziny, proszę o wsparcie – otoczcie Waszą modlitwą tych kapłanów, by ich gorliwe kapłańskie serca rozpaliły się jeszcze większą miłością do rodzin, by wyjechali stąd umocnieni i zapaleni do tej pięknej, choć trudnej posługi. 

Z pamięcią serdeczną o Was

ks. Jarosław (3 dni przed maratonem)

rodzicielstwo jakościowe

September 3, 2013 5:00 am

– czyli przeświadczenie, że im mniej dzieci “mamy”, tym więcej od nas mogą otrzymać. W prostym rachunku wychodzi, że według tej koncepcji idealną liczbą jest 1.

To właśnie przyszło mi do głowy, gdy wczoraj wymieniałam “drugie śniadania dla 1,2,3…, 6,… dzieci.” Zaraz przypomniał mi się wywiad z Robertem “Litzą” Friedrichem w Dzień Dobry TVN na temat tego, ile dzieci “warto mieć”. Litza, jak wiadomo, jest ojcem siedmiorga. Druga z zaproszonych osób opowiadała o tym, dlaczego tylko jedno – za to, jak sugerują badania – “wyższej jakości” (10-minutowy wywiad TU*, bardzo zachęcam do obejrzenia, jeśli Czytelnik jeszcze nie widział).

“Rodzicielstwo jakościowe” zamyka drzwi przed rodzeństwem i zostawia biednego jedynaka z bagażem wszystkich oczekiwań i ciężarem całej “miłości” rodziców. W nadziei, że dziecko tę “doskonałość rodzicielską” jakoś swojej mamie i tacie potwierdzi.

A przecież dzieci – to nie własność, nie narzędzie samopotwierdzenia czy dowartościowania, ale dar. Dar, który przychodzi mimo naszych obciążeń i rodzicielskich błędów. Ktoś kiedyś powiedział: “Jeśli aby mieć dzieci, trzeba być doskonałym, to Chrystus umarł na darmo”. A ponieważ umarł i zmartwychwstał, może działać w naszych rodzinach, wzmacniać, co mocne i wspierać nas, ilekroć jesteśmy słabi.

M

*z powodu ochrony praw autorskich video jest dostępne niestety tylko na stronie TVN.

ready, set, go

September 2, 2013 5:00 am

Ks. Jarek ma jeszcze 5 dni na stabilizację świetnej formy, o której pisał i której zazdrościmy mu skrycie ;), ale dla nas wystrzał do startu w maratonie zaczyna się już dzisiaj. Wraz z nastawionym (za) wcześnie budzikiem, zsynchronizowanym z zimnym prysznicem, co polewa nas z góry, i wyrzutnią, która nas katapultuje od dołu. Choć prawdopodobnie obudzi nas rodzicielska troska i Anioł Stróż, zanim budzik wyda z siebie jakikolwiek głos.

Zaczyna się nasz maraton roku szkolnego, trwający kilkanaście godzin godzin dziennie – od szykowania drugich śniadań dla 1, 2, 3, …., 6, … dzieci, poprzez pracę, wożenie na treningi, baseny i do dentysty, do wieczornego przypomnienia sobie przez którąś z pociech: “zapomniałam odrobić jeszcze matematyki!!!!!!”. Może te operacje logistyczne są skojarzone dodatkowo z troską o młodsze dzieci czy niemowlęta, gdzie bilans potrzeb może przyprawić o zawrót głowy.

Nie ma takiej porcji kawy, która dałaby siły na ten bieg. Potrzebna zatem inna “suplementacja”. Ktoś kiedyś powiedział, że jaki początek dnia, taka jego reszta. Więc niech zacznie się od powierzenia siebie i swoich, i całego dnia Ojcu w Niebie, który kocha i chce Ci pomagać, bo jest Bogiem bliskim, a nie do dekoracji. Łatwiej będzie podać tę miłość dalej domownikom, w jakimkolwiek nie budziliby się humorze. A potem, ilekroć na którymś kilometrze doznasz kontuzji i posypią się przeszkody – pomyśl, że Pan jest wierny i ma moc krzesać dobro ze wszystkiego, co Cię spotyka. Także z tego, co Ci nie wyszło.

Dobrego startu w rok szkolny. W końcu Słowo na dziś ogłasza “rok łaski od Pana” (Łk 4,19).

M

6 dni do maratonu

September 1, 2013 5:00 am

i człowiek coraz pokorniejszy. Wyniki z treningów mówią, że będzie ciężko i że zbyt późno zacząłem realizować program treningowy. I myślę sobie, to dobrze, bo maraton rozliczy mnie z braku solidności, pewnej swobody interpretacji rodzaju treningu i trochę już ode mnie niezależnej ilości dni w podróżach i doświadczanych trudności ze zorganizowaniem treningu. Będzie więc okazja przygotować się w następnym sezonie zdecydowanie lepiej. Nauczką będzie niepotrzebny ból i zmęczenie na ostatnich kilometrach (oczywiście marzy się bieg do końca, bez poddania się). To, gdy chodzi o wynik. Ambicja, oczywiście.

Ale gdy chodzi o coś więcej – o radość z pokonywania rozmaitych trudności przez te wszystkie miesiące, o dawanie z siebie wszystkiego na treningach, o poznanych ludzi i nowe miejsca biegowe (treningi w NZ, Londynie i Nowym Orleanie, Wrocławiu i Wisełce) to patrząc wstecz jest też i miejsce na taką własną, spokojną dumę – walczyłem, byłem systematyczny, wiem, co poprawić.

Zmiana nie następuje tylko w mięśniach czy wpisanych miejscach w kalendarzu treningów. Zmiana następuje w nas, bo to my trenujemy, to my walczymy ze słabością – a to się rozciąga na wszystkie inne obszary naszego życia.

Dziś się modlimy we Mszy św. o wzrost pobożności. Jak każdy wzrost potrzebuje czasu, systematyczności, dobrego doradcy-przewodnika, świadomości, co już wychodzi i co jeszcze trzeba poprawić. I tylu jeszcze innych drobiazgów (jak choćby odpowiednia suplementacja).

„Boże wszechświata… Umocnij w nas wszystko, co dobre, i troskliwie strzeż tego, co umocniłeś” (z dzisiejszej kolekty).

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław