Piñates

December 22, 2013 5:21 pm

To część Adwentu dla dzieci. Piñates to wiszące jakby gwiazdy. Powinny mieć siedem ramion, ze względu na to, że są obrazem siedmiu grzechów głównych. Wnętrze jest wypełnione tradycyjnie owocami.

pin2

IMG_0185IMG_0186

Zwykle są bardzo kolorowe, bo takim jawi się grzech, który kusi swoim pozornym pięknem. Gdy się go zniszczy, dopiero wtedy pojawiają się owoce łaski. Dopóki grzech nie zostanie zniszczony, dopóty nie możemy korzystać z owoców Zbawienia. Piñates wiesza się na linie, którą operuje się tak, żeby utrudnić zniszczenie piñates. Dzieci ustawiają się w kolejce i otrzymują kij, którym uderzają pińates. Towarzyszy temu śpiew, który wyraża mniej więcej taką treść (licentia poetica własna): “uderzaj, uderzaj, uderzaj, bądź precyzyjny, bo jak utracisz skupienie, utracisz drogę, którą masz podążać. Jeden, dwa, trzy, koniec twojej kolejki”.

 

pin3Każde naruszenie nagradzane jest oklaskami, a gdy tylko uda się zniszczyć piñates, wysypują się owoce, do zbierania których wszyscy się rzucają.

 

pin1Nie wiem, jak to wygląda w innych miejscach, u nas przygotowane były trzy. Wystarczyło prawie dla wszystkich dzieci.

Na zakończenie na wszystkich czekał gorący napój z owoców i kawałkami trzciny cukrowej do ssania. Potem jeszcze były tacos. I rozmowy, rozmowy, rozmowy. Przez całą nowennę zbierają się parafianie z dziećmi, by walczyć z grzechem. Ciekawy pomysł.

Pozdrawiając najserdeczniej – i zawsze z modlitwą,

Padre J.

Las Posadas

December 22, 2013 10:09 am

Tradycja Meksyku i  Gwatemali. Podobno ma już 400 lat. Tak się tu przyjęła, że jest to tradycją nie tylko katolicką, ale i stała się nią dla protestantów.

Trochę przypomina naszych kolędników, tylko że tu wszystko zaczyna się 16 grudnia i trwa do 24 grudnia. Dziewięciodniowa nowenna, dla upamiętnienia 9 miesięcy oczekiwania przez Matkę Najświętszą narodzin Syna Bożego.

Każdego dnia w godzinach wieczornych, w naszej Parafii po Mszy św. o 19, spotykają się licznie parafianie, by przy zapalonych świecach noszonych w lampionach ruszyć z procesją. Śpiewane wezwania mówią o poszukiwaniu przez Rodzinę Świętą miejsca na urodziny Pana Jezusa. Spotykają się z odmową, by wreszcie znaleźć miejsce na narodziny. Gospodarze zapraszają Maryję i Józefa do siebie, gdzie udają się wszyscy by oddać cześć Narodzonemu, zwykle przy żłóbku. Tradycyjnie odmawia się wtedy Różaniec św. lub śpiewa litanię. U nas to jest litania.

Towarzyszy temu muzyka, dzieci się przebierają w orszak anielski i pasterski, podobnie przebrani są Matka Najświętsza i św. Józef. Na zakończenie śpiewa się kolędy. Kościół jest pełen. Wszystko to jest poprzedzone katechezą i jest adwentowym oczekiwaniem na przyjście Pana.

Na zakończenie przechodzi się na część zwaną Piñatas. Ale o tym następnym razem.

Z serdeczną modlitwą tak już blisko do Świąt,

Padre J.

las-posadasZródło zdjęcia: TU [przyp.red.]

 

tajmnica Wcielenia

December 21, 2013 5:00 am

Bardzo lubię dzisiejszy ewangeliczny fragment… Będąc w Ain Karim kilka lat temu koniecznie chciałam zrobić zdjęcie niezwykle poruszającej rzeźby przedstawiającej spotkanie obu Kobiet. Mogę na nią wciąż patrzeć i wyobrażać sobie tę chwilę:

030720101093(1)

Maryja wchodzi do domu Elżbiety i ją pozdrawia. Głos Matki Bożej sprawia, że w łonie Elżbiety ‘podskoczyło z radości dziecko’ /por. Łk 2,44/. W taki sposób – radością i podskokami (lubię sobie wyobrażać, że na pewno uśmiechał się wtedy) – reaguje mały Jan, który w niezrozumiały dla człowieka sposób pojął fenomenalną prawdę o Wcieleniu – tym Momencie, w którym Bóg tak radykalnie inny – tak głęboko zjednoczył się z człowiekiem. Zadziwiam się tą Janową wrażliwością na obecność Boga w człowieku, jego spostrzegawczością, jego wyczuleniem.

I przypomina mi się zasłyszana niedawno konferencja, której Wcielenie było wiodącym tematem. Wydawało mi się, że to temat, który już mnie niczym nie zaskoczy. A jednak zaskoczył… dlatego pozwolę sobie streścić główną myśl, którą kapłan w niej przekazał.

„Mimo nieskończonej przepaści między Bogiem a człowiekiem – we Wcieleniu doszło do głębokiego połączenia Wcielając się w Człowieka, Bóg przyjął każdego człowieka z całą jego naturą, z całą jego grzesznością. Stając się Człowiekiem Chrystus sprawił, że w Jego Człowieczeństwie jesteśmy obecni wszyscy: i ty, i ja, i każdy człowiek. To głębokie połączenie rodzi konsekwencje etyczne i społeczne. W człowieku obok mnie żyjącym mieszka Chrystus – Bóg. I to właśnie dlatego ten człowiek godny jest najwyższego szacunku i miłości”.Boga z człowiekiem.

Niech ten nadchodzący świąteczny czas pobudza nas do coraz większej wrażliwości i wyczulenia na obecność Boga w drugim człowieku.

s. Nazaria

Xochimilco – Meksykańska Wenecja

December 20, 2013 9:33 am

W ramach zwiedzania miasta odwiedziłem jedną z dzielnic miasta Meksyk – Xochimilco (czyt. Soczimilko), znane z sieci kanałów, których jest blisko 170 km. Do transportu po tych kanałach służą łodzie, przypominające weneckie gondole, które tu noszą nazwę trajineras. Wszystkie barwne, ozdobione, o kobiecych imionach.  Gdy się płynie tymi kanałami, można także napotkać sztuczne wyspy (gdyby mi tego nie powiedziano, to bym nie miał świadomości, że są sztuczne) nazywane chinampas. Chinampas były pływającymi wyspami, które służyły uprawie rolnej w czasach Azteków. Do dziś pozostało tylko 5000 tych wysp, które dziś już nie pływają, bo zrosły się z dnem.

Wrażenie jest niesamowite. Po pierwsze ilość “gondoli” sięgająca w setki. Tu nie tylko przybywają turyści z daleka, ale bardzo chętnie mieszkańcy Meksyku. Gdy tylko ruszyliśmy w trasę (na początku można określić zakres usługi: jak długo, jak daleko, czy z posiłkiem, czy z muzyką graną przez Mariachi) co chwilę podpływała jakaś łódkę z propozycją kulinarną, muzyczną (takiej ilości  Mariachi nigdzie nie widziałem) czy fotograficzną. Tej ostatniej nie oparliśmy się. Wygląda to tak: my sobie płyniemy, przed nami łódka z fotografem, który przerzuca na naszą łódkę dwa sombrero i dwa “ponczo”, dla księdza z Matką Bożą oczywiście. Potem robi nam kilka zdjęć, osobno, parami i grupowe, by następnie pochylić się nad skrzynką, która stoi na środku łódki i za chwilę wyciąga stamtąd zdjęcie, które następnie trafia do ładnej oprawki i już w komplecie ze wszystkimi zdjęciami do nas. A do niego oczywiście opłata. 🙂 Wszystko na wodzie, żadnego prądu, drukarki, tylko zwykła odrapana skrzynka, ale pewnie z polaroidem 😉

IMG_1342Podobnie wygląda to z jedzeniem, które przygotowuje się na podpływającej do nas łódce (klasyczne tacos przygotowywane na poczekaniu, na gorącej kuchni, która też jest umieszczona na łódce), piciem, które płynie inną łódką, kwiatami, które też można kupić czy zespołem Mariachi, który płynie burta w burtę, śpiewając wszystkie klasyczne kawałki; repertuar oczywiście także można sobie wybrać.

IMG_1344

IMG_1349Po drodze mija nas “taksówka”, “bagażówka”, “roboty budowlane”, “śmieciarka” i mieszkańcy, na swoich zdecydowanie mniejszych łódkach. Oprócz lokalnego pływającego “biznesu” życie na chinampas toczy się normalnie: tam się bawią dzieci, tu plewienie ogródka, tam coś dobudowują do domu albo uprawiają kwiaty. IMG_1348Gdy mijamy się z innymi trajineras oczywiście wymieniamy się pozdrowieniami. Widok księdza wzbudza zawsze serdeczne reakcje, z prośbą o błogosławieństwo na czele. Ale było też serdeczne skandowanie, jakie znamy ze spotkań  z Ojcem świętym. Nasza trasa była godzinna.  Podobno w niedzielę jest tu taki ruch, że przepłynęlibyśmy z naszej trasy zaledwie jakąś część, ale nie o przepłynięte kilometry w Xochimilico chodzi, tylko o bycie razem, o wspólne świętowanie, o radość dzieloną z innymi. Meksykanie bowiem świętować potrafią.

z pamięcią o wszystkich, którzy teraz tak pilnie pracują, żeby za chwilę wspólnie świętować,

z życzeniem, żeby się poświętować udało

Padre J.

Łapacz Dobra *

December 19, 2013 5:00 am

„Porodziła więc owa kobieta syna i nazwała go imieniem Samson. Chłopiec rósł, a Pan mu błogosławił. Duch Pana zaś począł na niego oddziaływać”.  (Sdz 13,24-25)

W czasie Adwentu szczególnie prosimy, by Pan oddziaływał na nasze serca, by nas przemieniał.  By uczył nas swojego spojrzenia, spojrzenia miłości. Tak bardzo tego potrzebujemy, gdy na zewnątrz  coraz zimniej i ciemniej, gdy piętrzą się kłopoty i trudności, gdy „niedoczas” i pośpiech się wkrada.

W tym roku szczególnie w naszej rodzinie chcemy  w czasie Adwentu (i nie tylko) zauważać  i doceniać dobro w nas.  „Ogrzewać  się” nim. Starać się patrzeć  na siebie nawzajem  mając na pierwszym planie dobro. W tym celu założyliśmy gruby zeszyt o nazwie „Łapacz Dobra”, w którym wpisujemy to, co dobrego zauważyliśmy w członkach rodziny.  Może to być jakieś dobre zachowanie, słowa, coś, co sprawiło innym radość, przyniosło pomoc.  „Złapane” dobro chcemy odczytać  po wigilijnej kolacji  i podarować  Panu Jezusowi, jeszcze zanim nawzajem obdarujemy się prezentami.

Nie zawsze łapanie dobra  jest łatwe.  Mamy różne dni.  Czasem wpisy w zeszycie powstają jakby na przekór złu, które głośno krzyczy i bardzo chce się wysunąć na pierwszy plan.

Pomóż nam Panie zawsze szukać dobra. Tak bardzo potrzebujemy Twojej w tym pomocy. Niech Twój Duch oddziałuje na nas. Duch,  który zawsze ma upodobanie w dobru i niestrudzenie chce je w nas zauważać, odnawiać i wzmacniać.

Basia

* Serdecznie dziękuję Karolinie ze Wspólnoty Świętej Rodziny za pomysł założenia takiego zeszytu oraz Kasi ze Skrzydlatego Domku za fantastyczną nazwę przedsięwzięcia 🙂

Kościół otwarty

December 18, 2013 9:01 am

dość dosłownie. Bo kiedy po nocy zostanie otwarty, to  już go nie dzieli żadna przeszkoda. Drzwi są bowiem rozsuwane i cały tył kościoła wychodzi na ulicę. Nie sposób więc przejść czy przejechać ulicą, żeby nie zostać dotkniętym sprawowaną wtedy liturgią. Choć działa to i w drugą stronę. Moje najbliższe sąsiedztwo to salon fryzjerski i jedna z bardzo wielu na mojej ulicy otwartych kuchni, gdzie można zjeść meksykańskie specjały od rana do nocy. Trochę tak jak nasze budki na kółkach z hot-dogiem, tylko że menu jest zdecydowanie bardziej meksykańskie.

Gdy sprawuję rano Mszę św., to mój sąsiad już stoi na ulicy i rozpala w piecu, słysząc wszystko, co się dzieje w kościele. Wieczorem zaś klientki salonu fryzjerskiego słyszą w środku nasze śpiewy i kazanie, a my ich muzykę. I wcale to nie wygląda na zderzenie dwóch światów. Bardziej na wzajemne przenikanie się ich. To dlatego, jak wracałem po Mszy św. do domu, potrafił podejść jeden z klientów salonu, który siedział w poczekalni, czyli na wystawionej na naszym chodniku ławce i poprosić o błogosławieństwo.

z pamięcią o wszystkich moich wirtualnych parafianach

Padre J.

czekam na Ciebie

December 17, 2013 5:00 am

Przypomniała mi się taka tradycja. Na szczęście jeszcze w Adwencie, na szczęście jeszcze jest chwila. Tradycja Karmelu Dzieciątka Jezus. Że się spędza dzień lub nawet kilka czekając z Maryją, ale z pomocą pewnego rekwizytu, który czekanie unaocznia. Figurka Dzieciątka, w koszyczku, ale za woalką, bo przecież jeszcze po tamtej stronie brzucha swojej Mamy.

IMG_8501

Każdy członek rodziny będzie miał u siebie w pokoju. Pokój trzeba więc nieco ogarnąć, by było gdzie podziać. Wieczorem gasimy wszystkie światła i ruszamy w maleńkiej procesji przez nasze M. Skakanka niesie świeczkę, bo starsza, Grzybek koszyczek, a ja staram się nie martwić, że huśta nim z namaszczeniem tak, iż grozi “przedwczesnym rozwiązaniem”. My, rodzice, z tyłu. Idziemy zanieść, gdzie trzeba. Śpiewając nasze: “Czekam na Ciebie, Jezu mój mały, ciche błagania ku Niebu ślę…”

Póki co – koszyczek u mnie w domowym biurze. Matka Boża czekająca pomoże, żeby z pracą zdążyć na spokojne przygotowania do Świąt. Ale już dziś wieczorem zaniesiemy ze światełkiem do córki. Jeszcze przecież kilka dni zostało do podziału czekania dla wszystkich…

M

dwadzieścia osiem lat *

December 16, 2013 8:43 am

Ani to dwadzieścia pięć, ani trzydzieści lat, ale jak mawia mój przyjaciel matematyk – wszystkie liczby są piękne.

Pierwszy raz spędzam rocznicę poza Polską. Zwykle bywałem na naszych rocznicowych spotkaniach ze współbraćmi z mojego roku. W ten sposób odwiedzaliśmy siebie, goszczeni co roku przez innego kolegę. Tylko raz, z okazji 25-lecia, wybraliśmy się na pielgrzymkę –  do Ziemi Świętej. Było to przeżycie niezwykłe. Na 30. rocznicę plany są różne: Fatima albo Guadalupe. Jakby to drugie miejsce miało dojść do skutku, to będę już w stanie posłużyć jako przewodnik. 🙂

Pierwszy raz poza Ojczyzną i pierwszy raz w parafii, jako gość, a przecież przyjęty tak niezwykle serdecznie. W czasie każdej Mszy św. zostałem obśpiewany, wyściskany i nawet obdarowany – od jednej dziewczynki dostałem kawałek ciastka z truskawkami. 🙂

Umówiłem się z Matką Bożą, że przyjadę podziękować za ten niezwykły i cudowny dar do Jej kaplicy, do Cerrito na wzgórzu Tepeyac we wtorek. To pierwsza wolna chwila.

Wiem, że ciągle do tego wracam, ale słowa Matki Bożej skierowane do św. Juan Diego, za każdym razem przejmują mnie prawdziwym wzruszeniem: “Wiedz, najdroższy synu, że jestem Świętą Maryją, Przeczystą zawsze Dziewicą, Matką prawdziwego Boga, Twórcy życia, który wszystko stworzył i podtrzymuje w istnieniu, Pana nieba i ziemi.

Bardzo chcę, gorąco pragnę, aby w tym miejscu zbudowano mi świątynię, gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę moją miłość i dobroć, gdzie będę ofiarowywać pomoc i obronę, ponieważ jestem naprawdę waszą łaskawą Matką; tak twoją, jak i was wszystkich, którzy na tej ziemi będziecie się razem gromadzić, oraz wszystkich innych, którzy pobożnie i ufnie będą mnie wzywać.

Tu wysłucham ich żalów i łez, w kłopotach wyświadczę dobrodziejstwo, a w każdym ucisku przyniosę ratunek. Aby zaś moje życzenie mogło się spełnić, idź do Meksyku do pałacu biskupa. Powiesz mu, że ja cię przysyłam, abyś go powiadomił, jak bardzo chcę, by mi wybudowano tu dom, aby mi tu, na tym wzgórzu, wzniesiono świątynię”. (podkr. moje)

I jak tu nie jechać do tego miejsca, skoro tyle intencji, tyle żalów i łez, kłopotów, ucisków, które nieustannie trafiają do uszu i serc kapłanów na całym świecie.

Być kapłanem – to także zgodzić się na tę niezwykłą rolę pośrednika. Ludzie, którzy do nas trafiają, nie zawsze liczą na gotową radę czy rozwiązanie, choć dobrze, jak możemy i tym posłużyć, ale na pewno liczą, że to, co do nas przynieśli, trafi “wyżej”. Ciągnie mnie więc do tamtego miejsca tak bardzo. Mam świadomość, że choć jestem daleko fizycznie, to przecież jeszcze bardziej mogę wspierać i pomagać, bo za to bliżej tego miejsca, “gdzie będę jawnie głosić i okazywać tę miłość moją i dobroć…”

Dziękuję Wam, kochani, za każde dobre słowo, za każdą modlitwę, za pamięć, za wszelkie przejawy Waszej przyjaźni, troski i serdeczności. Wiele z nich trafiło aż tutaj, za ocean. Ważniejsze, że trafiły “wyżej”. To dzięki temu możemy być pomocni. Jak napisał jeden z Was: “Niech Pan, Który rozpoczął w nim dobre dzieło – sam go dokona”.

Wasz dłużnik nieskończony

z modlitwą i błogosławieństwem dziś szczególnym

ks. Jarosław

* Wyjątkowo dokładnie, bo było to w III Niedzielę Adwentu, niedzielę Gaudete i 15 grudnia.

28 lat

December 15, 2013 5:00 am

– tyle mija dzisiaj od daty święceń kapłańskich ks. Jarka, redakcyjnego “Kapitana.”

Dziękujemy Panu Bogu za jego kapłaństwo, związane tak mocno z najpiękniejszymi dokumentami Kościoła na temat małżeństwa i rodziny. Za czynienie ich przystępnymi, dotykalnymi w codzienności, przez co miano “Ratownika od małżeństw” jest wypełnione wieloraką treścią. Za to, że dostrzegamy na przykładzie jego życia, jak można być w swoim powołaniu twórczym, oddanym, całym, blisko człowieka. Za dostrzeganie i wyciąganie z ludzi tego, co w nich najpiękniejsze.

Modlimy się o owocność tej posługi, wszelkie dary łaski i opiekę Aniołów Stróżów, których tak w swoim życiu mocno docenia. Niech Opatrzność zaopatruje we wszystko – zwłaszcza teraz, gdy został misjonarzem.

I jeszcze trochę egoistycznie, w imieniu swoim i wielu innych – żeby go Święta Rodzina przyprowadziła jeszcze do Kraju.

Zespół Przystani

tyle masz, ile dasz

December 14, 2013 5:00 am

“Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa…” (Mt 17,10)

Schodzili z tej góry, na której nastąpiło Przemienienie. Uczniowie zobaczyli tam Jezusa w blasku Boskiej chwały. Ujrzeli więcej niż inni. I zaczęli Go pytać, a On im odpowiadał i wtedy zrozumieli.

Chodzenie po górach wymaga odrobiny wysiłku, ale wtedy też jest trochę czasu na rozmowę, na poznanie, na przyjaźń.

To niekoniecznie musi być najwyższa góra. Ważniejsze jest raczej podjęcie decyzji, aby na nią wejść. I to nie samemu, lecz z Nim, aby mogło się tam odbyć przemienienie. Nasze przemienienie, nasza odnowa. Aby był czas dla Niego, żeby można było zapytać, usłyszeć odpowiedź i zrozumieć.

Dzisiaj stwierdziłam, że taką górą dla mnie jest obecny czas adwentu.
On, mój Pan, jest przy mnie, ja się trochę ociągam, nie mam sił momentami, ale generalnie zmotywowana jestem. Chcę przemiany, odnowy, chcę więcej dobra wokół siebie.

Jak?

Codziennie dzieci na roratach śpiewają:

tyle masz, ile dasz…

Dorota