Cerrito de Tepeyac

December 13, 2013 10:16 am

Miejsce najzupełniej wyjątkowe. To właśnie tu doszło do spotkania św. Juan Diego z Matką Bożą. Tu mu się objawiła i to tu zapragnęła mieć swoją kaplicę, żeby wszyscy, którzy są w potrzebie, mogli się u Niej schronić. Tu, gdy tylko mam możliwość odwiedzić Jej sanktuarium, najczęściej odprawiam Mszę św. lub po prostu przychodzę się pomodlić. Jej obraz jest w Bazylice. Ale to miejsce sobie wybrała. To jest Jej kaplica. Tę pierwszą wybudowano w dwa tygodnie. Tak się wszystkim spieszyło, żeby odpowiedzieć na Jej wezwanie, gdy tylko ks. biskup wyraził zgodę.

Mimo przestróg Tubylców, że to szaleństwo, bo tłok straszny i nie da się dojechać na miejsce, tylko trzeba dużo wcześniej zaparkować i potem iść, wybrałem się z pielgrzymką do Matki Bożej. Trudno bowiem byłoby Jej nie odwiedzić w tym właśnie dniu. Bardzo pomogły też liczne intencje na facebookowej stronie, gdy zamieściłem informację, że się do Matki Bożej wybieram. Stąd wizyta nie tylko w przeddzień, ale i w dniu Jej święta.

zd 3

Najpierw była wizyta w Bazylice, na krótkie przywitanie, potem wspinaczka na górę Tepeyac, do Jej kaplicy, na dłuższe spotkanie. Wszystkich Was, kochani, tam Jej zostawiłem. A wspólnie z Przyjaciółmi, którzy mnie tu przywieźli, odmówiliśmy Różaniec. A potem była Msza św. z Padre Sylwestro, rektorem Kaplicy.

zd 4

zd 2

Po Mszy św. w prezbiterium tonącym w różach, które tak bardzo związały się z tym miejscem (kiedy św. Juan Diego przekazał Matce Bożej prośbę od ks. biskupa o dowód, że to Matka Boża prosi, posłała go na szczyt góry, żeby przyniósł kwiaty. Juan Diego się jakoś nawet specjalnie nie zdziwił, że ani to pora na kwiaty – zima, ani że to róże, które wtedy tu nie rosły, tylko je przyniósł Matce Bożej tak jak prosiła), długo je rozdawaliśmy wszystkim pielgrzymom.

zd 6

zd 5

Po blisko trzech godzinach spędzonych u Niej powrót przez plac przed Bazyliką, gdzie tradycyjnie wypowiadają swoją radość liczni pielgrzymi Indianie tańcząc na Jej chwałę. Trudno było opuścić to miejsce.

zd 9

zd 8

zd 7

Tego dnia w każdej parafii księża odprawiają Mszę św. we wszystkich najmniejszych nawet kapliczkach Jej poświęconych. U “mnie” w parafii Mszy św. było dwanaście. Łącznie z tą na postoju taksówek, gdzie jest ołtarzyk Jej poświęcony. I tak będzie aż do niedzieli, bo się nie da jednego dnia odwiedzić wszystkich miejsc. I to mnie też tak szczególnie uderza, że reakcją na Jej święto jest pragnienie Eucharystii. Każdy chce Mszy św. tam, gdzie jest Jej miejsce. To cała ONA – prowadzi wszystkich do Swojego Syna, Zbawiciela.

Nie umiem wyrazić radości, z tego, że dane mi było być w tym właśnie dniu u Matki Najświętszej. Żeby było sprawiedliwie, cały czas modliłem się za Was i w Waszych intencjach. Mater habebit curam, perfectam.

Padre J.

zd1

Uroczystość Matki Bożej z Guadalupe

December 12, 2013 11:02 am

Największe święto Meksyku i całego kontynentu Ameryki. Od wielu już dni ludzie są w drodze, żeby przybyć na dzisiejsze święto. Szacuje się, że w tym czasie przybywa do Sanktuarium ok. 2-3 milionów pielgrzymów. Już wczoraj wokół Bazyliki pozamykano ulice, żeby ułatwić pielgrzymom dotarcie do Matki Bożej.

Od wejścia trzy potężne kolejki: na miejsce, gdzie można zostawić zapaloną świecę (we wszystkich możliwych intencjach); na szczyt góry Tepeyac, gdzie się objawiła Matka Boża św. Juanowi Diego; i wreszcie przed obraz Matki Bożej w Bazylice.

Cały plac ludzi. Wszystkie mury wewnętrzne “hotelem”. Przed konfesjonałami niekończące się kolejki. Na placu tańce i śpiewy.

IMG_1330

 

IMG_1335IMG_1332IMG_1334

Przychodzą wszyscy, choć najbardziej rzucają się w oczy i wydaje się, że jest ich najwięcej to ubodzy. Twarze i ręce utrudzone pracą. Przychodzą do swojej Matki. Ona przyszła do nich, o nich się upomnieć. Przemówiła w ich języku i pociągnęła do miłości do swojego Syna i do Kościoła miliony Indian. Dziś jest patronką całej Ameryki. Patronką i pokazuje Ameryce czym ma być. Jak przypomniał Papież Franciszek: „Kiedy objawiła się św. Juanowi Diego, miała oblicze kobiety metyskiej, a Jej szaty obfitowały w emblematy miejscowej kultury. Tak jak Jezus, Maryja jest blisko swych dzieci. Jak czuła matka, która towarzyszy im w drodze, dzieli radości i nadzieje, cierpienia i troski Ludu Bożego, złożonego z ludzi wszystkich ras i narodów. Objawienie się wizerunku Maryi Panny na płaszczu Juana Diego było profetycznym znakiem otwarcia Maryi na wszystkich mieszkańców rozległych amerykańskich ziem – tych, którzy już tam mieszkali, i tych, którzy mieli tam dopiero przybyć. To otwarcie Maryi wskazało drogę, która zawsze była właściwa dla całej Ameryki, będącej ziemią, na której mogą żyć razem różne ludy, ziemią potrafiącą szanować ludzkie życie we wszystkich jego fazach, od łona matki aż do starości, ziemią przyjmującą zawsze migrantów, ubogich i wyłączonych. Jest to hojna ziemia. Takie jest przesłanie Matki Bożej z Guadalupe. Takie jest również moje przesłanie, przesłanie Kościoła. Proszę wszystkich mieszkańców Ameryk, aby tak jak Maryja Panna szeroko otworzyli ramiona z miłością i czułością”

(Tekst pochodzi ze strony strony Radia Watykańskiego).

Gdy się dzisiaj modlę do Matki Bożej z Guadalupe, pragnę uprosić dla nas wszystkich dar widzenia w każdym człowieku dziecka, które ona całym swym sercem miłuje. I żebym umiał czerpać z Jej miłości.

Może to dlatego tak bardzo kochają tu bł. Jana Pawła II, bo dostrzegli w jego oczach nie tylko wielką miłość do Matki Bożej, ale i to, że jest w miłości do każdego człowieka tak bardzo do niej podobny.

Padre J. 

pasek i szelki

December 11, 2013 5:00 am

Lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą. (Iz 40,27.31)

W poszukiwaniu materiałów niezbędnie potrzebnych do pracy, co się zapadły pod ziemię, robię remanent w pudle na wszystkie nieskatalogowane papiery, które tam trafiały jedynie “tymczasowo” przez ostatnie dwa lata. Na dnie skrzynki znajduję listy sprzed kilkunastu lat, autorstwa zaprzyjaźnionego kapłana, ojca duchownego Seminarium i wówczas duchowego przewodnika. W jednym z nich, pisanym z rekolekcji dla księży w Krakowie, czytam

“W pociągu jechał ze mną w przedziale jakiś niezwykły pesymista. Poznałem to natychmiast, gdyż spodnie podtrzymywał zarówno paskiem jak i szelkami”.

Jak często zdarza mi się podobna zapobiegliwość. Dociera też do mnie, że to poszukiwanie papierów ma źródło w tym samym lęku przed niedopatrzeniem. Opatrzność uśmiecha się do mnie tym listem sprzed lat. Zaufanie? Wypuszczanie z rąk. Nic ważnego się przecież nie potłucze. On, co trzyma gwiazdy nad naszymi głowami, nie pozwoli.

M

Super niania

December 10, 2013 8:49 am

Czasem prośba wypowiedziana przez rodziców nie za bardzo chętnie jest akceptowana przez naszego syna. To samo polecenie wypowiedziane przez automat z Tłumacza Google działa od razu. Takiego efektu oraz pomocy wychowawczej nie przewidzieli zapewne autorzy projektu. Póki co korzystamy tylko z języka ojczystego, ale w perspektywie pozostaje ich kilkadziesiąt. Zobaczymy. 🙂

To jeszcze nie wszystko. W drugą stronę automatyczna sekretarka także może pomóc. Oto informacja przekazana przez 4,5 letniego syna:

„mamo       tfuj     pokuj     bedze    pospszontany      bo     ja       go pospszontamja  jarek”

I jak tu nie być dumnym z syna 🙂

Michał

P.S.

Jak myślicie. Jakieś tantiemy za reklamę tłumacza mi się należą :)?

Świętowanie

December 9, 2013 11:15 am

Nie pamiętam już, kiedy tak długo rozdawałem komunię świętą. Trzy Msze św. i w czasie każdej trwało to bardzo długo. Tydzień przygotowań i wielka miłość do Matki Bożej przynosi owoce także eucharystyczne. Nasz duszpasterski zespół z trzech kontynentów (Padre Enest – Wybrzeże Kości Słoniowej, Padre Omar –  Meksyk i Padre J. z wiadomo skąd) ma co robić.

zdj2

Wszystko zaczęło się od lokalnych “godzinek”, czyli godzinnego śpiewu Mariachi przed statuą Matki Bożej. Nie twarzą do wiernych, tylko do Matki Bożej. I wszystkie pieśni Jej dedykowane.

Potem Msza św. z ich śpiewem, a po Mszy św. jeszcze blisko godzinny występ, już na scenie, przed Kościołem. Następnie wspólne śniadanie i z racji tego, że jestem rozpoznawany jako Polak (od bł. Jana Pawła II), otrzymałem jeszcze muzyczną dedykację od Mariachi przy śniadaniu, na pożegnanie.

zdjęcie

zdjęcie3

O godz. 11 ruszyła procesja przez prawie całą parafię. Szliśmy 1,5 godziny z figurą Matki Bożej i asystą – tym razem orkiestry dętej.

la foto

W jednym miejscu ks. proboszcz szepnął – to najtrudniejsza ulica naszej parafii. W jednym domku potrafi mieszkać 20 rodzin. Żyją praktycznie na ulicy, gdzie się gotuje i je, bo w domu miejsce tylko na spanie. I na dodatek handel narkotykami. Taka procesja  przechodzi przez parafię jeszcze dwukrotnie. W Wielki Piątek droga krzyżowa rano. I wieczorem milcząca procesja. Matka Boża odwiedza te miejsca, więc ma ich wszystkich w swojej opiece.

Na zakończenie Msza św., w czasie której przewodniczę i głoszę Słowo Boże. Choć bardziej by tu pasowało słowo   “czytam”. Ale mój sąsiad zza ściany, który tu jest półtora roku też czyta, więc parafia przyzwyczajona.

1459228_10202777987511899_844821088_n

Wieczorem występy, występy, występy i życie na ulicy.

zdj10zdj8zdj6zdj7

Z Przyjaciółmi z Meksyku (Soraya i Roberto), którzy mnie odwiedzili przechodzimy jeszcze naszą ulicę, żeby zobaczyć wszystkie atrakcje.

zdj12zdj11

W czasie wieczornej Mszy św, której już przewodniczył ks. Omar, proboszcz, gwar ulicy wdziera się do kościoła, ale nasze głośniki jakoś to pokonują.

Jest już 22 i na ulicy nic się nie zmienia. Wszyscy świętują. I widać, że wszyscy to bardzo lubią.

I tak potrwa to wszystko do czwartku, bo przecież wtedy największe święto Meksyku. Matki Bożej z Guadalupe. A dziś święto jej sługi św. Juan Diego. Adwent jest tu więc BAAARDZO Maryjny.

z pamięcią o Was i przesyłając kilka zdjęć, żeby choć troszkę oddać atmosferę

Padre J.

 

Niepokalane Poczęcie

December 8, 2013 9:23 am

Dziś “moja” parafia świętuje. O czym się przekonałem wracając w nocy do “siebie” z domu rekolekcyjnego, gdzie właśnie zakończył się pierwszy etap szkolenia dla lekarzy i instruktorów Modelu Creightona.

Cała ulica zastawiona jak u nas na odpuście straganami i karuzelami. Ostatni odcinek musiałem pokonać przeciskając się pomiędzy wszystkimi stoiskami, bo do Parafi dojechać nie sposób.

Od 7 rano, czyli od pierwszej Mszy św., grają w naszej parafii Mariachi. Mariachi to zespół muzyczny, który głównie gra na instrumentach strunowych i jest charakterystycznie ubrany. Są ozdobą każdego wesela i ważnych momentów.

O godzinie 11 rusza procesja ze statuą Matki Bożej. Generalnie świętujemy. Jest już po północy, gdy to piszę, a przez otwarte okno ciągle dociera uliczne życie, które jakoś nie ma zamiaru zamilknąć.

W Meksyku każdy kocha Matkę Bożą z Guadalupe, ale zaraz po niej jest Matka Boża Niepokalanie Poczęta. Nie dziwi więc, że cała parafia świętuje.

Jak się uda to jutro pojawi się fotorelacja.

A póki co, życzę Wam wszystkim świętowania. Bo dziś w całym Kościele będą działy się cuda, bo Matka Boża przychodzi odbudować w nas to, co w nas najpiękniejsze.

z pamięcią

Padre J. 

program "Owca+Pasterz"

December 7, 2013 5:00 am

A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. (Mt 9,36)

Ciekawe, co też widział Jezus, patrząc na tłumy. “Tłumy” i “owce” mogą dać w skojarzeniu anonimową masę, jakiś “owczy pęd”. A jednak gdy przypomnieć sobie Boży styl pasterstwa z pełnego mocy proroctwa Ezechiela, mamy program w pełni spersonalizowany: “zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał” (Ez 34,16). Ten Pasterz jest ciągle w ruchu: niby na czele, ale poszukujący na tyłach, z boku, w krzakach; zwalniający kroku, zatrzymujący się.

Myślę o swoim rodzicielstwie i o tym, że ono się najwyraźniej wyklucza z ideą “życia w biegu”. Z czegoś trzeba zrezygnować, żeby zatrzymać się przy kłopocie, złym humorze, nagłej potrzebie bliskości czy powiedzenia czegoś ważnego.

Myślę o swojej własnej potrzebie “zaopiekowania”, prowadzenia, rady i widzę, że dorosłość jej nie znosi i że Pan Jezus widać tak nas zaprogramował. I nie dokona abdykacji z roli pasterza, nawet gdy będziemy mieć po 100 lat.

Myślę o pasterzach i ich trudnym zadaniu, i ogarniam ich modlitwą. Co za ulga, że źródłem wszelkiego “pasterstwa” jest On sam. I Jego miłość, i Jego ruch ku nam – zawsze także pierwszy. Nie tyle uczy nas założeń programowych, co sam czyni w naszym życiu to, co możemy podać dalej.

M

 

EP 1 w Meksyku

December 6, 2013 9:47 am

Nie tylko Polska dostąpiła zaszczytu, że Instytut Papieża Pawła VI zorganizował Program Edukacyjny u nas, ale także spotkało to teraz Meksyk. I podobnie jak u nas pojawili się studenci z wielu krajów: studenci z Argentyny, Kolumbii, Kostaryki i oczywiście Meksyku.

Jesteśmy w domu rekolekcyjnym prowadzonym przez Siostry – Córki Ducha Świętego. Ogromnie serdeczne, opiekuńcze, troszczące się o wszystko. Trochę jak w Łomiankach. 🙂 Wszystko na miejscu, łącznie z kaplicą, którą można wielokrotnie nawiedzić i spotkać się Panem Jezusem.

W Meksyku zima, czyli w dzień tylko ok. 25 stopni Celcjusza a w nocy temperatura spada do ok 6 stopni. Nasi studenci chodzą non-stop w kurtkach, czapkach, kozakach i czasem nawet rękawiczkach. Ja na boso w sandałach. Przecież to prawie jak nasze lato.

Program jak zawsze intensywny. Reakcje typowe dla przeciążonych studentów – kawa non stop, posiłki wydłużane do granic przyzwoitości i nocne posiedzenia w sail wykładowej; jedni drugim tłumaczą.

Najmłodsza studentka:

Najmłodsza studentka

Kolacja:

kolacja1kolacja2kolacja3

Msza św. codziennie po hiszpańsku z homilią i dodatkowo po angielsku dla zespołu z Omaha. Kolejne wyzwanie dla kapelana. 🙂

Jutro bardzo ważny dzień – egzamin końcowy pierwszej części. Wszyscy pilnie się uczą. Tych, co to mają za sobą nie trzeba prosić o wsparcie.

z pozdrowieniami i pamięcią serdeczną

Padre J. 

Modlitwa głębokiej wiary

December 5, 2013 5:00 am

Kiedyś usłyszałem stwierdzenie, że modlitwa rodzinna jest modlitwą głębokiej wiary. Bowiem trzeba bardzo wierzyć, że to jeszcze jest modlitwa :). Przypomniałem sobie o tym w trakcie obserwacji naszej dziatwy podczas modlitwy wieczornej. Wiele w tej modlitwie ruchu, przemieszczania się, często zajmowania się bardziej najmłodszym Juniorem niż samą modlitwą. Czasem wręcz trochę chaosu. Jak w życiu.

Zetknąłem się też ze stwierdzeniem, że rodzicielstwo stale konfrontuje nas z tym, jak wielki bałagan i nieprzewidywalność jesteśmy w stanie znieść :).

A Bóg przenika wszystko. I nasze bałagany, i chaos w trakcie modlitwy. Nie wiem czy mam prawo, ale tak sobie myślę, że dla Niego ład modlitwy z dziećmi jest sprawą drugorzędną. Głównie cieszy się z tego, że  jednak znajdujemy  czas, który chcemy poświęcić Jemu. I dlatego warto z tego czasu nie rezygnować. Także dlatego, by uczyć dzieci, że modlitwa nie musi mieć miejsca tylko wtedy, gdy cisza i spokój na to pozwala. Dialog z Nim warto prowadzić pośród naszego, czasem tak trudnego i zabieganego życia. Do czego praktykowania bardzo zachęcam.

Michał

Od siedmiu bochenków do siedmiu koszów

December 4, 2013 12:35 pm

“…wziął siedem chlebów (…) i odmówiwszy dziękczynienie,połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. (…) A pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.” [Mt 15, 36 – 37]

Pomiędzy siedmioma bochenkami i siedmioma koszami miało miejsce jedno proste działanie: dziękczynienie. Gdy rozdawał chleb tłumom, używał tego, co otrzymał od swoich uczniów. Jedyną różnicą w ogólnym rachunku tego, co otrzymał i co oddał, było właśnie dziękczynienie.

To właśnie działanie może zmienić wszystko. I jest odpowiedzią na cały głód naszego świata: głód jedzenia, miłości, zdrowia…

Gdy mąż jest wdzięczny żonie, porusza jej serce. Jej zdolność do miłości wzrasta. Ponieważ jej dar został uszanowany. I jej samej także wyrażono szacunek.

W Komunii św. otrzymujemy Chleb  Życia. Ile ten dar przyniesie owocu we mnie – zależy od mojego dziękczynienia. Jak będzie owocne moje małżeństwo – zależy także od tego, jak bardzo będę wdzięczny.

Z serdeczną modlitwą,

Padre J