Dziękczynienie

January 21, 2014 9:46 am

Jest za co dziękować.16 par uczestniczyło w Programie 1.  Razem z edycją majową – to już 32 pary. I doszły dwie nowe pary trenerskie. I od początku do końca uczestniczyli siostra zakonna i ksiądz. I myślą o tym, żeby się włączyć. I każdy w czasie warsztatów chętnie się angażował. I choć troszkę przeszkadzało słynne “un minutito”, to przecież wszystkie godziny małżeńskie były rzeczywiście godzinne.

A na zakończenie jakież to szczęście przysłuchiwać się świadectwom uczestników. O przywróconej nadziei, o nowych pomysłach, o odnalezieniu się na nowo…

Wiecie dobrze wszyscy, którzy uczestniczyliście w Programach, że to Team Work, że każdy jest niezastąpiony i dopiero razem możemy czegoś dokonać. Ale to nie tylko praca tych, których widać. To także ogromne dzieło modlitwy i wsparcia, które, choć niewidzialne, sprawia tak cudowne widoczne skutki.

Dziękuję Wam. Za modlitwę, za pamięć, za posłane w nasze strony te różne duchowe “drobiazgi”, za “lajki” na FB i wszystko to, co dopiero zobaczymy w Niebie.

Jak dobrze, że jesteście.

z wdzięcznością

Padre J.

 

bez sęsu*

January 20, 2014 9:31 am

Na kazaniu dla dzieci w czasie Mszy Św. ksiądz Proboszcz pyta, dlaczego nie byłoby rodziny bez mamy i taty. Nasz siedmioletni syn, niezaznajomiony jeszcze z kwestią “skąd się biorą dzieci”, a także niespecjalnie nią póki co zainteresowany, odpowiada do mikrofonu z ogromną pewnością w głosie: “No bo wtedy by nas nie było i to byłoby bez sęsu*”.

Wzrusza nas to jakoś ogromnie. Że on już wie, że byłoby bez sensu, gdybyśmy się nie spotkali, albo gdyby zabrakło jednego z nas. I że byłoby bez sensu, gdyby go nie było. Jego własny byt zanurzony jest w bezpieczeństwie naszego “razem”.

Mniej szczęścia mają dzieci niechciane, porzucone, opuszczone. Zajmie im trochę, a niektórym schodzi całe życie, na ustalenie z Panem Bogiem, jaki w ogóle tego sens, że są. Bowiem psychika dziecka od najwcześniejszych momentów jego istnienia bierze na siebie skrypt rodzicielskich myśli i uczuć na swój własny temat. Jest on potem źródłem potężnej mocy albo wielkiego cierpienia.

Zaczynając nowy tydzień po nieprzespanej nocy, pocieszam się myślą, że i przy monotonii codziennych obowiązków (gdzie słowo “niespodzianka” często oznacza nagłe perturbacje i nowe wyzwania) zanurzeni we wzajemnych relacjach, mamy sens. Dobrego startu.

M

*brzmienie oryginalne

opowie Ci

January 19, 2014 5:00 am

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, ale otworzyłeś mi uszy. (Ps 40, 7)

Jak ogromny w tym szacunek dla człowieka. Bóg, który wyjmuje z rąk ofiary, skrupulatne zadośćuczynienia, daniny. Wszystko to, co najemnik mógłby przygotować, żeby jakoś przekonać chłodny, zdystansowany Los.

Bóg w geście “otwarcia uszu” – otwiera na rozmowę z Nim. Gdzie On będzie tłumaczył, prowadził, pomagał, przekonywał i wspierał. I można przyjść o każdej porze, więcej: pora zależy tylko od nas, mimo że spotykamy się z Kimś od nas większym. Jakby nie interesowało Go, jak wiele dla Niego zrobimy, ale bardziej stan naszego serca. Stan ducha. Gdzie zwyczajowe “jak leci?” szuka szczerej odpowiedzi, o nią się troszczy, tam chce wejść ze swoim światłem. Bo z pustego strąka serca i Salomon nie naleje. Niekochani, nie przyniesiemy owocu.

Więc zależy Mu, żeby Ci opowiedzieć o wszystkim. Ile dla Niego znaczysz. Co jest ważne i dobre. “Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). Jesteś Jego przyjacielem, synem, córką, bratem i siostrą. Nieodzowną częścią.

M

 

 

Czwarta “Jedynka” w Meksyku

January 18, 2014 8:57 am

Wygląda na to, że ta ma szanse mieć po raz pierwszy cztery pary trenerskie. Wszyscy więc dziś w stanie wyjątkowego skupienia. I ci, co po raz pierwszy, i ci, którzy ich do tego przygotowywali. Już nie mówiąc o uczestnikach.

Powierzamy więc Matce Bożej opiekę nad całością i św. Juanowi Diego oddajemy każdego z uczestników. Niech ten czas zaowocuje w sercach i wyda wspaniałe plony.

A wszystkich, którzy już w Programie uczestniczyli, jak zawsze proszę o serdeczne wsparcie dla nas.

Z modlitwą

Padre J.

Minutito

January 17, 2014 8:39 am

Bardzo ważne słowo. Opowiadają tu historię o współpracy jakiejś meksykańskiej firmy z inną firmą z Kataru. Ustalają szczegóły kontraktu i tego rodzaju sprawy. W czasie rozmów są także podjęte kwestie związane z terminowością. Firma z Kataru, znając firmę z Meksyku, która wsławiła się znakomitą realizacją kilku projektów w USA i w Europie, upewnia się, że mają świadomość, że u nich czas troszkę inaczej płynie. Na to przedstawiciel meksykańskiej strony uśmiecha się i mówi: “Spokojnie, my znamy pojęcie mañana” (słownikowo w największym skrócie oznacza to jutro). Na to strona katarska: “Nie, nie, nie chodzi nam o aż taki pośpiech”.

Podobnie jest z “minutito”. Za minutkę. I nie masz zielonego pojęcia ile to potrwa. To raczej emocjonalne wyrażenie, że zależy mi na jak najszybszym zobaczeniu się tobą, ale nie wiem ile mi jeszcze czasu zajmie, zanim się zobaczymy.

Pod tym względem Meksyk jest dobrym ćwiczeniem się w elastyczności. Przy czym istota sprawy polega na tym, że nikt się z tego powodu nie denerwuje. I to jest chyba najważniejsze. Umieć zachować dystans. Nikt tego nie robi specjalnie. Taki tryb życia. Podobnie pisałem w maju ubiegłego roku. Trochę czasu minęło, doświadczenie niby urosło, ale ciągle jest to trudne. W Meksyku teoretycznie tylko walki byków i Msze św. zaczynają się punktualnie. Co do pierwszego – nie widziałem, więc nie wiem. Co do drugiego – różnie bywa. Raczej z poślizgiem. Kiedy więc słyszysz “minutito”, wiedz, że komuś bardzo zależy na spotkaniu z Tobą i zrobi wszystko, żeby być jak najwcześniej, ale kiedy dokładnie? Tego nikt nie wie.

Z pamięcią o Was zawsze

i do zobaczenia już za minutito

ciągle jeszcze Padre J.

Pójdź za Mną

January 16, 2014 5:00 am

Nowy rok już w trakcie. Już trochę nawet nie nowy, a po prostu „ten rok”. Kilka dni temu czytaliśmy Ewangelię o powołaniu apostołów. Bardzo lubię ten fragment, od kiedy odkryłem coś, czego wcześniej nie zauważałem. Jezus nie poszedł do synagogi, nie stanął na podwyższeniu i nie powiedział: ty, ty i ty pójdźcie za mną. Pomijam, że w ogóle nie zwrócił się z powołaniem do kapłanów i uczonych w piśmie. Zwrócił się do „zwykłych” ludzi i to nie w świątyni. Poszedł ich szukać tam, gdzie pracują. A po zmartwychwstaniu gdzie Pan znalazł swych uczniów? Na brzegu jeziora, bo łowili ryby.

Mówił kiedyś Kapitan pewnej Przystani 🙂 :  jeśli przeżywasz trudny czas, nagle nie wiesz gdzie się znajdujesz, czujesz jakbyś stracił kontakt z Bogiem, wróć do tego, co robiłeś wcześniej gdy „było dobrze”, gdy byłeś blisko Niego,  tam On cię znajdzie pośród twojego normalnego życia. Nie wpadaj w rozpacz, nie szukaj na siłę po omacku, nie próbuj nowych ścieżek. Wróć tam, gdzie ostatnio spotkałeś Pana. On tam na pewno się zjawi. On się nie zgubił, nie zrezygnował z ciebie.

Rok zapowiada się … normalny, czyli pełen trudu, niepewności, choć  zapewne i z chwilami radości, chwilami w których czuje się Boże błogosławieństwo. Gdy będzie trudno, to tym bardziej będę trzymał Go za rękę, a gdy jej już nie będę czuł, gdy ją wypuszczę z mojej własnej dłoni, to szybko wrócę tam gdzie ostatnio się widzieliśmy. Będę mocno nasłuchiwał (modlitwa), będę wchodził na wzniesienia (spowiedź święta, Eucharystia) i wyglądał Jego sylwetki, bo wiem, że mnie znajdzie, wróci po mnie, na nowo uchwyci moją dłoń, by mnie poprowadzić.

Michał

Śpiewać z serca

January 15, 2014 8:17 am

Mieliśmy dziś wyjątkową kolację. Międzynarodową i międzykontynentalną, i konsekrowanych. Brazylia, Burkina Faso, Mozambik, Wybrzeże Kości Słoniowej, Meksyk, Hiszpania i Polska. Języki obowiązujące: hiszpański, francuski (Afryka), angielski i polski. A co! (Na szczęście jedna z sióstr przez kilka lat była w Polsce i świetnie sobie radzi z naszym trudnym, a przecież tak pięknym językiem).

Opowieściom nie było końca. I wyłapywaniem różnic. Np. jak różnie pokazujemy liczbę trzy na palcach. Ameryka – począwszy od małego palca, Afryka – palce środkowe, a Europa – zakończywszy na kciuku. W Burkina Faso nie odliczy się osób typu “jeden, dwa, trzy” A już na pewno nie wskazując palcem, gdyż oznacza to klątwę. Można co najwyżej odliczać mówiąc “nie-jeden”, “nie-dwa”, “nie-trzy”… Albo nie patrząc na “odliczanych”.

Ale najpiękniejsza historia była z pracy jednego z kapłanów z Afryki, w Egipcie, we wspólnocie maronitów. Ksiądz przygotowujący się do sprawowania Mszy św. w języku arabskim miał odśpiewać “Panie zmiłuj się nad nami”. Zaczął pierwsze słowa (święcie przekonany, że trzyma się linii melodycznej) i został gwałtownie powstrzymany: “Stop!!! Nie tak!!! Śpiewaj z serca nie z głowy. Spróbował ponownie. Źle!!! Powtarzaj po mnie… Nie!!! Z serca!!!” Po kolejnej nieudanej próbie wprowadzający go kapłan maronicki poradził mu: “Uklęknij i dopiero jak poczujesz w kolanach ból, zacznij śpiewać. Wtedy będzie z serca”. Uklęknął więc, a w tym czasie jego opiekun tłumaczył mu (bardzo skomplikowaną zresztą) liturgię. Po pewnym czasie tamten poczuł ból i powiedział, że już mu trudnej dłużej klęczeć. Na co usłyszał: “W takim razie możesz zacząć śpiewać”. I po raz pierwszy poczuł, co to znaczy śpiewać z serca. Pamięta to uczucie do dziś. I już wie, czym się różni śpiewanie z serca od tego z głowy.

Mimo przeskakiwania z języka na język i utracie od czasu do czasu wątku rozmowy (to ja) miałem poczucie ogromnej jedności. Jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Jak dobrze być w Domu.

z pamięcią o Was

Padre J.

 

szkoła modlitwy

January 14, 2014 5:00 am

Anna, przyszła matka proroka Samuela, uczy nas dzisiaj modlitwy.

Bo chociaż jej życie wypełnione było troskami, dotknięte bezpłodnością, rywalizacją (konkurencją) z drugą żoną, która nią pogardzała, nie zaniedbała modlitwy. Modlitwy życia, modlitwy mocno powiązanej z życiem.

Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca (…)
“Wylałam tylko duszę moją przed Panem.” (…)
I poszła sobie ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem.
(…) a Pan wspomniał na nią. (1 Sm 1,9-19)

Jakże bliska jest mi taka modlitwa. Często, oprócz swojej rozpaczy, bezradności, zmęczenia nie mam nic więcej do powiedzenia Panu.

Dzięki Annie wiem, że dla Niego i taka modlitwa jest miła i ważna.

Cokolwiek by się działo, oddanie spraw z ufnością w dobre ręce Boga ma ogromne znaczenie. Już samo zawierzenie, samo otwarcie się przed Panem daje ukojenie i pokój.

Dorota

współczujący świadek

January 13, 2014 5:01 am

Widziałem, jak Pan pochylił się nade mną
Z czułością sam całował moje rany
Powiedział tylko Miłość może zbawić*

Ileż to jako rodzice pocałowaliśmy stłuczonych łokci, rozbitych głów, skaleczonych paluszków. I nie można powiedzieć, że “do znudzenia”, bo za każdym razem był to nowy dramat, domagający się (nieraz głośno i rozpaczliwie) czułego świadka. “Współczujący świadek”, jak go nazywa psychologia. Ktoś najbardziej po naszej stronie – choć przecież nie “przeciwko” innym.

Często pokutują w naszych umysłach obrazy Boga, który smaga, rani, “zsyła” cierpienie. Czy można pragnąć przybliżyć się do Kogoś, kto jednocześnie “krzywdzi” i nazywa siebie najczulszym Ojcem, Abba? Nie da się, rodzi się opór. W cierpieniu, którego nie rozumiemy, które sprawia nasza i innych słabość – On jest tym, który rany opatruje, tłumaczy, przygarnia. I ma moc nawet słone łzy zamienić w wino.

Jego dotyk nie boli, nie kaleczy. Oswaja, byśmy mogli zaufać. Oswaja z cierpliwością, nie rezygnuje nigdy. Gdy nie dajemy wiary jednym sposobem, znajduje drugi. Niedościgły w pochylaniu się do naszej kondycji. Żebyśmy w końcu przyjęli Jego miłość, by mógł nas nią karmić kropla po kropli. Byśmy żyli.

M

*”Jak ogień”, 40 Synów i 30 Wnuków Jeżdżących na 70 Oślętach

Niedziela Chrztu Pańskiego

January 12, 2014 7:59 am

“Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy.” (Iz 42, 2-4)

Prawdziwy mocarz. Nie będzie wołał, nie będzie podnosił głosu, nie poleci do kolegów szukać poparcia dla swojej wersji wydarzeń, ani nie zamanifestuje, tak żeby usłyszeli sąsiedzi, “kto tu rządzi”. Nie zniechęci się ani nie załamie, nawet jeśli wszystko się sypie. I mimo braku tych wszystkich “dowodów siły”, wszystko zostanie wykonane. Nie przez przemoc i nie dlatego, że tak musi być, bo ja mam rację, ale “dlatego że Bóg był z Nim” (Dz 10, 38).

Bóg, który jest Stwórcą tego świata i ma nad nim wszelką władzę, z nami postępuje kierując się tylko miłością. Gdybyśmy poszli za tym przykładem, jak bardzo zmieniłby się nasz świat, a szczególnie nasze rodziny. Zapanowałaby w nich miłość, współczucie, szacunek, uprzejmość, dar z siebie (zawsze wolny, twórczy i radosny) i troska o dobro współmałżonki czy współmałżonka.

Dzisiejszy świat bardzo potrzebuje takich silnych mężczyzn. Bardzo, ale to bardzo silnych. Ale nie siłą z siłowni (przynajmniej nie tylko), nie silnych przez dominację, ale przez miłość i to taką, jaką nas Bóg umiłował. A więc nie przez przemoc, a przez delikatność. I pielęgnujących w sobie świadomość, gdzie jest prawdziwe źródło tej mocy: “ponieważ Bóg był z Nim” (Dz 10,38).

Kiedy dziś przeżywamy święto Chrztu Pańskiego, możemy odnowić nasze przyrzeczenia chrzcielne i zaczerpnąć z Jego miłości. By stać się podobnym do Niego.

“Wszechmogący, wieczny Boże… spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego, * zawsze żyły w Twojej miłości.” (z Kolekty)

Z serdeczną modlitwą,

Padre J.