tylko

February 18, 2014 5:00 am

“Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden mieli z sobą w łodzi.” (Mk 8,14)

Jeden chleb dla tysięcy osób to rzeczywiście może być za mało. Nie dziwię się panice uczniów Jezusa o to, że zabraknie im jedzenia dla wszystkich, którzy przyjdą słuchać Jezusa.
Po ponad dwóch tysiącach lat nie dziwię się też Jezusowi, że gani uczniów za to, że nie nie mają więcej wiary, zawłaszcza że już dwa razy dokonał cudu rozmnożenia. Ale…

Ale gdy patrzę na siebie i swoje możliwości, które po ludzku są bardzo ograniczone, to ciągle mi czegoś brakuje. Ciągle mam duże wątpliwości, co do tego, że z kłopotami i trudnościami sobie poradzę, bo mam tylko dwie ręce, jestem tylko zwykłą żoną i mamą, w pracy mam tylko mnóstwo obowiązków i odpowiedzialność. Mam tylko zwykłe talenty – przeciętny głos, niezbyt pewną rękę do rysunków, tylko przeciętne umiejętności kulinarne itd.

Ale z tego tylko może wyniknąć wiele dobrego! To tylko może stać się narzędziem do wielkich rzeczy, których nie ja przecież dokonam, ale Jezus!

Przez uczciwą pracę, przez oddanie swojemu powołaniu, przez swoje zaangażowanie.
Najważniejsze, aby racjonalizowanie nie zagłuszyło wiary, że tylko jeden chleb może zmienić wszystko!

Dorota

pełna radość

February 17, 2014 5:00 am

“Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość.” (Jk 1, 2-3)

Jakby trudności miały powodować w nas tę zdrową adrenalinę, gdy w bloku startowym czekamy na wystrzał do biegu. Cóż za szaleństwo: “różnie doświadczenia”, które “spadają” – w towarzystwie radości i to w dodatku “pełnej”.

Doświadczenia spadające w ostatnim czasie pozwalają mi znaleźć dwa powody do radości. Pierwszy kojarzy się z ziarenkiem piasku w muszli perłopława – uwiera, przeszkadza i dlatego zostaje pokryte masą perłową. Z dyskomfortu powstaje klejnot. Usłyszałam ostatnio, że “frustracja rodzi rozwój”. Utrata komfortu w jakiejś dziedzinie może sprawić, że w końcu obudzi się w nas zdrowy instynkt życia, że uczynimy krok ku zmianie.

Drugi powód: trudności kierują nas w ramiona Ojca. Już nie musimy mieć wszystkiego pod kontrolą. Gdy tracimy panowanie nad rzeczywistością, możemy dać Mu do niej prawo. Dostajemy ją wtedy z powrotem przemienioną.

Zatem – radosnego poniedziałku! Może być tylko lepiej. 😉

torebka

February 16, 2014 5:00 am

“Ładna torebka”, podaję koleżance notatkę na skrawku papieru w czasie wywiadówki w szkole córki, miesiąc temu. Siedzimy w pierwszej ławce, dorysowuję strzałkę, by było widać, że chodzi mi o piękną torebkę z filcu pani wychowawczyni. “Koło mnie jest sklep z takimi, w łowickie wzory. Mam dać znać Andrzejowi?” – dostaję listowną odpowiedź. Uśmiecham się. Nie będziemy mu zawracać głowy.

Ale przecież marzę. Tym bardziej marzę, że tak bardzo już odwykłam od sprawiania sobie drobnych radości. Oczyma wyobraźni nieraz tę torebkę widzę, jako nagłą jakąś odmianę od zimowego zmęczenia, od cierpienia, od nieruchomości spraw.

W środę dostaję prezent. Torebkę filcową z wzorem. Od Kobiet, które nie powinny mieć pojęcia zielonego o torebkach damskich. Bo są Siostrami zakonnymi*. Nikt nie znał sekretu korespondencji z wywiadówki. Nikt poza koleżanką i Nim, który jest blisko mnie, a Siostry – blisko Niego.

Oczy mi się pocą. Takie głupstwo. Torebka. Na którą bym sobie nie pozwoliła, bo. Czy potrzebuję więcej dowodów miłości, rozmyślam. Znaczy że wie też o marzeniach, które znacznie większe. Powierz Mu swoją drogę i zaufaj, On sam będzie działał. (Ps 37, 5-6).

M

*prowadzą Fundację, gdzie mam zajęcia dla Mam. 🙂

ułomek

February 15, 2014 5:00 am

“Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów.”(Mk 8,8)

Skoro najedli się do sytości tym, co Pan pobłogosławił, to musiało być to dobre. A jeszcze zostało!

Zawsze przy tym fragmencie Ewangelii wracają do mnie słowa bł. Brata Alberta, że:

“Powinno się być dobrym jak chleb, powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny..”

I bardzo bym chciała, abym każdego dnia umiała dać kawałek siebie drugiemu. Choćby jeden mały ułomek. Najpierw Mężowi, dzieciom, współpracownikom, koleżankom, znajomym, aby poczuli się dobrze, poczuli się nasyceni dobrocią.  A cicho marzę też o tym, aby na koniec dnia okazało się, że zostało jeszcze trochę tych ułomków, które można pozbierać do kosza i będą na zaś 🙂

Dorota

be my Valentine

February 14, 2014 5:00 am

Przemykam obok stoisk z kartkami w serduszka, wielkich lizaków, czerwonych gadżetów. Myślę, ileż to czerwonych róż, biletów do kina i (krzyczących na nasze dzieci z wystaw) kompletów bielizny z motywem dnia zostanie zakupionych dzisiaj. W sumie to już jakiś kult stanu zakochania. Motyli w brzuchu, iskrzenia, odurzenia. W potocznej formule świętowania trzeba to rozgłaszać i rychło konsumować, bo za rok czy dwa może być to już inny model. Taki, który dostarczy znowu porcji adrenaliny.

Niech Czytelnik wybaczy dystans, ale jestem za kultem miłości dnia powszedniego. Co za szczęście, że Bóg nie potrzebuje Walentynek, by pokazywać, jak bardzo jest zakochany – w Tobie, we mnie. Codziennie rano w porcji Słowa wysyła najpiękniejszą kartkę, zapewniającą o miłości. Co za radość widzieć troskę w oczach Męża, tę codzienną, gdy wraca spracowany do domu i mówi: “Przepraszam, że tak późno”. Albo gdy ja wracam ze sklepu i w progu już słyszę: “Wyprałem niebieskie”.

I nawet w wyjaśnianiu sytuacji konfliktowych, gdy zawaliliśmy, gdy puściły nerwy – jest jakieś niewypowiedziane piękno odkrywania wnętrza drugiego, jego kruchości, potrzeb, marzeń. Kiedy zakochanie staje się miłością.

M

miłość i odpowiedzialność

February 13, 2014 5:00 am

Odpowiedzialność za własne uczucia. Jakie to trudne. Bo tak łatwo jest powiedzieć: „Przez ciebie jestem wściekła.  Zdenerwowałeś mnie. Rozczarowałaś mnie. Sprawiłeś mi ból”.  Jednak obwinianie nigdy nie idzie w parze z miłością. Z miłością idzie w parze odpowiedzialność. Przede wszystkim za siebie, własne wybory, uczucia, myśli. Bo moje uczucia „nie biorą się” z tego, jak zachowuje się drugi człowiek.

„Zamiast obwiniać innych, bierzemy odpowiedzialność za nasze uczucia, uznając, że ich źródłem są nasze własne potrzeby, pragnienia, oczekiwania, wyznawane przez nas wartości czy nasze myśli.” (M. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca,  Warszawa 2012, s. 65)

Odkryłam, że jeśli borę na siebie odpowiedzialność za własne uczucia, to przeżywam mniej złości* (na samą siebie jakoś trudniej :-)). Im mniej obwiniam innych, tym łatwiej jest mi zachować spokój. Gdy obwiniam, mijam się bardzo z łagodnością. A bez niej tak trudno o prawdziwy pokój serca i radość w relacjach.

Basia

* Pomoc dotyczącą radzenia sobie ze złością znalazłam w książce „Kiedy twoja złość krzywdzi dziecko. Poradnik dla rodziców.”

Spotkania z Polonią

February 12, 2014 9:32 pm

są praktycznie wszędzie. Bo i “nasi” są wszędzie. Czy to we Francji, czy w Belgii, czy w USA i w Meksyku, czy teraz spotkani w Nowej Zelandii. Czasem potrafią zaskoczyć wiedzą o tym, co się dzieje w Ojczyźnie, bo elektroniczne media pozwalają być na bieżąco z sytuacją w kraju.

Tu spotykam się z tęsknotą za posługą księży. Polskich kapłanów jest tylko dwóch. Jeden w Auckland i drugi w Wellington (to miasta na wyspie północnej). A Polacy, w mniejszych czy większych grupach, są przecież jeszcze i gdzie indziej, jak na przykład w Christchurch. Do nich duszpasterze docierają bardzo rzadko. Gdy się więc pojawia nowy kapłan z Polski, to jest “zagospodarowany” całkowicie. Dla wielu jest to wreszcie okazja do spowiedzi po polsku, do porozmawiania o swoich trudnościach i duchowych potrzebach, nawet do zwykłego nacieszenia się osobą. Już nie mówiąc o możliwości pomodlenia się w czasie Mszy św. “jak Pan Bóg przykazał”. Choć do rekolekcji jeszcze jeden dzień (zaczynamy w czwartek), już teraz jest dość rekolekcyjnie.

Polecając się bardzo Waszej pamięci i modlitwie

Fr. Jay

radosne dziecko

February 11, 2014 9:35 am

Długi przedpokój w naszym domu służy nam za boisko. Na jednym końcu drzwi wejściowe jako bramka, na drugim – wejście do drugiego pokoju.

Tym razem mecz rozgrywa nasza córka przeciwko … mnie.

Reguły ustala głównie ona, i nie chodzi o gole, ale o to, aby się kiwać. Wiec się kiwamy (nie sądzę, żeby jakiś trener był zainteresowany włączeniem którejś z nas do kadry), lecz chyba więcej jest z tego śmiechu niż gry 😉 Punkty liczone są w dwojaki sposób: za skuteczne wykiwanie i za gole. Przyznam szczerze, ze trochę się w tym gubię, ale przyjmuję reguły. Bawimy się, śmiejąc się do rozpuku.

A w uszach dźwięczą mi słowa x. Rafała z ostatniej konferencji na Dniu Skupienia, aby nie zabić w sobie dziecka, aby nie dokonać duchowej aborcji. Aby pamiętać, że dzieci dobrze się czują w towarzystwie dzieci, i że gdy będziemy tylko rodzicami dla własnych dzieci, to może zdarzyć się tak, ze dzieci od nas uciekną. A przecież nawet Jezus pozwala sobie być dzieckiem, wiec dlaczego ja mam nim nie być?

Jak dobrze, ze usłyszałam te słowa i że ten mecz rozegrałam, bo nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jakie radosne dziecko jest we mnie!

możliwy scenariusz

February 10, 2014 1:56 pm

“Jak wielki będzie smutek Boga, gdy kiedyś powie nam, że naprawdę bardzo pragnął, byśmy byli szczęśliwi, a my uwierzyliśmy w coś innego” (ks. Rafał Chruśliński, Instytut Świętej Rodziny, konferencja w czasie spotkania rodzin we Wrocławiu).

Sędzia, dozorca, obserwator, porzucający, odbierający, pilnujący, powściągliwy, niezadowolony, odległy. Na Pana Boga łatwo wyprojektować wszystko, co w ciągu życia poskładało się na negatywne wyobrażenie o Nim. A przecież On próbuje, przecież walczy, przecież ma nadzieję z którejś strony dotrzeć. Od momentu, gdy czyni kolejny dzień, w razie gdyby poprzedniemu coś się stało: gdyby się zgubił, zepsuł, zmarnował.

Ojciec, Przyjaciel, Przewodnik, Brat. Może ma tak wiele imion dlatego właśnie, by choć przez któreś z nich, najbardziej możliwe do przyjęcia, znaleźć wyłom w naszym lęku, niewierze, zamknięciu. Zbawiciel uzdrawiający nasze ciemności. Obrońca – nie tylko z urzędu – by nas bronić przed oskarżeniem. Dawca; bliski, wierny, współczujący, dzielący każdą radość. Kibic każdego wysiłku w stronę dobra.

Tobie i mnie życie dał właśnie po to, byśmy poznali jego prawdziwy blask.

M

P.S. A we Wrocławiu już wiosna.

światło

February 9, 2014 5:00 am

Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi. (Mk 5, 15)

A przecież nie chodzi o jakieś “świecenie przykładem”, o nachalną dydaktykę, o zbiór nawet może jakiś socjotechnik, o wydanie się innym, lepszym, niż się jest.

Jakiekolwiek światło mogłoby się z nas wydobywać, może pochodzić jedynie z wnętrza, do którego wpuszczamy Jego światło. Będzie świecić wtedy, gdy sami Jemu pozwolimy się zagarnąć, przemieniać, kochać; zawsze i nieskończenie jako biorcy, bo w słabości jest jeszcze bliżej nas, by nas dźwigać. I prowadzić za rękę po wodzie codziennych wyborów.

Niech to konieczne do życia światło wypełni nasze domy – potem samo udzieli się dalej.

natural-scenery-morning-sunbeams-beautiful-hq-for-pc-205801

M