Godność i piękno

March 21, 2014 9:25 am

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus przypomina arcykapłanom i starszym ludu: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach”. (Mt 21, 42)

Jak często to my sami jesteśmy tymi, co odrzucają kamień, który miał szansę zostać kamieniem węgielnym. Wszelkiego rodzaju myślenie: “to nie dla mnie”, “nie nadaję się do tego”, “nie ma co nawet próbować”, czy też bardziej subtelne: “to nic takiego”, “drobiazg”, “jakoś samo tak wyszło”…

Tak trudno dostrzec w sobie, że się jest Jego ukochanym dzieckiem. Może nie umieli mi tego powiedzieć moi rodzice, bo ich rodzice nie umieli tego powiedzieć swoim dzieciom, bo ich rodzice….?

Dziś się zaczyna Program 1 dla pracowników Instytutu Papieża Pawła VI w Omaha. Nie tylko dla nich, ale i u nich, w Instytucie. To odpowiedź na pomysł, żeby w jakiś sposób połączyć oba programy i naszą służbę cywilizacji miłości i życia: ten pomagający parom zmagającym się z niepłodnością (Model Creightona i NaProTechnologię) z naszym Programem, pomagającym parom rozpoznać swoją godność, piękno i bogactwo swojego małżeńskiego powołania. Tym razem weźmie udział 6 par. A ponieważ bez pomocy pary trenerskiej – wracam też do roli “trenera”.

A Was kochani proszę o serdeczną pamięć o uczestnikach

z pozdrowieniami dla Was wszystkich

Fr. Jay

 

drzewo

March 20, 2014 5:00 am

„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją! Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi. Nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście. Także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców”. (Jr 17, 7-8)

Każdy z nas może być takim drzewem, które „swe korzenie puszcza ku strumieniowi” (bo chrzest św. zakorzenił nas w Chrystusie), które „utrzymuje zielone liście”, które się nie obawia o swój los, choć doznaje trudnych warunków (upał, posucha, wichry, burze – trudności w domu/pracy, kłopoty ze zdrowiem, utrata kogoś/czegoś, trudny członek rodziny….). Drzewem, które jest mocne, „nieprzesuwne”, odporne w doświadczeniach, bo jego korzenie mają stały dopływ do wody (eucharystia, Słowo Boże, modlitwa….) i dlatego nie przestaje wydawać owoców. Bo ufa.

„Łaski z mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest – ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. (z Dzienniczka s. Faustyny, 1578)

Basia

 

Z wizytą na imieninach

March 19, 2014 9:42 am

Jeszcze nie jest nam dane wybrać się do św. Józefa na imieniny. Póki co. Ale jak Boże Miłosierdzie tego dokona, że już się w Niebie znajdziemy, to ja na pewno będę czekać na ten moment.

Chodzi w końcu o imieniny Opiekuna Kościoła świętego. A Kościół przecież jest nie tylko walczący (ziemia) czy pokutujący (czyściec), jest też chwalebny (Niebo). Jak dla mnie motyw wystarczający, żeby CAŁY Kościół dziś uroczyście świętował, ze szczególnym akcentem na uroczystości w Niebie.

Obecność potwierdził Bóg Ojciec i Duch Święty. Od początku poznali się na Nim. Archanioł Gabriel towarzyszy Matce Bożej, która dogląda wszystkich szczegółów. Wśród zgłoszonych gości jest też św. Teresa z Avila, ona była jedną z pierwszych, która głosiła wielką cześć św. Józefa (trochę o tym w dzisiejszej homilii). Czy też święci z kilkunastu krajów, które obrały sobie św. Józefa jako patrona (między innymi Meksyk, ale i Chiny!)…

Dalej już moja wyobraźnia nie sięga (choć prywatnie pozwalam jej rozwinąć skrzydła i powędrować osobiście na to spotkanie). 🙂

Nawet jeśli dla większości z nas będzie miał dzisiejszy dzień wiele wspólnego z każdą inną środą (przynajmniej pod kątem rozmaitych zajęć), to przecież nic nie ma prawa nam odebrać radości z tego, że Święty Józef nie tylko się opiekuje Matką Boża i Panem Jezusem, ale także mną.

Szczęśliwy ten, kto Go sobie obrał za Patrona.

Z serdeczną modlitwą

(za noszących Jego imię tym szczególniej)

ks. Jarosław

pokłóć się ze Mną

March 18, 2014 5:00 am

“Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! – mówi Pan.

Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.” (Iz 1, 18)

Nie mówi: “potrzeba Ci więcej dyplomacji.” Mówi: “Pokłóć się ze Mną. Wygarnij Mi. Bądź ze mną szczera, szczery – jak z Kimś, kto się dla Ciebie liczy. Z kim nie wystarczy, że będziesz na uprzejme chłodem ‘dzień dobry’ w windzie”.

Więc mówię. “Popatrz. Że kochasz X, Y i Z – to widać na kilometr. A gdzie ja mam szukać dowodów Twojej miłości? A jeszcze bardziej – jej powodów? Kiedy mogłam Ci się podobać, robiąc to czy tamto, z sercem zajętym głównie sobą? Co Ci po takiej Mrs Trouble, co wszystko leci jej z rąk?”

A On – czeka, słucha, aż po ostatnią pretensję urwaną w szloch, potem ogarnia ramionami – i żywe czerwienią rany zamienia w najczystszą biel. Widząc w nas to wszystko, i przywracając w nas na nowo, to, czego nie widzimy, ani nie możemy przywrócić sobie sami. Bo nam wypadło z rąk.

M

Spotkania z Nim

March 17, 2014 8:53 am

Choć to nie jest czas mojej pustelni (tej w ścisłym tego słowa znaczeniu), to jednak ostatnio mój tryb życia trochę bardziej przypomina ten czas. I dobrze, że po okresie wielkiej aktywności – teraz jest okres spokoju. Przekłada się to przede wszystkim na możliwość odwiedzania codziennie kaplicy z wystawionym Najświętszym Sakramentem (pisałem o niej całkiem niedawno). Zwykle zajmuję miejsce najbliżej Pana Jezusa, żeby móc patrzeć tylko na Niego. I zwykle mam trochę więcej czasu niż mniej.

Kocham ten czas, choć każdy, kto odwiedza Pana Jezusa w ten sposób wie, że nie jest to łatwy czas. Jak łatwo mi przychodzi spędzić ten czas “produktywnie”: zmówić różaniec, odmówić Liturgię Godzin, przygotować homilię (ale ta pokusa na szczęście 🙂 Was omija), zabrać jakieś ciekawe rozważanie (tego nie robię)… Liczne podpórki, które mają mi ułatwić… Co dokładnie? Modlitwę czy czas na nią przeznaczony?

Różaniec i modlitwy zmówione, homilia przygotowana. Nawet już wszystkie intencje omówiłem sobie z Panem Bogiem. Zostaję sam na sam. Bez podpórek. I ten czas, tak trudny, tak ogołocony, oddaję Mu bez reszty. Czas tylko dla Niego. Na zawsze. Oddany. Bez reszty. I bez zegarka, bo ktoś ma po mnie przyjechać, żeby mnie zebrać do domu. I wtedy ten czas przestaje nade mną panować, odpadają wszystkie “nie wyrabiam się w czasie”, “czas mnie goni”, “na nic nie mam czasu”, “napiszę szerzej, jak znajdę wolną chwilę czasu”… Nawet jeśli to się zdarza choćby tylko tu. Ale już wiem, gdzie go szukać, jak znowu mi czasu zabraknie. Jest tam, przed Najświętszym Sakramentem. Pamiętam dobrze, bo sporo go tam zostawiłem. A u Jego stóp jest mu dobrze. Już nie mówiąc o tym, że On go potrafi pomnożyć (każdy, kto… 100 razy tyle otrzyma na tej ziemi, a…).

Z pamięcią w takich miejscach o Was szczególnie

ks. Jarosław

widoki

March 16, 2014 8:15 am

“Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło” (Mt 17,1-2)

Bardzo bym chciała, aby Jezus  zabrał mnie na taką górę wysoką.

Bardzo bym chciała, aby podczas tej wędrówką zweryfikowana została przez Niego zawartość mojego bagażu, który będę niosła. Aby pozbywać się po drodze niepotrzebnych myśli, uprzedzeń, niepokoi, grzechów, przyzwyczajeń, rutyny. Wszystkiego, co mogłoby ciążyć, uwierać i opóźniać. Chciałabym, aby już w drodze następowało moje przemienienie. Tym bardziej, że przecież nie kto inny, a sam Jezus byłby moim przewodnikiem.

A na koniec, chciałabym, aby po tym wysiłku, dane mi było zachwycić się Jego obecnością przy mnie, wielkością i majestatem oraz pięknymi widokami z góry na moje życie.

Dorota

więcej niż transakcje

March 15, 2014 5:00 am

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? (Mt 5, 46)

Czasem czegoś po prostu nie dostajemy. Ani w zamian, ani mimo że poprosiliśmy, ani mimo że potrzebujemy. Doświadczamy bycia “niekochanym”. Zapomnianym, może zlekceważonym, może zignorowanym, może napadniętym niesłusznie.

Dojrzałość wychodzi poza te transakcje, poza niespełnione oczekiwania. Nigdy przecież nie bylibyśmy w stanie kochać nawet naszych dzieci, gdybyśmy czekali na ich posłuszeństwo, wdzięczność czy słodycz w każdej sytuacji. I tak kocha nas Bóg: dla nas samych, nie za to, co potrafimy Mu dać. Razem z naszą słabością. Zna dobrze źródła naszych ograniczeń. Jest gotów nas podnosić, wspierać, bronić – nawet przed nami samymi.

W miłości tych, co nas “nie miłują”, tkwi moc uzdrowienia i pokoju. Gdy zdołam wytłumaczyć drugą osobę i spojrzeć na jej sytuację obiektywnie (zmęczenie? kłopoty? jakiś ciężar?), dostaję w prezencie wolność. To niekoniecznie coś we mnie sprawiło taką czy inną reakcję. Nie muszę żywić poczucia krzywdy. Mogę współczuć. Mogę przyjść z pomocą. Bo często też nie potrafię zareagować czy zachować się lepiej.

A On – tę gdzieś pozostałą kruchą i cierpiącą cząstkę mnie i tak zawsze weźmie w swoje ramiona. Niedościgły w empatii przez to, co przeszedł sam.

M

Nowenna do św. Józefa

March 14, 2014 5:00 am

Zbliża się powoli Jego święto – 19 marca. Jak dobrze, że w naszych parafiach trwają nowenny, które pozwalają nam każdego roku na nowo uświadomić sobie, jak to dobrze, że On jest.

W naszym Domu modlimy się do Niego codziennie. Trudno się dziwić, skoro to Dom Świętej Rodziny. Przecież to dzięki Niemu ten dom. I ten pierwszy, w Nazarecie i ten nasz, w Łomiankach i w Wisełce.

Nazywamy go “Głową Najświętszej Rodziny” (choć pewnie na ten tytuł nie jeden gender się burzy), bo wiemy, że Jego rola w budowaniu i trwaniu Świętej Rodziny była kluczowa. Jak wielkim był oparciem dla Matki Najświętszej. Uszanował Jej powołanie, choć musiało to być dla Niego trudne, trwał przy Dzieciątku jak najlepszy Ojciec, choć wiedział, że ma reprezentować Najwyższego, oddał swoje życie Ewangelii, choć nie powiedział ani jednego słowa, które by do niej trafiło.

Kochany św. Józef. Ile się ciągle od niego możemy uczyć. My mężczyźni, którym powierzono skarby – kobiety i dzieci.

“Św. Józefie, Głowo Najświętszej Rodziny – opiekuj się nami i Kościołem świętym. Amen.”

ks. Jarosław

dialog

March 13, 2014 5:07 am

„Co robisz?” – mówię patrząc na powiększającą się kałużę wokół szklanki. „Rozlewam” odpowiada zgodnie z prawdą żona. Ja nie mogę zrozumieć , jak nie można potrafić nalać czegoś nie rozlewając. Ona nie może zrozumieć, że nie można zrozumieć, że każdy potrafi coś innego. Ja na ten przykład potrafię nie rozlewać. Żona odwrotnie, potrafi rozlewać.

Ach, jak  by się chciało, by świat funkcjonował według moich zasad, myślał podobnie jak ja, reagował podobnie, nauczył się umiejętności, które ja posiadam 🙂 . I tak prowadzę rozbudowany dialog wewnętrzny, czy też mówiąc prosto dumam sobie, zamiast po prostu … wziąć ścierkę i powycierać.

Michał

Powrót do biegania

March 12, 2014 5:00 am

Po miesięcznej przerwie wróciłem dziś do biegania. Na szczęście słońce sobie przypomniało o Omaha i zagospodarowało całe niebo. Trudno byłoby pozostać niewdzięcznym i nie wyjść na powietrze. A skoro już można wyjść, to najlepiej dorównując słońcu entuzjazmem. Go big or go home*, mówią tutaj. Bieganie jest dla mnie bardziej “big” niż zwykły spacer, więc nie było wyjścia. No i minął już miesiąc od ostatniej biegowej aktywności. Sprowokowanych pogodą okazało się być więcej. Także takich, dla których wyzwaniem jest już sam spacer. Byli biegacze, spacerowicze, rowerzyści, psy z właścicielami i cała rodzina dzikich gęsi i kaczek, które nie tylko spacerowały po zamarzniętym jeziorku, ale też i wyszły na nasze tereny biegowe. Miejscami było gęsto od towarzystwa. A najfajniejsze w tym wszystkim było to, że kogo byś nie mijał, otrzymujesz uśmiech jako pozdrowienie. I to porozumiewawcze spojrzenie biegaczy: “to jest to, keep running”.

Jak dobrze było dziś ruszyć się z domu. Dookoła wszystko jeszcze zimowe, ale słońce już bierze teren w swoje posiadanie. A serdeczny uśmiech mijanych nieznajomych przypomina, że On stworzył ten świat z miłości do nas i ciągle chce nam o tym mówić.

z już cieplejszej Nebraski

Fr. Jay

* Albo robisz coś porządnie, albo nie rób wcale