wypełnione w pełni

March 11, 2014 9:46 am

Tę modlitwę znam odkąd pamiętam. Pewnie wiele razy ją też recytowałam bez głębszej analizy. Mam jednak nadzieję, że te “niedociągnięcia” rozumu wypełnione mogą być tym, że serce ją po prostu przyjmuje i że z serca wypływa. Modlitwa ta jest ciągle aktualna a każdy jej fragment, a nawet słowo, w różnym czasie i wśród różnych zdarzeń, może mieć inny wymiar i znaczenie.

Wypowiadając dziś słowa “święć się imię Twoje!” pragnę, aby moje życie oddało Bogu należny Mu szacunek. Pragnę swojego nawrócenia, oczyszczenia, sprawdzenia, czy w każdej sferze mojego życia On jest na pierwszym miejscu. Pragnę, aby wszystko, co robię, było pełnym zaufania uwielbieniem Boga:
“Chcę Cię wysławiać na wieki… i polegać na Twoim imieniu, bo jest dobre…” (Ps 53, 8)

Ta modlitwa, z pozoru bardzo prosta, jest piękna, choć momentami może być trudna.

Ale nauczył nas jej nasz Brat – Jezus. I ciągle zachęca, aby podążając w życiu z Nim, razem z Nim się modlić. Jego życie było przecież wypełnione tą modlitwą. W każdym calu.

Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! (Mt 6,9-13)

Dorota

wielki(e) post(anowienia)

March 10, 2014 5:00 am

“Proszę Was, nie róbcie żadnych postanowień na Wielki Post. Bo albo będziecie od początku sfrustrowani, gdy Wam nie będzie wychodzić, albo dumni z siebie, gdy się będzie udawać. Ale w obu przypadkach bohaterem Postu będę ‘ja sam’. I nie otworzę się na to, co przygotował dla mnie Bóg. A to On jest pierwszym, który wkłada na siebie wór i kładzie się w popiele, żeby w końcu do nas dotrzeć ze swoją miłością.”

Jakże radykalnie. To z homilii ks. Rafała Chruślińskiego, współbrata Kapitana Przystani, w czasie Mszy św. na spotkaniu naszej wspólnoty w ramach Ogniska Świętej Rodziny.

Moje serce podąża bardzo za tym słowem. Nic tak mocno nie zmienia, jak przyjęta miłość. Odkryta tożsamość poszukiwanego dziecka, bezgranicznie kochanego, zrozumianego, wspartego i podnoszonego ze słabości gestem Ojca, Brata, Przyjaciela – uwalnia w nas pokłady miłosierdzia, czułości, dobroci, do których jakoś próbujemy rozmaitymi postanowieniami dotrzeć. “Nie będę krzyczeć, nie będę robić przytyków, nie będę mieć pretensji…” Z naciskiem na “nie”, zwiastującym od razu fiasko założeń.

Pozwolić Mu się do nas zbliżyć. Choć w praktyce nie będzie to wcale bezwład, bo by pozwolić, trzeba się z Nim bardziej serio spotkać. Znaleźć czas, by zadać pytania. Dać się odkryć. Dać się uleczyć. Dać Mu pole do działania, bo sam zbyt delikatny, by je sobie brać, gdy nie chcemy. Bo szanuje naszą wolność. Przyjąć innych z ich słabością, poznawszy własną. Przekazać dalej dotyk Jego miłości. A kto wie, co jeszcze.

“A jeśli już musicie, niech to będą postanowienia pozytywne…”

M

Przez dziurkę od klucza

March 9, 2014 5:00 am

Kiedyś, jako dziecko, sprawdzałem czy ktoś jest w pokoju przez dziurkę od klucza.

Czasem, gdy patrzę na tabernakulum, myślę sobie o tym, co Pan Jezus widzi przez dziurkę od klucza.

Jakiś podgląd na to miałem, gdy modliłem się w kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu w Omaha. Osobna kaplica, z osobnym wejściem, gdzie przez 24 h na dobę można przyjść spotkać się z Panem Jezusem. Kaplica jest oczywiście częścią kościoła, a tabernakulum, które jest w kościele, po naszej stronie jest monstrancją. Ściana ze szkła, przez którą trudno coś zobaczyć, daje jednak pewien wgląd w akcję po drugiej stronie, zwłaszcza gdy ktoś przechodzi blisko tabernakulum. I wtedy mogłem zobaczyć to, co widzi Pan Jezus: szybkie przyklęknięcie, skłon głowy, głęboki skłon, niedbałe przyklęknięcie, itp. Pozwoliło mi to na przyjrzenie się na nowo swoim gestom, jakie towarzyszą mi przy wejściu do kościoła.

Św. Hieronim pisał, że od rannego wstawania zależy łaska rozmyślania, a od łaski rozmyślania – łaska powołania. Może jest podobnie z modlitwą w kościele. Im bardziej Go zauważam przy wejściu, tym bardziej wchodzę w misterium Jego obecności wewnątrz.

IMG_1414

 

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

geniusz kobiety

March 8, 2014 5:00 am

Podczas nauk stanowych dla kobiet (w ramach rekolekcji w naszej parafii) Ksiądz rekolekcjonista przypomniał piękny List Apostolski Mulieris Dignitatem Ojca Świętego Jana Pawła II o godności i powołaniu kobiety.

A to jak znalazł temat z okazji przypadającego dziś Dnia Kobiet 🙂

Niezależnie od tego, czy obchodzimy ten dzień szczególnie, czy wręcz przeciwnie – nikt wokoło nie przywiązuje do niego wagi, czy zaznaczony jest czerwonym goździkiem albo pięknym bukietem i bombonierką, warto zastanowić się, kim jest kobieta, jaka jest jej rola, co jest jej szczególnym darem, talentem.

We wspomnianym liście Jan Paweł II, w imieniu Kościoła, dziękuje za wszystkie kobiety:

“Kościół dziękuje więc za wszystkie kobiety i za każdą z osobna: za matki, siostry, żony; za kobiety poświęcone Bogu w dziewictwie, za te, które oddają się posłudze tylu ludziom czekającym na bezinteresowną miłość drugich; za te, które czuwają nad człowiekiem w rodzinie będącej podstawowym znakiem ludzkiej wspólnoty; za kobiety wykonujące pracę zawodową, za te, na których ciąży nierzadko wielka odpowiedzialność społeczna, za kobiety „dzielne” i za kobiety „słabe” — za wszystkie: tak jak zostały pomyślane przez Boga w całym pięknie i bogactwie ich kobiecości; tak jak zostały objęte przez Jego odwieczną miłość; tak jak — razem z mężczyzną — są pielgrzymami na tej ziemi, która jest doczesną „ojczyzną” ludzi, a niejednokrotnie staje się „łez padołem”; tak jak razem z mężczyzną podejmują wspólną odpowiedzialność za losy ludzkości, według wymagań dnia powszedniego i tych ostatecznych przeznaczeń, które ludzka rodzina znajduje w Bogu samym, w łonie niewypowiedzianej Trójcy.”

Dziękuje też za “za wszystkie przejawy kobiecego „geniuszu”” – bezinteresownej miłości. Dzięki niemu jesteśmy naturalnie wyposażone w narzędzia, aby “budować cywilizację miłości”.

Dorota

Cały list dostępny jest TU

(wielki) post

March 7, 2014 5:00 am

“Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał” (Iz 58, 3)

Jakże dosadnie Księga Izajasza wyśmiewa dziś pewien styl umartwiania się. “Zwieszanie głowy jak sitowie i użycie woru z popiołem za posłanie” (Iz 58, 5b). “Pościcie wśród waśni i sporów” (58, 4).

Przypomina mi się św. Teresa z Lisieux, młodziutka karmelitanka. Nie wiem, czy istnieje zakon, który w bardziej precyzyjny sposób określałby regułą rozmaite umartwienia. Zamiast krzeseł – stołki bez oparcia, chodzenie po schodach – bez użycia poręczy, posiłki – głównie postne w ilości lub jakości, milczenie, zakaz kładzenia się w dzień czy nawet siadania na łóżko. To tylko kilka przykładów, a przecież oprócz listy “zwyczajnych” – jeszcze dodatkowe umartwienia, o które można prosić przełożonych.

W środowisku niemal prześcigania się w praktykach pokutnych – Teresa odkrywa, że jedynie miłość cokolwiek znaczy i że najmilszym Bogu umartwieniem jest pogodne przyjmowanie tego, co niesie codzienność. Plus “przełamywanie własnej woli”, polegające na przykład na “powstrzymywaniu się od ciętych odpowiedzi, na spełnianiu drobnych usług bez przywiązywania do nich wagi”.*

Dzisiejsza rewizja pojęcia postu u Izajasza przenosi punkt ciężkości z siebie samego na drugiego: nie chodzi o to, bym jak najwięcej stracił, ale o to, by ktoś drugi poczuł się naprawdę kochany.

M

*Dzieje duszy rozdz. VI

pokojowo

March 6, 2014 5:00 am

Nie może poznać sługa Boży, ile ma cierpliwości i pokory, dopóki się wszystko dzieje po jego myśli. Gdy zaś przyjdzie czas, kiedy ci, którzy powinni postępować według jego woli, zaczną mu się sprzeciwiać, ile wtedy okaże cierpliwości i pokory, tyle jej ma, nie więcej.” (św. Franciszek)

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (Łk 9, 23)

„Niech się zaprze samego siebie” – dla mnie jest to stałe wezwanie do zachowania łagodności i cierpliwości (czyli naśladowania Jezusa), szczególnie wtedy, gdy w relacjach zaczyna być bardzo trudno. Nie udaje się zachować łagodności bez mocnego przekonania, że – co by się nie działo – utrzymanie równowagi jest opcją stale dostępną dla mnie, że to zarządzanie własnymi emocjami i własnym działaniem pozwala na zachowanie spokoju.  Nie możemy mieć pełnej władzy nad zachowaniem naszych dzieci na przykład (nie mówiąc o ich emocjach 🙂 ), ale zawsze możemy dokonywać konstruktywnych wyborów nawet w chwilach najtrudniejszych.

„Pozostawanie w wystarczającym spokoju, aby znaleźć konstruktywną odpowiedź na wszystkie dziecięce zachowania i burzliwe emocje kryjące się za nimi, sprawia, że my również rośniemy jako rodzice. Jest to wręcz warunek naszego wzrostu. (…) Spokojna obecność rodzica ma o wiele bardziej potężny wpływ na dziecko niż rodzicielskie krzyki przy każdej nadarzającej się okazji. Twoja własna emocjonalna regulacja  – umiejętność pozostawania w spokoju – pozwoli ci traktować  ludzi w twoim życiu (włączając w to małych ludzi) spokojnie, z szacunkiem i odpowiedzialnie. To dar nie tylko dla dzieci, ale i dla samych siebie. ” (Dr. Laura Markham)

„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.” (Mt 5, 9)

Basia

Środa Popielcowa

March 5, 2014 5:00 am

Czas rozpoczęcia Wielkiego Postu.

“Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, “z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – uświęcone tradycją słowa towarzyszące obrzędowi pozwalają nam na nowo zorientować swoje życie. Pierwsze wskazują czym się mamy w życiu kierować; drugie, choć brzmiące bardzo surowo, pozwalają zachować wolność od przywiązania do tego, co tylko przejściowe.

Czas wyjątkowy, wartościowy sam w sobie, nie tylko jako przygotowanie do świętowania Zmartwychwstania.

Czas wielkopostnych umartwień, postanowień, korekt, pierwszeństwa człowieka wewnętrznego, duchowego. Zawsze okazja do powrotu do swojej najważniejszej tożsamości – tej otrzymanej od Niego jako droga mojego powołania. Dlatego też najlepsze postanowienia czy umartwienia – to takie, które pozwalają mi bardziej być tym, kim w Jego oczach jestem: kapłanem, mężem, żoną, bratem/siostrą, tatą czy mamą…

Tu, w USA, obrzędy Środy Popielcowej mają znak także bardzo widoczny, bo nie tyle głowy posypane popiołem, ile znak krzyża uczyniony popiołem na czole, który utrzymuje się przez jakiś czas. Na tyle długo, że można na ulicy rozpoznać, kto był na nabożeństwie. Znak wyraźny zatem, rozpoznawalny przez innych: on zaczął Wielki Post. U nas bardziej dyskretny, ale równie zobowiązujący.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

 

warto opowiadać

March 4, 2014 5:00 am

“Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.” (J 15, 15)

Znamy pewnie relacje, w których traktowani jesteśmy jak “sługi”. Pewne zależności zawodowe, a może i (oby nie) domowe czy “przyjacielskie”, w których wykonujemy pracę wycinkową, bez szerokiego obrazu całości. Pewnie i sami potrafimy wydawać polecenia dzieciom (mężowi? żonie?), których jedynym uzasadnieniem jest “bo tak”. “Bo tak” nie porusza w drugim żadnej struny, nie buduje motywacji, nie szanuje jego rozumu i wolnej woli. Nie pokazuje żadnego dobra wspólnego, Twojego i mojego, ale sprawia wrażenie, że liczy się cel tylko jednej strony, do którego drugi ma być środkiem.

A Jezus mówi, że opowiedział nam wszystko. Że nic nie utajnił, nie ma żadnego drugiego dna, żadnych pułapek drobnym druczkiem. Wykupił Ciebie z niewoli swoją krwią i mówi: “już nigdy nie będziesz niewolnikiem”. Jeśli ktoś Cię tak traktuje, to po prostu nie poznał Twojej godności – ale ona przez to nie maleje. Dla Niego jesteś przyjacielem, bratem, siostrą, kimś ukochanym i zaproszonym do współdziedziczenia.

Jak wiele zyskują nasze relacje, gdy jest w nich otwartość, szacunek i zaproszenie do wspólnych projektów – zamiast roszczeń. Warto wypowiedzieć wojnę naszym “bo tak”.

M

codzienne próby

March 3, 2014 8:47 am

Skorzystałam kiedyś z usług złotnika. Powierzyłam mu za duży pierścionek i chciałam, aby zrobił mi podobny, ale do mnie dopasowany.
Przy rozliczeniu okazało się, że część złota “odparowała”. To strata, z którą zawsze trzeba się liczyć przy przetapianiu tego kruszca.
Próba w ogniu rzeczywiście niszczy złoto. Pozostała ilość w sumie po takiej próbie ma mniejszą wartość.

Święty Piotr dziś mówi nam, że odwrotnie może być z naszą wiarą.

“Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa.” (1P 1,6-7)

Każda próba, a przecież właściwie każdego dnia nasza wiara może być poddawana próbie (to mogą być codzienne, szare obowiązki, utrata zdrowia, środowisko, w którym pracujemy, a w którym przyznanie się do swojej wiary może być niemile widziane przez innych, wszechobecna zachęta do złamania przykazań, nastawienie do drugiego człowieka, śmierć bliskiej osoby, czy nawet prześladowania), może wzmocnić wartość naszej wiary. Bo każda próba może wypalić w nas to, co nie jest od Boga to, co nie chce Mu zaufać.

Ale to od nas zależy. Bóg zawsze daje nam Swoją moc, aby przetrwać ten trudny czas próby. W końcu On “strzeże nas Swoją mocą, dla naszego zbawienia”.

I chociaż nierzadko bardzo ciężko przejść przez trudności, przez próby naszej wiary, życzę każdemu, i sobie również, wytrwałości oraz szczególnego zmobilizowania. Niegasnącej nadziei.

Nagrodą jest przecież życie wieczne.

Dorota

"Wszystko"

March 2, 2014 10:05 am

“Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.” (Mt 6, 33)

Zatrzymując się dziś nad czytaniami, sporo czasu poświęciłem rozważaniu szczególnie tego zdania. Jest w nim bowiem pułapka, w którą można wpaść. Interes. Dobry, pobożny, ale interes. Z akcentem na “wszystko będzie mi dodane”. A to kłóci się z Dobrą Nowiną.

To nie o interes chodzi w tym zdaniu, ale o konsekwencje przyjęcia innej optyki w życiu. Kiedy zaczynam się na serio angażować w sprawy Boże i o Jego Królestwo się staram, zmienia się perspektywa mojego patrzenia. Z rzeczy koniecznych do zdobycia – na rzeczy ważne w tym życiu. I wtedy wiele spraw się upraszcza. Bóg, którego Królestwo jest mi drogie, jest ubogi, pokorny i pełen miłości. Obcowanie z Nim może mnie powoli w Niego przemienić. Niestety nie dzieje się to tak szybko i automatycznie, jakbym to sobie wyobrażał, przynajmniej nie u mnie 😉 , ale jest procesem, który przynosi owoce.

Jego nie da się prześcignąć w okazywaniu miłości. Jego miara jest ciągle niedościgła: nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem, stokroć tyle…

Z pamięcią o Was wszystkich, Kochani

ks. Jarosław