Jego spojrzenie

April 10, 2014 5:00 am

„ zawsze szukajcie Jego oblicza” (Ps 105, 4)

„Musimy po prostu wejść w krąg Bożego spojrzenia, stanąć w nim, poddać się temu spojrzeniu.

To w Jego spojrzeniu odkrywamy naszą godność, odkrywamy, kim jesteśmy i do czego jesteśmy powołani.

Jego spojrzenie jest przepełnione nadzieją. Nie zasklepia nas w naszym ograniczeniu. Otwiera nas na wszelkie możliwości.

Jedynie ono jest w stanie uwolnić nas od wszystkich innych spojrzeń, od wszelkich oczekiwań, które inni mogą mieć wobec nas. Pan Bóg nie czyni sobie żadnych złudzeń na nasz temat i wie, że jesteśmy zdolni do najgorszego, ale Jego nadzieja jest dla nas siłą, byśmy i my uwierzyli, że najpierw zostaliśmy stworzeni dla tego, co najlepsze.

Jego spojrzenie podnosi nas, gdyż nieprzerwanie nam ufa, wierzy w nas, pokłada w nas nadzieję, kocha nas nawet wtedy, gdy my wydajemy się sobie najmniej tego godni.

Ponieważ zwrócenie się ku sobie jest naturalną skłonnością, musimy stale zwracać się ku Bogu, pozwolić Mu na siebie spoglądać. Oto zapominając o sobie, odnajdujemy siebie. Jego spojrzenie nas uzdrawia. Jedynie On może wniknąć w naszą intymność, nie raniąc. Jedynie On może obnażyć nasze ubóstwo, nie odbierając nam nadziei. To Jego miłość nas ocala”. ( Jo Croissant, Kobieta Kapłaństwo serca, s. 41-47)

 

Mój Anioł

April 9, 2014 6:21 pm

“Bóg Szadraka, Meszaka i Abed-Nega, który posłał swego anioła, by uratował swoje sługi.” (Dn 3, 95).

“Swego anioła.” Jego Anioł. I mój Anioł Stróż. Mój najlepszy przyjaciel. Szczególny dar od Boga – i dar jakim on sam jest dla mnie. Aniołowie – to słudzy Boga, ale nie Jego niewolnicy. Gdy Bóg poprosił jednego z Aniołów, by wziął mnie w swoją opiekę, ten odpowiedział z pełną miłości gotowością. Zgłosił się, tracąc w ten sposób swoje poprzednie “stanowisko” w szeregach Tronów, Potęg czy też Archaniołów i Aniołów. Został moim Aniołem Stróżem, posłanym przez Boga, by mnie strzec i troszczyć się o mnie.

Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Boża miłość powierzyła mnie Twojej opiece – oświecaj mnie i strzeż, kieruj mną i prowadź.

“Bóg, który zapewnia mi pomstę i poddaje mi narody, wybawia mnie od nieprzyjaciół, wynosi nad moich wrogów i uwalnia od gwałtownika”. (Ps 18, 48-49 – Antyfona na wejście)

Class 36 – Education Phase 2 w Omaha

April 8, 2014 7:50 am

Niedziela to dzień zjazdu dla wszystkich uczestników Programu FertilityCare Allied Health w Omaha (92 osoby). Uczestnicy tzw. Double Program zaczęli w sobotę rano, zaś w poniedziałek – lekarze (szkolący się w dziedzinie NaProTechnologii) i instruktorzy Modelu Creightona oraz uczestnicy konferencji Love and Life Unlimited. Ale w niedzielę wszyscy spotkaliśmy się na wieczornym “family reunion”. Oczekujące potomstwa Mamy, które błogosławiłem na zakończenie EP 1 w październiku, dziś przyjechały ze swoimi pociechami; pojawili się z nimi opiekunowie – mężowie, czasem z całą gromadką dzieci, którzy będą towarzyszyć swoim żonom w czasie trwania kursu.

Przy powitaniach jest okazja do opowieści, do podzielenia się tym, co się wydarzyło dobrego w czasie od października.

Mamy nowych studentów z Włoch i z Meksyku, na 3 dni pojawił się ksiądz doktorant z KUL-u, żeby poznać pracę Instytutu Papieża Pawła VI, są też dwie Polki na L&LUC. Mieszanina języków, kultur, krajów, zawodów – tu mówi jednym językiem.

Na nowo przeżywam czas Wielkiego Postu w otoczeniu ludzi, dla których zmartwychwstanie ciała ma swoje własne znaczenie. Ciała, które niesie w sobie przekaz miłości, który dziś w świecie jest nierozpoznany i odrzucony. Tu, w Omaha, jest rozpoznany, przyjęty i uczczony. I stąd szeroko promieniuje.

Myślę o tylu dzieciach w Polsce, które urodziły się dzięki NaProTechnologii. O naszych Instruktorach z tylu już miejsc. O cywilizacji życia, która – niedostrzegana w mediach – triumfuje w tylu rodzinach.

Z wdzięcznością myślę także o Was, nasi drodzy Czytelnicy, którzy dobrym słowem, modlitwą i na tyle różnych sposobów, wspieracie nasze działania.

z modlitwą z Omaha

ks. Jarosław

 

obalić system

April 7, 2014 9:02 am

„Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.” (J 8,1-11)

Przyzwyczailiśmy się do tego, że świat funkcjonuje według ustalonych reguł, praw a także zwyczajów. Dzięki temu można w prosty sposób ocenić sytuację i wydać prosty wyrok. Legalne – nielegalne. Uczciwe – nieuczciwe. Dobre – złe. Trendi – passe. Doskonałe – fatalne.

Najmniejsze potknięcie przynosi konsekwencje, chwila słabości (choćby choroby) może być wykorzystana przeciwko nam. Ciągle trzeba mieć się na baczności – w przeciwnym wypadku czeka nas wypadnięcie z obiegu i utrata pozycji. Wszyscy wszystkich oceniają, poddają krytyce. Oczekiwania i wymagania drugich wysokie. Jeśli im podołamy to wszystko jest w porządku, jeśli nie – jesteśmy na straconej pozycji.

System „zero – jedynkowy”.

A konsekwencje niemal natychmiastowe.

Na szczęście taki system działa tylko u ludzi! I na szczęście – nie u wszystkich.

Jezus przecież nie skupia się na grzechu, tylko na osobie!!! Patrzy na nas z miłością, nawet wtedy, gdy upadamy, nawet wtedy, gdy sami oddalamy się od Boga przez grzech. Przebacza i uczy przebaczać innym. Wspierać innych, którzy nie mają sił. Jezus nie potępia, bo nas kocha.

Zadaję sobie pytanie, czy miłość, którą obdarzam innych, jest wolna od oceny i potępienia?

Dobrze by było obalić system „zero – jedynkowy” w codziennym życiu. Dla naszego dobra.

Dorota

gdybyś tu był

April 6, 2014 5:00 am

Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. (J 11, 21)

Obie, i Marta, i Maria, witają Jezusa tymi samymi słowami. Gdybyś tu był.

Gdybyś tu był, nie wydarzyłoby się zło, nie stracilibyśmy człowieka, zaufania, dobrego imienia. Gdybyś tu był, nie byłoby teraz powodu do łez. Gdybyś tu był, wszystko byłoby po staremu. Wszystko, co kochamy, byłoby razem z nami. Gdybyś tu był, nie okazałoby się, że kochamy na próżno, w każdej chwili mogąc stracić “brata”.

Ale Jezus też płacze po stracie przyjaciela. On, Bóg, który mógłby nigdy do nikogo nie czuć się przywiązanym – żeby nigdy nie stracić. A przecież kocha nas ciągle i ciągle nas traci, gdy Mu nie wierzymy. I nie przestaje kochać. Zostawiony, zdradzony, sam. Czeka.

I w najczarniejszym scenariuszu mówi: Byłem. Jestem. Wszystko ma sens. Dobro, które tu się objawi, dopiero nastąpi. Teraz ból, ale nadzieja już uprzedza radość tego, co nadejdzie: “Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli” (J 11, 15).

Nieliczni to potrafią i są na wagę złota.Gdy nic nie wychodzi, już czekają na dobro. “Na koniec wszystko będzie dobrze. Jeśli nie jest dobrze, znaczy, że to jeszcze nie koniec”.

M

 

EKG

April 5, 2014 5:00 am

“Pan … bada sumienie i serce” (Jr 11, 20) “Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei” (J 7, 53)

“Bóg jest dla mnie tarczą, co zbawia ludzi prostego serca” (Ps 7, 11)

Serce rzeki

Bóg bada i faryzeusz bada. Faryzeusz bada, żeby wydać sąd. Można chcieć usłyszeć czyjąś historię, jego wersję wydarzeń, poznać potrzeby i pragnienia. Ileż otwartych ogromnie pytań trzeba zadać, ile czasu zostawić na odpowiedź. Można też przesłuchać, wziąć w krzyżowy ogień pytań, by na koniec dowieść swoich racji. Można się nigdy nie otworzyć na prawdę drugiego, która bywa tak zaskakująco różna od mojej prawdy.

Jak bada Bóg? Bóg bada nie po to, by oskarżyć*. Byłby jak lekarz, co stwierdza szmery w sercu i mówi: “To twoja wina! Jak mogłeś? Jesteś beznadziejnym pacjentem.” Jeśli Bóg bada, przychodzi z lekarstwem i programem uzdrowienia. Im bardziej pokażemy wszystkie zakątki, tym bardziej będzie w stanie pomóc, bo nie narusza naszej wolności.

Prostota zadawania pytań, prośby o pomoc, uznania, z czym sobie nie radzę, pokazania własnego serca. Bogu, drugiemu człowiekowi. Zawsze jakieś ryzyko, ale czy On nie ryzykował?

M

*Pozostaję wdzięczna ks. Rafałowi Chruślińskiemu, IŚR, za to odkrycie. Autorowi fotografii  – za zawsze szeroko otwarte oczy.

pewność

April 4, 2014 10:16 am

„I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła. 

„I Mnie znacie…” – czy aby na pewno? A skoro tak, to dlaczego tak łatwo przychodzi mi krytyka, ocenianie, zwłaszcza swoich? Dlaczego tak łatwo zostawiam ich samych sobie, dopuszczając do poczucia osamotnienia, mimo że jestem blisko?

Od dzisiaj, gdy moje poczucie niezrozumienia, czy braku akceptacji przez innych, będzie tak duże, że nie będę mogła o niczym innym myśleć, jak tylko o tym, że jest mi z tym źle i że tracę ochotę do dalszego działania, będę patrzyła na krzyż. Na krzyż, na którym zawisł Ten, który również nie był zrozumiany, również nie był akceptowany, mimo że Go ludzie znali.

Będę patrzyła na Jezusa, który mimo że otoczony ludźmi, był tak bardzo samotny, zanim jeszcze zawisł na krzyżu, a objawił Swoją tożsamość. Ta tożsamość była też Jego siłą: „Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. Przylgnięty wręcz do Ojca, chociaż osamotniony – w Nim na pewno znajdę siłę, przez Niego też mogę przylgnąć do Ojca i poczuć, kim naprawdę jestem! W chwili słabości usłyszę: „Przecież Mnie znasz! Przeze Mnie przylgnij do Ojca! Poczuj się pewnie!”

A z takim poczuciem swojej własnej tożsamości zdecydowanie łatwiej będzie mi okazać szacunek i akceptację innym, przede wszystkim swoim.

Przecież Go znam!

Dorota

Wybór

April 3, 2014 5:00 am

Proszę o fakturę za usługę. Usługodawca kręci się i wierci, nie mogąc znaleźć nawet mojego rozliczenia. Zirytować się, czy przypomnieć sobie podobne sytuacje, gdy ja nie mogłem odnaleźć czegoś ważnego celem rozliczenia się z klientem?

Zdenerwować się, ponieważ sklep nie sprowadził mojego zamówienia, czy pomyśleć o moich wpadkach i zapomnianych zamówieniach?

Jak ta pani mnie obsługuje, mogłaby chociaż na mnie spojrzeć, uśmiechnąć się. Oceniać, czy pomyśleć o tych dniach, w których tak fatalnie się czułem, że pewnie promieniowało to z każdej komórki mojego ciała?

Mógłby się ten pan ładniej ubrać. Obsługuje ludzi, miejsce publiczne. Krytykować w duchu, czy wspomnieć wstydliwie wszystkie te chwile, gdy sam niedbale podszedłem do swojego wyglądu?

Złościć się, ponieważ ktoś źle obliczył odległość i zajechał mi drogę, czy – ze zrozumieniem że i mnie to się czasem zdarza – wyhamować  i dziękować, że nic się nie stało poważnego?

Być rozczarowanym, że nas ktoś nie rozumie, czy być może z trudem, ale przyjąć to do wiadomości pamiętając, że i ja czasem nie rozumiem drugiego człowieka?

Wybory, które stawia życie. Reagując automatycznie, schematycznie tak często nie zauważam, że jest inne wyjście, inny sposób na przyjęcie tego, co mnie spotyka. Takie szerokie spojrzenie na „stawiam przed wami życie i śmierć, wybierajcie więc życie…”, ale i też w nurcie „co podam dalej”.

Michał

kłopoty z pamięcią

April 2, 2014 5:00 am

Mówił Syjon: “Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał”. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49, 14-15)

Bóg przewidział nasze kłopoty z pamięcią.

I te chorobowe, jak pewnej Mamy, której ostatnio pomagały Siostry z Fundacji Evangelium Vitae: gdy trafiła po raz pierwszy w zaawansowanej ciąży do lekarza, okazało się, że nosi pod sercem bliźniaki, a jedno z nich od kilku dni nie żyje. Na drugi dzień po wywołanym w szpitalu porodzie – nie pamiętała, że wydała na świat dzieci. Ale On pamiętał i kochał.

I te kłopoty codzienne. “Zapomniałem zadzwonić, że nie będzie mnie na obiedzie”. “Zapomniałam, że masz spotkanie”. “Zapomniałem odpisać”. “Zapomniałam dać córce kieszonkowego”. “Spóźnione, choć szczere, życzenia urodzinowe…” I mimo że po prostu najzwyczajniej zapominamy, pamięć nas cieszy. To duża dojrzałość: nie wiązać faktu, że ktoś o nas po prostu zapomniał, z poczuciem własnej wartości.

A On nas zapewnia, że nie zapomni, nie może. Wypisał na obu swych dłoniach, wyrył gwoździem – nie po to, by Mu nie umknęło, ale byś Ty nie musiał prosić o więcej dowodów, że pamięta. I powtarza to często, pomny naszych kłopotów z pamięcią – byśmy nie zapominali. Jest. Kocha. Chce dobra.

M

pozwalam

April 1, 2014 5:00 am

Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: “Czy chcesz stać się zdrowym?” (J 5, 6)

Tak się uczymy, że na wszystko trzeba zarobić lub zasłużyć. Rozwiązać problemy o własnych siłach, od nikogo nie zależeć, zatuszować własną słabość, słabość mieć w pogardzie. Nieraz ocieramy się o śmierć z wycieńczenia, ale zaczynamy modlitwę od “przepraszam, że nie jestem doskonały i samowystarczalny”, jakby Go to dziwiło. Od innych zaczynamy oczekiwać tego samego. Doskonałości i samowystarczalności.

Chory przy sadzawce. Tyle tam leżał, ile ja mam lat. Jakże mi do niego blisko. I nie miał go kto zanieść. To w tę bezradność przychodzi Pan. To ona go wzywa. Modlitwa, która polega na prostym słowie: “Pozwalam”. “Pozwalam, zajmij się mną.” “Pozwalam, kochaj mnie”. “Pozwalam, opatrz moje rany”. Bez upierania się, że wiem lepiej, jak ma być. Pozwolić – Bogu odepchniętemu na odległość ramion, bo musimy “sami”.

Potrzebowałam ostatnio Spowiedzi. Skłóciłam się z Nim okropnie, na jakimś wielkim zakręcie. Gdy po przepłakanej nocy otwarłam oczy, przyszła mi do głowy jedna tylko modlitwa: leżę w cierniach, przyjdź po mnie, bo sama nie dam rady. Kilka godzin później przyszedł sms od spowiednika: “jutro o 12:00”. Odpowiedź na zapytanie wysłane dzień wcześniej. Ksiądz ów znany jest z tego, że nie odpowiada. A jednak. On przyszedł po mnie.

Jak przychodzi dzisiaj do Ciebie przy sadzawce. Tylko pozwól.

M