nie dla czarnych scenariuszy

August 11, 2014 5:00 am

„Gdy Jezus przebywał w Galilei z uczniami, rzekł do nich: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. I bardzo się zasmucili.” (Mt 17,22-23)

Mój dialog wewnętrzny i bujna wyobraźnia często dyktują mi czarne scenariusze przeżywanych w danym momencie trudności, kłopotów, sytuacji, wyzwań. Te scenariusze na tyle mnie smucą, że często wręcz paraliżują w dalszym działaniu. Ale ten smutek na zapas w niczym nie pomaga a wręcz przeszkadza i demobilizuje. Wprowadza marazm i zniechęcenie.

I odnajduję siebie wśród uczniów w Galilei. Jakbym specjalnie zamknęła dostęp do siebie pozytywnych sygnałów, jakbym nie słuchała ze zrozumieniem, jakbym celowo nie przyjmowała dobrych słów i obietnic.

A przecież skoro On przezwyciężył śmierć i tak jak obiecał, zmartwychwstał, i pokazał, że ten smutek wynikający ze śmieci, jako chwilowego rozstania tu na ziemi, nie powinien być tak wielki, paraliżujący i zniechęcający, to i we wszystkich przeżywanych trudnościach powinniśmy dostrzegać to, że On jest przy nas, że wspiera, że pomaga nieść ich ciężar, a czasami podpowiada również gotowe rozwiązania dla trudnych sytuacji.

On wcale nie chce, abyśmy pisali czarne scenariusze. On chce i wspiera w tym, aby ze wszystkiego wyprowadzić dobro!

Dorota

 

Dies Domini

August 10, 2014 5:00 am

Pewnie wielu z nas miało okazję zapoznać się z Listem Apostolskim św. Jana Pawła II o świętowaniu niedzieli “Dies Domini”. Pamiętam z tego Listu, jaką wagę przywiązywali – za chwilę błogosławiony – Paweł VI i już święty Jan Paweł II do emanowania radością tego właśnie dnia, szczególnie po uczestnictwie we Mszy św. Niedziela to dzień szczególny – przypominali – sprzyjający kształtowaniu w sobie postawy radości. Tej prawdziwej, która jest zakorzeniona w pracy wewnętrznej. Pewnie każdy z uczestników naszych Programów nie raz doświadczył (nie mówię, że tylko oni, ale kto więcej nas czyta!?), jak ogromna jest radość ze zwycięstwa nad własną małością, jakiś moment zaparcia się siebie, żeby drugiej stronie sprawić większą radość. Stają mi przed oczami te wszystkie spotkania z małżonkami, którzy po intensywnym w końcu Programie, emanowali radością z odnalezienia się na nowo.

Niedziela zaprasza nas każdego tygodnia, żeby dokonać wyboru, o jakie radości chcę się ubiegać. Świat dzisiejszy proponuje przyjemności, dużo prostsze i łatwiejsze. I wdziera się każdą szczeliną ze swoimi propozycjami. Niedziela i jej świętowanie Mszą św. to zawsze znakomita okazja, żeby zacząć tydzień na miarę tego człowieczeństwa, do którego każdy z nas naprawdę tęskni.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

Home, sweet home?

August 9, 2014 5:00 am

“Welcome back. Finally, back home, Fr. Jay!” Choć później z dodatkiem – “second home”. Z różnych stron dostaję wiadomości o radości, że wróciłem. A przecież jeszcze do domu nie wróciłem. Dom będzie dopiero za miesiąc.

Trudno jednak żyć poza domem, więc się jakoś tak naturalnie dzieje, że tam, gdzie jesteśmy, ludzie nas “adoptują” do swoich domów, żeby nikt nie był poza nim. W tym czasie odwiedziłem tyle domów Polaków. Wszędzie jest kawałek Polski: przez język, modlitwę, zwyczaje, posiłki. Niektóre bogatsze, inne biedniejsze. Ten tutaj, w Omaha, w którym gospodarz mówi o sobie “poor Polish immigrant” jest jednocześnie bogaty polskością, gościnnością i otwartością. Jest się od razu “u-domowionym”.

Odwiedzone w ostatnim miesiącu domy były tak bardzo świętorodzinne: “Gość w dom, Bóg w dom.”

Trochę dzięki temu jest łatwiem być tak długo poza domem.

Dziś więc szczególnie serdecznie odwiedzam myślą i modlitwą te wszystkie domy w Polsce, które były moimi; choćby na jedną noc. I wszędzie było tak dobrze, jak w domu. Dzięki gospodarzom. Dziękuję.

z pamięcią

xj

"negatywna motywacja"

August 8, 2014 5:00 am

Brat dzieli się ze mną zdjęciem, które znalazł. “Kochaj mnie, aż znowu  stanę się sobą”.

love-me-till-im-me-again

I myślę, że to miłość sprawia, że spadają z nas w końcu raniące etykiety, które nosimy w sobie. Kłamstwa, w jakie wierzymy na własny temat, bo słyszane były tak wiele razy. “Nie poradzi sobie”, “nieodpowiedzialny”, “wszystko leci jej z rąk”, itd., itp.

I przypominam sobie, że kiedyś słyszałam, iż w psychologii nie istnieje termin “negatywnej motywacji”. To zjawisko – straszenia czy upokarzania – opisywane jest raczej określeniem “szantaż”. Motywacja z gruntu jest jedynie pozytywna. I nie ma postawy bardziej motywującej do działania i do zmiany niż miłość. Miłość podnosi drugiego, dając mu kredyt zaufania potrzebny na to, by wydobył z siebie to, co najlepsze. A nawet jeśli nie zawsze mu się udaje, z pewnością miłość jest jedynym, na co zasługuje drugi jako “osoba”.

I myślę o naszych dzieciach, gdy się złoszczą. Gdy żadna szermierka słowna nie jest w stanie zatrzymać ich emocji. “Kochaj mnie, aż nie stanę się znowu sobą”. To jakby powiedzieć: “Nie odbijaj mojej złości, nie czytaj przez nią całej prawdy o mnie, daj mi szansę”. I tylko miłość potrafi przywrócić pokój.

Tak jak On, który będzie nas kochał dopóty, dopóki nie przywróci w nas obrazu swojego umiłowanego dziecka. Aż staniemy się “najbardziej sobą”.

Mplus

kłopoty z pamięcią

August 7, 2014 5:00 am

“Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę im Bogiem, oni zaś będą Mi narodem.” (Jr 31, 33)

Ile razy zapisujemy, aby nam nie umknęło. Ile razy boimy się, że zapomnimy o czymś ważnym. Ile razy obawiamy się, że gdy zamkniemy oczy, świat, który jest nam bliski zniknie i obudzimy się na pustyni. Ileż dowodów pamięci potrzebujemy sami.

On zna nasze kłopoty z pamięcią. Dlatego zapisuje wszystkie swoje listy do nas głęboko w naszych sercach. I chociaż wydaje się, że zapominamy, gdy przychodzą troski i wyzwania, bez trudu naszą pamięć odświeża. Wszystko w nas w końcu woła o Niego i niespokojne jest, aż w Nim nie spocznie.

I nie tylko to. Nie tylko w nas głęboko zapisuje swoją obecność. Także, abyśmy się nie bali, że gdy zamknie oczy, zapomni o nas, bo nie będzie nas widział – wyrył nas na obu swych dłoniach. Przymierze zapisane materialnie w nas i w Nim. W naszych sercach, na Jego dłoniach. Nie, żeby On zapominał. Tylko po to, by zapewnić, że pamięta zawsze.

Mplus

Przemienienie Pańskie

August 6, 2014 11:45 am

I znowu Pan Jezus idzie w góry.

W poniedziałek zostawił Apostołów i poszedł w góry, żeby się modlić, dziś zabiera ze sobą kilku uczniów.

Dla Pana Jezus modlitwa jest czymś naturalnym po ciężkiej pracy. Dla nas naturalną reakcją na zmęczenie po pracy jest pragnienie wypoczynku, bo przecież jesteśmy zmęczeni, a modlitwa jest nową czynnością, która też wymaga trudu. Dla Pana Jezusa praca – to “robić coś”, a modlitwa – to “być z Kimś”. Kiedy jest z Ojcem, wszystko się “przemienia”, odsłania, jaśnieje. Modlitwa jest pełna osób, relacji i komunikowania miłości – “to jest mój Syn umiłowany”.

Być z ukochanymi może być prawdziwym wypoczynkiem. A Pan Jezus, jak o tym pięknie wspomniała Małgosia, zawsze podejdzie blisko, dotknie, podtrzyma na duchu i zostawi z krzepiącym słowem.

Z modlitwą za Was zawsze blisko

ks. Jarosław

na drugi brzeg

August 5, 2014 5:00 am

“Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź!” (Mt 14, 27-9)

Zadania, które są ponad nasze siły. Które przekraczają nasze wyobrażenia. Na które plan jest niejasny lub żaden. Które kwestionują wszystkie nasze moce fizyczne i duchowe. Również te codzienne. Jeśli nie rozumiemy, dlaczego On je przed nami stawia, to dlatego, że widzimy tylko swoje możliwości. I ich starczy jedynie na pierwszy krok. Jeśli założymy, że wszystko musimy sami, przerazi nas pierwsze niepowodzenie. Chodzenie po wodzie jest możliwe tylko w połączeniu z wiarą, że On pomoże. Zbuduje w nas nawet to, czego tam nie ma. Bo kocha.

Nasza córka Skakanka po moim powrocie do domu nuci piosenkę Arki Noego, “zabiorę Cię na drugi brzeg”. Kiedy szybko potem przytłacza mnie ilość spraw, jakim muszę w najbliższym i dalszym czasie stawić czoła, i wszystkie siły we mnie umierają, i nie wiem, jak, natrafiam przypadkowo na słowa: “zaufaj Mi, przeprowadzę Cię na drugi brzeg”. Niemożliwej do ogarnięcia przeprowadzki, która jeszcze nie ma jak się zacząć, a powinna. Niemożliwych do rozwiązania problemów. A o ile bardziej na drugi brzeg tak wielu osobistych ograniczeń i niemocy.

Jak On przeprowadza na drugi brzeg? Najpierw przechodzi drogę pierwszy. Potem po nas zawraca. Blisko, asekurując, jak matka nad uczącym się chodzić dzieckiem. Blisko, żeby złapać, jak Piotra, w razie gdybyś zwątpił. Nie instrukcjami z wysoka, ale w bliskim kontakcie. Przeprowadza także do spotkania z Nim, gdy wydaje się ono ponad naszą małość, wątpliwości, strach, opuszczenie. “Zapewnię mu dostęp do Siebie, tak że się zbliży do Mnie. Bo kto inaczej miałby odwagę zbliżyć się do Mnie?” (Jr 30, 21). Więc żeby się Go nie bać, zbliża się sam.

Mplus

spotkania na osobności

August 4, 2014 5:00 am

„Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno.” (Mt 14,13)

Nawet Jezus w trudnych chwilach miał potrzebę znalezienia się w miejscu osobnym, sam na sam ze Sobą, sam na sam z Ojcem.

Niejednokrotnie marzę o takiej możliwości oddalenia się na miejsce pustynne. Bo choćbym nie wiem jak mocno zorganizowana była i jak bardzo ogarniająca „ognisko domowe”, to mam w sobie dużą potrzebę poprzebywania ze sobą sam na sam. Momentami jest to bardzo trudne, zwłaszcza teraz, w czasie wakacji, gdzie zorganizowanym trzeba być jeszcze bardziej niż w trakcie roku szkolnego, zwłaszcza, gdy nie ma się wsparcia babci czy dziadka.

I wdzięczna jestem mojemu Mężowi, gdy widzi, że ta moja potrzeba samotności domaga się realizacji i proponuje mi sam z siebie: Idź, przejdź się chwilę, na pewno odpoczniesz. No i ma rację. Bo to miejsce pustynne może być ścieżką przez las lub wśród pól, alejką w parku lub drogą na wałach, plażą nad morzem czy ławeczką przed blokiem. Nieważne gdzie, ale ważne żeby mieć możliwość zostawienia na chwilę wszystkich swoich obowiązków, nie spieszyć się na żadne spotkanie oprócz spotkania ze sobą i z Bogiem.

I każdemu z Was życzę, w najbliższym czasie, możliwości udania się na miejsce pustynne, osobno. Na dobre spotkanie ze sobą i z Bogiem.

Dorota

po naszej stronie

August 3, 2014 5:00 am

„Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 8,35.37-39)

Nie raz dałam sobie wmówić, że moja słabość czy grzech, a nawet nie do końca i bez wsparcia odpowiednich osób rozeznana sprawa, oddala mnie od Boga. Dałam sobie wmówić, że przez to  jestem pozbawiona godności, którą obdarzył mnie Bóg.

Ale to nie jest prawda, bo On ciągle JEST po naszej stronie! Bo On JEST, KTÓRY JEST!*

Bo kiedy upadnę w słabości, On przychodzi z przebaczeniem. Bo JEST Bogiem przebaczenia. Bo jeśli nie wierzę we własne siły i możliwości, brak mi sił i przytłaczają mnie obowiązki, On przychodzi z siłą i mocą, bo JEST Bogiem mocy. Bo, gdy czuję, że coś straciłam (nadzieję, przyjaźń, zaufanie) On odnawia to, z czego okradł mnie świat, bo On JEST Bogiem odnowy.

A przez ofiarę Swojego Syna może być przy mnie w każdym cierpieniu.

I jeśli dał nam Syna, to da nam wszystko, co będzie potrzebne do naszego zbawienia. Bo żadne oskarżenie nie ma mocy, skoro sam Bóg nas wybrał.

 

*Powyższe rozważania znalazłam w swoim starym zeszyciku. Nie pamiętam, czy je gdzieś przeczytałam, czy usłyszałam i kto jest ich autorem. Na pewno jednym z nich był Duch Święty 🙂

być jak mary poppins

August 2, 2014 5:00 am

Nasza stała Czytelniczka Errata napisała, że trudno jej się cieszyć widokami, bo zawsze myśli o tych, co ich nie mają. Znam to uczucie zadłużenia względem ludzkości także, rozległej empatii i trudności przyjmowania. Teraz zadanie z innej kategorii: pogodzić się z tym, że w temacie wakacyjnych podróży mamy już wszystko za sobą, bo zaplanowany wyjazd rodzinny trzeba było odwołać. Rozum mówi, że oczywiście tak lepiej, serce nic nie mówi, tylko szuka sobie miejsca, żeby cierpieć w sposób najmniej spektakularny. I by jak najmniej z tego cierpienia przeszło na dzieci.

I myślę, że jest to szansa jedyna w sobie, by spróbować być jak Mary Poppins. Znaczy zacząć czarować rzeczywistość. Wyczarowywać rzeczy, których nie ma. Jak rodzina Bartka i Magdy z Sheffield, gdzie spędziliśmy z Boskim Andym dwa dni. Urodziny ich średniego synka świętowano pieczeniem szarlotki i wycieczką na pobliskie pastwiska pięknego Chatsworth, łapiąc wśród angielskich owieczek ostatnie promienie słońca. Lesiu przebrał się w strój tudorski, słońce dla nas opuszczało się trochę wolniej, a szarlotka lądowała na porcelanowych talerzach. Nie było basenu kulkowego i ajpada w prezencie. Urok tych chwil wspominać będę długo.

Taką mamy teraz kulturę gotowców. Jak coś zamówisz, albo kupisz, albo dostaniesz w gratisie – to masz i możesz się tym cieszyć. Zupełnie inaczej jest coś wyczarować. Najpierw zobaczyć, że jest możliwe. Potem sprawić, że inni też w to uwierzą. Następnie wytworzyć własnymi rękami. Skorzystać z mocy twórczej, jaką się Pan Bóg z nami podzielił, stwarzając świat jako zbiór środków, a nie gotowiec.

Można zacząć od samolotu z papieru. Kto Ci powie, że na nim w sercu nie polecisz aż ponad cumullusy. Zapytajcie dzieci.

Mplus

IMG_8864