Pielgrzymka rodzin

September 20, 2014 5:04 am

Dziś wielki dzień w Łomiankach: zakończenie całorocznego programu pracy formacyjnej Ognisk i wakacyjnych rekolekcji. Przyjeżdżają rodziny z poszczególnych Ognisk, żeby podziękować Rodzinie Świętej za opiekę i wszystkie błogosławieństwa tego czasu.

Dzieci i młodzież mają okazję zdobyć medale i puchar w czasie Olimpiady, która odbywa się w gościnnych murach ICDS (Integracyjne Centrum Dydaktyczno-Sportowe) – mamy do dyspozycje sale sportowe, basen i boisko. (więcej TU)

Okazja do spotkania, wspólnej modlitwy i podzielenia się swoim osobistym doświadczeniem – świadectwem z tegorocznych rekolekcji. Czas świętowania i radości. Za każdym uczestnikiem przecież jest tyle łaski i tyle przejawów troski Świętej Rodziny.

Z pamięcią o wszystkich, którzy nie mogli dojechać

ks. Jarosław

dziękuję za komplement

September 19, 2014 5:00 am

“Ale ładnie pani wygląda – w ciąży, a jednak szczupło”. “Jaki Ty masz wielki brzuch!!! Który to miesiąc?” “Teraz ci ładniej, zeszczuplałaś przez chorobę, bo wcześniej jakoś tak grubo”. Ehm, tego, ludzie – chciałoby się powiedzieć – ten brzuch to jest Człowiek.

Ciąża to nie jest niepełnosprawność, ale wydaje się czasem, że potrzeba społeczeństwo edukować w zakresie myślenia i podejmowania rozmowy, podobnie jak w przypadku tej pierwszej, teoretycznie “uprzywilejowanej”, grupy  🙂

Słysząc komentarze takie jak te powyżej, zastanawiam się, czy oczekiwanie dziecka czyni ze mnie mniej człowieka i mniej kobietę (poprzez domniemany zanik wrażliwości). Wydawałoby się bowiem, że macierzyństwo to jeszcze bardziej “być” po kobiecemu, ale przecież nie wyłącza również kobiecej potrzeby  “wyglądania ok”. Zaś ciąża, według standardów urody wyznaczonych przez prasę kolorową i lalki  Barbie, kończy się w rzeczy samej kataklizmem – razem z Plusem bowiem osiągniemy rozmiary wieloryba. Wtedy może, jeśli nie PFRON, powinien nas chronić Greenpeace.

I widzę pewne podobieństwo między tymi “komplementami”, a sposobem mówienia o mamach zajmujących się maluchami – że ona “siedzi w domu” (lub angielskie “she is stuck”), o którym mowa w Programie 2*. I myślę sobie: ciekawe, że przy galopującym niżu demograficznym możemy sobie na ten język wykluczenia społecznego pozwolić.

Więc – zanim się odezwiemy z komentarzem na temat wyglądu mamy oczekującej dziecka – warto na chwilę stanąć w jej butach. Wystarczy “ślicznie wyglądasz”. Będzie docenione. 😉

Mplus

PS. Absolutny hit wczoraj w kiosku: “Buzia trochę zmieniona, mówię pani, to będzie dziewczynka”. Jest bowiem taki przesąd, że córka w ciąży zabiera matce urodę.

*Ks. Jarosław Szymczak, Agnieszka Rogalska. Program 2: MY+RODZINA. Zapraszamy absolwentów Programu 1 na “dwójkę” do Wrocławia (szczegóły TU).

 

nieperfekcyjni

September 18, 2014 5:00 am

„Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał On lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego rodzice. (…) Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni…” (Łk 2,41-46)

Czytając dzisiejszy  fragment Ewangelii odczuwam ulgę, wyraźnie uświadamiając sobie, że nie ma kogoś takiego, jak „idealne dziecko” i „idealni rodzice”. Nawet najświętszym   i najpiękniejszym w swym rodzicielstwie Rodzicom – Maryi i Józefowi zdarzyło się, że czegoś nie dopatrzyli, nie dopilnowali. Nawet Oni przeżywali w swojej relacji z Synem chwile, gdy „dziwili się bardzo” i „nie zrozumieli  tego, co im powiedział”.

Myślę, że Maryja i Józef tak dobrze nas rozumieją w sytuacjach, gdy na różne sposoby jako rodzice niedomagamy,  „gubimy” nasze dzieci, gdy przeżywamy o nie lęk, martwimy się, nie rozumiemy, dziwimy. I są wtedy bardzo blisko, by powiedzieć nam, że wcale nie musimy być perfekcyjni, aby nasze dzieci  „czyniły postępy  w mądrości, latach i w łasce u Boga i ludzi”.

Basia

znowu to samo

September 17, 2014 5:00 am

„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał…” (1 Kor 13, 1a)

Zauważyłam, że gdy słyszę lub zaczynam czytać „Hymn o miłości” i jeżeli przychodzi mi na myśl jedno marudne określenie: „znowu to samo”, to jest to wyraźny znak, że czas mocno pochylić się na nowo nad tym tekstem. To znak, że zgubiłam gdzieś istotę miłości i czuję, że powinnam stanąć w prawdzie o sobie przed Bogiem i zbadać, czy wszystko działa tak jak powinno. Bo może brak mi cierpliwości, że nawet nie chce mi się czytać tego teksu, bo może komuś powodzi się lepiej i zazdrość zagościła w moim sercu, bo może tak szukam swego, że zawsze mam gotową szyderczą ripostę na każdego, bo może nie chce mi się podejmować trudów codziennych i obciążam nimi innych, bo może….

Ale kiedy podejmę to wyzwanie i „zmierzę się” z tym Hymnem, to czuję się tak, jak po dobrym rachunku sumienia i zachwycam się nim na nowo. Odkrywam znowu siebie. W Prawdzie. I łatwiej jest mi wówczas powrócić do tej doskonałej i największej Miłości. Do Tego, który jest Miłością.

Dorota

przyjaciel zegarek

September 16, 2014 5:00 am

Andrzej O., przyjaciel Przystani, obecny na niej w swoich komentarzach, a wczoraj wreszcie w pierwszym wpisie, zapytał, co to znaczy “mądrze troszczyć się o siebie”.

Louise Kirk, która wspiera rozwój dzieł Fundacji w Anglii, powiedziała kiedyś: “zegar to taki cudowny przyjaciel, gdy jest się samemu w domu. Zawsze towarzyszy tykaniem”. Mnie się zegar zawsze wydawał złym policjantem, który mówił, że już się nie zdążyło lub zaraz nie zdąży. Ale myślę, że to Louise miała rację.

Zegar nie tylko towarzyszy, ale w trosce o siebie pomaga. Pierwsza pomoc: godzina pójścia spać i godzina wstawania. Pan Bóg dał dniowi tyle godzin, byśmy zdołali jego troski unieść bez zarywania nocy. “Dosyć ma dzień swojej biedy”. Zamknięcie dnia razem z Nim w porze, która rokuje na zachowanie mnie w dobrym zdrowiu i z dostateczną ilością sił, to też sposób powiedzenia: “Ufam, że zatroszczysz się o to, o co ja nie zdążyłem”. Zegarek pozbawia mnie złudzenia wszechmocy.

Zegarek określi rozsądną ilość czasu na wszystko. Na siedzenie i spacer. Na czas dla męża/żony i dla dzieci, i na pracę. Na modlitwę. Na przyjemności, odpoczynek, hobby. Kwestia zastanowienia, ile chcę go oddać na co.  Może poprzez napisanie na papierze nawet, że w ciągu dnia znajdę go tyle i tyle na rzeczy ważne, które zaprocentują za rok, dwa i dziesięć lat. Wtedy zegarek będzie moim sprzymierzeńcem.

Zegarek to wielki dar miłości Boga do nas: uczy nas liczyć dni nasze, byśmy zdobywali mądrość serca. W tym potrafili zatroszczyć się o samych siebie, by mieć siły troszczyć się o innych.

Mplus

Matka Boża Bolesna

September 15, 2014 5:00 am

“I od tej godziny uczeń wziął ja do siebie” (J 19,27)

Często słyszymy ten fragment ze św. Jana, gdy konający Pan Jezus uczynił swoją Matkę – matką naszą. To jest Jego ostatnia wola. W większości kultur i cywilizacji ostatnia wola była i jest zobowiązaniem moralnym, które należało wypełnić. Św. Jan Ewangelista wziął Maryję do siebie – był z Nią, towarzyszył Jej i współczuł po śmierci Pana Jezusa.

Gdy biorę Maryję do siebie – do mojego życia, moich spraw, mojej rodziny – to często mam wrażenie, że jesteśmy stuprocentowo bezpieczni, że nic złego nie może spotkać ani mnie, ani mojej rodziny, że ze wszystkich okoliczności i opresji zawszę wyjdziemy “obronną ręką”. Dzisiaj przychodzi Matka Boża Bolesna, ode mnie potrzebująca otuchy, pocieszenia, bezpiecznej przystani. To tylko jeden taki dzień w całym roku, kiedy to Ona – mnie potrzebuje…

Czy chcę wziąć Maryję do siebie – by wypełnić ostatnia wolę Pana Jezusa…?

Andrzej O.

Krzyż i nasze zdrowie

September 14, 2014 5:00 am

Zaczęło się od spojrzenia na umieszczonego na wysokim palu węża z brązu. “Jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża z brązu, zostawał przy życiu”. Pamiętam ten symbol z naszych aptek. Dziwiłem się później, jak to możliwe, że w czasach, kiedy istniały tylko “państwowe” apteki, biblijny symbol mógł być tak eksponowany.

Wiemy, że tak naprawdę to zaczęło się dawno temu, na samym początku naszego istnienia, od innego spojrzenia, na inne drzewo. Przez to drzewo człowiek oddalił się od swojego Stwórcy. Kiedy więc okazał Bogu nieposłuszeństwo i poniósł tego konsekwencje, Boża miłość zesłała pomoc także przez drzewo – na wysokim palu.

Ale to był tylko początek, zapowiedź czegoś o wiele większego – Bożej troski o całego człowieka: nie tylko o jego zdrowie, ale i o życie. I to w jego ostatecznych wymiarach.

Dziś świętujemy Podwyższenie Krzyża, żebyśmy nie zapomnieli, że to wyraz Bożej miłości; że my ciągle nieposłuszni, a On nieskończenie wierny. I żaden nasz grzech Go nie zrazi, nie zmęczy. Dał się przybić do krzyża dla nas i dla naszego zbawienia.

Każdego dnia kreślimy go na sobie, widzimy na ścianach w naszych domach, na naszych kościołach i ulicach. Bóg wszędzie zostawia nam znaki tego, że nas kocha. I jak bardzo nas kocha.

z modlitwą

ks. Jarosław

bezpieczna budowla

September 13, 2014 9:22 am

„Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc.” (Łk 6,43)

W obliczu  pewnej „porażki” wychowawczej w mojej głowie kłębiły się myśli o tym, że skoro efekt jest mizerny, to pewnie dlatego, że sama jestem zła. Myślę w ogóle, że taki sposób mojego myślenia to konsekwencja mojego wychowywania „na efekt” – zrobiłaś coś dobrze, to znaczy, że jesteś dobra, zrobiłaś źle, to znaczy, że jesteś zła 🙁

Ale to przecież nie tak.

To, co zrobiłam dobrze, jest dobre, a to, co zrobiłam źle, jest złe.

Pragnieniem moim jest dobro naszych dzieci.  Ich dobre wychowanie, nauczenie rozróżniania dobra i zła. Pragnę ich rozwoju, dostrzeżenia ich talentów, umiejętności. Bo „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło.” (Łk 6, 45)  Chcę je wspierać i bardzo mi na nich zależy. Jeżeli gdzieś jednak popełniłam błędy, to trzeba je naprawić. Być może wystarczy troszeczkę poprawić konstrukcję, naprawić błędy budowlane, aby budowla nie runęła. Wszak fundament wybraliśmy właściwy. Może jest to droższa i bardziej praco- i czasochłonna budowla, ale na pewno bezpieczna.

„Pokażę wam, do kogo podobny jest każdy, kto przychodzi do Mnie, słucha słów moich i wypełnia je. Podobny jest do człowieka, który buduje dom: wkopał się głęboko i fundament założył na skale. Gdy przyszła powódź, potok wezbrany uderzył w ten dom, ale nie zdołał go naruszyć, ponieważ był dobrze zbudowany.” (Łk 6, 47-48)

Dorota

kraina łagodności

September 12, 2014 5:00 am

“Stałem się wszystkim dla wszystkich” (1Kor 9, 22)

Słowa św. Pawła to także kwintesencja rodzicielstwa. Bycie mamą – to dawanie i podtrzymywanie życia, przy czym troska o jego biologiczną stronę (“jedzenie i przyodzianie”) nie może przytłoczyć nas do tego stopnia, by zniknęły z pola widzenia potrzeby psychiczne: one utrzymują przy życiu w znacznie głębszym sensie. Przyjęcie, uwaga, wsparcie. Dzieci potrzebują być kochane.

Podobnie w ojcostwie jest miejsce na bycie “wszystkim”. Na stanowczość i zdecydowanie, oraz na stawanie się “słabym dla słabych”: łagodnym i cierpliwym, by dzieci poprowadzić ku wewnętrznej stabilności i mocy. Nie z pozycji dyktatora czy egzekutora, ale kogoś, kto umie mądrze towarzyszyć i prowadzić, ponieważ zna drogę.

I choć czasem wydaje się, że powinniśmy być w kilku egzemplarzach, by zaradzić potrzebom – tak różnym – wszystkich dzieci (dla mnie w tej chwili – Plus, gdy jestem chora, wymaga mojego leżenia, syn – pomocy przy odrabianiu lekcji, córka – przejrzenia wypracowania), właśnie cierpliwe pozwolenie na to, by być “dla”, uczy dzieci spokoju. I nie chodzi przecież o to, by na rzecz domowników “zarobić się na śmierć”. Żeby być czymkolwiek dla kogokolwiek, potrzeba mądrej troski o samego czy samą siebie.

By dom był miejscem szacunku, współdziałania, radości. Oazą życia.

Mplus

Nie po mojemu

September 11, 2014 5:00 am

„Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.”

Piękny przykład, że nie musi być po mojemu. Chcieć, by bliźni czuł się dobrze, by zaspokoić jego potrzeby, nie własne. Prawdziwa miłość.  Mnie niestety ciągle się zdarza pomyśleć „a co to komu przeszkadza, że ja…”

Michał