wygrani

November 20, 2014 5:00 am

„Przestań płakać: Oto zwyciężył Lew z pokolenia Judy, Odrośl Dawida, by otworzyć  księgę i siedem jej pieczęci”. (Ap 5, 5)

Bardzo potrzebuję wracać często do tych słów: Jezus zwyciężył! I odtąd zwycięstwo zawsze  już będzie po stronie dobra.  Jezus żyje i chce wejść we wszystkie te obszary, które ja zamknęłam i zapieczętowałam ulegając zniechęceniu, złym przyzwyczajeniom, lękowi , zmęczeniu…. Chce  w nie wejść, by przemieniać, uzdrawiać, dodawać sił i nadziei.

„O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi”  (Łk 19, 42)– zachowaniu mojego pokoju serca służy wiara w to, że Jezus żyje i nieustannie chce nas przenosić na stronę miłości, życia, światła i dobra. Wygram, jeśli dam się poprowadzić.

Basia

Odśnieżanie po amerykańsku

November 19, 2014 9:17 am

Omaha wie, kiedy będzie padać śnieg. Ledwo tu przyjechałem, zostałem poinformowany, że w sobotę będzie padać, potem przez cały tydzień będzie bardzo zimno i na zakończenie EP 1 znowu będzie śnieg. Od godziny 11 będzie sypać. Ma być śniegu na “3 inches” (3 cale).

Kiedy w sobotę rano wychodziłem z domu, żeby dojechać samochodem na zajęcia, zdziwiłem się, że pod moimi drzwiami ktoś zostawił szczotkę do odśnieżania auta. Oczywiście ją zignorowałem, bo to pewnie przez przypadek. Okazało się, że nie – że to już poprzedniego dnia wieczorem, kiedy jeszcze nic nie zapowiadało śniegu, ktoś z domowników mnie w nią wyposażył, wiedząc, że będzie potrzebna. I była. Drogi już odśnieżono i wszędzie kręciły się samochody z zamontowanymi pługami do odśnieżania.

Okazuje się, że w Ameryce nie mają „drogowców“, od zawsze odśnieżających nasze drogi i ulice. To Ameryka, więc wszystko tu jest w rękach prywatnych (poza pocztą US Mail; i narzekają na nią Amerykanie, że to najgorsza instytucja). Dopiero tu sobie uświadomiłem, jak nasz europejski socjalizm jest dla nas oczywistością. Państwo opiekuńcze troszczy się o (prawie) wszystkie potrzeby swoich obywateli. Więc jeśli „drogowcy“ nie zaśpią i starczy środków na odśnieżanie, to wszystko będzie dobrze.

Tu odśnieżaniem zajmują się na przykład „ogrodnicy“ (firmy, które opiekują się trawnikami zarówno indywidualnych klientów jak i firm), ale też i wiele innych osób. O tej porze roku na wszystkich trasach można spotkać samochody z doczepionym pługiem śnieżnym. Oczywiście każdy dba też i o swoje obejście, więc wszędzie jest przejezdnie. A jak już tak naprawdę posypie, to zamyka się szkoły, żeby zredukować ruch na ulicach. Mniej samochodów rusza w trasy, mniejsze zagrożenie – więc i mniej wypadków.

U nas na szczęście jeszcze daleko do zimy.

Z mroźnego Omaha (wczoraj wieczorem odczuwalna temperatura wynosiła -17. Brrrrrr!)

Fr. Jay

IMG_3819

sykomora

November 18, 2014 5:00 am

„Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.” (Łk 19,4)

Ileż to razy zgubiłam się już w tłumie, a że wzrost mój raczej przeciętny, to i szukanie innych nie należało raczej do najłatwiejszych zadań. Nawet odnalezienie właściwego punktu odniesienia bywało trudne. Cóż – doświadczona przez okoliczności, wiem, że muszę się pilnować, aby nie zginąć. Ewentualnie muszę sobie wcześniej znaleźć odpowiednie miejsce strategiczne, żeby lepiej było widać (co dla wzrokowca ma niebagatelne znaczenie 🙂 )

Zupełnie jak Zacheusz. Ten mało lubiany przez ludzi celnik. Niskiego wzrostu człowiek, którego wykonywany zawód oddzielał od społeczeństwa.  Wiedząc, że niedaleko od niego będzie przechodził Jezus, wspiął się na sykomorę, żeby Go lepiej zobaczyć, albo żeby w ogóle zobaczyć.

Wspinaczka po drzewach niezwykle się opłacała, bo gdy Jezus ujrzał Zacheusza na drzewie, od razu chciał z nim iść do jego domu,  a ten przeżył niesamowitą przemianę serca.

I myślę sobie, że i ja byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby (nie tylko ze względu na wzrost) udało mi się codziennie wspiąć na moją sykomorę, aby szukać Jezusa w swojej codzienności. Aby mieć pragnienie dostrzeżenia Go pomimo tłumu, pomimo mnogości przyziemnych spraw, przez które trudno się nawet wyprostować – choćby na chwilę, choćby przez akt strzelisty. On sam wtedy zagości w mym sercu. A przecież serce, w którym gości Jezus, pięknieje od razu.

Dorota

ćma

November 17, 2014 5:00 am

Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną! (…) Łk 18, 39

Cały czas możemy być w dialogu z Nim. I dialog ma dwie strony. On mówi, działa, nie pozostaje bierny. Nie chce wcale, byśmy “nie sprawiali Mu kłopotu”, niczego nie chcieli.

Tę historię przypomniałam sobie na naszym spotkaniu rodzin wczoraj, gdy szukaliśmy śladów Jego działania w naszym życiu. Ale przecież podobnych zdarzeń jest wiele.

Jadąc z rodziną do Wisełki na tegoroczny długi weekend czerwcowy, wiozłam ze sobą trudne doświadczenia. Pomyślałam, że w naiwnym zaufaniu do ludzi, które łączy się z intencją ofiarowania tego, co najlepsze, bez względu na cenę, jestem jak ćma, która leci prosto do ognia, wiedziona błędną intuicją ciepła i światła. I że spaliło tej ćmie skrzydła. Że nie zostało jej nic, na czym by można latać. Trudno dziś oddać to poczucie ogołocenia, które mi wówczas towarzyszyło. W egipskich ciemnościach i ciszy nocnego autobusu ten obraz we mnie do Niego krzyczał. “Zobacz. To się stało. I jest nieodwracalne. Ćmy, ślepe idealistki, tak kończą właśnie”.

Po przyjeździe bladym świtem poszłam do kaplicy, by tam zapewne ładnie się przywitać – bo w kaplicach bywamy wyprasowani i pełni tych “poprawnych” słów. Ale kilka centymetrów od tabernakulum na ścianie siedziała mała ćma. W promieniach światła, które ten Jego domek podświetlało. Słyszał. Odpowiedział. Tą samą metaforą, tym samym obrazem. “Ja się opiekuję ćmami. Ona tu wyzdrowieje.”

20140619_103427

Czasem najgorsze, że nie potrafimy mówić, że chcemy Mu przynieść siebie poskładanych, poradzić sobie sami. A On chce być Kimś obecnym, Kimś ważnym, komu się zadaje pytania, kogo się potrzebuje.

Mplus

Prawie koniec

November 16, 2014 8:18 am

Intensywny tydzień dobiega końca. Niektórzy uczestnicy mówili, że od piątku, kiedy tu przyjechali, jeszcze ani razu nie wyszli poza hotel. Tyle zajęć od rana do późna w nocy, bez innej przerwy niż na posiłek, powoduje, że dziś wszyscy już jakby na zwolnionych obrotach.

Kilka dni temu w Faculty room, miejscu, gdzie spotykają się wykładowcy tego szkolenia, dzielili się oni refleksją, że to dopiero początek, a już tak zmęczeni, jakby to była końcówka. Rzeczywiście, był to bardzo intensywny czas.

Ale też i czas niezwykłych spotkań, historii, świadectw i przemian. Wstrząsające świadectwo lekarki, która przyszła szukać ratunku w NaProTechnologii, bo już nie wiedziała, jak pomagać swoim pacjentkom zmagającym się z różnego stopnia depresjami i „leczonym“ ciągle antykoncepcją; świadectwo lekarza, który przestał wykonywać zabiegi obezpładniające kobiety, ale po jakimś czasie do nich wrócił, bo został zupełnie sam i dopiero teraz znalazł siłę, by zacząć nowe życie jako lekarz „NFP only“ (czyli tylko stosujący metody rozpoznawania płodności); świadectwa ludzi, którzy wrócili do wiary, widząc wielką troskę Kościoła o prawdę i służbę prawdzie.

Czy też to przejmujące świadectwo jednej uczstniczki, która zapłakana dzieliła się radością, że jej syn został przyjęty do Seminarium Duchownego. Powód do radości zrozumiały, choć w jej wypadku oznaczało to coś jeszcze więcej. Zgwałcona jako 15-latka, została zawieziona przez rodziców do kliniki aborcyjnej i tam pozostawiona, żeby “udzielono jej pomocy”. Gdy po USG dowiedziała się, że teraz idzie na zabieg, zdziwiona dopytała, na jaki. Mimo tego, że miała tylko 15 lat, powiedziała, że to nie wchodzi w grę. I wróciła sama do domu idąc 45 mil (to przeszło 72 km!). Teraz ten uratowany chłopiec, jej pierwsze z siedmiorga dzieci, zadzwonił do niej, że został przyjęty do Seminarium.O wielu innych wspomnieć nie mogę, ale wszystkie one przepełniają serce radością.

Osiemdziesięcioro uczestników, z tylu krajów i tylu stanów, w dniu przyjazdu dla siebie nawzajem obcy – dziś, powoli kończąc, są już serdecznie powiązani. Bóg miłości i życia, przyjęty otwartymi ramionami do głów i serc, już w nich działa cuda. Dobrze jest być tego świadkiem i cieszyć się radością „przyjaciela Oblubieńca“.

Za Wasze wsparcie, pamięć w modlitwie i towarzyszenie – bardzo dziękuję.

Z błogosławieństwem

xj

szyfry wojny

November 15, 2014 5:00 am

Nie pojęłam tego od razu i bardzo żałuję. Mimo że sama szyfrowałam od dawna. Ale lepiej późno niż wcale.

Nasi bliscy mówią do nas szyfrem. Nie tylko dzieci, które nie potrafią jeszcze nazywać, co czują. Również dorośli, również mąż czy żona, gdy nazwanie uczucia jest zbyt trudne.

Łatwo kodu nie rozpoznać i wziąć literalnie. Z tego wynika często już tylko eskalacja emocji i wojna. Bo skupiam się na uczuciu, jakie we mnie ów “szyfr” wywołał (zranienia, obrazy, smutku), a nie na tym, że mówiący chce mi przekazać jakąś swoją niezaspokojoną potrzebę. Jest to dla mnie w tej chwili jakaś pociągająca, choć nadal mocno niedościgła postać daru z siebie. Bardzo potrzebnego. Jeśli rozpoznam szyfr, emocje po drugiej stronie szybko opadną. Jak widać na załączonym obrazku:

Untitled 1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To może być mąż, który wróciwszy z pracy powie: “Daj mi spokój” – i rozszyfrowaniem będzie: “Jesteś bardzo poirytowany – czy coś się trudnego wydarzyło?” Z jaką wdzięcznością przyjmujemy sami, gdy nas druga strona rozszyfrowuje.

Mplus

Na podstawie książki Thomasa Gordona “Wychowanie bez porażek w praktyce”, zakupionej za złotych 6 w październiku w budce z używanymi książkami na dworcu PKS na trasie Wrocław-Łomianki. Mimo posiadanych innych książek tego autora z czasów beztroskiej młodości, ta właśnie okazała się prezentem Opatrzności.

Hop do przodu

November 14, 2014 5:00 am

Powiedzenie “ej, nie bądź taki hop do przodu” ma jeszcze swój dalszy ciąg – “bo ci z tyłu zabraknie”. Nie wdając się w szczegóły komu i czego zabraknie – przypomina mi się cytat z Owidiusza (Quidquid agis, prudenter agas, et respice finem), w którym jest mowa o roztropnym (a nie szybkim) działaniu, i o przewidywaniu końca…

Hop do przodu. Dlaczego o tym? W dzisiejszym fragmencie drugiego listu św. Jana Apostoła usłyszałem, że “każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga”. I dalej, w tym samym wierszu: “kto trwa w nauce Chrystusa, ten ma i Ojca, i Syna” (2 J 9).

Czasami zbytnio wybiegam naprzód, abym miał “swoje pięć minut”, abym został zauważony, był “przed orkiestrą”. Czasem też takie szybkie działanie powoduje więcej szkody niż pożytku – zwłaszcza moi bliscy ponoszą cenę owej pozornej “ucieczki do przodu”. Pozornej, bo przecież nie żyję w samotności… Na pewno takie “wybieganie przed szereg” nie pomaga rozwojowi Serca, o czym wczoraj pisał Michał.

“Kto wybiega zbytnio naprzód” – przecież na moją przyszłość na wpływ tylko Opatrzność, sam niczego nie mogę w niej zmienić, przewidzieć.

“Kto trwa w nauce Chrystusa, ten ma i Ojca, i Syna”. Jeśli w niej trwam, to jestem wierny i Staremu, i Nowemu Przymierzu. A gdy mam i Ojca, i Syna – to mam doskonałe wzory i ojcostwa, i dziecięctwa. Nie tylko wzory, ale i łaskę, by oba te powołania rozwijać i wypełniać.

Myśl o końcu nie będzie wtedy pełna strachu, ale nadziei.

Andrzej O.

 

Serce

November 13, 2014 5:00 am

“Idziemy przez życie z dobrze rozwiniętym ciałem, z częściowo rozwiniętym umysłem i z niedorozwiniętym sercem. Jest to serce niedorozwinięte, a nie zimne. To ważna różnica”*

Natrafiłem na ten cytat w jednej z ostatnich moich lektur. Zaintrygował mnie. Rzeczywiście, ciało rozwija się czy tego chcę czy nie. Mogę ewentualnie zaopiekować się nim lepiej lub gorzej. Nad rozwojem umysłu “pracuję” od przedszkola przez wszystkie szkoły, studia itp. A serce?  Ono jakby pozostawione samo sobie. A przecież u kresu dni z ciała nic nie zostanie. Intelektu, zdobytej wiedzy także nie zabiorę ze sobą. Jedynie to, co w sercu będę mógł złożyć u stóp Boga. Powiedzieć: Panie taki byłem, a przynajmniej taki starałem się być.

Wróciłem pamięcią do Programu Ja+Ty. Tam każda nowa wiedza, umiejętność służy temu by bardziej “być”, by rozwinęło się “serce”. Tak bardzo bym chciał, by rozwojowi mojego ciała, umysłu towarzyszyło także dojrzewanie serca.

Michał

*E.M. Forster

zielone pastwiska

November 12, 2014 5:00 am

„Pan jest moim pasterzem: niczego mi nie braknie,                                                         pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.”

Bardzo lubię Psalm 23. Lubię tę wizję zielonych pastwisk, tej sielanki, dostatku, spokoju. Ale momentami mam wrażenie, że ten Psalm jest tak trochę o „pobożnych życzeniach”. No bo niby gdzie ta sielanka, ten spokój, dostatek. Gdzie te wczasy pod gruszą? Raczej pogoń, stres, zabieganie, choroby, niedostatek. Mój, sąsiadów, znajomych…

I gdy już sobie tak wyliczę tę całą moją (i nie tylko) biedę – wypunktuję i podkreślę, co bardziej drastyczne akapity, idę do Niego (bo cóż mi pozostało). A On, widząc tę całą moją niemoc, mój smutek – przytula i…

„Prowadzi mnie do wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę.”

I rzeczywiście, u Niego znajduję  odpoczynek, ukojenie i zachętę. Mogę się wypłakać, poskarżyć, ale też dostaję wsparcie, że warto ten trud podejmować, że będzie nagroda. Da siłę i łaskę, żeby przez wszystkie te trudności i kłopoty przejść, choćby nie wiem jak świat się ze mnie śmiał:

„Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów.”

I pomimo wszelkich trudności i niepokojów,  albo raczej dlatego, że one są i zniechęcają, będzie mi towarzyszył i czekał na mnie w domu swym, w ojczyźnie niebieskiej:

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni mego życia                             i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy.”

Bardzo lubię te pastwiska zielone. To moja ostoja. Moja nadzieja. To miejsce mojego spotkania z Bogiem.

Dorota

 

 

 

 

Love and Life Unlimited Conference – i magik

November 11, 2014 10:20 am

Love and Life Unlimited Conference to równolegle prowadzony kurs dla tych wszystkich, którzy pragną się zapoznać z NaProTechnologią i Creighton Model of FertilityCare System. Jest mąż instruktorki Modelu Creigtona, jest lekarka, która przyjechała się dowiedzieć, jak lepiej może pomagać swoim pacjentkom, jest nowa pracownica Instytutu (zwyczajowo każdy, kto pracuje w Instytucie bł. Papieża Pawła VI, przechodzi także tę konferencję).

Jest też Andres, syn moich przyjaciół z Meksyku, który uczestniczył ostatnio w Programie 1  wraz ze swoją żoną, zawodowy magik. Niezwykły magik, bo swoje występy (stworzył kilka scenicznych osobowości) wykorzystuje do uczenia młodzieży teologii ciała, wartości czystości, pracy nad sobą i motywacji, przeciwdziałania uzależnieniom. Występuje w szkołach, parafiach, na konferencjach, dla firm. Wszędzie służy prawdzie o miłości i życiu. Przyjechał, by pogłębić swoją wiedzę, żeby prawda o Bogu, który nas nie tylko cudownie stworzył, ale jeszcze piękniej odkupił, docierała do wielu.

Można nauczać na różne sposoby. Można połączyć pasję życiową, ogromny wysiłek włożony w przygotowanie każdego triku i dołożyć do tego misję, która może zmienić życie wielu.

Warto zobaczyć choćby migawkę z jego prezentacji:

A jego strona to www.openmagic.com.

 xj