Nawrócenie

March 10, 2015 5:00 am

„Największą winą współczesnego człowieka jest brak poczucia, że jest się grzesznikiem, a co za tym idzie, nie odczuwa się potrzeby powrotu do Boga, nawrócenia się, aby doświadczyć piękna Jego przebaczenia”.*

Powyższy cytat zwrócił moją uwagę. Coś w tym jest . Bez poczucia grzeszności nie za bardzo wiadomo, jak przeżywać Wielki Post. A przecież tu nic się nie zmieniło. Jest to czas nawrócenia.

Dzisiaj w dobie wielu „prawd” i powszechnej względności wszystkiego, wielu chciałoby tak po prostu cieszyć się wolnym czasem świąt Wielkanocnych w otoczeniu kurczaków, jajek i zajączków. A tu „niestety” wcześniej całe sześć tygodni bardzo szczególnego czasu. Cieszę się, że aż sześć. Tempo dzisiejszego świata niestety i mnie trochę porwało. Gdyby to był tylko tydzień czy też może i dwa, to na pewno byłby to za krótki czas dla mnie, by wewnętrznie wyhamować, zatrzymać się. A tak mam szansę na to, by dzięki tym tygodniom, po przeżyciu Triduum stanąć przed pustym grobem i powiedzieć: „Panie tyś ofiarował za mnie życie, cóż mogę ja ofiarować Tobie? Nie mam nic poza pełnym słabości własnym sercem”.

Ks. Jarosław pisze, że Wielki Post zbliża się już do półmetka. Jeszcze zostało trochę czasu. Tak bardzo staram się go wykorzystać. By doświadczyć Jego przebaczenia.

Michał

*regens Penitencjarii Apostolskiej prał. Krzysztof Nykiel; za www.wiara.pl

Pracownicy duszpasterstwa rodzin

March 9, 2015 8:28 am

Na zaproszenie ks. dr Dominika Koperskiego, Diecezjalnego Duszpasterza Rodzin, przez ostatni weekend miałem okazję spotkać się z małżeństwami, które angażują się w duszpasterstwo rodzin w Archidiecezji Warszawskiej. Przyjechało kilkanaście par, o różnym stażu małżeńskim, z różnych ruchów, różnych zawodów, które połączyła pasja dzielenia się z innymi swoim doświadczeniem, wiedzą i umiejętnościami. Choć głównie pracownikami są kobiety, to na to spotkanie przybyły razem ze swoimi mężami. Ci na co dzień troszczą się o utrzymanie swoich rodzin, ale gdzie tylko mogą i jak tylko mogą, są wsparciem i pomocą dla swoich żon w ich zaangażowaniu.

Szczególnie radosne były spotkania z naszymi absolwentami, których miałem – czasem przed bardzo wielu laty – okazję uczyć. Jak bardzo cieszy, że wiedza uzyskana w czasie studiów na Wydziale Studiów nad Rodziną jest wykorzystywana nie tylko w ich życiu osobistym, ale i zawodowym. Nie obyło się oczywiście bez wycieczek do bł. Pawła VI i jego cudownej encykliki „Humanae vitae” oraz do „Miłości i odpowiedzialności” św. Jana Pawła II/Karola Wojtyły. Niektórzy do dziś pamiętają nie tylko wykłady, ale i egzaminy. 🙂

Z ogromnym szacunkiem przysłuchiwałem się rozmowom, dyskusjom i naradom, pełnym troski o szukanie nowych form i sposobów docierania do nie tylko narzeczonych, ale i małżeństw, które trafiają do prowadzonych przez nich ośrodków.

Wielu podkreślało ogromną potrzebę towarzyszenia małżonkom, rozumianą bardziej jako profilaktykę, aniżeli interwencję spowodowaną kryzysem. Ile naszych par, które przeszło przez Programy, mogłoby to potwierdzić. Wypracowywanie nowych kompetencji, nowych zachowań czy nowych rytuałów pozwala troszczyć się o małżeństwo bez niepotrzebnych konfliktów. I choć wymaga to czasu i zdecydowanej pracy, korzyści są nie do przecenienia.

Przed nami kolejny tydzień Wielkiego Postu. Czasu, który już się  nie powtórzy i już zbliża się do półmetka. Mamy szansę wykorzystać go najlepiej, jak potrafimy, dla dobra swoich małżeństw i rodzin.

Z pamięcią serdeczną

Ks. Jarosław

zaścianek

March 8, 2015 5:00 am

11043046_455682221267763_9189406223141009161_n

Muszę rozczarować Panią Szczukę. Bowiem byłam w gronie oświeconych. Pisałam nawet o tym pracę magisterską. Kończyłam studia na najbardziej genderowej uczelni Wrocławia, gdzie w curriculum były proseminaria pt. “Tożsamości queer” i tym podobne. Po wyborze specjalizacji literackiej, na trzecim roku zostaliśmy poinformowani, że jedynym narzędziem analizy będzie Nowy Historycyzm. Nasz zapał był wielki: miało to być narzędzie transparentne, pozbawione ideologii. Potem okazało się, że NH to mieszanka feminizmu, marksizmu, materializmu i społecznego konstrukcjonizmu (i kilku innych -izmów, których z szacunku dla Czytelnika nie przytaczam). Użycie słowa “universal truth” dyskwafilikowało jakikolwiek tekst czy wypowiedź (Stephen Greenblatt), można było mówić jedynie o dyskursie (zwłaszcza patriarchalnym), dusza okazała się wymysłem teologów (Michel Foucault). Płeć – wyszło na jaw, że jest przebraniem, kwestią (ograniczającego) teatralnego kostiumu, społecznym konstruktem. Hormony – to “fantazja kulturowa” (cytat z seminarium magisterskiego). Mówiąc w skrócie – płeć nie istniała.

Pani Szczuka w swoim lapsusie wypowiada jeszcze jedną prawdę o feminizmie: to wola uczynienia całego świata kobiecym. Bo kiedyś byli “ci mężczyźni”. U niej jest “ta mężczyzna”, bo w tekście są te “mężczyzny”.

Musiałam urodzić dzieci, żeby zobaczyć, że coś tu nie gra. Jako mama dzieczynki i chłopca nie miałam żadnych wątpliwości, że się od siebie różnią. Musiałam przejść Programy, by przestać oczekiwać od Boskiego Andy’ego, że będzie miał psychikę kobiety. Lub przynajmniej zobaczyć, że uświadamianie sobie różnic to zadanie na całe życie.

Nie dajmy się zwieść: śmierć płci głoszą osoby jakoś w swojej kobiecości zranione. Córki ojców, co nigdy nie słyszały dobrego słowa, i matek, które z kobiecością nie miały wiele wspólnego. Ofiary nadużyć, często głęboko pogrzebanych. Dlatego potrzeba wewnętrznego uzdrowienia, by pojąć, że kobiecość to dar i nie musi o nic wojować.

A Pan Bóg wymyślił tę rozmaitość, by kobiecość i męskość uczynić sprawami absolutnie niepowtarzalnymi, godnymi szacunku, komplementarnymi.

Pięknego Dnia Kobiet

M z zaścianka

 

uśmiech

March 7, 2015 5:00 am

Plus, od czterech tygodni znany jako Paweł, uśmiecha się wczoraj po raz pierwszy na trzeźwo. Znaczy nie przez sen. Serce podskakuje mi z radości.

Próby przekonania go do uśmiechu podjęłam od początku. Ale oswajanie małego człowieka to proces długotrwały. Ciekawe, że przychodząc na swiat potrafi jedynie płakać. Całkowicie bezbronny (nie umie przewrócić się na bok, wstać, nawet podłubać palcem w nosie; gdy usiłuje ssać piąstkę, zajmuje naprawdę chwilę, zanim nią trafi do ust), popada w przerażanie z byle powodu, który dla niego jest kwestią życia i śmierci. Ile razy trzeba powtórzyć gest, opisany tak pięknie w Księdze Ozeasza: “Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę – schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go” (Oz 11,4),  by noworodek nabrał jakiegokolwiek zaufania. By uwierzył, że świat jest miejscem bezpiecznym, że otacza go troska, na którą naprawdę może liczyć.

Rodząc się jest kupką strachu, która umie tylko płaczem wzywać pomocy i krzykiem się bronić. Uśmiechu musi się dopiero nauczyć. I to najpierw czytając go z twarzy, co się nad nim pochyla. Przez odwzajemnienie. Od pierwszych momentów życia jesteśmy nie-samowystarczalni, zdani na dobro, co przyjdzie z zewnątrz, zanurzeni w relacje.

Wielki Post skupia nas często na tym, co możemy “dać z siebie”, ale myślę, że czasami równie wielki wysiłek powinien towarzyszyć pozwoleniu Panu Bogu na to, by to On dał nam coś z siebie. Może by podniósł nas do policzka po raz tysięczny, byśmy nabrali zaufania. Może by przez uśmiech drugiego człowieka nauczył nas się więcej uśmiechać. Bo przecież dziś czytamy, że “upodobał sobie miłosierdzie” (Mi 7, 18). Wszystkie te gesty, gdy się ich od Niego nauczymy, podamy dalej.

M

Odrzucony kamień

March 6, 2015 5:00 am

“Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana i cudem jest w naszych oczach” (Ps 118, 22-23).

Do tego wersetu nawiązuje Pan Jezus wyjaśniając przypowieść o dzierżawcach winnicy. W zasadzie to nawiązanie odnosi się także do wczorajszego wpisu Michała 😉
Czyż to nie jest spowszedniały cud…?

Dla mnie i być może nie tylko dla mnie psalm 118 to skojarzenie z Wielkanocą i wielkanocnymi niedzielami. Wtedy właśnie bardzo często występuje on jako psalm między czytaniami. Teraz, w okresie Wielkiego Postu jest takim przypomnieniem, zapowiedzią, zwiastunem wielkanocnej radości. Oczekiwanie na radość wielkanocnego poranka w tym roku towarzyszy mi szczególnie. Kolejny raz przekonuję się, że rachuby Boga nie są rachubami ludzkimi. Że moje kalkulacje, misterne plany, warianty rozwiązań nie zawsze prowadzą do Boga najkrótsza drogą, że meandrują i krążą, często wokół osi, którą sam jestem. A przecież bez Pana Boga nic nie mogę uczynić. A z drugiej strony – to, co według moich rachub małe, mikre, nic niewarte – staje się podstawą, fundamentem Bożej budowli.

W tym czasie tak wiele osób uczestniczy w rekolekcjach, jedni je głoszą, inni słuchają, jeszcze inni umożliwiają udział w ich przeżywaniu.

Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny przed Bogiem. Każdy z nas jest kamieniem węgielnym.

Stało się to przez Pana.

Andrzej O.

Cuda

March 5, 2015 5:00 am

«Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą» (Łk 16,31)

Nie będę ukrywał. Mnie także zdarza się pomyśleć, że gdyby tak ktoś powstał z martwych, albo może jakieś spektakularne uzdrowienie… Jak łatwiej by się wierzyło, gdyby tak z raz w tygodniu „mały” cud to tu to tam 🙂 . Tylko, że to takie cuda na zamówienie, wymyślone przeze mnie. Ja uważam, ze byłyby bardzo potrzebne. Miałyby nakarmić moją małą wiarę, by była wielka i silna. Tylko gdy się poddaję takiemu myśleniu, to nie zauważam tego ogromu cudów, którymi Bóg mnie obdarza nie na moje zamówienia, lecz z miłości do mnie. By mnie wzmocnić, pomóc mi. By okazać mi swą miłość. On wie lepiej, czego potrzebuje moja wiara.

A ja czasem tego, co jest ewidentnym cudem, za cud w ogóle nie uważam. Wszak tyle rzeczy można wytłumaczyć zbiegiem okoliczności, szczęściem itp. Bo w moich cudach na zamówienie to bardziej o niezwykłość chodzi. Niestety pozwoliłem, by prawdziwa niezwykłość stała się czymś zwykłym, a prawdziwe cuda mi spowszedniały.

Michał

efektywne przeprosiny

March 4, 2015 5:00 am

Czytam gdzieś ostatnio o przepraszaniu. Że aby spełniło ono swoją rolę, trzeba się skupić na szkodzie, której subiektywnie zaznał drugi, bardziej niż na własnych uwarunkowaniach.

Myślę, że łatwiej przychodzi “przepraszam, ale…” “Ale” – to kasownik, który mówi, że w gruncie rzeczy mieliśmy swoje powody. “Przepraszam, że się spóźniłem, ale nie mogłem znaleźć kluczy do auta”. “Ale” bierze w obronę nasze dobre intencje, nasz styl życia, nasze dogmaty. Broni tego, że taka czy taki już jestem i raczej się nie zmienię. “Ale” również tratuje przeżycie drugiej osoby, decydując za nią, że “nic takiego się nie stało”. W przeciwieństwie do: “Przepraszam, że się spóżniłem – wiem, że czekałaś z ciepłym obiadem, dziecko miało iść do dentysty, a Ty kompletnie nie miałaś pojęcia, kiedy przyjedziemy”. Można powiedzieć, że dopiero wersja B może dać jakieś poczucie zadośćuczynienia. W przypadku wersji A – słyszane po raz kolejny “przepraszam, ale…” ugruntowuje jedynie w przekonaniu, że na drugą stronę nie ma co liczyć.

“Nie ma większej miłości, niż gdy kto życie odda za przyjaciół swoich” – wraca dzisiaj w Ewangelii. Oddajemy życie nieustannie: małżonkowi, z którym związaliśmy swoje losy, dzieciom, do których trzeba wstawać w nocy i wychodzić naprzeciw tak wielu potrzebom, innym ludziom. Wydawanie “życia” to jednak także oddawanie tego, co dla nas najświętsze – własnej “racji” (która ma milion swoich “ale”) na rzecz prostej empatii – współodczuwania w krzywdzie, której niestety (mimo najlepszych chęci) bywamy autorami.

M

piłka

March 3, 2015 5:00 am

Jak czasochłonne jest malowanie  obrazów przekonałam się nie na własnej skórze, ale dzięki dzieciom. Od jakiegoś czasu uczęszczają na zajęcia do pracowni malarskiej w naszej parafii, gdzie zdobywają kunszt malarski. Sami szukają inspiracji i motywów swoich „dzieł” i nie wiem dokładnie, co się takiego dzieje podczas tych godzin, ale pomimo wysiłku, później pory, idą na te zajęcia bardzo chętnie i wracają podekscytowane, spełnione i zadowolone. Bywa, że takie ich dzieło powstaje przez kilka tygodni, bo farby olejne są wymagające – długo schną, a czasami trzeba poczekać, żeby nałożyć kolejną warstwę, więc cierpliwość jest bardzo wskazana i chyba najbardziej ćwiczona.

Pamiętam dobrze ten okres, gdy sama pobierałam nauki w stosownych placówkach, i nierzadko potrzebowałam cierpliwości, wytrwałości, determinacji w pokonywaniu kolejnych etapów, lecz będąc dorosłą, był czas, że sama sobie narzuciłam zakaz na naukę, bo przecież przez tyle lat, to już powinnam była wszystkiego zdążyć się nauczyć. A to nic bardziej mylnego, bo właśnie, będąc żoną, mamą powinnam wykazywać się największą mądrością życiową, a jej czasami brakowało. Te znaczące braki tuszowałam więc pobłażliwością, ale przynosiło to efekt raczej chwilowy i nie dawało rozwiązań.

Doszkalam się więc – głównie podczas Programów. Mogąc towarzyszyć wraz z Mężem małżeństwom podczas warsztatów na Programach, ciągle po nich wdrażam jakieś nowe treści do życia, do naszego małżeństwa. Już widzę to, że nasze małżeństwo to wielkie dzieło, które malujemy wspólnie z Mężem, które wymaga cierpliwości, delikatności, subtelności. Które tworzy się latami i od nas zależy, jaki będzie jego motyw, jakie będzie miało barwy, jaką ramę.

Na wystawie w naszym domu pojawiło się właśnie wymowne dzieło naszego syna, prawie sześciolatka. To piłka – niezwykła zabawka, nieprawdaż? Dla niego symbol szczęśliwego dzieciństwa, a dla mnie dzieciństwa i małżeństwa.

Kto był na Programie Ja+Ty=My, ten wie, dlaczego małżeństwa, a kto nie wie, może się sam przekonać. Bo kolejny Program już wkrótce 🙂

Dorota

 

zdjęcie(17)

P1 w Katowicach – zakończenie

March 2, 2015 11:00 am

Ło kule, ale się dzioło.

Mieli my organizatorów ze Rybnika i ze Łazisk. Godźki wziyli na siebie łorganizacja cołości, kontakt z  tymi co przyjechali i łopieka nad całościom. Strzelczyki dokarmiali ludzi i jak Godźki nie mogły być z nami to łoni na wszysko dowali pozór. Keby wszystko grało to jeszcze wspierały nos lokalne, Katowickie małżeństwa.

Nie spodziywali my sie tak pjyknygo łosprawianio ło tym, co ludzie tam przeżyli. W czasie Programu momy doś łograniczony dostymp do tego, co przeżwajom Uczestnicy, kedy zaś zaczynajom godać, to godce ni ma końca i łosprawiajom co siedzi w nich: ło trudnościach i ło łodkryciach, ło zmaganiach i nowych rozwiązaniach, jake sie pojawiły, ło przekroczaniu własnych łograniczyń i łodkrywaniu pjykna swoji baby i swojego chopa.

Bóg zapłać tym co nos wspyrali i za nos rzykali.

Zawsze pamjyntom ło Wos

Wasz Faroż Jarosław

tłumaczenie: Ewa i Andrzej

IMG_4027 IMG_4041

P1 w Katowicach

March 1, 2015 5:00 am

Witejcie Karlusy,

W Katowicach jest nos 13 par uczestniczących w Programie. Przyjechalimy z różnych miast i wsi kole Katowic. Spotkania momy w szkole katolickij i rozprawiomy o sprawach małżeńskich: jak się kochać a nie wadzić.

Opieka nad Programem sprawują Godźki z Rybnika i Strzelczyki z Łazisk (Klachowca). A parami trenerskimi nie som prowdziwe Hanysy yno gorole z Opolskigo (Justna i Tomek oraz Dorota i Jarosław). Dużo dobrygo sie dzieje. Dziołchy i chopy się do siebie coraz bardziej uśmiechajom, aż fajnie patrzeć.

Wjymy, że to dzięki waszymu rzykaniu i pamienci. Za co serdecznie dziynkujymy i o jeszcze fes proszymy.

Wasz

Ks. Jarosław

Tłumaczył na ślonski Konan z Bany

Otrzymuj posty przez e-mail

Wpisz adres e-mail

Join 154 other subscribers