prawdziwy chleb

April 21, 2015 5:00 am

„Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba.”  (J 6, 32b)

Z radością przyjmuję tę obietnicę Bożą. Może czasami tylko mi się myli, o jaki chleb proszę. Czy tylko o ten codzienny – zresztą bardzo ważny, traktując Boga jako dostarczyciela dóbr, czy o Ten, który jest „chlebem życia” (J6,35a).

I może czasami Bóg nie daje mi tego, o czym myślę, że tego chcę, nie dlatego, że nie zasługuję, tylko dlatego, że zasługuję na więcej.

I Ty też.

„Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu.” (J 6, 33)

Dorota

po rozmowie z Panem

April 20, 2015 10:10 am

Ranek. I to jeszcze poniedziałkowy. Kiedy człowiek wstaje już z zaległościami (choćby zaległy wpis na dzisiaj!), a piramida Hejhopsa rzeczy nowych, które czekają, szczyt swój znaczy wysoko w chmurach. Tam, gdzie także sięgają marzenia i plany. Pod nogami za to, blisko podłogi, porozrzucana odzież dzieci, nieco wyżej stosik naczyń, które się wczoraj nie zmieściły w zmywarce. Pawełek na moich rękach rozpoczyna maraton karmień, zabaw i drzemek, który dopiero co skończył się w nocy. Wszystko mówi: nie ma czasu, pora przejść do działania.

W okolicach poduszki czeka Oremus, a w Nim wyjątki czytań na dzisiaj. Materialny dowód bliskości, paczuszka listów na każdy dzień, bo samemu można w gonitwie pytań i myśli zginąć. Jak się zatrzymać? Telefon już świeci informacją, że zaległe telefony z wczoraj. W tym jeden ważny w sprawie szukania miejsca na Program 3 w czerwcu. Piszę smsa, że będę czekać na wiadomość. Dostaję zwrotny: “Dam znać po rozmowie z Panem”. Chodzi o pana koordynującego działanie ośrodka rekolekcyjnego, ale odpisuję, iż całość przemawia do mnie dość “mistycznie”. 🙂 Przchodzę więc do rozmowy z Panem.

Co mówi Ewangelia na dziś? “Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże? Jezus odpowiadając rzekł do nich: Na tym polega dzieło /zamierzone przez/ Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał”. Co “czynić”? – “uwierzyć”. Na pierwszy rzut oka jakaś mocna niekompatybilność znaczeń. A jednak. Bez tego spotkania można znać się z Nim już tylko ze słyszenia (“A, Jezus. No, słyszałem, że zmartwychwstał”) i pogrążać się w galopie chaotycznego działania.

Razem przy herbacie na otwarcie nieprzytomnych oczu zaczynamy dzień, który będzie relacją z Nim – żywym, kochającym, ludzkim. Przychodzącym z pomocą w codziennym maratonie. Obdarzonym także poczuciem humoru, skoro przysłał takiego smsa. 🙂

M

 

Zakończenie…

April 19, 2015 10:15 am

… przeżywa się tu bardzo radośnie, choć przecież jest to także i smutny moment, bo zwiastuje rozstanie. Radośnie, bo to, co się dokonało, jest niezwykłe: tak intensywnego szkolenia nie spotyka się często. Praca naprawdę od świtu do późnej nocy, z krótkimi przerwami na posiłki, które same w sobie są okazją do nawiązywania kontaktów, wymiany doświadczeń i poznawania nawzajem swoich kultur. Ze świadomością, że łączy nas wszystkich wspólne doświadczenie bycia zaproszonym do wielkiego dzieła służbie człowiekowi w obszarze tak delikatnym, tak intymnym, a jednocześnie tak pełnym Bożej obecności.

Smutne, bo w takim gronie już się nie spotkamy; bo każdy z nas wróci do siebie i swojego środowiska, gdzie nie do końca posługa życiu będzie zrozumiana i uszanowana. Więc będzie się tęsknić do tego grona, które tak wyraźnie i tak mocno staje po stronie życia.

Dla mnie jako kapłana to wymarzone miejsce posługi: ludzie, którzy tu pracują i uczą, jak dr Thomas Hilgers i całe Faculty, czyli wykładowcy tego programu, całymi sobą świadczą o Bożych źródłach życia i o ogromnej odpowiedzialności za służbę w tym obszarze. Bardzo to przypomina nasze Łomianki i lata spędzone na wykładach. Tym bardziej, że nasze Instytuty powstały z podobnej inspiracji i w niedalekim odstępie czasowym od siebie.

Piszę te słowa już późno w nocy, kiedy jeszcze spotkanie pożegnalne trwa w najlepsze. Nikomu się nie spieszy do zakończenia. Jest tyle niedokończonych rozmów, jest tyle jeszcze sobie do opowiedzenia. Będą te chwile wracać w pamięci. Będą, taką mam nadzieję, umocnieniem na chwile zwątpienia.

Z serdeczną modlitwą za Was z Omaha

Fr. Jay

IMG_4800

IMG_4790 IMG_4788 IMG_4810

11096390_958529860846437_5063672961940595538_o

 

„To Ja jestem, nie bójcie się”

April 18, 2015 9:16 am

– mówi każdego dnia. Zwłaszcza kiedy jesteśmy dalecy od poczucia stabilności, na obcym gruncie; kiedy dominuje uczucie, że wszystko jest okryte zasłoną i nic prawie nie widać, kiedy mamy poczucie, że w nas wszystko dygocze i nie możemy się uspokoić – wtedy Pan Jezus pojawia się jakby znikąd i nas uspokaja: to Ja jestem, nie bójcie się.

Chce nam to powtarzać każdego dnia i w każdej sytuacji, żebyśmy wiedzieli, że na Jego obecność możemy zawsze liczyć. Swojego zwycięskiego krzyża nie postawił na szczycie naszych sukcesów, tylko na dnie naszych grzechów i słabości, żebyśmy wiedzieli, że nas odkupił i zbawił od zła, i ukochał najbardziej, kiedyśmy byli najdalej od Niego. Jest z nami zawsze, bo nas po prostu kocha. I każdego dnia od naszego przebudzenia już jest przy nas, żeby nam powtarzać: Ja jestem z tobą, żeby cię chronić, wspierać, pocieszać, prowadzić i umacniać; tak jak przyszedłem wcześniej, żeby cię odkupić i wyzwolić z grzechu. „Ja jestem”. I czeka na nas, by – kiedy dopełnią się nasze dni na ziemi – przyjąć nas do Domu Ojca, gdzie będzie nas trzymać w swoich miłujących ramionach cała wieczność.

Jesteśmy już na samym końcu kursu. Wszyscy bardzo zmęczeni, bo noc krótka –  dziś rano egzamin. Pamiętajcie proszę, żeby pomodlić się za nich. Jeszcze nie koniec całego procesu szkolenia, który kończy się dopiero w okolicach listopada, ale już bliżej końca. Pozostały czas pracy będzie już w bezpośrednim kontakcie ze swoim nauczycielem. Dziś pożegnanie. Pan Bóg nam podarował okazję do poznania się i spędzenia trochę czasu ze sobą. Co z tego wyniknie w przyszłości? Zobaczymy. I to jest ta równie ciekawa strona tych spotkań, że zawsze coś z nich wynika w przyszłości.

Z pamięcią także o Was

Fr. Jay 

Gamaliel

April 17, 2015 9:12 am

Faryzeusz Gamaliel z porażająco prostą logiką uratował życie Apostołom. Czytam o tym w dzisiejszym fragmencie z Dziejów Apostolskich (Dz 5, 34-42). Jeśli to sprawa ludzka – to sama sie rozpadnie; jeśli to sprawa Boża – to nic nie da się zrobić, wszystkie ludzkie rachuby i wysiłki spełzną na niczym; co więcej, można jeszcze sie narazić na zarzut walki z samym Bogiem. Ta faryzejska logika z jednej strony pioniersko wdraża zasadę “win-win”, a z drugiej – można by rzec, że jest zapowiedzią “zakładu Pascala”.

Gamaliel nie powiedział tego w obecności Apostołów – kazał ich najpierw wyprowadzić. Dopiero po całym jego wywodzie przyprowadzono ich ponownie i po ubiczowaniu – wypuszczono.

Czasem logika ludzka wydaje sie być absolutnie doskonała – wręcz najlepsza pod słońcem. Moje człowiecze rachuby są miałkie i puste w odniesieniu do Boga – Jego miłosci i miłosierdzia. Jakże często przyłapuje się na tym, że chciałbym poprawiać Pana Boga, dawać mu dobre rady, a niejednokrotnie – gotowe rozwiązania. Mowi o tym dzisiejsza opowieść o rozmnożeniu chleba (J 6, 1-15). I choć kiedyś w kościele usłyszałem, jak dzieci śpiewały “Tyś na pustkowiu chleb ROZMROZIŁ, Panie” – to jestem pewien, że to nie tak było 😉

Pięć tysięcy mężczyzn dzieliło się chlebem. Dzielenie się chlebem – to dzielenie się miłością z każdym, kto jest w potrzebie. Dzielenie się milością, to również dzielenie się modlitwą. W tych dniach szczególnie otaczajmy nią narzeczonych, którzy uczestniczą w weekendowym spotkaniu kursu “Gaudium et Spes”…

Andrzej O.

Słuchać Boga

April 16, 2015 5:00 am

„Zakazaliśmy wam surowo, abyście nie nauczali w to imię”. (Dz 5, 28)

Dwa tysiące lat temu zakazywano apostołom mówienia o Chrystusie. Czy te czasy już minęły? Czytam różne doniesienia, obserwuję świat wokół siebie i dochodzę do wniosku, że wiele się nie zmieniło. Tak wiele miejsc, w których istnieje temat “zakazany”. Możesz z nami być, mieszkać między nami, ale nie mów nam o Bogu, o Chrystusie. Nie zetknąłem się z taką nienawiścią, za co Bogu dziękuję. Nie wiem jednak, co jutro przyniesie. Czy będę potrafił dać świadectwo? Czy znajdę w sobie odwagę, by bardziej słuchać Boga niż ludzi? Boże obdarz łaską Ducha św.

Michał

Światło

April 15, 2015 5:00 am

„Bóg jest światłością” (1 J 1,5) i pierwszym, co uczynił, to światłość – „Niechaj się stanie światłość!” (Rdz 1,3). Jezus nazwał też samego siebie „światłością świata” (J 8,12).

Wertuję w pamięci i odnajduję te chwile, w których jednoznacznie mogłam powiedzieć, że oddane były Jezusowi, że czułam – byłam pewna, że On mnie prowadzi, że jestem w Jego świetle. To są moje mocne miejsca uchwytu.

O mrocznych, ciemnych moich miejscach to nawet nie chce mi się wspominać – żadnego tam koloru czy radości. Zdecydowanie nieciekawe miejsca.

I choć nie jest prostym, łatwym i wygodnym sprostać „wymaganiom prawdy”, to jednak to jest wskazówka i drogowskaz, jaki dał nam Jezus, aby zbliżyć się do Niego. Droga do światła wcale nie łatwa – pełna niespodzianek, przeszkód, bardzo wyczerpująca. Jednakże „Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,19-21).

Bo Bóg nie przyszedł na ziemię, po to, aby rozliczyć ze wszystkich słabości, ale po to, aby go uratować, zbawić. Bo jest dobry.
„Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.” (Ps 34,9)

Dorota

Ścieżki biegowe

April 14, 2015 10:47 am

Doświadczeni mówią, że łatwiej jest odzyskać formę, niż ją wypracować. Trzymam się tego dzielnie, wróciwszy do treningów po przeszło rocznej przerwie. Trening do maratonu jest długi i choć sprawia dużo radości, trzeba jednak swoje każdego tygodnia wybiegać. Jeśli się jest co tydzień w innym miejscu, a brakuje wyznaczonego terminu startu, zdecydowanie trudniej jest się zabrać do biegania.

Tym razem udało się wcisnąć maraton w upakowany po brzegi kalendarz (maratony są zwykle w weekendy, a te z kolei są idealnym terminem na Programy). Jedyna wolna sobota zbiega się akurat z biegiem, w którym już dwa razy startowałem i który zyskał sobie tajemniczą nazwę znaną tylko wybranym: „maraton Borka Young”.

Normalne przygotowanie do maratonu zajmuje 27 tygodni, ale ponieważ to nie jest mój pierwszy taki bieg, lecz szósty, powinno wystarczyć 20 tygodni, które zostało do 5 września. Na koniec maja będzie okazja jeszcze wystartować w biegu na 20 km, co dodatkowo mobilizuje.

Pod względem tras biegowych Amerykanie biją nas na głowę. Na przykład miejsce, gdzie zacząłem treningi: malutkie osiedle domków pod Omaha (w skali USA, więc nie takie całkiem malutkie) ma swoją własną trasę opasującą wszystkie domy – pętla 3 km. Bezpieczna, szeroka, równa i choć betonowa, to dobrze się po niej biegnie.

Moja podstawowa w tych dniach trasa przebiega wzdłuż potoku i wiedzie aż do rzeki Missouri – 30 km. A to tylko w stronę rzeki, bo jeszcze można pobiec w stronę przeciwną.

Biegniesz sobie spokojnie, mijasz innych biegaczy, czasem przejedzie rowerzysta, a przed tobą pięknie wijąca się trasa wśród pól, placów zabaw, niedaleko domów mieszkalnych, ale bezpiecznie odgrodzona. Biegam spokojnie, kontrolując mocniej swój sposób poruszania się i oddychania. Teraz pierwszeństwo ma wypracowywanie dobrej techniki biegowej. Potem przyjdzie czas na pracę nad wytrzymałością, siłą biegową i prędkością. Jest coś niezwykle kojącego w spokojnym biegu na kilka kilometrów – jest czas na relaks i refleksję, pozostawienie wszystkiego za sobą, nabranie dystansu, przewietrzenie płuc, dotlenienie organizmu (mózgu!!!) i doładowanie poziomu optymizmu. Postawiony duży cel, porozbijany na mniejsze i całkiem drobne, już nie przeraża swoim dystansem, bo przecież 42 km pobiegnie się tylko raz, a w tym czasie uzbiera się tego przeszło 10 razy tyle. Podobnie i w życiu – każdego dnia mamy okazję do ćwiczenia się w różnych malutkich sprawnościach, które razem z nami rosną i stają się potem wielkimi. Opanowanie ich od razu jest prawie niemożliwe – jak przebiegnięcie maratonu bez żadnego treningu – ale po tygodniach i miesiącach pracy przynosi dużo radości i staje się całkiem realne do zrealizowania.

Załączam troszkę zdjęć z trasy, żeby sprowokować Was do ruszenia się z domu. Każde miasto ma swoje miejsca, gdzie można się ruszyć. Trzeba tylko chcieć. 🙂

Do zobaczenia na biegowych trasach. I we wrześniu w Świnoujściu.

Zawsze z pamięcią o Was

Fr. Jay

Mam nadzieję, że Borek Young pobiegnie z nami. W końcu to maraton jego imienia.

 

IMG_4780

IMG_4778

IMG_4782

IMG_4781

Rozpoczęcie Education Phase 2

April 13, 2015 7:26 am

– czyli programu szkoleniowego Instytutu Papieża Pawła VI w Omaha, kolebki NaProTechnologii. Dzisiaj bardzo oficjalne otwarcie, choć zajęcia odbywają się już od czwartku. Najpierw zaczynają Edukatorzy – to ci, co w przyszłości będą mogli prowadzić kursy dla instruktorów Modelu Creightona. To grupa, która najwięcej pracuje i od których się najwięcej wymaga. Dlatego zaczynają wcześniej i jeszcze sporo czasu upłynie, zanim będą odpowiednio przygotowani, by taki kurs poprowadzić.

Trochę później, bo w piątek, zaczynają uczestniczy tzw. “double program” – czyli programu dla lekarzy i jednocześnie dla instruktorów Modelu Creightona, którzy dołączają do nas najpóźniej. Od wczoraj są już wszyscy. A dzisiaj po Mszy św. o godz 7:15 oficjalne rozpoczęcie EP 2.

Kolejny raz przeżywam to samo: radość ze spotkania po półrocznej rozłące, radość mam, które przyjechały ze swoimi pociechami. W czasie EP1 były jeszcze po tej „drugiej stronie brzucha”; dziś noszone z dumą przez ojców, którzy towarzyszą swoim żonom w roli opiekunów nad dziećmi. Maluchy bardzo szybko zaprzyjaźniają się z pozostałymi i tworzy się osobna kategoria uczestników EP2. 🙂

Tym razem nie ma Love and Life Unlimited Conference – co nie oznacza, że będzie miej pracy, bo każdy kurs, gdzie są Edukatorzy, jest ogromnie intensywny. Jedyny więc moment spotkań to nasze wieczorne kolacje, które są wykorzystywanie jako doskonała okazja do wymiany doświadczeń i odsapnięcia, bo potem zajęcia trwają jeszcze do późna w nocy (choć oficjalnie tylko do 22:00).

Cieszy mnie zawsze widok zapełnionej sali na Mszy św. Mimo bardzo intensywnego programu, kiedy noc jest jeszcze okazją do uzupełniania wiedzy i przygotowywania się do egzaminu, prawie wszyscy przychodzą na Mszę św. Tu szukają siły i umocnienia. Niektórzy przychodzą jeszcze wcześniej, żeby zdążyć na odmawianą wspólnie z księdzem Jutrznię.

Także i  tym razem polecam Waszej modlitwie i wsparciu cały kurs: od wykładowców począwszy, na studentach skończywszy.

Z życzeniami pięknego tygodnia

Ks. Jarosław / Fr. Jay 

„Poza Bożym Miłosierdziem, nie ma dla ludzi innego źródła nadziei”

April 12, 2015 10:47 am

Pierwszy raz zetknąłem się z nabożeństwem do Miłosierdzia Bożego na pielgrzymce hippisów do Częstochowy w 1982 roku (dziś to się nazywa Piesza Pielgrzymka Młodzieży Różnych Dróg), prowadzonej przez charyzmatycznego duszpasterza ks. Andrzeja Szpaka. Od czasu, kiedy władze zabroniły chodzić z Pieszą Pielgrzymką z Warszawy, rusza z różnych miejsc. Ale wtedy poszliśmy po raz ostatni ze stolicy, choć dzień później po Pielgrzymce Warszawskiej. W czasie tej pielgrzymki szło nas wtedy około 300 osób. Jedna z grupek skupiona była przy obrazie Bożego Miłosierdzia niesionego na wzór sztandaru – naklejony obraz na zwykłej płycie pilśniowej i przymocowany do długiego drzewca. A kiedy stawaliśmy na odpoczynek, pielgrzymi z tej grupki zawsze się skupiali przy „swoim” obrazie i klęcząc odmawiali jakąś modlitwę. Ta grupa jakoś się wyróżniała spośród innych.

Potem miałem okazję kilka z tych osób poznać bliżej: byli narkomani, alkoholicy, pogubieni bardzo w życiu ludzie i świadczący mocno o tym, że gdyby nie Miłosierdzie Boże, już by ich nie było. Nie byli głośni, nie opowiadali o tym nabożeństwie, ale widać było po nich, jak do niego przylgnęli, jak było dla nich ważne. I może to najbardziej do mnie przemówiło. Byłem wtedy bardzo wierny różańcowi świętemu, który już wtedy od dwóch lat odmawiałem codziennie cały, więc idea odmawiania koronki do Miłosierdzia Bożego na różańcu była dla mnie prosta. Ale samo nabożeństwo wtedy jeszcze nie. Został na kilka lat w świadomości obraz wiary tych ludzi i ich wierność oraz duma z niesienia ich „sztandaru”. Ale dzięki nim pojechałem wtedy zaraz po pielgrzymce do Krakowa, do Łagiewnik, żeby osobiście pomodlić się przed obrazem. Wracałem już potem wiele razy do tego Sanktuarium.

Drugą osobą był śp. Nasz Założyciel, ks. Abp K. Majdański, którego także zapamiętałem między innymi z jego niezwykłej wierności do tego nabożeństwa. Sam był także zaangażowany w proces kanonizacyjny św. Faustyny. I dał temu świadectwo (a ja miałem wtedy niezwykłą szansę być obecnym  w czasie tej Mszy św. już jako diakon asystujący przy Mszy św.) w kaplicy w Łagiewnikach.

Dziś jestem zdecydowanie bliżej koronki do Miłosierdzia Bożego, niż to było na początku. Nie wiem, czy to przychodzi z wiekiem, czy to też owoc działania łaski Bożej, ale moje serce woła coraz żywiej o Boże Miłosierdzie. A bardzo w tym pomogła Matka Boża (i szczególnie wiele wniosła w to moje nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego Matka Boża z Guadalupe). Ona to Serce zna najlepiej i wie, jakie zdroje łaski z Niego płyną.

Tytułowe słowa wypowiedział w Łagiewnikach św. Jan Paweł II, dzięki któremu obchodzimy w całym Kościele święto Bożego Miłosierdzia celebrowane w tzw. Niedzielę Białą, w oktawie Wielkanocy. Objawienia św. siostry Faustyny stały się skarbem całego Kościoła. Doświadczamy Bożego miłosierdzia na każdym kroku, choć jest bardzo dyskretne i delikatne, jak Boża miłość do nas. Objawiło się w naszym poczęciu, potem poprzez narodziny, Chrzest św. i wszystkie sakramenty, z Sakramentem Pojednania aż do Eucharystii na czele.  Jesteśmy kochani przez Pana Boga bezwarunkowo, a nie za coś.

Dzisiaj mamy okazję tego jeszcze raz w naszym życiu doświadczyć. Pan Jezus obiecał św. Faustynie: “Pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego. Która dusza  przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski” (Dz. 699).

Mamy za co dziękować każdego dnia, mamy też każdego dnia okazję do tego, żeby praktykować nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego przez czyny, słowa i modlitwę.

A jeśli jeszcze nie jest to nabożeństwo „naszym”, to się nim pewnie kiedyś stanie, bo przecież Miłosierdzie Boże nie jest niczym innym, jak tylko wołaniem Bożej Miłości, żebyśmy powierzyli Jej samych siebie; byśmy naszej mocy nie szukali po stronie swoich uczynków, tylko Bożej łaski; byśmy naszych słabości nie przeżywali jako swoich porażek, tylko powierzali je od razu Bożemu Miłosierdziu. On chce nas nieustannie obdarowywać swoją łaską, a czyni to nie dlatego, że na nią zasłużyliśmy, tylko dlatego, że Jemu zaufaliśmy, że swoją nadzieję pokładamy w Nim. Dzisiejsze święto jest swoistą eksplozją Bożej Miłości wylewającą się na każdego z nas. Bóg chce nas dziś najszczególniej obdarować. I dziś możemy wyprosić nieskończenie wiele dla naszych bliskich – dla tych, których nosimy w sercu.

Mówmy wszystkim, że On jest Miłością. Nie ma ważniejszej wiadomości dnia. To polecił św. Faustynie Pan Jezus: „Powiedz, że jestem Miłością.” Więc mówię Wam i sobie: On jest Miłością!

Jezu, ufam Tobie!

Jezu, ufam Tobie!

Jezu, ufam Tobie!

Z modlitwą serdeczną za Was w to święto

Ks. Jarosław