pobożność neurotyczna

April 11, 2015 9:05 am

Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych: bardziej słuchać was niż Boga. (Dz 4, 19)

Można zazdrościć Piotrowi, że znalazł się w sytuacji, w której mógł wiedzieć dokładnie, iż występując przeciwko faryzeuszom, stał po stronie Boga. Smuci jednak myśl, iż czasami w małżeństwach zdarza się, że “Bóg” staje się narzędziem walki z mężem lub żoną. Według takiego scenariusza ja słucham Boga, a Ty nie, w związku z czym prawda jest po mojej stronie.

Podobne stanowisko upoważnia do szeregu “praktyk religijnych”: robienia rachunku sumienia mężowi lub żonie, prawienia kazań w formie słowa na niedzielę lub też słowa na każdy dzień, ascezy w postaci bicia Pismem Świętym po głowie, rzucania gromów, mów ewangelizacyjnych celem nawrócenia, spowiedzi powszechnej z grzechów cudzych. Z własnych bowiem zajmować mogą głównie “rozproszenia na modlitwie” 🙂 .

Tymczasem wszystko, co nosi znamiona agresji, niespecjalnie mieści się w Bożym pomyśle na czyjekolwiek życie. Pierwszym znakiem rozpoznawczym osoby wierzącej jest szacunek dla drugiego człowieka, ciekawość jego historii, służba. Z taką chorągiewką pokoju przychodzi do nas Zmartwychwstały, by czynić nas sobie nawzajem bliższymi.

Abyśmy się nie pomlylili odnośnie tego, czy na pewno słuchamy Boga, warto posłuchać cyklu audycji on-line Moniki i Macieja Gajdów pt. “Religijność neurotyczna”, ostatnio polecanej przez znajomych w naszych wrocławskich kręgach. Do znalezienia TU.

M

 

Piękne życie

April 10, 2015 5:00 am

“Życie jest piękne, tylko trzeba pięknie żyć”

Te słowa bardzo często powtarzał ks. Andrzej Kwaśnik, tragicznie zmarły w drodze do Katynia proboszcz parafii św. Tadeusza Apostoła w Warszawie na Sadybie, kapelan Federacji Rodzin Katyńskich, kapelan warszawskich Oddziałów Prewencji Policji.

Księdza Andrzeja przez prawie dwa lata spotykałem w każdą niedzielę, czasem w tygodniu. Dla każdego miał czas, uśmiech, dobre słowo. Ożywił bardzo parafię – wszyscy staliśmy się sobie bliżsi, zaczęliśmy tworzyć jedną, wielką parafialną rodzinę. W ostatnim roku jego proboszczowania przeprowadziłem się z rodziną na prawy brzeg Wisły, ale serdeczne więzy pozostały. Jego ostatnim prezentem i – jak się okazało – testamentem dla parafii była kaplica adoracji Najswiętszego Sakramentu, którą urządził z okazji jubileuszu 60-lecia parafii.

Dlaczego o tym piszę teraz, w oktawie Wielkiej Nocy? Bo wtedy, pięć lat temu, 10 kwietnia też wypadł w wielkanocnej oktawie. Wtedy była to sobota, wigilia święta Miłosierdzia Bożego. Wyobrażam sobie, że każdego z 96 uczestników tragicznego lotu Pan zawołał po imieniu: Leszku, Mario, Ryszardzie, Andrzeju, Zdzisławie, Krzysztofie…

Zachęcam do ponownego przeczytania wtorkowego wpisu Małgosi. “Tracenie – boli, a On w ten ból przyszedł z pomocą”. Oni tracili życie. “Wpuszczali Go w miejsca najbardziej osobiste” – i usłyszeli z czułością wypowiedziane swoje imiona… Tych imion na ziemi tak bardzo brakuje, po ludzku tak bardzo są potrzebni. Ale wezwał ich Pan. Być może każdy z nich mówi do mnie, do nas: noli me tangere, nie zatrzymuj mnie…? Czas paschalny daje inną perspektywę tego wydarzenia.

Ksiądz Andrzej Kwaśnik miał piękne życie – i pięknie żył. Doczesne jego szczątki złożono w Świątyni Opatrzności Bożej – w Panteonie Wielkich Polaków.
Jego dzieło żyje w nas, w tych, których prowadził do Pana. Był nauczycielem, ale także towarzyszem i świadkiem. Dziękuję Panu Bogu za Niego, za Jego życie, za tragiczną śmierć…

Ten, którego kochają – zostanie zbawiony (J.Twardowski)

Andrzej O.

IMG_20150409_081010

język dobrych wiadomości

April 8, 2015 5:00 am

Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. (…) On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. (Łk 24, 14.17)

Dwa rodzaje rozmowy. Uczniów między sobą, na smutno. I choć uczniowie dopiero co przeżyli osobisty kataklizm i mają powody do przygnębienia, może stać się metodą wypowiadania się w ogóle. Można mówić językiem nieszczęścia, można się nawet wzajemnie w nim wspierać. Można się licytować, kto ma gorzej. Co gorsza, w tym rytmie może płynąć nasz wewnętrzny monolog, rozmowa z samym sobą.

“Moja mama w ostatnich latach życia popadła w straszny negatywizm. Pewnego dnia powiedziałem: ‘Dziś 1 października’, na co odparła: ‘Wiem, czyż to nie okropne?’ ‘ * 

Drugi rodzaj rozmowy wydarza się w obecności Jezusa. On badzo chętnie słucha, pozwala wypowiedzieć wszystko. I choć jest pierwszym współczującym, nie rezonuje języka nieszczęścia. Pokazuje fakty w nowej perspektywie, wydobywa z nich najlepszą treść.

Taki jest sens modlitwy. Trud opowiedziany Jemu zostaje przez Niego przemieniony i to do korzeni naszego wewnętrznego monologu. Wtedy i z innymi możemy rozmawiać nowym językiem – językiem nadziei.

M

*Julian Teeasure “How to Speak So That People Want to Listen”

współ-czucie

April 7, 2015 5:00 am

“…czemu płaczesz?” (J 20, 13)

W niektórych sytuacjach łatwiejsze wydaje się wyłączenie “czucia”. Skrajnie posunięta “racjonalizacja”. Żeby łatwiej znieść zwłaszcza uczucia trudne. Swoje czy też innych ludzi. “Wcale nie jest mi smutno”, “wcale mi czegoś nie brakuje”, “zupełnie się nie gniewam”, “nic się nie stało”. Podobno jednak wyłączenie “czucia” w jednym obszarze wyłącza je skutecznie także w innych. Może poskutkować ewolucją w stronę kamiennego serca, mylonego niekiedy ze świętym “oderwaniem”, stoickim spokojem, chroniącym przed cierpieniem.

Jezus nie mówi Marii Magdalenie: “nie powinnaś płakać”, “nie ma o co płakać” względnie “przesadzasz” – ale “czemu płaczesz?” Nie dziwi go wcale, że tracenie boli. I ten ból Go porusza. W ten ból chce przyjść z pomocą.

Czeka, by o bólu Mu opowiedzieć. O tym, co jest treścią najgłębszego przeżycia. Niekiedy tak trudnego, że wolelibyśmy pogadać o pogodzie. I może już komuś próbowaliśmy, i zawód niezrozumienia był tak wielki, że doszliśmy do wniosku, że nie warto.”Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono“.

Gdy Go wpuszczamy w miejsca najbardziej “osobiste”, usłyszymy tam wypowiedziane swoje imię. Z czułością, jaka była w tamtym: “Mario”. Ona ból przemienia w światło. Uczy nas poważnie traktować uczucia innych ludzi.

M

 

Z pośpiechem

April 6, 2015 5:00 am

Ten pośpiech pojawia się w Nowym Testamencie szczególnie wtedy, gdy chodzi o Dobrą Nowinę o Panu Jezusie. Najpierw poszli z pośpiechem pasterze, gdy dowiedzieli się od Anioła o narodzeniu Pana Jezusa, dzisiaj niewiasty dowiadują się od Anioła, że zmartwychwstał, że już Go tu nie ma, i że Dobrą Nowinę trzeba przekazać dalej, Jego uczniom. “One pośpiesznie oddaliły się od grobu..”

My nie lubimy pośpiechu, a jedyne wskazanie w naszej tradycji – to pośpiech w łapaniu… pewnych małych stworzonek. Ale tu chodzi o coś więcej niż śpieszenie się, w czasie którego tracimy z oczu inne rzeczy ważne. Tu chodzi o to, żeby zgubić z oczu siebie, żeby zaryzykować całe swoje życie i całą swoją reputację, by głosić nowinę, która wstrząsa całym światem, a której świat usłyszeć nie chce: że ON zmartwychwstał, że śmierć została pokonana, że nie ma już ciemności i mroków, które nie zostałyby rozproszone przez Jego światło; że grzech, zostaje zmazany, a moje bolesne rany i odrzucenie – stają się w Nim chwalebne.

Stajemy się nowym stworzeniem, bo On przyszedł wszystko uczynić nowym. Jest tyle miejsc, gdzie tę wiadomość trzeba zanieść. I to szybko, z pośpiechem. Bo tam ktoś na nią czeka.

Z modlitwą najserdeczniejszą

Ks. Jarosław

 

Chrystus zmartwychwstał, Alleluja!

April 5, 2015 5:00 am

Prawdziwie zmartwychwstał, Alleluja!

Tak pozdrawiamy się dzisiaj i przez całą Oktawę, przeżywając radość tego dnia, rozciągniętą na cały tydzień. A zakończymy go Niedzielą Miłosierdzia Bożego, syntezą całego okresu, który już za nami i tego, który się właśnie zaczyna.

Cokolwiek możemy powiedzieć o Panu Bogu, cokolwiek możemy powiedzieć o Jego miłości do nas, najbardziej streszcza się w tej prawdzie: Chrystus zmartwychwstał. To wydarzenie sprawia, że całe Jego nauczanie dociera do nas z jeszcze większą mocą. Dzięki Jego zmartwychwstaniu możliwe jest nasze nowe życie w Nim, możliwa jest nasza przemiana, możliwe jest nasze zmartwychwstanie. W Nim żyjemy się, poruszamy się, jesteśmy i… kochamy. Bo Jego miłość zwyciężyła śmierć i grzech, nasze lęki i słabości, nasz egoizm i nasze przywiązanie do siebie, a przyniosła w to miejsce cudowną wolność do bycia z siebie całkowitym i bezinteresownym darem.

Mamy co świętować. 🙂

Z najserdeczniejszymi życzeniami dla Was i wszystkich, których nosicie w sercu

Ks. Jarosław

 

Cisza

April 4, 2015 5:00 am

“Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął”.

To fragment starożytnej homilii na Wielką Sobotę. Oddaje ona klimat dnia, w którym trwa adoracja Pana Jezusa złożonego w grobie. Klękam przy grobie, spoglądam na monstrancję okrytą białym welonem. Zagłębiam się w refleksji nad życiem, jego przemijaniem, nad śmiercią, jej nieuchronnością. Dosięgnęła ona nawet Boga-Człowieka. Ale On pokonał śmierć. Zmartwychwstał.
Dlatego myślę też o życiu, o jego przemianie, o początku życia, o jego powstawaniu. O współdziałaniu rodziców z Bogiem w akcie stworzenia, o życiu jako o darze pochodzącym od Boga…

Każde życie jest jedyne i niepowtarzalne, każda rodzina jest wyjątkowa. Jedna – jedyna przed Bogiem.

Cisza w Wielką Sobotę kończy się po zachodzie słońca. Wtedy rozpoczyna się wspaniała liturgia Wigilii Paschalnej. Wsłuchuję się w treść orędzia wielkanocnego:

“Abyśmy z całego serca i całej duszy śpiewem wysławiali niewidzialnego Boga,
Ojca Wszechmogącego oraz Jednorodzonego Syna Jego, Jezusa Chrystusa, naszego Pana,
który Ojcu przedwiecznemu spłacił za nas dług Adama
i krwią serdeczną zmazał dłużny zapis starodawnej winy.
(…)
Tej właśnie nocy Chrystus skruszywszy więzy śmierci, jako zwycięzca wyszedł z otchłani.
Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni.
O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas!
O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna'”.

Nic by nam przecież nie przyszło z daru życia, gdybyśmy nie zostali odkupieni!

Wszystkim Czytelnikom życzę błogosławieństwa i mocy płynących od Pana Jezusa Zmartwychwstałego!

Andrzej O.

żeby nie był z tym sam

April 3, 2015 5:00 am

Zawsze Wielki Piątek przypomina mi pewien Wielki Piatek z życia naszych przyjaciół – dzień po otwarciu klatki piersiowej Łukasza, męża i taty dwójki małych wówczas dzieci, gdy okazało się, że złośliwy nowotwór, który zdiagnozowano zaledwie kilka dni wcześniej, jest rozlany, wrośnięty w osierdzie, nieoperowalny. Kiedy mój mąż odwiedził go w szpitalu, nie wiedział, co powiedzieć. Więc posiedział, rozmawiając o niczym.

Rozpoczęło się dla nich długie leczenie. Wyzdrowiał. Dzielili się potem tym, co było najtrudniejsze: samotność. Nagle zamilkł telefon. Ludzie bali się dzwonić, bo co powiedzieć. A oni tęsknili za normalnym z nimi byciem.

Może dzisiaj Jezusowi nic więcej nie potrzeba, niż bycia z Nim. Mimo że oszpecony, że nie do poznania, że nie wiadomo, co powiedzieć. Bo mówi: “Pragnę” i chce nas całych, z tym wszystkim, kim jesteśmy. Z biedami i grzechami, z tym, co nam ludzie zrobili i co my zrobiliśmy innym. Wziął to na siebie.

Gdy Przyjaciel cierpi, a tym bardziej, gdy umiera, nie można zostawić Go samego.

M

Przykład

April 2, 2015 5:00 am

„Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. (J13,15)

Odszedł, ale pozostał. Jedno przeczy drugiemu, ale dla Boga nie ma nic niemożliwego. Dzięki Eucharystii jest stale fizycznie z nami. I choć zwykle bardziej podkreślane są dziś słowa „to czyńcie na moją pamiątkę”, to do mnie w tym roku w sposób szczególny trafiają inne: „dałem wam przykład…”

Michał