Matki Bożej Fatimskiej

May 13, 2015 1:13 pm

W roku 1917, gdy szalała I Wojna Światowa, Najświętsza Maria Panna objawiła się trójce pastuszków, dzieciom, w Fatimie w Portugalii. Powiedziała im, że wojna się skończy, ale jeśli ludzie się nie nawrócą, nadejdzie jeszcze gorsza wojna, a Rosja rozprzestrzeni błedną naukę po całym świecie, przysparzając kolejnych wojen, męczenników i prześladowań Kościoła. By temu zapobiec, poprosiła, by Ojciec Święty poświęcił Rosję Jej Niepokalanemu Sercu… *

To fragment z książki 33 Days to Morning Glory, która ma znaczący podtytuł: A Do-It-Yourself Retreat In Preparation for Marian Consecration. Rekolekcje “zrób to sam”, przygotowujące do oddania Matce Bożej (“zrób to sam” jest generalnie dobrze ugruntowaną tradycją Anglosasów). Prośbę Maryi zrealizował św. Jan Paweł II w 1984 roku, oddając Jej Sercu i Rosję, i cały świat. Najpierw wielokrotnie oddawał jej samego siebie, a gdy słucha się jego “totus Tuus”, jest to wyraz więzi tak serdecznej, tak głębokiej i osobistej, że w rzeczy samej ciarki chodzą po plecach. Dokładnie 34 lata temu, w dniu zamachu na jego życie, jak powiedział, “jenda ręka strzelała, ale inna prowadziła kulę”. Matka Boża była przy nim w tym samym oddaniu się jemu.

Po co oddanie Matce Bożej? Cóż, pierwszym, który to zrobił, był Bóg 🙂 Z całym zaufaniem w Jej łonie stał się człowiekiem. Teraz człowiek, biorąc Ją za Matkę, może stawać się w miłości bardziej podobny do Niego, bardziej z Jej pomocą – Jego dzieckiem. Moje krótkie doświadczenie oddania Matce Bożej (w 2013 roku) pokazuje, że w Jej rękach wszystko dzieje się szybciej, łatwiej i pewniej. Od spraw najbardziej przyziemnych, poprzez kłopoty w relacjach, konflikty, trudności wewnętrzne.

Matka, widząc przewracające sie dziecko, biegnie z pomocą. Tego właśnie można doświadczyć poprzez to oddanie.

M

*Fr. Michael Gaitley, 33 Days to Morning Glory, A Do-It-Yourself Retreat In Preparation for Marian Consecration. Ksiązkę polecam – napisana zyciowo i w stylu amerykańskiego poradnika. Szkoda, że nikt jej jeszcze nie przetłumaczył na język polski.

zróbmy coś szalonego

May 12, 2015 5:00 am

Normalka obejmująca sprawy życiowe jak ładowanie zmywarki, pranie, wykładanie zakupów do lodówki (znowu skończyło się jedzenie dla kota) czy niekończące się nigdy sprzątanie – ma to do siebie, że jest zawsze. Co gorsza możemy snuć plany, że na emeryturze to będzie łatwiej, ale z rwą kulszową czy też niedowidzeniem obecnej “normalki” może i będzie mniej, ale wykonywanie jej może być równie trudne.

Akurat odnośnie prac domowych potwierdza się, że nie są zającem i nie uciekną. Będą z nami jak wierny pies – co dzień. Jedynym sposobem na “normalkę” jest zabieranie jej czasu, by nie zdominowała nas całkowicie – naszej rodziny i naszego małżeństwa.

W naszej walczącej z “normalką” rodzinie hasło “zróbmy coś szalonego” pojawia się sporadycznie, ale jednak. Ostatnio mąż zaproponował mi dzień przed wyjazdem w delegację do Łodzi, bym pojechała z nim. I choć wszystko na wariata, dziadkowie powiadomieni w ostatniej chwili o wizji opieki nad narybkiem, a w trasę z nami zabierane niemowlę, wiedzieliśmy, że potrzebujemy tego czegoś. I od razu sprostuję, że wyjazd nie był po to, by “pracować nad relacją”. Wychodzę bowiem z założenia, że o ile ta dyskretna praca bardzo wspiera “normalkę”, w czasie wolnym potrzeba po prostu radości. My na przykład zwiedzaliśmy przez kilka godzin antykwariaty na Piotrkowskiej, w międzyczasie pijąc kawę (wszędzie, gdzie się dało). W towarzystwie Pawełka.

“Coś szalonego” nie musi oznaczać od razu wyprawy do Egiptu. Może się zdarzać w zwykłych warunkach, gdy tylko “normalkę” wsadzimy do szafy. Ona stamtąd nie ucieknie. Gorzej, gdy w szafie będzie leżał schowany czas naszej bezstroski. 🙂

M

Program w Kolumbii – zakończenie

May 11, 2015 10:08 am

Dotrwaliśmy do końca. A właściwie nowego początku, bo tym ma być nasz Program. Wyruszeniem ponownie w podróż ze swoim współmałżonkiem/ą na nowo odkrytym/ą, na nowo przyjętym/ą i na nową ukochanym/ą. Nie dlatego, że było źle, ale dlatego, że Boża miłość zaprasza nas do nieustannego wzrostu, rozwoju i przekraczania siebie.

Jakoś poradziliśmy sobie z dość szeroką kwestią interpretowania terminu „punktualnie”. Zaczynaliśmy więc punktualnie – gdy wszyscy już byli w sali. 🙂 Co nie przeszkodziło zrealizować całego Programu w zupełnie spokojny sposób. Wrodzony Latynoamerykanom dystans do życia według zegarka owocuje większą radością.

Na szczęście też Msza św., zaplanowana po świadectwach na 16.00, zaczęła się spokojnie po 17 i nikt nie robił z tego problemu. 🙂

A to przez świadectwa, które nie chciały się skończyć. Dopiero wtedy okazało się, ile każde małżeństwo przeżyło, zanim tu przyszło i jak wiele dobra się w ich sercach pojawiało.

Razem z Wami dziękuję za to wszystko, co się tu dokonało. Całym naszym Zespołem dziękuję za Waszą modlitwę i pamięć o nas w tym czasie.

Z błogosławieństwem

Padre J. 

Pepe, mąż Beatriz (trenerzy) – prawdziwa troska o pary wychodzi poza konspekt warsztatu!

11227532_10155540165145710_2090717662422854745_n

Padre Louis z Meksyku

11000336_10155540164070710_3949538972578150396_n

Warsztat

11218976_10155540166445710_6168298443417991974_n

Wykład Znajomego Księdza z Polski

11218497_10155540166610710_5015750140211576509_o

Ona i on – i miłość 🙂

11256594_10155540167255710_9103721503665156330_n

Zdjęcia – Beatriz Gonzalez, komentarze do zdjęć – Redakcja

JA+TY=MY pierwszy raz w Ameryce Południowej – Kolumbia

May 10, 2015 10:38 am

Długo wyczekiwany przez Kolumbijczyków, którzy mieli okazję poznać Program wcześniej w Meksyku. Najpierw przez opiekunów Programów w Meksyku, Pepe i Beatriz (jej korzenie sięgają Kolumbii), a potem przez Annę Marię i Pablo, którzy na Program przylecieli specjalnie w zeszłym roku. W czasie tego Programu sa trenerami.

Dotarło 14 par. Od bardzo młodziutkich stażem po blisko 30 lat wspólnego wędrowania. Program jest częściowo po angielsku (wykłady) i po hiszpańsku (warsztaty). Aby był zrozumiały dla wszystkich, jest kabina do tłumaczeń i słuchawki. Tłumaczą trenerzy, bo słownictwo i Program już znają. Kto by pomyślał, że kiedyś doczekam się prośby, żeby nie mówić tak szybko, bo tłumacze nie nadążają. 🙂

Kolumbijczycy są bardzo serdeczni. Widać, że América Latina ma katolickie korzenie, bo ich kultura jest bardzo zorientowana na człowieka. Ciągle na nowo przeżywam, że tu się nie da przejść do pytania czy sprawy, jeśli się widzisz dzisiaj z kimś po raz pierwszy (a znasz go przecież od dawna), żeby najpierw nie wypytać szczegółowo, jak minął wczorajszy dzień, czy spało się dobrze i generalnie jak się czuje.

Program odywa się w domu rekolekcyjnym prowadzonym przez siostry. Bardzo pięknie utrzymany, z dużą perspektywą i dla nas optymalny. Nawet jeśli się musimy trochę dzielić przestrzenią z innymi, to i tak dla nas wystarcza.

Dziś w Polsce wybory prezydenckie. I wszędzie na świecie tam, gdzie są Polskie ambasady czy konsulaty. Zarejestrowałem się tu na wybory jeszcze będąc w USA. I wczoraj udałem się do Ambasady na głosowanie (godzina jazdy samochodem, jedyna okazja żeby zobaczyć trochę życia na ulicy w Bogocie). Jak miło jest ujrzeć własną flagę i usłyszeć polską mowę.

Dziś zakończenie Programu i późno w nocy powrót „do domu”, czyli miejsca, gdzie nas przyjęto w gościnę. Jest z nami ks. Louis z Meksyku, gospodarz trzech edycji Programu, który tu przybył, by jeszcze lepiej mu się przyjrzeć (w domu ciągle były obowiązki, które uniemożliwiały mu uczestniczenie) oraz Paul Hilgers, z którym razem uczestniczymy w spotkaniu lokalnego FertilityCare Center, wspierającego nasz Program. Miejsce położone poza Bogotą, więc trochę spokoju, ale też i niewiele już czasu na zwiedzanie. Może uda się coś zobaczyć w poniedziałek, bo we wtorek trzeba być w południe na lotnisku. W bliskiej perspektywie czeka już bowiem organizacja i poprowadzenie Programu w Meksyku w przyszły weekend.

Jak zawsze korzystam z okazji, żeby Wam podziękować za wsparcie modlitewne. Dzięki Wam tyle dobra się dzieje.

Z błogosławieństwem

Padre J.

Program 1 w Kolumbii

May 9, 2015 5:00 am

Prosimy o modlitwę za Program 1 w Kolumbii – a także o trwałe owoce Programów na świecie, silne środowiska trenerskie, zaanagażowanie kapłanów oraz możliwość kontynuacji pracy po JA+TY=MY w miejscach, gdzie odbywają się Programy, dziękując Panu Bogu za to, co już się udało osiągnąć w trosce o małżeństwo i rodzinę.

Colombia

 

Dzień Zwycięstwa

May 8, 2015 5:00 am
W latach mojej młodości Dzień Zwycięstwa z wielką pompą i zadęciem był obchodzony 9 maja. Startował Wyścig Pokoju – łączący trzy stolice i trzy gazety. Po przemianach w 1989 roku obchody Dnia Zwycięstwa przesunięto na 8 maja – tego dnia Kościół w Polsce obchodzi uroczystość św. Stanisława ze Szczepanowa, biskupa krakowskiego i męczennika, głównego patrona Polski. Przesunięcie oficjalnych obchodów oczywiście nie miało żadnego związku z kościelną uroczystością. Jednak w kalendarzach jest napisane: Dzień Zwycięstwa, Stanisława. Właśnie 900-lecie męczeństwa św. Stanisława było powodem wizyty Jana Pawła II w Polsce, w 1979 r.

Święty Papież na zakończenie pierwszej pielgrzymki prosił na Błoniach Krakowskich: “Abyście to całe duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”.

 Od tych wydarzeń mija 36 lat. Rodzą się i dorastają nowe pokolenia. Ale po tylu latach, gdy te treści do mnie docierają, zawsze, za każdym razem, pytam samego siebie – co robię, by te słowa nie były tylko martwą literą, nie dawały tylko wspomnień i wzruszeń…?

Czy dzisiaj, w Dniu Zwycięstwa, ze spokojnym sumieniem mogę powtórzyć słowa św. Jana Apostoła z Pierwszego Listu: “Wszystko bowiem, co z Boga wzięło swój początek, zwycięża świat, a zwycięstwem nad światem jest nasza wiara” (1 J 5,4)?

Zbliża się kolejny weekend bogaty w wydarzenia. W Bogocie, stolicy Kolumbii, program JA+TY=MY. Polacy w Polsce i na świecie wybierają prezydenta.
Prosząc tradycyjnie o modlitewne wsparcie, niech w tych dniach szczególnie towarzyszy nam św. Stanisław, biskup i męczennik, patron chrześcijańskiego ładu moralnego.

Andrzej O.

Solidarność

May 7, 2015 5:00 am

Jakiś czas temu, idąc w tłumie wracających z niedzielnej mszy św. ludzi, byłem świadkiem takiej oto sytuacji. Mężczyzna kierował do idącej obok kobiety szereg komplementów. Dawało się odczuć, że się dobrze znają. W pewnym momencie kobieta przerwała wreszcie ten monolog pytaniem: „a gdzie jest twoja żona?” Na co mężczyzna: „czy możemy zmienić temat?”

Jak to dobrze zobaczyć w akcji solidarną kobietę 🙂 Takie sytuacje pomagają mi wierzyć w ludzi.

Michał

nikt nie jest perfektem

May 6, 2015 11:05 am

Zobaczyłam w sieci taką deklarację: “W naszym domu można popełniać błędy. W naszym domu można mówić ‘przepraszam’ ‘. W naszym domu zawsze ma się drugą szansę. W naszym domu dziękuje się Bogu. W naszym domu można być sobą. W naszym domu bywa głośno. W naszym domu można się przytulać. W naszym domu jest się rodziną. W naszym domu jest miłość”.

I nie wiem, czemu idealistyczne wizje umierają ostatnie. Bo z początkiem postanowień i przemian już widzimy teledysk, w jakim zaraz zaczniemy odgrywać wiodące role: doskonałego małżeństwa, doskonałej rodziny, doskonałych rodziców. I te “doskonałości” można rozciągać na przyjaźnie i pracę, gdzie nasz krok w stronę przemiany powinien poskutkować zaistnieniem idealnego świata. Jak w reklamie pasty do zębów, jak na zdjęciu sklepu oferującego skandynawskie swetry lub niemieckie buty do biegania.

W całym dążeniu do samodoskonalenia gubimy jedno: zawsze będziemy popełniać błędy i to samo, codziennie, będzie się przytrafiać innym. Nauczyć się żyć w niedoskonałych okolicznościach – to dopiero jest wyzwanie. Nauczyć się przyjmować siebie nawzajem z tym, co nie wychodzi; nauczyć się po ludzku rozmawiać o tym, co nas denerwuje; zaczynać po raz setny od nowa. Jak wczoraj pomagając przy zadaniu domowym córki, które wydawało się, że się nigdy nie skończy i w przedziwnym splocie okoliczności o mało nie zaowocowało złamaniem sobie co najmniej nogi.

Mike and the Mechanics śpiewali w naszych szczenięcych czasach, że “Nobody’s perfect”, co nasz ulubiony prezenter radiowy, Marek Niedźwiecki, z właściwym sobie humorem tłumaczył: “nikt nie jest perfektem”. Z defnicji.

M

Cinco de Mayo

May 5, 2015 10:35 am

Dziś Ameryka świętuje. Cinco de Mayo czyli „piąty maja” – to święto upamiętniające  zwycięską dla wojsk meksykańskich bitwę pod Pueblą (5 maja 1862 roku) podczas francuskiej interwencji zbrojnej w tym kraju. Kiedy byłem w zeszłym roku w Meksyku w tym dokładnie czasie, zdziwiłem się, że w Meksyku nikt sobie nic z tego święta nie robi.

Obchodzi sięje za to bardzo radośnie w USA. To okazja pokazać i przypomnieć Amerykanom meksykański wkład w dziedzictwo tego kraju. Podobnie jak dzień św. Patryka czy Oktoberfest, z którego obchodami, ku swojemu zdziwieniu, spotkałem się kiedyś na Florydzie.

Dziś świętują nie tylko Meksykanie, ale wszyscy Amerykanie. W ubiegły czwartek byłem w południowej części Omaha – gdzie mieszka najwięcej Meksykanów, gdzie mają swoją parafię, gdzie ulice przypominają Meksyk poprzez sklepy i restauracje, gdzie można kupić najlepsze meksykańskie jedzenie (szczególnie moje ulubione z grona określanych przeze mnie mianem „plastic restarurants”, czyli taco trucks, gdzie wszystko się podaje na plastikach i gdzie obskura miejsca jest równoważona znakomitym jedzeniem). Tam się wybraliśmy, żeby przy okazji zobaczyć nową parafię ks. Wiliama Safranka, „mojego” proboszcza z Omaha (dotychczasowego gospodarza  prawie wszystkich naszych Programów w tym mieście – mieliście okazję poznać go z video-relacji). Wzdłuż wielu ulic już były przygotowane do rozstawienia wszelkie atrakcje, które znamy dobrze z naszych odpustów.

Towarzyszy mi jednak refleksja, że choć Polacy tyle wnieśli w dzieje USA, to jednak brakuje takiego świętowania naszego wkładu, jaki mają Meksykanie, Irlandczycy czy Niemcy. Choć z drugiej strony nie mamy na co narzekać, bo wszyscy tu znają i kochają św. Jana Pawła II i św. Faustynę i Miłosierdzie Boże. A wczoraj poznałem najmłodsze dziecko jednych z uczestników Programu w Hastings, który dostał na imię Maksymilian Kolbe. 🙂

I choć nie mamy swojego święta, jak Cinco de Mayo, to przecież o Polsce dużo ludzi wie. Przynajmniej katolicy. A to też niemało.

Z pamięcią o Was, w ostatni dzień pobytu w USA

Fr. Jay

IMG_4916

 

JA+TY=MY w Hastings – zakończenie

May 4, 2015 11:18 am

Było pięknie. Zakończenie nie chciało się zakończyć. Każdy chciał jeszcze raz wracać w swoim świadectwie do najpiękniejszych momentów Programu. Przeważały tematy dotyczące różnic, celebrowania rytuałów, trudności w obronie męża (choć tylko przed swoimi własnymi pretensjami) i wartości zadań domowych (w świadectwach trenerów).

W czasie Mszy św. służyli synowie niektórych uczestników, co sprowokowało później rozmowy o zapraszaniu na Program swoich już żonatych czy zamężnych dzieci.

Wszyscy podkreślali wartość budowania wspólnoty w oparciu o Programy. Radość, że można było przeżyć ten czas nie tylko ze swoim mężem czy żoną, ale także z innymi małżeństwami, które zna się z parafii czy ze szkoły, do której chodzą dzieci.

Hastings jest małą miejscowością, więc tym łatwiej się spotkać raz na miesiąc, żeby podtrzymywać swoją wytrwałość w odrabianiu zadań domowych i kontynuacji pracy.

Chyba wszyscy wyrazili radość, że już w listopadzie będzie szansa kontynuacji i pragnienie wybrania się do Omaha na pierwszą w USA edycję Programu 2. I żeby jakiś kapłan z diecezji nauczył się JA+TY=MY i mógł nim służyć lokalnym wspólnotom. Ale to już zostawiamy Bożej Opatrzności i modlitwie wielu.

Dziękuję wszystkim za niezwykłe wsparcie. Nasz zespół trenerski podkreślał w prywatnej rozmowie, jak było ciężko i jak wiele trudności trzeba było pokonać żeby nie poddać się zniechęceniu i jakieś wewnętrznej niemocy. Wiemy, że to dzieło pomocy rodzinom nie podoba się Złemu. Więc tym bardziej dziękuję, że tak nas niezwykle wspieraliście.

Niech świadectwa uczestników będą też i dla Was nagrodą.

Z Hastings w Nebrasce

Fr. Jay 

Pary trenerskie

IMG_4997

Cała grupa – uczestnicy i trenerzy

IMG_4988

Świadectwa uczestników cz. 1

Świadectwa uczestników – cz. 2