Program 1 w Hastings (Nebraska)

May 3, 2015 10:52 am

Hastings leży w południowej Nebrasce, ok. 1,5 godziny od Lincoln (stolicy Nebraski i diecezji Lincoln) i ok 2,5 godziny od Omaha. Ta diecezja sięga od Lincoln aż do Colorado, zajmując południową część Nebraski. Hastings ma 25 000 mieszkańców i dwie parafie. Mniej więcej 20 % mieszkańców jest katolikami.

Gościny udzieliła nam szkoła średnia im św. Cecylii przy parafii o tym samym imieniu. Gospodarzami Programu są Blair i Mark, a pomagają im w prowadzeniu jeszcze dwa małżeństwa (absolwenci Programu 1 w Omaha): Patrycia i Rob oraz Staphanie i Jeremy. Mamy razem 14 par uczestników i 3 pary trenerskie. Szkoła nam udostępniła wszystkie sale, więc mogliśmy wybrać dla siebie najbardziej nam odpowiadające, a posiłki przygotowały panie z jednej z grup kościelnych. Wszystko więc odbywa się przy pomocy ludzi dobrej woli.

Małżeństwa, które przyszły na Program, są tu dzięki parom trenerskim, które pragnęły podzielić się z zaprzyjaźnionymi małżeństwami owocami Programu w Omaha. Mają za sobą różny staż: od 3 lat do pięćdziesięciu, jeszcze bez dzieci lub też rodzice czternaściorga. Część zna się, bo ich dzieci chodzą do tej samej katolickiej szkoły; inni znają się z rozmaitych spotkań parafialnych. Są sąsiedzi z posesji obok; są uczestnicy, którzy zaprosili swoich rodziców, ale też i tacy, którzy ściągnęli na Program teściów swojej córki.

Dziś zakończenie i powrót do Omaha. Ale zanim to nastąpi, jeszcze trochę zajęć przed nami. Dziękując za już, prosimy o jeszcze więcej modlitwy, żeby Program mógł wydać najpiękniejsze owoce.

Z serdeczną pamięcią

Fr. Jay

IMG_4962

IMG_4957

IMG_4965

IMG_4969

IMG_4967

 

jak kobieta Kobiecie

May 2, 2015 5:05 am

Miejsce akcji: Wisełka, plaża; czas: koniec lata 2012 (i ostatniego turnusu). Świat przedstawiony w moich myślach: trzeba jakoś wrócić do domu, w którym przestało dawno chcieć się mieszkać. Choć wielu ludzi na świecie nie ma dachu nad głową i trzeba być wdzięcznym za każde lokum, nasze malutkie i nieremontowane mieszkanie wyczerpało swoje możliwości.

Na kocu siedząc, grzebię palcami  piasku i rozmawiam z Matką Bożą. Opowiadam Jej jak kobieta kobiecie. Bo już nie wiem, co robić. I mówię jej, że nie umiem tego gospodarstwa domowego już prowadzić. Że nie wiem, jak tam wrócić, w beznadzieję tych czterech kątów. Że gdybym miała szansę zacząć gdzieś od nowa, odnalazłoby się utracone zdrowie i zaginiony zapał do prac domowych i wszystko by rozkwitło na nowo. “Ale przecież my się nigdy nie wyprowadzimy”, kończę naszą rozmowę. I wtedy przychodzi czas Jej odpowiedzi. W tym samym bowiem momencie pod palcami wyczuwam maleńki kamyk. Płaski, obmyty wodą, o wyglądzie chatki z piernika.

Pisząc to siedzę przy stole w naszym nowym domu. Który w stanie surowym dostaliśmy w prezencie. Wprowadziliśmy się we wrześniu zeszłego roku. Obietnica tyle razy wydawała się nierealna, że rozwój wypadków całkowicie nas zaskoczył. Jest w tym domu tyle miejsca dla naszego najmłodszego synka. I tyle dla nas wszystkich radości.

Dziś Jej Święto (przeniesione z jutra). Królowa, wiadomo. Ale wspominam ten moment, gdy spotkały się dwie mamy, dwie “gosposie”, dwie kobiety. Matka od spraw najbardziej codziennych. Niezwykła.

CIMG0540

M

Dachau – siedemdziesiąt lat później…

May 1, 2015 5:00 am

Przedwczoraj ks. Jarek pięknie i prosto opisał zdarzenia z różnych lat, które dzięki Bożej Opatrzności zaistniały 29 kwietnia. Ale historia tworzy się stale, stale też bierzemy udział w historycznych wydarzeniach… I choć dzisiaj jest pierwszy dzień maja, miesiąca poświęconego Matce Bożej, w którym szczególnie ją honorujmy nabożeństwami majowymi, to jednak w tym dniu wspominamy św. Józefa – Robotnika, czasem mówiło się Rzemieślnika – jako patrona ludzi pracy.

Św. Józef wiele razy był przywoływany w blogowych wpisach. Patron pracujących, a zarazem patron bytu rodzinnego, można by rzec ze staropolska: “patron ładu materialnego i duchowego rodziny”. Św. Józef czczony w kaliskim wizerunku uznawany jest za sprawcę cudownego ocalenia polskich księży uwięzionych w Dachau.

Byłem tam przedwczoraj, miałem ogromną łaskę uczestniczyć we mszy świętej sprawowanej na terenie obozu. Widziałem zrekonstruowany barak obozowy – prawdziwe nie zostały zachowane. Pobyt w Dachau to dla mnie lekcja ogromnej pokory, dotknięcie niewyobrażalnej tajemnicy boskiej i ludzkiej godności, miłości i miłosierdzia. Idąc przez teren obozu myślałem o tym, że ci, którzy przestali być ludźmi a stali się jedynie numerami, dla których jedyną drogą wyjścia z obozu miał być komin krematorium – po wojnie potrafili przebaczyć swoim katom, potrafili podać im rękę, spojrzeć w oczy… Nie mieli w sobie żądzy zemsty i odwetu.

Słyszałem o tych faktach wiele razy, czytałem o tym. Ale dopiero tam, “na tym wielkim polu, na którym zmagało się pragnienie życia i pragnienie śmierci” (jak mówił w Dachau Prymas Wyszyński we wrześniu 1978) zrozumiałem, jak wielkie owoce wydaje praktyczne stosowanie miłosierdzia, przebaczenia i pojednania. Z tego niewyobrażalnego upodlenia wyrasta ogromne dobro, z którego także ja i moja rodzina czerpie “pełnymi garściami”. 1780 polskich księży, upodlonych ponad granice ludzkiej wyobraźni, z których połowa zginęła – dziś w milczeniu, tak jak milczący św. Józef, uczy mnie, że tylko miłość zwycięża i że jedynie ja sam mogę pozbawić się własnej godności…

Ostatni uwolniony ksiądz-więzień Dachau zmarł dwa lata temu. Wielu polskich księży w tym roku pielgrzymujących do Dachau to wychowankowie więzionych kapłanów.

W ten weekend w Hastings, w Nebrasce, odbywa się kolejny program JA+TY=MY. Szczególnie pamiętajmy o małżonkach, trenerach, prowadzącym – przed Panem, Bogiem Miłości, Życia i Miłosierdzia…

Andrzej O.