Rok Konsekrowanych

June 8, 2015 9:12 am

Wczoraj, z okazji Roku Konsekrowanych, nasz Instytut, zaproszony przez księdza proboszcza, mógł zaprezentować się w łomiankowskiej Parafii św. Małgorzaty.

W naszych Łomiankach jest 12 różnych instytutów życia konsekrowanego: od zakonu, przez zgromadzenia aż po instytuty świeckie. Dlaczego aż tyle w takich niedużych Łomiankach? Bo był taki czas, że Warszawa była miastem zamkniętym dla meldunku dla mieszkańców innych miast (poza ludźmi z kręgu władzy oczywiście) i różne zgromadzenia (jak np. Chrystusowcy) nie mieli możliwości otworzyć domu swojej wspólnoty w Warszawie. Trzeba było szukać miasteczek-satelitów, gdzie ten komunistyczny przepis nie obowiązywał. W ten sposób trafili do Łomianek najpierw Chrystusowcy, potem Salezjanie, Augustianie, wiele zgromadzeń „honorackich” i nasz Instytut. Każdego miesiąca, w czasie całej niedzieli, prezentuje się jedna wspólnota.

Na nasz Instytut wypadła niedziela, w czasie której przeżywaliśmy w Warszawie Święta Dziękczynienia związane z budową świątyni Opatrzności Bożej, które w tym roku przebiegało pod hasłem „Królowo Rodzin – dziękujemy i zawierzamy”, idealnie wpisując się w nasze apostolskie posługiwanie. Od pierwszej Mszy św. towarzyszyła nam duża kopia naszej Ikony, która jest świadkiem tylu podziękowań i tylu przecież zawierzeń.

W czasie każdej Mszy św. nasze siostry czytały Słowo Boże i modlitwę powszechną, a jeden z naszych księży miał okazję powiedzieć kilka słów o tym kim jesteśmy, jak długo jesteśmy w Łomiankach, co robimy i w jaki sposób wspieramy Łomianki. Była to dobra okazja, żeby uświadomić sobie, że jesteśmy w Łomiankach już tyle lat i wpisaliśmy się już na stałe w świadomość lokalnej wspólnoty.

Była to i dla nas okazja do podziękowania za ten czas, tu w Łomiankach, które stały się dla wielu z nas drugim domem, gdzie nie tylko mamy meldunek, ale także gdzie powstały tak różne inicjatywy duszpasterskie i apostolskie. Także i my mamy okazję dziś mówić: „Królowo rodzin – dziękujemy i zawierzamy”.

Ks. Jarosław

 

od kuchni

June 7, 2015 5:00 am

Można by pomyśleć, że podczas tych wyjazdów w okolicach Bożego Ciała, gdy co roku powstają coraz nowsze i bardziej skomplikowane budowle, które służyć mają dzieciom w zdobywaniu nowych umiejętności i cnót, pracują tylko nasi mężowie, czyli dzielni ojcowie. Takie było też i moje założenie – mój mąż jedzie do pracy, a ja będę piła kawę i nadrabiała zaległości towarzyskie.

No i właściwie wszystko się zgadza – towarzystwa nie muszę szukać –  jest zapewnione na kilka godzin dziennie przy… zmywaku. Zjechało się nas tu w końcu 146 osób, co daje w końcowym bilansie dnia 584 talerzy do umycia, 438 szklanek, 1460 sztućców, oprócz tego wazy, dzbanki na herbatę, maselniczki, miseczki, salaterki, podstawki. Umycie zastawy stołowej po każdym posiłku zajmuje więc ładnych kilkadziesiąt minut i bez miłego towarzystwa byłoby to jedno z bardziej przykrych zajęć 🙂 Inne żony towarzystwo znajdują przy garze, obierając 50 kg ziemniaków i 30 kg marchwi. Jeszcze inne „zarywając” noc, tak jak ja w tej chwili, przygotowując na jutrzejszy pożegnalny obiad 30 kg mięsa na pieczeń.

Te cztery dni to też wyjątkowy czas dla wszystkich mam – wszystkie uprawiają jogging. Gdy już ogarną prace porządkowe po posiłkach i w pośpiechu wypiją kawę, a żeby się wyrobić do obiadu, bo obiecało się przecież dzieciom wyjście na plażę, to najpierw trzeba obiec teren ośrodka, żeby odnaleźć swoje latorośla (marzeniem niejednej mamy został pies pasterski, który by zagonił wszystkie zbłąkane dzieci w jedno miejsce), no a później te długaśne na plażę i na lody spacerki 🙂

A na koniec dnia, gdy mężowie po ciężkim dniu pracy, w ramach zasłużonego odpoczynku po ciężkiej pracy, oddają się emocjom stosownym fanom piłki nożnej, kibicując Barcelonie albo tym drugim 😉 – drogie żony układają, ogarniają i doprowadzają do porządku dziatwę.

I tylko nie wiem dlaczego, gdy wieczór nastaje, zmęczona jestem (i wszystkie żony pozostałe), jakbym pół warowni sama postawiła, a przecież tylko piłam tu kawę 🙂

Dorota

unnamed

zdjęcie (1)

zdjęcie (2)

I have a dream…

June 6, 2015 5:00 am

Jak to ma wyglądać?

Od tego pytania zaczęła się tegoroczna przygoda z budową Warowni Rycerskiej w Wisełce.  Termin znany już od dwóch lat. Wiadomo – weekend po Bożym Ciele spędza się w Wisełce, bo tam się buduje. Na początku plac zabaw w kształcie statku (pewnie dalekomorskiego;)) potem Gród Drużyny, bo już żal było patrzeć, a w tym roku Warownię Rycerską.

Jak ma to wyglądać? Przed oczami wyobraźni stanął mi mur warowny, wysoki, mocny,  Po murach maszerujący wartownicy, jakieś księżniczki zamknięte w wieżach, by tradycji rycerskiej stało się zadość 😉  A w środku plac ćwiczebny i sala rycerska w której nauki pobierać można…

I to się dzieje. Zjechali się z całej Polski: z Warszawy, Olsztyna, Katowic, Chojnic i Wrocławia. Mężowie do budowy, żony i dzieci jako wsparcie moralne i zaplecze kulinarno-kawowe.

Widzę ich, piłują deski, noszą drewno i specjalizują się we  wbijaniu gwoździ ( nie tylko w podeszwy 🙂 ). Humanista nowy fach zdobywa i głównym młotkowym zostaje. Bankowiec gwoździe liczy, a informatyk piony sprawdza. Tylko geodeci i architekci zostali przy zawodzie wyuczonym…

Bilans dnia: dwie przebite podeszwy, cztery wieże, część podestu  i muru, prawie sto pięćdziesiąt szczęśliwych choć spracowanych i mocno niedospanych osób.

C.d.n.

Anna, Gospodyni (Domu Świętej Rodziny w Wisełce [przyp. red.])

11336863_10205297385088875_8739919676068073325_o

11406238_10205306884526355_8145993250910137298_o

11235461_10205306884806362_2042616897594069488_o

11109291_10205306895286624_6884297187321949232_n

11103220_10205307694626607_9216963716703710361_o

Rocznica Chrztu Świętego

June 5, 2015 9:33 am
Jeszcze jestem pod wrażeniem wczorajszego Bożego Ciała. Tylu ludzi poszło za Jezusem ukrytym w przemienionym Chlebie. Tylu nas śpiewało “bądź uwielbiony od swego Kościoła”, tak wielu było uroczyście i odświętnie ubranych; stróżów już co prawda nie ma (są pracownicy agencji ochrony mienia), ale powiedzenie i skojarzenie pozostało ;-)To chyba druga taka okazja w ciągu roku, gdy publicznie przyznajemy się do Kościoła; pierwsza – to Wielka Sobota i święcenie pokarmów. Ale aby móc świadomie wyznawać katolicką wiarę, trzeba najpierw przyjąć chrzest. Właśnie dzisiaj, 5 czerwca, przypada rocznica mojego chrztu świętego. Nie jest ona w tym roku “okrągła”, by szczególnie ja celebrować, ale jest okazją do wspomnień (oczywiście opartych na relacjach rodzinnych) i refleksji. Przede wszystkim zaś to okazja do wdzięczności i podziękowań za dar życia, za łaski płynące z tego sakramentu, za Rodziców i Chrzestnych, za wszelkie dobro, które za ich przyczyną stało się moim udziałem… Wreszcie przychodzi także pytanie, jak wypełniam moje obowiązki wynikające z godności Ojca Chrzestnego…?Byłem, przepraszam, jestem ochrzczony w rycie przedsoborowym  – nie dlatego, że moi Rodzice mieli takie pragnienie, tylko dlatego, że innego rytu wtedy jeszcze nie było. Ksiądz podał mi do ust egzorcyzmowaną sól, w czasie obrzędu przekładał stułę z fioletowej na białą, przy chrzcielnicy dotknął moich uszu i nozdrzy wypowiadając słowa: Effetha – to znaczy: otwórz się…

A potem? A teraz? Stale jestem zanurzony w śmierci Jezusa i w Jego zmartwychwstaniu. Przez chrzest święty otrzymałem godność dziecka Bożego – tak mówi katechizm. A co mówi mi sumienie…?

W naszej obyczajowości obchodzimy urodziny, imieniny, rocznice ślubu. Może warto także sprawdzić datę swojego chrztu i obchodzić ją jako pamiątkę przyjęcia do Kościoła; jako okazję do zastanowienia się nad własną wiarą; jako okazję do wdzięczności…

Andrzej O.

bo jesteś

June 4, 2015 5:00 am

Nasz najmłodszy syn, Paweł, który niebawem skończy 4 miesiące, patrzy na mnie zawsze badawczo. Rano, zanim się przywitamy, a także często w czasie karmienia, jakby sprawdzał, czy jestem i czy ja to ja. I wtedy się uśmiecham, a on w odpowiedzi cały też staje się uśmiechem. Jak gdyby na ten moment tak bardzo czekał. Jakby jego wzrok pytał: czy wszystko w porządku? I mój uśmiech potwierdzał, że jest kochany.

Wymyśliłam sobie nie tak całkiem dawno patent taki, żeby każde z dzieci witać uśmiechem, ilekroć przychodzą z czymkolwiek. Im bardziej chmurne myśli chodzą mi po głowie. Żeby nie kojarzyły mojej chmurnej twarzy z ich osobą i przez pomyłkę nie przyszło im do głowy, że coś z nimi nie tak. Bo uśmiech na czyjś widok oznacza najbardziej spontaniczne “dobrze, że jesteś”. Nawet jeśli dla mnie nie końca w porę, bo muszę od czegoś innego się oderwać. Uśmiech oznacza: “cieszę się, że Cię widzę”.

Dziś Boże Ciało i pewnie Czytelnik się zastanawia, czy matka Polka nie zauważyła tego, wpis popełniając na temat zupełnie codzienny. Ale właśnie o tym chciałam. Że On, niesiony dzisiaj w monstrancji, wita Ciebie najgłębiej przeżywaną radością z tego, że jesteś. Najpełniejszą akceptacją i pragnieniem dobra dla Ciebie. Tęsknotą za spotkaniem, na które zawsze ma czas. Uśmiechem, że dobrze być blisko. Jak najbliżej.

M

 

Prośba

June 3, 2015 5:00 am

Rano wstać, po szybkim śniadaniu rozwieźć dzieci do placówek. Potem do pracy. Zaplanowane operacje, pacjenci umówieni, nieumówieni. Po pracy do domu. Coś zjeść i ostatkiem sił zająć się zalegającymi sprawami okołodomowymi. W międzyczasie poszukiwanie czasu dla żony, dzieci. I tak przez poniedziałek, wtorek. Już środa. Stale odhaczane sprawy: listy obecności do księgowej – wysłane, zamówienia w hurtowni – częściowo zrobione, to trzeba naprawić, tamto wyremontować. W domu wieczorem wysłać pilne maile, przeczytać  rozpoczętą lekturę itp. itd. Czwartek zaplanowany trochę inaczej, ze względu na święto. Piątek: zaplanować zabiegi, płatności. Sobota dyżur w gabinecie. Jak pogoda pozwoli tnę żywopłot.

I pośród tego wszystkiego na dnie serca kierowane do Boga: „Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami.”

Michał

trawnik

June 2, 2015 11:56 am

Ile to kosztuje zachodu. Zamiana gigantycznego chwastowiska wokół domu na trawnik. Pierwsze jego kilka metrów kwadratowych to godziny kopania, wyciągania ogromnych chwastów i ich korzeni, kamieni, pobudowlanych śmieci. Potem ponowne kopanie, rozbijanie gliny tak twardej, że można na niej złamać łopatę. Nastepnie grabienie, rozbijanie grud, wyciąganie kolejnych kamieni, którym nie ma końca. Wywożenie tego wszystkiego taczką. Dopiero potem trawę można wsiać, przegrabić, rozwalcować i obficie przez kolejne dni podlewać.

Po dwóch tygodniach zaczęła wschodzić. Teraz ma już na tym maleńkim zagospodarowanym placku przed domem ze 4 centymetry. Ale szybciej niż trawa zaczął wschodzić oset. Obrzydliwy jest to chwast, który rozrasta się od korzeni. Na trawnik jednak nie można wejść, by go wyrwać, ponieważ młode i nieukorzenione dobrze źdźbła się połamią.

Oglądając ten trawnik oczywiście przypominam sobie zdumiewającą przypowieść o chwaście – jak Jezus opowiadał uczniom, że się go nie wyrywa z pszenicy, by nie zniszczyć plonu – “pozwólcie raczej razem rosnąć im aż do żniw”. Widzę to gołym okiem. Gołym okiem też widzę, jak już to, co wiem o życiu, o relacjach, o wychowaniu dzieci o kilometry ciągle wyprzedza zapisane w emocjach koleiny. Na słowa i gesty, jakie tylko chciałabym widzieć w naszym domu, nakładają się nieustannie chwasty zachowań, które łatwo nawet przyporządkować do odpowiedniej gałęzi na drzewku map myślowych Programu 1, 2, 3 i niedługo już nawet 4.

Zdumiewam się nadal i myślę, że skoro On pozwala na istnienie obu i chwast nie zagłusza nadziei, trzeba pozwolić jej obok chwastu rosnąć. Pokornie bardzo, ale ciągle optymistycznie ku słońcu, które ją otula i wzywa w górę. Bez rozpaczy, za to z wielką cierpliwością, dzieląc Jego wiarę w nas i Jego moc zachowania w nas najlepszego plonu.

M

Mikro-dzień skupienia w Mons

June 1, 2015 5:00 am

Mons to mała miejscowość (91.000 mieszkańców) w Belgii, gdzie znajduje się SHAPE (Supreme Headquater Allied Powers Europe). Na prośbę ks. Mariusza, kapelana tutejszej społeczności wojskowej (90 rodzin wojskowych i 50 rodzin cywilnych), pod jego nieobecność odprawiłem Mszę św. i wygłosiłem dłuugą homilię.

Po Mszy św. zebrała się nas gromadka rodzin, które uczestniczyły w Programie 1 już prawie cztery miesiące temu (6-7 lutego). Byli Włosi, Francuzi i Polacy. I opowiadali niesamowite rzeczy o radości odkrywania siebie przez zadania domowe, o wymyślonych nowych strategiach, o nowych rytuałach, o listach pisanych do siebie, ile razy mąż jedzie w podróż służbową, i o radości z wychodzenia razem na randki.

Francuska para bardzo prosiła o planowanie Programu we Francji, bo mają wielu znajomych, których chcieliby zaprosić. Obiecali, że będą się modlić i szukać księdza, który chciałby poznać Program i się go nauczyć. Zobaczymy, co na to Opatrzność, bo po ludzku to już nie ma kiedy. Weekendów brak.

Z pamięcią o wszystkich absolwentach naszych Programów

Père Jarek