Nowa droga życia

July 10, 2015 5:00 am

Wczoraj Basia napisała za L.R.Knost: “znajdź czas, aby radować się Twoim dzieckiem, a znajdziesz się bliżej serca Ojca, niż możesz sobie wyobrazić”.

Dla mnie, dla naszej rodziny wczorajszy dzień był istotnie wyjątkowy i pełen radości. Otóż nasz Pierworodny dostał się na wymarzone studia 🙂  Wysiłek kilkunastoletniej edukacji, uwieńczony maturą staje się fundamentem, początkiem nowego życiowego etapu, nowej drogi życiowej. Choć nasz Syn dokonywał już w swoim nastoletnim życiu wyborów, to dopiero wybór kierunku studiów oraz pomyślne przejście rekrutacji wydaje się być poważnym, “życiowym” wyborem, zakończonym spektakularnym skutkiem. Aktem wolnej woli, podjętym odpowiedzialnie, na miarę wiedzy o sobie, o swoich możliwościach, chęciach, marzeniach.

Lekarz, ktory zajmował się Żoną i Synem pod jej sercem powiedział, że o sukcesie ciąży można mówić, gdy dziecko przyniesie piątkę z matematyki na maturze 😉  To dyskusyjna opinia, ale coś w tym jest. W czasie ostatniego roku szkolnego doświadczałem i lęku, i dumy; niepokoju w oczekiwaniu na rezultaty, ale i przedziwnej pewności, przekonania o sukcesie. Wczorajsza wiadomość, tak bardzo radosna, w niesamowity, niewyobrażalny wcześniej sposob rzeczywiście przybliża do serca Ojca. Tyle jest wdzięczności dla Niego, dla Jego dobroci, łaskawości, podziękowania dla tych, którzy dzięki Niemu znaleźli się w bliskości ze wsparciem, pomocą, dobrym słowem, modlitwą… Wszystkich chce się uściskać, ucałować, podziękować, w jakikolwiek sposob odpłacić.

I jeszcze jedno – dziś mija rocznica mojego dyplomu magisterskiego, rozpoczęcia przeze mnie nowego etapu drogi zawodowej. Nowe drogi życia rozpoczynające się w lipcu, miesiącu wakacyjnym, gorącym, często z “dynamiczną” pogodą, prowadzą radośnie nas do Ojca przez Rodzinę, Przyjaciół, przez życie…

Andrzej O.

 

 

nagroda, błogosławieństwo, dar…

July 9, 2015 11:48 am

“Oto synowie są darem Pańskim, a owoc łona nagrodą”.

Twoje dziecko jest nagrodą, błogosławienstwem, darem płynącym prosto z serca Ojca do Ciebie – Jego najdroższego dziecka. On chce, abyś czuł to, co On czuje, abyś doświadczał Go na wyjątkowej drodze rodzicielstwa. On pragnie, abyś zachwycała się swoim dzieckiem i w ten sposób zrozumiała, jak bardzo Bóg cieszy się Tobą. Chce, abyś odczuła głębię troski, jaką On odczuwa, gdy gubisz się pośród zagrożeń; radość, którą przeżywa, gdy biegniesz ufnie w Jego ramiona; ból współczucia, gdy jesteś zraniona lub przerażona.

Znajdź czas, aby radować się Twoim dzieckiem, a znajdziesz się bliżej serca Ojca niż możesz sobie wyobrazić.

na podstawie L. R. Knost, Jesus, the Gentle Parent

Basia

poddaj się!

July 7, 2015 5:00 am

Redakcyjny kolega Andrzej O. dowcipkuje, że dobrze, iż to nie my zajmowaliśmy pokój, z którego wystrzelona została torpeda. Żarty żartami, ale jako U-boot mam także wielkie sukcesy. Dlatego też łatwo mi przychodzi czuć z tą nieszczęsną sąsiadką. Wiadomo, że torpeda to często jedyna podręczna próba samoobrony, gdy trudno kobiecie nawet spróbować dojść do źródła problemu i obciążających emocji. I są to uczucia dalekie od złości, która przychodzi jako ostatnia siostra, z ostatnią posługą wystrzelenia świata w kosmos.

Zanim przyjdzie złość, może być strach, zagubienie, bezsilność, zawstydzenie i cała paleta innych przykrych doznań. Może zanim padło “chciałam jechać nad morze, a nie w góry!!!”, pełzające niemowlę zjadło z podłogi znalezione tam resztki jedzenia (i mama bała się, że maluch sie rozchoruje, bo pamięta na przykładzie starszych dzieci, że biegunka w niemowlęctwie równa sie szpital) albo ktoś dnia poprzedniego krzywo spojrzał na rozrabiającego bąbla na stołówce (czy nawet skomentował jego zachowanie).

Wielka to umiejętność i bardzo w relacjach społecznych potrzebna: bycie saperem. Skupienie się na autorze komunikatu, nie zaś na tym, co mówi, gdy torpeduje. “Jesteś chyba bardzo zdenerwowana”, “musi ci być trudno w pokoju hotelowym razem z małym dzieckiem”, “widzę, że wykańczające są dla ciebie te wczesne pobudki na urlopie”. Tak mogłaby się potoczyć dalej rozmowa za ścianą. Na ogół efektem byłobu szybkie zażegnanie konfliktu: “Tak, masz rację, jest to dla mnie trudne”. “Może wypijemy dziś po południu kawę na balkonie, gdy mały zaśnie, i będziemy mieć czas tylko dla siebie”. Na ogół jednak w życiu następuje po tym: “Czyś ty zwariowała!” lub “Ciebie nikt nie zadowoli, choćby człowiek stanął na rzęsach”. Koniec komunikacji.

Córka wycina z książki kupionej na karpackim deptaku takie oto zdjęcie – i myślę, że to świetna wskazówka, jak rozminować dobrze uzbrojony torpedowiec. Miłość wszystko zwycięża.

IMG_0109

 

M

(jak) Antonello i Enrique

July 6, 2015 5:00 am

W tym roku, mając wyjątkową szansę prowadzić rekolekcje razem z ks. Wiesławem, postanowiliśmy zapożyczyć styl od znanych ojców rekolekcjonistów – Antonello i Enrique – i głosić razem. Marzyło mi się to już od dawna, a kiedy zobaczyłem obu ojców „w akcji”, wiedziałem, że to już tylko kwestia czasu, kiedy stanie się to możliwe. Stało się to w czasie tych rekolekcji w Wisełce. Wymagało to od nas wielu spotkań, „przegadania” tematów, refleksji i czasu własnego, żeby się wszystko poukładało nie tylko w głowie, ale i w sercach.

Dla nas samych było to niezwykle ubogacające. Słuchaliśmy siebie nawzajem z uwagą, wspierając się, uzupełniając czy też dzieląc się swoimi doświadczeniami, które dzięki temu, że różne, miały większą szansę ubogacić. Nie było jeszcze świadectw kończących rekolekcje, więc nie wiemy, jak odebrali to uczestnicy, ale pierwszy poziom owocności był dla nas samych zauważalny – uczestnicy konferencji nie spali. 🙂

Pierwszy raz sobie pomyślałem, że tak można głosić, kiedy dotarło do mnie, że Pan Jezus wysyłał uczniów po dwóch do głoszenia Dobrej Nowiny. I pewnie nie chodziło Panu Jezusowi o to, żeby uczniowie nie czuli się samotni w misji albo żeby „było im raźniej”. Może jest w tym „po dwóch” jeszcze jakieś dodatkowe przesłanie? Na pewno w naszym wypadku było to pragnienie przekazania rodzinom naszej własnej miłości do Rodziny Świętej. I choć mówiło dwóch i każdy trochę inaczej i w zgodzie ze swoim temperamentem, to przecież było to głoszenie tego samego orędzia.

Rekolekcje powoli się kończą. Już dziękując za wsparcie do tej pory, proszę jeszcze na te ostatnie chwile.

Ks. Jarosław 

inny, a nie(:)winny

July 5, 2015 5:02 am

Pisałam już kiedyś o czymś podobnym, wróciło wraz z oglądanym przez dzieci “Pacyfikatorem” – familijnym kinem akcji. Gdy komandos z elitarnych Navy Seals ratuje wynalazcę, męża i ojca piątki dzieci, uprowadzonego na Bliskim Wschodzie, ów komentuje: “dziękuję za ocalenie, bo gdyby żona dowiedziała się, że zginąłem, toby mnie zabiła”.

Po latach małżeństwa tego celu wyglądałabym na horyzoncie: tak bardzo pokochać w drugim to, czym się najbardziej różni – specyficzne sposoby działania, reagowania, a także wyrażania miłości – by się im nie dziwić, nie starać się ich zmieniać na własną modłę, ale przyjąć jako bogactwo odmienności. Które warto poznać, zrozumieć na tyle, na ile to możliwe, i wychodzić mu naprzeciw.

M

torpeda

July 4, 2015 5:11 am

budzi mnie koło szóstej rano w hotelowym pokoju. Zza ściany dochodzi nie tylko głos płaczącego niemowlaka (nie umie jeszcze mówić), ale i krzyki kobiety, że ona nigdy nie chciała jechać w góry, tylko nad morze. I po co oni tu przyjechali. Że to góry – potwiedza schronisko na Śnieżce, ktore przez okno widzimy jak na dłoni z powodu świetnej pogody.

Hotel, choć bez wielu gwiazdek, wyposażony jest w całym Karpaczu znaną świetną kuchnię oraz basen kryty, otwarty cały dzień. Jesteśmy z rodziną pod wrażeniem, że choć kilka dni uda się nam tu spędzić, mając dla siebie nawzajem w końcu dużo czasu, i to w tak sprzyjających warunkach. Więc zdumiewa mnie ten krzyk zza ściany. Pewnie za nim kryje się jakiejś tej żony i mamy zmęczenie, niewyspanie, frustracja, żal może o zepełnie inne sprawy. Ale też myślę, że można łatwo storpedować urlop, dokonując takich uogólnień. “Dla mnie już tego urlopu mogłoby wcale nie być”, “z naszą rodziną nie warto nigdzie wyjeżdżać”, “odpocznę dopiero w trumnie” – by podać tylko kilka zasłyszanych. Mają wspólną cechę: zanegowanie i przekreślenie całości, gdy jedynie jakiś element nie spełnia naszych oczekiwań.

Z pomocą przychodzi wdzięczność. “Dziękuję Ci, że tu przyjechaliśmy”, “to był wspaniały pomysł, żeby się tu wybrać”, “rewelacyjna jest tutaj kuchnia”, “jaka piękna pogoda – mogłoby przecież lać”. Że nie wspomnę o sztandarowym dla Programów “ale to dobrze, bo…”

Oczywiście można sytuacje, które nas irytują, wykorzystywać do konstruowania armaty, ktora rodzinny urlop wysadzi w powietrze, ale lepiej je ocalać, eksponując najmniejszy choćby powód do szczęścia. Ono się wówczas pomnaża przez pączkowanie.

M

PAN MÓJ I BÓG MÓJ

July 3, 2015 5:00 am

Dzisiaj Kościół wspomina św.Tomasza Apostoła. Przykleił się do niego przydomek “niewierny”, choć w Biblii mówi się o nim Didymos – bliźniak. Określenia “niewierny Tomasz” często używano wobec niedowiarków, sceptyków, wątpiących.

“Rzekł do niego Jezus: uwierzyłeś, ponieważ mnie zobaczyłeś. Błogosławieni, którzy choć nie widzieli, to jednak uwierzyli”(J 20, 29). Ale zanim to usłyszałem, to św. Paweł w Liście do Efezjan przypomniał mi, że “jesteśmy budowlą wzniesioną na fundamencie, który tworzą apostołowie i prorocy” (Ef 2, 20).

Czy to jest wewnętrzna sprzeczność? Przecież każdy miewa w swoim życiu chwile zwątpienia, słabości, poczucie osamotnienia i braku perspektyw. Apostołowie taki moment przeżywali po ukrzyżowaniu Pana Jezusa. Ale po Jego zmartwychwstaniu ponownie zgromadzili się w Wieczerniku, ponownie zjednoczyli się wokół Jezusa, już Zmartwychwstałego. Na takim fundamencie został wzniesiony Kościół,  którego i ja jestem cząstką, w którym i ja mam udział.

“Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie może przyjść do Ojca inaczej, jak tylko przeze mnie” (J 14, 6). To bardzo znane i często powtarzane zdanie Jezusa jest odpowiedzią na pytanie właśnie św.Tomasza, zadane w czasie Ostatniej Wieczerzy: “Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5).

Może właśnie dlatego ten dokładny, wszystko sprawdzający Apostoł, jest patronem architektów, geodetów, budowniczych, murarzy, kamieniarzy. Jest także patronem małżeństw i teologów.

Tak niewiele potrzeba, by w moim sercu zakiełkowało zwątpienie, zniechęcenie, beznadzieja. Jak to przezwyciężyć? Czasem wystarczy przypomnieć sobie słowa św. Tomasza, które wypowiadam po cichu w czasie każdej mszy świętej, gdy w czasie Przeistoczenia kapłan podnosi i ukazuje Święte Postaci: “Pan mój, i Bóg mój”.

Pan mój, i Bóg mój.

Andrzej O.

 

lista

July 2, 2015 5:00 am

Modelowanie („dobry przykład”) zamiast manipulowania („jeśli to zrobisz, to…”)

Zapraszanie (do współdziałania) zamiast zastraszania

Wspieranie zamiast zawstydzania

Wzmacnianie i dodawanie ducha zamiast rozwścieczania

Uczenie zamiast karania

Uważne słuchanie zamiast prawienia wykładów

Pomaganie zamiast ranienia*

Rozmyślając nad tą listą odkryłam, że czasowniki z jej lewej strony mówią o metodach wychowawczych Boga Ojca względem nas. A cała lista, ładnie wydrukowana, znalazła właśnie swoje miejsce w naszej sypialni, byśmy trzymali dobry kurs – coraz bardziej na lewo 🙂 .

Basia

* inspiracja- książka L.R. Knost, Jesus, the Gentle Parent. Gentle christian parenting (niestety dostępna tylko w języku angielskim)

 

prośba

July 1, 2015 11:11 am

Odkrywam z wielkim zdumieniem, jak wiele potrzeb nigdy nie zostaje wyrażonych w taki sposób, który dawałby choć cień szansy na ich spełnienie. Jak w przypadku owej zrozpaczonej kobiety, która poprosiła swojego męża, spędzającego długie godziny w biurze, by aż tyle nie pracował. Mąż bardzo chciał spełnić prośbę swojej żony, więc zapisał się na turniej golfa. Zabrakło precyzyjnego wyrażenia prośby, z użyciem wersji pozytywnej: że chciałaby, by mąż spędzał chociaż jeden wieczór w tygodniu razem z nią i dziećmi w domu.*

Skądinąd ciekawi mnie, dlaczego tak trudno jest wyrażać swoje potrzeby w postaci precyzyjnych próśb. Dlaczego używamy ścieżek naokoło, jak pretensje, diagnozy drugiej osoby, osądy, obwinianie, roszczenia. Jakby istniał jakiś brak porozumienia między własnymi potrzebami i tym, co możemy o nich powiedzieć na zewnątrz, jakby zakrywał drogę ich uzewnętrznienia jakiś głęboki wstyd. Dlaczego łatwiej jest powiedzieć: “Nigdy mnie nie słuchasz”, niż “gdy mówię coś ważnego, bardzo potrzebuję wiedzieć, że mnie usłyszałeś, bo inaczej czuję się ogromnie nieszczęśliwa i samotna”.

Określanie własnych potrzeb w formie próśb pewnym sensie odsłania naszą bezbronność, ale jedynie ono daje szansę na ich spełnienie (lub nie). Po “nigdy mnie nie słuchasz” dialog się kończy i właściwie – skoro etykieta wisi już na stałe na osobie, do której kierujemy te słowa – może ona nie widzieć sensu, by próbować nasz (niesprawiedliwy, bo “wczoraj słuchałem”) pogląd zmieniać.

I myślę, że trening dialogu w formie wyrażania próśb i potrzeb (bez obwiniania i pretensji) może uratować niejeden wakacyjny projekt. 🙂

M

*Marshall B. Rosenberg Porozumienie bez przemocy. O języku serca.