z otwartymi ramionami

September 20, 2015 5:00 am

Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał. (Mk 9, 36-7)

Widać to ważne, skoro Jezus mówi o tym, obejmując ramionami dziecko, by być dobrze zrozumianym. Wie, że można je przyjąć albo nie. “Nieprzyjęcie” dziecka to nie tylko faktyczny zamach na życie. “Nieprzyjęcie” ma liczne formy braku akceptacji dziecka takim, jakie ono jest: odrzucenia, zaniedbania, rezygnacji z roli mamy czy taty na rzecz imprezowego życia, ale także zaabsorbowanie rodziców własnymi problemami i konfliktami w takim stopniu, jakby małego człowieka “nie było”. To też wszelkie kryptosygnały, że “coś z Tobą nie tak”, jakaś “wada produkcyjna”, za ktorą nie odpowiadamy. Człowiek “nieprzyjęty” będzie się czuł taki wszędzie: wchodząc do tramwaju czy do pokoju, gdzie właśnie trwa przyjęcie imieninowe, w pracy, w domu, w sklepie. “Przepraszam, że żyję”.

“Przyjęcie” to danie dziecku takiej informacji o nim samym, by czuło się kochane. W słowach, gestach, w gotowości bycia “dla”. W geście “objęcia ramionami”. “Jestem dla Ciebie”. Jako rodzice wiemy, że w porę i nie w porę. 🙂 Człowiek przyjęty startuje z zupełnie innego pułapu niż ten, który nie miał tego szczęścia. Ma zatankowane baki poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości, z nimi podrywa się do lotu.

Gdy Łomianki świętują odwiedziny u Świętej Rodziny, przypominam sobie swoje wrażenie z rekolekcji w Wisełce i spojrzenia na Ikonę namalowaną przez s. Miriam. Pomyślałam, że to rodzina, w której jest się przyjętym. “Wejdź, dobrze że jesteś, czekaliśmy na Ciebie”.

M

Pielgrzymka Rodzin

September 19, 2015 12:01 pm

Jak co roku, w trzeci weekend września, spotykamy się w Łomiankach u Świętej Rodziny, żeby podziękować za cały rok pracy, zakończony rekolekcjami wakacyjnymi. Przyjeżdżają zarówno całe rodziny jak i przedstawiciele poszczególnych  Ognisk, żeby w osobistej modlitwie i wspólnocie świętować wszelkie radości tego czasu.

Dla dzieci i młodzieży to także czas dorocznej Olimpiady Ognisk, która odbywa się w łomiankowskim Integracyjnym Centrum Dydaktyczno-Sportowym. Znikają zaraz po rozpoczęciu o godzinie 10 i wracają do nas na Msze św. o godz 15:00.

Jest część zatrzymania nad słowem: od Naszego Założyciela, ś.p. Arcybiskupa Kazimierza Majdańskiego i od Matki Założycielki, dr. Moniki Wójcik, a także od Przełożonego Generalnego naszej Wspólnoty, dotkniętego tak bardzo cierpieniem choroby nowotworowej, ks. Dariusza Krawczyka. Jest czas na wprowadzenie w tematykę dni skupienia roku 2015/2016. W tym roku będzie też słowo od przedstawicielki naszych zagranicznych rodzin afiliowanych – Michele Altmeyer z Francji. Jest też część poświęcona świadectwo z każdego turnusu rekolekcji, który odbył się w tym roku. A tych miejsc przybywa, bo były i żagle na Mazurach, i pobyt w Bieszczadach, że o Trzęsaczu czy wyprawach młodzieżowych nie wspomnę.

W tym roku nasze pielgrzymowanie do Świętej Rodziny będzie miało gości: ks. Bp Stanisław Stefanek odprawi Mszę św. o godz 15:00, a o północy, po adoracji Najświętszego Sakramentu od 21:00 do 23.45, ks. Abp Andrzej Dzięga, który przyjeżdża specjalnie, żeby także razem z nami, rodzinami i gospodarzami, pomodlić się o uzdrowienie naszego chorego brata, ks. Dariusza Krawczyka.

Jutro czeka nas spotkanie Rady Pastoralnej a zaraz po nowy rok pracy w Ogniskach.

Zapraszam do duchowego włączenia się w Pielgrzymkę do nas. Choćby wspólną modlitwą w rodzinie w intencji naszego spotkania czy udziałem we Mszy św.

Z pamięcią o Was wszystkich

Ks. Jarosław

ikona sw. rodziny

 

„Klub włóczykijów”

September 18, 2015 5:01 am

W środę wieczorem byłem na premierze tego filmu w kinie Sadyba w Warszawie. Na pierwszej w życiu premierze, gdzie pojawili się wszyscy aktorzy, twórcy i producenci, gdzie można było ich zobaczyć, usłyszeć i osobiście pogratulować. Już samo to było niezapomnianym przeżyciem.

„Klub włóczykijów i tajemnica dziadka Hieronima” to film oparty na motywach powieści Edmunda Niziurskiego (która to powieść, jak niektórzy pewnie jeszcze pamiętają, jest z kolei luźną kontynuacją „Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa”). Moje pokolenia pochłaniało wszystkie jego książki, niektóre w nieskończoność. Moją ulubioną i przez wiele lat wielokrotnie czytaną był „Sposób na Alcybiadesa”. Wystarczyłby więc sam fakt, że to Niziurski, żeby się wybrać do kina.

Tym razem jednak zdecydowały jeszcze inne względy. Wśród producentów znaleźli się zaprzyjaźnieni od dawna państwo Budnikowie, a właściwie to ich dorosłe już dzieci: Monika, szczęśliwa żona Konrada i mama Gabrysi, która ten film „pokolorowała” i Mateusz, który ten film zmontował i od początku mu towarzyszył, wspierając jego reżysera Tomasza Szafrańskiego. Cel, jaki sobie postawili, był jeden: stworzyć film, który będzie wartościowy, ciepły, rodzinny i przygodowy. Chcieli pokazać, że można zrobić w Polsce film, który będzie i dobrą rozrywką dla całej rodziny, i jednocześnie pokazujący wartość rodziny, miłości i przyjaźni.  (Dzięki temu przypomniał mi się też film „Skarb” z roku 1948. 🙂 Ale przecież dobre książki i dobre filmy się nie starzeją.)

Dla tych, co książkę znają, akcji  przypominać nie trzeba. Dla tych, co jeszcze nie czytali, niech wystarczy, że film ma świetną, przygodową fabułę, szybkie tempo, znakomitą grę aktorską zarówno młodych, jak i doświadczonych już aktorów. Jest i odrobina „grozy”, i trochę suspensu; jest mnóstwo humoru i okazji do śmiechu, jest też miejsce na refleksję i radość.

Film, choć trwa 98 minut, ogląda się błyskawicznie i wychodzi z poczuciem niedosytu. Muzyka skomponowana przez Freda Emory’ego Smitha jest osobnym aktorem tego filmu i wnosi do niego niesamowite poczucie przygody. Doszło do tego, że z Los Angeles można przylecieć do nas, żeby uczestniczyć w produkcji takiego filmu. Jeśli się do tego doda, że Carl Rydlund, zaproszony przez Freda orkiestrator (czyli ten, kto rozpisał muzykę na orkiestrę), ma na swoim koncie takie produkcje jak “Mission Impossible 5”, “Interstelar” czy “Transformers”. Teraz na jego koncie w IMDb jako ostatnia pozycja w jego twórczości to “Klub Włóczykijów”, to w sercu rodzi się duma.  🙂

Można? Można! Wartości zaprezentowane w tym filmie, jego rodzinny charakter i nawiązanie do naszej rodzimej twórczości powoduje, że gorąco zachęcam wszystkie rodziny do wybrania się na ten film, który wchodzi do kin w piątek, w święto św. Stanisława Kostki, patrona młodzieży. 🙂 Dla dzieci od lat 8.

xj

Z głównym bohaterem, Kornelem (Franciszek Dziduch)

IMG_6898

Pierwsi od lewej – Monika i Mateusz

IMG_6897

miłością uczuciową

September 17, 2015 5:00 am

“Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: „Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała.” (Łk 7, 44-47)

Tak się złożyło, że chwilę wcześniej przed przeczytaniem dzisiejszego Słowa, trafiłam w Internecie na katechezę papieża Franciszka. Jej fragmenty bardzo mnie poruszyły i stały się dla mnie komentarzem do powyższych słów Ewangelii. Chciałabym się z Wami nim podzielić:

„… aby modlitwa i serce się spotkały, musimy pielęgnować w naszych sercach żarliwą miłość do Boga, miłość uczuciową.

(…) Czy myślenie o Bogu nas wzrusza, zadziwia, angażuje nasze uczucia?

Pomyślmy o sformułowaniu wielkiego przykazania, które tkwi u podstaw wszystkich innych: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5; Mt 22,37). Sformułowanie to posługuje się intensywnym językiem miłości odnosząc go do Boga. W tym właśnie przede wszystkim mieści się duch modlitwy.

(…) Czy potrafimy myśleć o Bogu jako o serdecznej zażyłości utrzymującej nas przy życiu, nad którą nie ma nic innego? Serdecznej pieszczocie, od której nic, nawet śmierć nie może nas rozdzielić?

Czy też może myślimy o Nim tylko jako o Wielkim Bycie, Wszechmocnym, który stworzył wszystkie rzeczy, Sędzim, który kontroluje wszystkie działania? Wszystko to jest oczywiście prawdą. Ale tylko kiedy Bóg jest miłością ponad wszystkie nasze miłości, sens tych słów staje się pełny. Wówczas czujemy się szczęśliwi, a nawet trochę zmieszani, bo On o nas myśli, a nade wszystko nas miłuje! Czyż nie jest to niesamowite? Czy to nie jest niesamowite, że Bóg otacza nas, traktuje nas czule z ojcowską miłością? Jest to przepiękne, jakże wspaniałe! Mógłby dawać się poznać po prostu jako Najwyższy Byt, dając przykazania i czekać na rezultaty. Ale Bóg uczynił i czyni nieskończenie więcej, niż to. Towarzyszy nam na drodze życia, chroni nas, miłuje.

Jeśli miłość do Boga nie rozpala ognia, to duch modlitwy nie rozgrzewa czasu.” (papież Franciszek, setna audiencja ogólna, 26.08.2015)

wymówka i przekora

September 16, 2015 5:00 am

„Z kim więc mam porównać ludzi tego pokolenia? Do kogo są podobni? Podobni są do dzieci, które przebywają na rynku i głośno przymawiają jedne drugim: Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie płakali.” (Łk 7,31-32)

Przyznać muszę, że zdarza mi się  szukać wymówki, gdy coś jest niewygodne, trudne, niezbyt komfortowe. Czasami przekornie coś robię lub mówię, niby żartem, ale podtekst jest taki, że to mi nie pasuje.

Niestety, moja droga do Boga również usłana jest wymówkami. Przyjęcie Jego Prawdy bywa trudne, więc szukam przekornych odpowiedzi, choć wiem, że to donikąd nie prowadzi. Na szczęście On wie, jaka jestem. Właśnie mi to uświadamia. Mam ochotę przekornie odpowiedzieć, że wcale nie! Wcale taka nie jestem.  Ale…

Przecież tylko On jest miłosiernym Bogiem. I nigdy nie pozostawi nas samych. W tych trudnych chwilach i wyborach również.

Dorota

konflikt

September 15, 2015 1:02 pm

IMG_0535

Dotknęło mnie bardzo to zdjęcie. Tym żywiej, że żywe jest jeszcze doświadczenie konfliktu, w który przeżyliśmy w domu kilka dni temu, a nie jest to jedyna sytuacja braku porozumienia, jaką niosę w tym czasie dotkliwie na sobie.

Wielką tragedią naszego położenia w sporach jest to, że rzeczy, które mówimy do siebie w konflikcie, nie przybliżają nas do celu, jaki chcielibyśmy osiągnąć. Chcielibyśmy, aby było dobrze. Pragniemy porozumienia. Tak bardzo, że krzyczymy coraz głośniej. Nieraz już pogubieni w tym, od czego się zaczęło i dokąd to wszystko zmierza. I o co właściwie chodzi. Intelekt nie pomaga, sięgając głęboko do zbiorów pamięci i zgromadzonych w niej długów, podrzucając także coraz to dosadniejsze złośliwości. I zdumiewamy się coraz bardziej – “Jak on mógł, jak ona może mówić podobne rzeczy”, “Jestem kompletnie niezrozumiana”, “To wszystko nie ma sensu”.

Tylko dziecko w nas chciałoby – podobnie jak nieraz nasze dzieci w takich sytuacjach – powiedzieć “dosyć”.”Nie kłóćcie się”. “Dość”. Nie chcemy siebie nawzajem ranić. To wielkie nieporozumienie. Dziecko w nas mówi językiem czystej, prawdziwej miłości, prosząc o bycie w relacji. Gdzieś dopiero z bycia w relacji może wyrosnąć rozmowa, która zbuduje porozumienie. Dobrze, jeśli choć jedna strona w sporze pozwoli, by odezwało się dziecko. “Nie kłóćmy się, proszę”. “Przytul mnie”. “Nie umiem sobie poradzić”. Ciąg dalszy może być już zupełnie inny.

M

Zdjęcie: Emily Rosen

Spotkania w Brukseli

September 14, 2015 1:57 pm

Już niedługo zaczniemy nasze spotkania w Ogniskach Świętej Rodziny z nowym programem duszpasterskim. „Belgowie” niestety nie mogą liczyć jeszcze na comiesięczne spotkania w Ognisku, bo ciągle nas, księży, za mało, więc wykorzystujemy wszystkie możliwe okazje, żeby się do nich wybrać i utrzymać jakiś rytm naszych spotkań.

Tym razem udało się także połączyć spotkanie Ogniska ze spotkaniami formacyjnymi po Programach na Miłość i Życie zarówno w piątek w Mons (gdzie mieści się SHAPE – europejska baza NATO i nasi międzynarodowi absolwenci Programu 1), jak i w sobotę w samej Brukseli. W niedzielę spotkaliśmy się na dniu skupienia rodzin Ogniska Brukselskiego.

Z niezwykłą radością słuchałem świadectw absolwentów, którzy tyle miesięcy po Programie ciągle na nowo doświadczają jego owoców. Spotkanie umożliwia nie tylko dzielenie się doświadczeniami, ale także inspirowanie się nawzajem na nowo.

Kiedy spotykamy się i dzielimy dobrem, zostajemy wszyscy obdarowani. Czasem wystarczy czyjeś słowo świadectwa, czasem przypomnienie sobie, jak inaczej funkcjonowaliśmy po Programie i że warto do tego wrócić. Czasem doświadczenie trudu, z jakim zmagają się inni, pomaga bardziej docenić to, co się samemu otrzymało.

Następne spotkanie w Belgii będzie możliwe dopiero w grudniu.

Z modlitwą

xj

Nasze “Brukselki” 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na (nową) drogę życia

September 13, 2015 12:01 pm

Napisaliśmy już o końcu historii oczekiwania na Haneczkę. Ale początek tej historii był równie interesujący. Co prawda rangę początku poznaliśmy dopiero po 19 latach małżeństwa, ale jak to się mówi „lepiej późno niż wcale”. Kiedy stawaliśmy przed ołtarzem byliśmy u progu dorosłego życia… nieopierzeni, pełni entuzjazmu i młodzieńczej radości życia, ale też pełni młodzieńczej buty. Jaki bowiem nastoletni dorośli mają stosunek do rodziców? Ano taki, że chcą żyć z nimi w zgodzie, ale i tak zrobią to co sami uważają za stosowne 🙂 I my nie byliśmy inni. Po wielu latach, stając w prawdzie sami przed sobą, przyznaliśmy, że nasz stosunek do ślubu kościelnego był podobny. Chcieliśmy żyć w zgodzie z Panem Bogiem – naszym Ojcem, ale nie do końca chcieliśmy go słuchać. Tak więc ślub kościelny bardziej kojarzył nam się z troską o sprawy ludzkie… wesele, ilość gości, sukienka, garnitur, kwiaty. Tyle przecież „ważnych” rzeczy trzeba było dopilnować i ogarnąć.  Czytań z naszej ślubnej Mszy Św. zapewne słuchaliśmy, ale dopiero po 19 latach, kiedy czytaliśmy czytania z tamtego dnia, otworzyły nam się oczy ze zdumienia. Pan Bóg już w dzień naszego ślubu zapowiedział nam naszą drogę. On wiedział… i nam powiedział… nie dał nam jedynie daru zrozumienia w tamtym momencie. Zapewne nie byliśmy na niego gotowi.

Pan ukazał się Abrahamowi pod dębami Mamre, gdy ten siedział u wejścia do namiotu w najgorętszej porze dnia. Abraham spojrzawszy dostrzegł trzech ludzi naprzeciw siebie. Ujrzawszy ich podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie. A oddawszy im pokłon do ziemi, rzekł: O Panie, jeśli darzysz mnie życzliwością, racz nie omijać Twego sługi! Przyniosę trochę wody, wy zaś raczcie obmyć sobie nogi, a potem odpocznijcie pod drzewami. …….. Zapytali go: Gdzie jest twoja żona, Sara? – Odpowiedział im: W tym oto namiocie. Rzekł mu [jeden z nich]: O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona Sara będzie miała wtedy syna. Sara przysłuchiwała się u wejścia do namiotu, [które było tuż] za Abrahamem. Abraham i Sara byli w bardzo podeszłym wieku. Toteż Sara nie miewała przypadłości właściwej kobietom. Uśmiechnęła się więc do siebie i pomyślała: Teraz, gdy przekwitłam, mam doznawać rozkoszy, i mój mąż starzec? Pan rzekł do Abrahama: Dlaczego to Sara śmieje się i myśli: Czy naprawdę będę mogła rodzić, gdy już się zestarzałam? Czy jest coś, co byłoby niemożliwe dla Pana? Za rok o tej porze wrócę do ciebie, i Sara będzie miała syna. (Rdz 18,1-15)

W ostatnich dwóch  latach naszego życia, po różnych życiowych perturbacjach, zawołaliśmy do Pana, aby nas nie omijał. Po dokładnie roku od modlitwy wstawienniczej Wspólnoty w czasie rekolekcji w Wisełce trzymaliśmy w ramionach nasze dziecko. Patrząc na powyższe czytanie, widzimy jak na dłoni, że każdy włos na naszej głowie policzony.

Ile jeszcze ominęliśmy ważnych słów? Ile nam umknęło? Nie wiemy.

Ale  już słuchamy uważnie… nie chcemy nic tracić… czytając wspólnie z dziećmi Ewangelię na dany dzień Pan Bóg już niejednokrotnie udzielił nam ojcowskiej rady, reprymendy czy też wskazał drogę.

Bo Pan Bóg chce do nas mówić.

My tylko musimy chcieć Go słuchać.

Panie, przymnóż nam wiary.

Monika i Mirek    

uśmiech Haneczki

September 12, 2015 5:00 am

Kiedy zostaje się mężem i żoną,  naturalną koleją rzeczy jest rodzicielstwo. I my bardzo chcieliśmy  tę naturalną kolej rzeczy zachować.  Przez pięć długich lat powierzaliśmy nasze pragnienie w ręce kolejnych lekarzy. Niestety upragnione rodzicielstwo nie  nadchodziło.

Postanowiliśmy więc zgłosić się do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego i rok później zostaliśmy rodzicami sześciotygodniowej Dominiki. Niespełna dwa lata później, z wielką radością przyjęliśmy nowinę o narodzinach siostry biologicznej naszej córki i z pomocą Opatrzności Bożej, która pomogła nam ominąć ludzkie błędy i trudności, zostaliśmy rodzicami sześciotygodniowej Alicji. Obie dziewczynki trafiły do nas w okresie niemowlęcym, a nasza potrzeba rodzicielstwa została przytłumiona.

Pragnienie biologicznego rodzicielstwa jednak nigdy nie zgasło, co pewien czas, z pomocą lekarzy próbowaliśmy na nowo, ale bezskutecznie. Zapłonęło ono z wielką mocą po wielu latach, gdy spotykając na swojej drodze wielodzietne rodziny, przechodziłam przez kolejne fazy buntu, rozgoryczenia i bólu. Pojawiały się w moim sercu nawet pretensje i żądania względem Boga. Byłam zmęczona i zniechęcona, a leczenie, któremu byłam poddawana przez całe dorosłe życie, powodowało stany depresyjne. Chciałam to leczenie jak najszybciej zakończyć.

Po raz ostatni postanowiłam z Panem Bogiem porozmawiać o naszym dziecku podczas rekolekcji w Wisełce. Tam właśnie, podczas modlitwy wstawienniczej przed Najświętszym Sakramentem wypowiedziałam na głos słowa, że „w moim sercu jest niezrealizowane i otulone wielkim zwątpieniem pragnienie. Ale TY PANIE JESTEŚ MOCNIEJSZY ”. Kiedy okazało się, że noszę pod sercem upragnione dziecko, wróciły do mnie te słowa i zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy od dziewiętnastu lat zawierzyłam nasze rodzicielstwo jedynie Bogu. Nie ludziom … nie lekarzom… nie nam samym… JEDYNIE BOGU.

Od tamtego wieczora w Wisełce do dnia, w którym dowiedzieliśmy się, że zostaniemy rodzicami, jeszcze kilkakrotnie zawierzaliśmy tą intencję Bogu przez ręce Matki Najświętszej. Zapragnęliśmy się oddać w niewolę Jej miłości i każdego dnia modliliśmy się na Różańcu. Zanosiliśmy też modlitwy o uzdrowienie duszy i ciała za wstawiennictwem Św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Nasza córeczka, Hanna Teresa, przyszła na świat 13 lipca, tak jakby Matka Najświętsza dała nam odpowiedź, że była i jest z nami przez cały ten błogosławiony czas.  Niech uśmiech Haneczki będzie dla wszystkich znakiem, że DLA BOGA NIE MA NIC NIEMOŻLIWEGO!

IMG_20150719_152456

Monika i Mirek