pan od muzyki

April 20, 2016 5:00 am

To film z 2004 roku. Bardzo go lubimy i po latach do niego wróciliśmy. Na kompletne odludzie, do szkoły dla chłopców sprawiających problemy wychowawcze (jakaś odmiana wczesnopowojennego poprawczaka we Francji) przyjeżdża niemłody już nauczyciel muzyki, by objąć prowadzenie jednej z klas. W szkole panuje narzucona przez dyrektora metoda: “akcja-reakcja”. W skrócie polega ona na zwalczaniu agresji i przemocy tymi samymi sposobami. Im więc gorsze i groźniejsze wybryki uczniów, tym bardziej radykalne i błyskawiczne kary. Nietrudno się domyślić, że spirala się nakręca.

Pan Clément Mathieu spada w ten świat jak z księżyca i wnosi coś zupełnie innego – pytanie przed karaniem, motywowanie przed gniewem i towarzyszenie przed odrzuceniem. Właściwie można powiedzieć, że realizuje “personalistyczny program wychowawczy” – ten, który radykalnie proponują Programy naszej Fundacji.

Zobaczcie sami. 🙂 Poniżej zwiastun, a film można w całości obejrzeć na YT z polskim lektorem (tytuł filmu: “Pan od muzyki”).

m

wzmacniać dobro

April 19, 2016 5:00 am

„Gdy on przybył i zobaczył działanie łaski Bożej, ucieszył się i zachęcał wszystkich, aby całym sercem wytrwali przy Panu; był bowiem człowiekiem dobrym i pełnym Ducha Świętego i wiary.” (Dz 11,23)

O jakże miło jest być docenionym. Jakież to dowartościowujące i mobilizujące, gdy dostrzeżone są nasze starania, choć nie zawsze jest się perfekcyjnym. Udawać przecież na dłuższą metę się nie da.

Ale też dostrzeganie starań innych – jakże ważne. Jak może podnosić, umacniać, zachęcać. Tak jak Barnaba. Nie wytykał błędów, nie narzucał pokut, nie kontrolował skrupulatnie, ale cieszył się i zachęcał. Doceniał starania i widział tę łaskę Bożą, którą Bóg obdarzył ludzi z Antiochii, dzięki której ich przemiana była możliwa. A oni jej nie zmarnowali. Nie zniechęcili się!

Zapewne dodało im to otuchy i sił!

Dobrze by było być jak Barnaba – zachęcać bliskich i ludzi wokoło i wzmacniać dobro.

Dorota

rozbiórka

April 18, 2016 5:00 am

Od kilku dni jest rozbierany jest stary plac zabaw. Po 10 latach nie spełnia warunków bezpieczeństwa. A dzieci biegają obok i co chwila łapią mnie za rękaw:

– Ale dlaczego nam psują ten plac? A domek też wyrzucą? A tam była taka lina do wciągania, pamiętasz? Ale hamaki zostaną, prawda?

Z pełnym przekonaniem mówię im:

– Będzie nowy plac, zobaczycie! taki że szok Emotikon smile a hamaki zostaną :)))))

Pomóżcie, bo co ja im powiem…

Agnieszka Rogalska, współautorka Programów na Miłość i Życie, Fundacja Pomoc Rodzinie

Od Redakcji: Prosimy, kliknij i zagłosuj teraz – Twój głos pomoże nam wygrać konkurs grantowy:

http://todlamniewazne.pl/inicjatywa,850,rodzinny-plac-zabaw.html

Nadal brakuje nam bardzo wielu głosów, by dostać się do dwudziestki najbardziej wspieranych inicjatyw, które otrzymają dotację.

20160413_161507 (1)

20160413_161517 (1)

 

Klasa nr 38 zakończyła Education Phase 2

April 17, 2016 10:28 am

Koniec EP2 zawsze wygląda tak samo: Msza św., uroczysta kolacja i ceremonia. To koniec bardzo długiego dnia, który zaczął się egzaminem, ale przecież także ogromnie intensywnego tygodnia, w którym nie było żadnego “luźniejszego” momentu – i  mimo że wszyscy padają ze zmęczenia, nikomu się nie spieszy, jest czas na radość. Wysiłek trzeba uczcić choćby najmniejszym świętowaniem.

Podczas uroczystości każdy zostaje potraktowany indywidualnie: dr Hilgers osobiście wręcza dyplom ukończenia Programu, niektórzy jeszcze proszą o zdjęcie z Doktorem i każdy jeszcze przyjmuje serdeczne gratulacje od całego grona wykładowców. I wszystko to pomnożone przez liczbę uczestników.

W tym roku na zakończenie odbył się jeszcze program artystyczny pt. „EP2 News”, który świetnie nawiązywał do samego szkolenia jak i zdobytej w tym  czasie wiedzy. A potem jeszcze w nieskończoność trwają pożegnania z wypowiadanym życzeniem, że się znowu spotkamy.

I mimo, że każdego roku tak samo się to kończy, to na ten moment zawsze czekam, bo jest to radość z uczestniczenia w czymś, co tak daleko zmienia ludzkie serca.

Przed uczestnikami teraz ogrom pracy własnej, który kiedyś zwieńczy wizyta superwizora (edukatora) w miejscu zamieszkania i pracy (tzw. on-site visit), a potem wielogodzinny egzamin końcowy, którego zdanie dopiero umożliwi otrzymanie certyfikacji.

 

Z pamięcią o Was

 

Ks. Jarosław

 

IMG_8034

IMG_8033

IMG_8031

 

EP22016

EP2 2016 2

kukuryku

April 16, 2016 5:00 am

Było ich dwóch. Jeden po jednej stronie ulicy, drugi po drugiej. Poza zasięgiem wzroku. Ale w zasięgu słuchu.

Jeden kogut piał z gospodarstwa rolnego, drugi – z ogródka znajomej rodziny 5+ z naszej wiejskiej obecnie parafii i ulicy. Tego drugiego poszłam z Pawełkiem obejrzeć z bliska. Stał na daszku kurnika, aż tam się wspiął, by mieć większy zasięg. Czujnie słuchał i gdy tylko z oddali doszło nieco cichsze “kukuryku”, ten nabierał powietrza w płuca i z całą siłą piał. Głos miał znacznie bardziej donośny i wydawało się, że chrypiący kolega z wioski w końcu odpuści, ale nie. Nie odpuszczał. Wyglądało, że jest to sprawa życia i śmierci.

Staliśmy ze 20 minut, potem poturlaliśmy się z wózkiem dalej. Jestem ciekawa, który pierwszy zrezygnował.

Istnieje w przyrodzie wielka pokusa, by mieć zawsze ostatnie słowo. Nieraz aż człowieka skręca. Ty tak, to ja Ci jeszcze ripostę. Punkt, set i przerwa, kolejny set i mecz. Jednak o wiele większym jest zwycięstwem zrzeczenie się prawa do ostatniego słowa. Bo jest coś ważniejszego niż ja i “moja święta racja” (której co gorsza mogę nie mieć – co okaże się, gdy emocje opadną) – to MY.

Dobrego ćwiczenia się w tym zrzekaniu się – sobie i Wam życzy

m

Millenium czy tysiąclecie…

April 15, 2016 5:36 am

Trwają obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski. Uroczystości państwowe i kościelne organizowane są razem – to znaczy nie tylko wzajemnie się nie wykluczają i nie są dla siebie konkurencją, ale ukazują wspólne źródło polskiego państwa i polskiego kościoła.

Pięćdziesiąt lat temu było inaczej. Kościół w Polsce obchodził milenium chrztu Polski. Przygotowaniem była dziewięcioletnia nowenna i Śluby Jasnogórskie w 1956 roku, a także peregrynacja kopii obrazu MB Częstochowskiej w parafiach całej Polski.

Ówczesna władza PRL ogłosiła  i przeprowadziła konkurencyjne obchody – tysiąclecia państwa polskiego. Powstawały szkoły-tysiąclatki, kładziono akcent na zwycięstwo nad faszyzmem i umacnianie aktulanych sojuszy. Jednak oficjalne uroczystości konkurowały z uroczystościami kościelnymi, a de facto miały na celu je zdyskredytować, utrudnić bądź uniemożliwić ich przebieg. Szczytowym punktem państwowych obchodów była wielka defilada wojskowa zorganizowana 22 lipca 1966.

W czasie przygotowań do milenium i jego obchodów często padało hasło: Rodzina Bogiem silna. Warto przypomnieć i pomyśleć nad sześcioma zasadami sprawiedliwego ustroju państwowego wobec rodziny. Sformułował je Stefan kard. Wyszyński, Prymas Tysiąclecia:

1. Uznanie, że człowiek jest bogactwem społeczeństwa i państwa,

2. Otoczenie rodziny troską i opieką przez społeczeństwo i państwo,

3. Zabezpieczenie prawne nierozerwalności małżeństwa,

4. Stworzenie warunków gospodarczych sprzyjających życiu rodzinnemu,

5. Właściwa polityka ludnościowa wobec rodziny,

6. Uznanie współdziałania społeczności na rzecz społeczności rodzinnej

Minęło pół wieku, panuje inny ustrój, inne warunki ekonomiczno-społeczne, inne sojusze… Ale źródło chrztu, prawdy wiary, Dekalog, nauczanie Kościoła – stale takie samo…

Andrzej O.

 

Pośrednik

April 14, 2016 5:00 am

«Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”

Fakt, to Bóg-Ojciec  zapragnął bym pojawił się na świecie. Dał mi życie poprzez moich rodziców. Pokochał mnie, jeszcze zanim się począłem.  I z miłości do mnie posłał Jezusa, by mi pomóc zrozumieć swoją miłość. Bez Chrystusa nie pokonałbym dystansu między mną a Bogiem-Ojcem. To dzięki Niemu Bóg jest mi bliższy. Jezus jest pośrednikiem.

Michał

wychowanie i szacunek

April 13, 2016 5:00 am

Wychowywanie to trudne zadanie. Często skupiają naszą uwagę granice i ciągniemy jakiś protest song wobec życia bez wartości, które w mediach i środkach transportu, i galeriach handlowych i jeszcze gdzie tam. Czasem grozi jednak pułapka taka, że celem wychowania będzie sprawienie, by dzieci robiły zawsze i w każdych okolicznościach to, co my chcemy. Wówczas one znikają jako oddzielne osoby, które zasługują na szacunek.

Myślałam wczoraj na spacerze z Pawełkiem o takim zestawie pytań ratunkowych:

1. Czy oczekuję, że dziecko zrobi natychmiast to, co mu zlecam, i to tylko dlatego, że “tak” (bez wyjaśnienia, dlaczego)?

2. Czy odezwałabym/odezwałbym się do dorosłej osoby zaproszonej do domu tak, jak nieraz odzywam się do naszych dzieci, zaproszonych przez nas do naszego życia?

3. Czy potrafię przerwać Bardzo Ważną Pracę, gdy dziecko przychodzi do mnie z bardzo ważną sprawą?

4. Czy wracam do spraw określonych dla dzieci datą: “potem” w czasie, jaki dyktowałaby słowność?

5. Czy używam telefonu w obecności dzieci, prowadząc konwersację ustną lub pisemną z resztą świata, nie zauważając na to, że są obok?

6. Czy w małżeńskich kłótniach i sporach ocalam wrażliwość dzieci przed tym, co dla nich jest za trudne? (o tym szczególnie mówił ks. Rafał Chruśliński podczas ostatniej konferencji w czasie spotkania rodzin Ogniska Dolnośląskiego – TU)

Gdy wyobrazimy sobie siebie samych na miejscu naszych dzieci – o co byśmy poprosili nas, jako rodziców?

dobrych rozważań 🙂

m

 

cel

April 12, 2016 8:30 am

Najpierw historyjka, pewnie wszystkim znana.  🙂

Pewien mędrzec zapragnął zrozumieć, co pobudza ludzi do pracy przez całe życie. Poszedł do kamieniołomu i ujrzał tam człowieka pracującego z mozołem kilofem i dłutem.

     – Co robisz? – spytał go.

     Łupię kamienie dla mojego przeklętego pana. Haruję cały dzień za kawałek chleba…

     Po czym, wciąż tak przeklinając, kontynuował pracę.

     Drugiego robotnika mędrzec zapytał o to samo.

     – Pracuję, żeby móc zapłacić za dom i nakarmić dzieci. Jeszcze parę miesięcy i spłacę swoje długi… – odpowiedział tamten.

     Mędrzec znalazł trzeciego robotnika i jego też spytał o to samo. Mężczyzna, odrywając się od pracy, podniósł głowę i mędrzec ujrzał twarz o radosnym i dumnym wyrazie.

     – Czy nie widzisz przyjacielu? – powiedział, wskazując na jeszcze nie ukończony budynek w oddali. – Buduję katedrę!

Pier D’Aubrigy

Niektórych celów, z którymi się zmagamy na co dzień, mamy „po dziurki w nosie”, bo takie męczące, choć niezbędne do funkcjonowania. A osiągnięcie jednego celu nie zawsze gwarantuje sukces, raczej  „przymusza” do zdefiniowania  kolejnego. Pewnie w wielu wypadkach też osiąganie ustalonych celów kojarzy się bardzo pozytywnie; z pełnym poczuciem satysfakcji i samorealizacji.

Ale nie każdy nasz cel jest tym, do którego powinniśmy zmierzać. Wszystkie „nasze” dążenia powinny być jednak podporządkowane temu jednemu:

“Odpowiedział im Jezus: Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.” (J 6,35)

Że tak przewrotnie zapytam: jak Ci się podoba projekt Twojej katedry? 😉

on, ona i słowa

April 11, 2016 5:00 am

“Czy kochasz Mnie?” (J 21, 17) – pytał Jezus wczoraj Piotra aż trzy razy (najpierw w wersji “czy miłujesz?”). Proboszcz naszej parafii zauważył, że tak również pytają żony. Jak gdyby jeden raz nie wystarczyło.

Pomyślałam, że w istocie rzeczy tak jest. Że “on” potwierdza czynami to, co “ona” chciałaby usłyszeć słowami. On każdego dnia “czyni” swoje “kocham Cię”, jak idzie do pracy i załatwia kwity, i wynosi śmieci, i myśli, po co tyle gadać. A ona stoi w oknie i czeka, żeby zostawił wszystko “czynienie” i o tym opowiedział, nie widząc świata poza nią. I że to taki pat właściwie, że odbiorcy komunikatów mijają się z ich nadawcami. I jakie to przykre, że ona z jego czynów nie czyta, jak bardzo on ją kocha. A on nie rozumie, dlaczego ona wciąż prosi o słowa i czy to znaczy, że ma się zamienić w piszącego wiersze dandysa, który nie dźwiga swojej męskiej odpowiedzialności za działanie.

Może sprawdza się szczególnie w przypadku kobiet, że “wiara rodzi się ze słuchania”. Dlatego potrzeba to usłyszeć częściej niż jeden raz przy ołtarzu, a potem to już nie. Ale trzeba też, by ona nauczyła się jego języka czynów i przyjmowała je jak prezenty. Może jest też wykonalne, by on przygarnął słowa i próbował się ich nie bać.*

M

*Choć jest zawsze taka ewentualność, że gdy w końcu powie bez powodu: “kocham Cię”, ona odpowie: “Mówisz to tylko po to, by mi sprawić przyjemność”, albo “wcale nie”, żeby w domyśle on to powiedział jeszcze raz – i potwierdza się, że lepiej nic nie mówić! 😉