jaka dalej "Przystań"?

June 9, 2016 5:00 am

Drodzy Czytelnicy,

Ponieważ nasz blog wchodzi w fazę reorganizacji, prosimy Was bardzo o pomoc w postaci informacji zwrotnej na temat niniejszego miejsca w sieci. Formularz (TU) zawiera tylko kilka pytań – wypełnienie go zajmie Wam nie dłużej niż minutę, a nam da punkt wyjścia do dalszego planowania pracy.

Dziękujemy serdecznie już teraz za poświęcony czas!

Małgorzata Rybak wraz z Zespołem Redakcji “Przystani”

sernik

June 8, 2016 5:00 am

Przez TY człowiek staje się JA.

Utkwiło mi kiedyś to zdanie w głowie i świdruje w niej. I wściekałam się na nie, bo tak często było i jest niewygodne, ale… gdy się stosuje, to daje tak dużo satysfakcji.

Można zacząć od sernika, przejść przez podarowanie swojego czasu, by w końcu ofiarować drugiemu swoje życie w przyjaźni, w małżeństwie, w rodzicielstwie.

Trudne, ale piękne!

Dorota

 

1341504682_by_tenajlepsze_500

 

Jubileusz księży w Roku Miłosierdzia  

June 5, 2016 5:00 am

Kiedy tylko opublikowano kalendarz wydarzeń w Roku Miłosierdzia i zobaczyłem zaplanowane spotkanie kapłanów na 3 czerwca, wiedziałem, że trzeba będzie tam pojechać. Choć na wariata, bo czas pozwalał tylko na wyjazd tam i z powrotem, z noclegiem u przyjaciół w Austrii i w Rzymie, i powrót zaraz po Mszy św., to przecież było warto.

Wybraliśmy się we trzech – z ks. Rafałem i ks. Wiesławem, bo jeden z nas musiał zostać w Domu. Ale odbyliśmy tę pielgrzymkę, żeby podziękować za Boże Miłosierdzie, jakiego sami nieustannie doświadczamy na sobie i jakiego jesteśmy świadkami każdego dnia w Sakramencie Eucharystii i Sakramencie Pojednania.

Zachęcam wszystkich do przeczytania i rozważenia homilii Ojca Świętego. Jest przepiękna i wypowiedziana została z głębi serca.

Gościny w Rzymie udzielił nam Dom Generalny OO. Karmelitów, gdzie Przełożonym jest „mój” były przeor z Drzewiny  (pustelni, gdzie każdego roku spędzam dwa tygodnie). Choć generalnie nie przyjmują gości, dla nas zrobili wyjątek. Wybraliśmy się z domu pod przewodnictwem francuskiego Karmelity O. Antoine wcześnie rano na plac szybkim marszem (Msza św. o 9.30, ale trzeba być na miejscu o 8), musieliśmy zmienić plan, bo początkowy miły deszczyk zamienił się w ulewę i nasze sutanny zaczęły szybko nabierać wody. Był więc najpierw autobus, a potem metro i dopiero ostatni kilometr marszem. A deszcz w międzyczasie się skończył. Ubieraliśmy się w Auli bł. Papieża Pawła VI i procesjonalnie wyruszyliśmy na plac. Kapłani ze wszystkich miejsc na świecie, wszystkie kolory skóry, rozmaite habity i języki, a wszyscy służą Jedynemu Kapłanowi. Jak dobrze było pobyć chwilę w „swoim gronie”. Jak dobrze było zobaczyć i doświadczyć, że jest nas tylu, że każdy gdzieś służy i że możemy razem się modlić.

Papież Franciszek po skończonej Mszy św. pozostał długo wśród kapłanów. Najpierw z kapłanami, którzy odprawiali najbliżej niego, a potem zszedł do nas. I szedł wzdłuż pierwszego rzędu w tempie 1 metra na minutę. Mogliśmy to tylko obserwować na ekranie, bo byliśmy zbyt daleko. Ale widać było, jak bardzo go to spotkanie cieszyło. Trwało to nieformalne spotkanie blisko godzinę i zanosiło się, że jeszcze potrwa, a my musieliśmy już wyjść, bo nasz przewodnik czekał już na nas, a do domu mieliśmy prawie godzinę drogi. Przeszliśmy przez Rzym szybkim krokiem, ciesząc się bardzo, że byliśmy w takim dniu i w takim miejscu razem (w duchowej jedności z naszym Bratem w Łomiankach i wszystkimi, których nosimy w sercu).

Modliliśmy się bardzo za Was. Mam świadomość, że to była bardzo crazy wyprawa, ale jakie byłoby to życie, gdyby nie było nas stać na odrobinę szaleństwa. 🙂 Rome, sweet home. Krótko bardzo, na jedną Mszę św., ale jest to miara, jak bardzo jesteśmy wdzięczni za Rok Miłosierdzia i za możliwość posługiwania Jemu każdego dnia.

Z serca płynącym błogosławieństwem za każdą i każdego z Was

Ks. Jarosław z Braćmi

IMG_9571

IMG_9570

IMG_9567

IMG_9557

szukaliśmy Ciebie

June 4, 2016 11:37 am

“Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie.” (Łk 2, 48)

Wczoraj, gdy Jezus odkrywał przed nami swoje serce, też mówił o szukaniu – o jednej pogubionej owieczce, dla której jest gotowy nadkładać drogi i przerywać to, czym się akurat zajmuje, po to, by ją ratować. Dziś, w sobotę Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny, Ona okazuje się tak bardzo podobna do swojego Syna w tym poszukiwaniu. Tak, jak szukała Jego, zgubionego po drodze ze świętowania w Jerozolimie – tak szuka Ciebie i mnie, gdy wpadamy w tarapaty i ciemności. Nigdy nie bagatelizuje żadnego wołania; więcej, jest pierwszą, która zaczyna szukać, zanim zdążymy zawołać.

Myślę nad tym Jej “z bólem serca”. Brzmi ono jak wyrzut, a przecież nim nie jest: to tylko informacja – o tęsknocie, o martwieniu się, o trosce. Nie trosce o siebie – “ile ja mam na głowie, a jeszcze musiałam Cię szukać”. Gdy się gubimy, myśli Jego i Jej są przy tym, by nie stała nam się krzywda. Byśmy nie zwątpili. Byśmy nie zrobili czegoś, co pogrąży nas jeszcze bardziej czy zada nam jeszcze większy ból.

Skoro jesteśmy tak szukani, to i znajdowani. Pozwalajmy się im znajdować: być branymi w ramiona i niesionymi do domu.

m

Co to znaczy kochać ?

June 3, 2016 5:00 am

Dziś, w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, Serca, które jest wzorem i pełnią miłości – przypomniał mi się tekst ks. Jana Twardowskiego z “Zeszytu w kratkę”, pod tytułem zamieszczonym w tytule 🙂 Te słowa towarzyszą mi już ze czterdzieści lat i stale jestem pod wrażeniem; teraz postrzegam je również w kategorii daru i roszczeń… Oto tekst:

Koniec i bomba, nie kochał – więc trąba.

Tak przeczytała pewna dziewczynka w pamiątkowym albumie.

Co to znaczy kochać?

Pomyślała, że kochać – to tylko dawać. To znaczy troszczyć sie o kogoś, martwić się, czy ukochanego brzuch czasem nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem, zasłonić szalikiem klosz od lampy, żeby go światło nie raziło i żeby nie mrugał w chorobie, załatwić mu tysiące spraw tak szybko, że na jednej nodze, szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarźlak.

Tymczasem kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.

Przyjmować skrzywioną minę, kiedy ktoś wstanie lewą nogą z łóżka, deszcz, nawet wtedy, kiedy nie ma parasolki, kiedy stłucze się ulubiony talerz, ból zęba.

Przyjmować – to ufać, wierzyć, że Bóg daje wszystko to, co smuci, i to, co cieszy: słoneczny dzień i ciężkie chmury, nie mówić jednym tchem przy końcu Ojcze nasz: “alenaszbawodezłegoamen” – bo właśnie “amen” nie jest nigdy złe. Amen trzeba mówić zawsze po kropce i oddzielnie. Wiedzieć, że Bóg widzi nawet w ciemną noc czarną mrówkę na czarnym kamieniu. Wiedzieć, że i ból jest czasem pożywny i smakuje.

Kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.

x. Jan Twardowski

Dzisiaj w Rzymie w ramach Roku Miłosierdzia trwa jubileuszowe spotkanie kapłanów – biorą w nim udział także Znajomi-Księża-z-Polski. Dziękujmy za nich Bogu i prośmy, by byli kapłanami według Bożego Serca.

Andrzej O.

 

pospolite ruszenie

June 1, 2016 5:00 am

Już po raz czwarty w Domu Świętej Rodziny w Święto Bożego Ciała odbyło się „pospolite ruszenie”. Zjechało się wiele rodzin z całej Polski, by wspólnymi siłami zrobić coś szczególnego i wyjątkowego.  Był już plac zabaw, był gród Drużyny Czasu, była warownia rycerska, a tym razem… Trzy Wieże.

Mam nadzieję, że będzie możliwość przedstawienia Wam co najmniej fotorelacji z tegorocznej budowy, ale w moim odczuciu niezwykle interesujące są wrażenia uczestników tegoż przedsięwzięcia.

A oto, co odpowiedzieli zapytani o wrażenia uczestnicy:

Najpierw męski punkt widzenia 😉

Zdzisek (czwarty  raz na budowie):

„Wrażenia? Bardzo dobre! Podziwiam kunszt organizatorski Jacka (szefa całego „zamieszania” ;)). Bardzo mi się podoba, że dyrektorzy, lekarze, prawnicy zgodnie pracują i nikt się nie wywyższa, a fachowcy nie pokazują im, że nie mają za bardzo wprawy”

Mikołaj (pierwszy raz na budowie):

„Jestem stolarzem i jestem tu w swoim żywiole. Dla mnie było bombowo. Współpraca? Zrobiłbym kilka rzeczy po swojemu, ale się podporządkowałem. Dobrze by było, gdyby takie budowy były częściej.”

Andrzej (czwarty raz na budowie):

„Bardzo podziwiam moją żonę i doceniam, że wiedząc, co będzie się tutaj działo, wciąż zgadza się tu przyjeżdżać. Fajnie, że zmienia się skład ekipy. Bardzo cenne jest to, że nieliczni fachowcy nie dają poznać nam, amatorom, jak bardzo jesteśmy amatorami przy tej pracy, a nawet pozwalają sobą kierować. I bardzo się cieszę, że pracując mogę słyszeć radosny śmiech żony ;)”

Piotr (drugi raz na budowie):

„Mnie zawsze podobają się wszelkie inicjatywy, gdzie faceci robią coś razem, bo chcą, a nie że muszą! I to daje niesamowitą frajdę i poczucie jedności między facetami. Bo odkryłem, że faceci potrzebują bliższych więzi z facetami, ale opartych na trudzie i zaangażowaniu. Na „módl się i pracuj” przez krew, pot i łzy. To przeżycie to jedna z piękniejszych męskich chwil.”

Marek (trzeci raz na budowie):

„To jest niemożliwe, żeby wykonać tak dużo w tak krótkim czasie (po ludzku), a jednak to, co niemożliwe staje się możliwe dzięki współpracy wielu osób, wspólnego dążenia do celu i dzięki temu, że nie potraktowaliśmy tego jako pracy, ale jak wielką przygodę i realizację marzeń z dzieciństwa.”

Piotr ( trzeci raz na budowie):

„Fantastyczne wrażenia! Trzeci raz budowałem i trzeci raz wyszło wszystko super. Ciekawi ludzi. Ciekawa inicjatywa. Dużo przyjemności i dużo zmęczenia. Po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że… nie jestem już młodzieniaszkiem.”

Robert (pierwszy raz na budowie i pierwszy raz w Wisełce):

„Całe dwa dni praca trwała od świtu do zmroku. Pierwszego dnia pracy, nie wychodząc z ośrodka przeszedłem 16,28 km (21180 kroków ;)). Praca układała się wspaniale. Jestem pod wrażeniem profesjonalistów, którzy spotkali się na budowie – profesjonalistów niebudowlańców, którzy normalnie pracują w przedziwnych dziedzinach.”

Jacek (główny szef)

„Niesamowita jest siła ludzi, którzy nie muszą, a chcą. Ta sama budowa z pracownikami najemnymi nie udałaby się w takim czasie. Jestem zadaniowcem, więc mocno koncentruję się na pracy. Ale na pewno ta budowa by się nie udała, gdyby nie doświadczenie poprzednich  dwóch lat.  Mimo że było kilku fachowców, pracowali jak grupa ludzi a nie jak indywidualiści. Spora część pomysłów i rozwiązań powstała w trakcie budowy.”

 

A teraz kobiecy punkt widzenia:

Kasia (czwarty raz na budowie):

“Cudownie. Jestem dumna!”

Agnieszka (drugi raz na budowie):

„To jest dobre dla wszystkich, dobre dla rodzin, dzieci, mam i przede wszystkim dla facetów, bo oni się integrują wolniej niż kobiety. Taka praca działa na korzyść integrowania, poznawani i zaprzyjaźniania się. Współpraca dobra rzecz, widać po dobrych owocach. O! Jaki  zbawczy wpływ pracy fizycznej dla ciała. Jaka też duma, że pracują, że robią coś dla dzieci. Że wolny czas wolą spędzić aktywnie i pożytecznie.”

Asia (pierwszy raz na budowie):

„Rewelacja! Cudowna atmosfera, współpraca. Już się cieszę, że przyjeżdżam tu za 1,5 miesiąca (a jesteśmy tu pierwszy raz).  Gdy tu przyjechaliśmy, syn jeszcze nie zdążył wysiąść z samochodu stwierdził, że już nigdzie indziej nie chce wyjeżdżać na wakacje. A ja? Ledwo tu przyjechałam, dostałam na koniec awans na kierownicze stanowisko na zmywaku 😉 Jeszcze nigdy tak szybko nie pięłam się po szczeblach kariery ;)”

Marta (żona konstruktora)
“Piorunujące wrażenie zrobiło na mnie, jak w samo południe, gdy dzwony biły na Anioł Pański, mężczyźni stanęli i zaczęli się modlić! Poprzednie budowy były w miejscach odległych, mało tam mogliśmy wszyscy przebywać, a tym razem cała ta budowa była w centrum. Więc wszyscy tu byli i mogli obserwować, a dzieci pomagać.”

Magda (trzeci raz na budowie):

„Uważam, że jest to fantastyczna rzecz. Uwielbiam patrzeć, jak faceci razem pracują! Zespołowo. W tym roku było budowanie w centrum, więc można też było patrzeć, jak pracują.”

Daria (pierwszy raz na budowie):

„Dla mnie wrażenie niesamowite, bo ogromny spokój podczas pracy był. Przyjazna atmosfera. Jest bardzo fajnie. W ogóle piękny ośrodek i to, że wciąż się go ubogaca. To jest niesamowite, że wszyscy tu teraz dla Wspólnoty pracują.”

 

Efektem tego pospolitego ruszenia nie było przygnębiające pole po bitwie, a taki oto widok:

 

Trzy Wieże

P1020911

P1020594

Warto było podjąć wszelki trud!

Korespondentka z Północnego Zachodu – Dorota 🙂