Trzymanie się za ręce

September 20, 2016 5:00 am

Jest pierwszym sygnałem, pierwszą informacją wysyłaną do wszystkich obserwatorów—jesteśmy parą, jesteśmy razem, jesteśmy dla siebie ważni. Dłonie zakochanych szukają się w każdym miejscu: na spacerze, w kinie, w autobusie czy w samochodzie. Nie tylko po to, żeby „być razem”, ale także by „mówić” do siebie przez delikatne gesty pełne czułości, pragnąc wypowiedzieć własne oddanie i troski.

Potem przychodzi czas, że dłonie służą bardziej dzieciom uczącym się stawiać pierwsze kroki, a potem, żeby nie zgubić się w sklepie czy na ulicy. Przestają już szukać dłoni małżonki czy małżonka. A przecież ich misja wcale nie ulega przeterminowaniu, jest ciągle aktualna. Jak obrączki, które nosi się na palcu, żeby były świadectwem związania. W naszej kulturze nosi się je na palcu serdecznym prawej ręki, żeby przy powitaniu przez podanie dłoni (czy ucałowanie dłoni kobiety) od razu było wiadomo, jaki jest stan “cywilny” tej osoby.

Gosia pisała wczoraj o przytuleniu, które ma dotknąć najpierw duszy. Dziś prośba o poszukaniu nawzajem swoich dłoni, by pozwolić im mówić do siebie.

Z serdeczną pamięcią o Was

ks. Jarosław Szymczak

przytul moją duszę

September 19, 2016 5:00 am

Chcąc towarzyszyć absolwentom JA+TY=MY nadal po Programie i szukać inspiracji w codziennym życiu, przed wakacjami zaczęliśmy pisać w cyklu dwutygodniowym, odnoszącym się do kolejnych tematów Programu 1. Było o widzeniu siebie nawzajem w małżeństwie, o różnicach, o darze z siebie, o kluczowym znaczeniu “czasu dla nas”, a ostatnie dwa tygodnie (po przerwie wakacyjnej na tematy “wakacyjne”) – poświęciliśmy dialogowi i komunikacji. Pora na ostatni temat – seksualności w małżeństwie.

Postanowiłam dziś zacząć metodą obrazkową, korzystając z rysunków Andrzeja Tylkowskiego, znanego wrocławskiego rysownika (pierwszy pomysł na kartkę pocztową narysował na serwetce w kawiarni i tak się zaczęła marka znana w całej Polsce 🙂 ). Kartkę pierwszą z zamieszczonych kupił dla mnie mój Mąż. Tekst na  niej jest dla mnie cudownie trafnym przełożeniem na prosty język tego, co Wojtyła mówi o miłości i o lęku kobiety przed “redukcją” w kopalni skarbów, jaką jest jego “Miłość i odpowiedzialność”:

Tylkowski

A poniżej podpowiedzi, jak można “przytulić duszę”, choć pewnie panowie potrafią wymyślić o wiele więcej:

Tylkowski 4

Tylkowski 3

Tylkowski

Tylkowski 2

 

m

Rysunki ze strony producenta kartek, www.illustris.pl.

Pielgrzymkowe spotkania

September 18, 2016 10:21 am

Ale nie te jasnogórskie, tylko świętorodzinne. Weszły już na stałe do naszych kalendarzy i gromadzą nas raz w roku, w trzecią sobotę miesiąca września, w Łomiankach, przy Świętej Rodzinie.

Dla dzieci to okazja, żeby powalczyć o puchar Familiady podczas kilkugodzinnych rozgrywek sportowych w wielu dyscyplinach w naszym łomiankowskim Integracyjnym Centrum Dydaktyczno-Sportowym. Młodzież w tym dniu mogła wrócić pamięcią do przeżyć z ŚDM i wolontariatu z Wisełki (lub Trzęsacza), a dla dorośli – mieli okazję podziękować Świętej Rodzinie za cały rok pracy w Ogniskach, za rekolekcje wakacyjne i poprosić o siły na nowy rok.

Jest więc i adoracja, i czas na indywidualną modlitwę przed Ikoną, trochę wspomnień Matki i słowo od Ojca oraz konferencja któregoś z braci Kapłanów, oraz czas na spowiedź i Mszę św.

Ważny jest także czas świadectw, który zawsze jest za krótki, ale zawsze też pozwala wrócić do dobrych rekolekcyjnych przeżyć. Szczególnie piękne było świadectwo o śp. Ks. Dariuszu Krawczyku, a także naszych najmłodszych małżonków, dla których Wisełka to był albo czas rekolekcji rodzinnych albo obozów adaptacyjnych dla studentów pierwszego roku Instytutu.

Swoje własne miejsce ma też przerwa na obiad, kawę i wieczorną kolację, bo to czas spotkań z przyjaciółmi z turnusu, dawno niewidzianymi, bo z innego Ogniska.

Z wielkim przejęciem spotykam młodych małżonków—kiedyś „nasze” dzieci, a dziś przyjeżdżają, kontynuując schedę rodziców, ze swoim mężem, czy swoją żoną. Jak bardzo raduje nasze serca, że nie jest to tylko formacja dla rodziców, ale że także ich dzieci widzą w tym miejsce dla siebie.

Długie pożegnania na zakończenie uświadamiają, że jesteśmy naprawdę rodziną, którą można się stać nie tylko na drodze rodzenia, ale także w sposób bardzo duchowy.

W łączności z tymi, którzy nie mogli dojechać, ale byli z nami sercem

Z modlitwą serdeczną

ks. Jarosław

 

 

chwila ciszy

September 17, 2016 8:13 am

Poszłam do fryzjera, ponieważ czekało mnie publiczne i oficjalne wystąpienie, a po nim wesele w rodzinie. W niewielim saloniku był wielki telewizor, na którym leciał prawdopodobnie 5678 odcinek jakiegoś polskiego serialu (od około 5 lat nie mamy w domu TV, więc nie mam pojęcia, jaki tytuł). Obok mnie włączone było na normalnej głośności radio. I tak bohater ze złamanym sercem pytał swoją już chyba byłą ukochaną o jej dalsze życiowe plany -w rytm soundtracku, który był pomieszaniem smutnego podkładu z dyskotekowym bitem z drugiego odbiornika. Fryzjerka była w salonie sama, więc nie chodziło o to, że ona chciała radio, a koleżanka serial. I pomyślałam o tym, jak wiele mamy zagłuszaczy i jak bardzo uniemożliwiają nasze przygotowanie do dialogu. Bo mogę słuchać na raz tylu rzeczy, że nie wiem, co u mnie słychać.

Gościliśmy u nas w domu w sierpniu Marka i Blair z Nebraski, którzy przyjechali na Program 3 – rodziców ósemki dzieci, więc ludzi szalenie zajętych. Codziennie wstawali  dużo wcześniej niż my wszyscy i witali ranek w kompletnej ciszy w naszym salonie albo na tarasie. Była to cisza, w której nie było napięcia, pośpiechu, frustracji. Modlili się, rozmyślali,  będąc niedaleko od siebie, ale nie rozmawiając ze sobą i gdy wchodziłam w to ich milczenie, mowilismy sobie “dzień dobry” i nikt nie czuł się w obowiązku omawiać pogody czy bieżącej sytuacji politycznej. Ta ich cisza była czymś, przy czym chciało się zatrzymać.

Jeśli tylko mogę (jeśli najmłodsze nasze dziecko wstanie w dobrej formie albo muszę być na nogach przed nim), szukam rano tego skupienia. Za to bycie pół godziny wcześniej przy początku dnia dostaję w nagrodę wewnętrzne uspokojenie. To czas na Słowo-z-dnia, na przeczytanie homilii, wpisu na naszym blogu – na słuchanie, co dzisiaj mówi do mnie On. Na przemyślenie, jakie światło rzuca na to, co mnie dzisiaj czeka. To też czas na przypomnienie sobie swojej tożsamości i powierzenie trudnych spraw. To czas na uświadomienie sobie, jakie w sobie noszę emocje i czego się obawiam, co mnie cieszy, a co napałnia smutkiem. W jakiej formie jest moje ciało? Jeśli spało tylko 4 godziny, wiem, że to będzie ciężki dzień i coś trzeba będzie z planów wykreślić, żeby rykoszet mojego zmęczenia nie poszedł na moich bliskich. Bez tego wyciszenia na starcie, gonitwa myśli, która zaczyna się od rana, staje się chaosem, a podejmowane działania – bez ładu i składu.

Uświadamiam to sobie, że jeśli nie wiem, co u mnie słychać, nie znajdę w sobie miejsca na słuchanie męża i dzieci. Na dialog, który będzie czymś więcej niż pojedynkiem na racje czy emocjonalnym reagowaniem na wydarzenia bez refleksji, czy moje reakcje są spójne z tym, jakim chciałbym być człowiekiem.

Cisza jest przyjaciółką dialogu.

Dobrego dnia, także pielgrzymującym dziś do Łomianek i Gospodarzom miejsca

m

Para () olimpiada

September 16, 2016 5:00 am

…w Rio  dobiega końca. Oglądałem relację z paraolimpijskich zawodów lekkoatletycznych. W życiu nie sądziłem, że tak mnie to wciągnie. Największe wrażenie zrobił na mnie finał biegu na 100 m mężczyzn z dysfunkcją wzroku. Wiadomo, ze każda dysfunkcja jest trochę inna, ale by wszyscy zawodnicy mieli równe szanse – przepisy paraolimpijskie nakazują start z zasłoniętymi oczami. Każdemu zawodnikowi towarzyszy asystent, który głosem i swoją bliskością pomaga osiągnąć zwycięstwo. Zawodnik i asystent wspólnie trenują, razem przygotowują się do zawodów, muszą złapać wspólny rytm – zwłaszcza na sprinterskich dystansach. W czasie biegu nie trzymają się za ręce, ale wspólnie trzymają kawałek szarfy, linki, by jednak mieć pozawerbalny kontakt. Przepisy także bardzo dokładnie określają maksymalny dystans między zawodnikiem i asystentem, by nie nastąpiła dyskwalifikacja; linię mety pierwszy musi minąć zawodnik – inaczej nie jest klasyfikowany.

Pisałem o “zwykłych” zawodach olimpijskich, pisałem o komplementarności, ostatnio o zadrach i belkach… Do głowy by mi nie przyszło, że biegi na paraolimpiadzie to głęboki przyczynek do dialogu i komunikacji. Asystent nie “ciągnie” zawodnika, nie jest jego “zającem”, pełni rolę służebną, czego najlepszym przykładem jest właśnie zwolnienie przed linią mety, by to paraolimpijczyk osiągnął ją pierwszy.

Od całkiem niedługiego czasu także i asystenci stają wraz ze swoimi podopiecznymi na podium, są dekorowani medalami paraolimpijskimi, razem słuchają hymnów…

Paraolimpiada – to jedno słowo. Ale w tytule świadomie napisałem je z przerwą. Bo jak jest para – dwie Osoby i dobra komunikacja między nimi, to żadna niepełnosprawność, żadna dysfunkcja nie jest w stanie im przeszkodzić. Są “skazane na sukces” 😉 Trzeba tylko treningu, pracy, potu i czasem łez…

Modlitewnej życzliwości PT Czytelników polecam sobotnią Pielgrzymkę Rodzin do Łomianek, do Ikony Świętej Rodziny.

Andrzej O.

 

małżeńskie scrabble

September 15, 2016 5:00 am

Każdy chciałby usłyszeć coś miłego.

Dlatego chciałam Wam dzisiaj zaproponować małą grę, która może pomóc w tym, aby znaleźć te miłe słowa dla tej drugiej strony.

Aby się dobrze przygotować do tej rozmowy, przygotujcie, proszę, karteczkę i coś do pisania. W pionie napiszcie dużymi literami imię swojego współmałżonka. A następnie przy każdej literce napiszcie pozytywną cechę, opisującą żonę czy męża, zaczynającą się na tę literę. Nie musi być bardzo dokładnie, można dołożyć do tego odrobinkę humoru np.

A – ambitna
G – genialnie pomysłowa
A – absolutnie dowcipna 😉

Tak opisane imię przybliży współmałżonka i może być inspiracją do miłego dialogu przy porannej kawie albo wieczornej herbacie.

Pięknego odkrywania siebie nawzajem!

Dorota

Otwarta komunikacja

September 14, 2016 5:00 am

Komunikacja jest naszą codziennością. Jak już zauważyli moi poprzednicy w swoich tekstach – istnieje wiele jej definicji, odmian, znaczeń. A wszystko po to, by osoby komunikujące się mogły lepiej się porozumieć i wejść w relację.

Utkwił mi w pamięci fragment artykułu Małgosi o tym, aby „wejść w buty” naszego rozmówcy. Akurat Małgosia pisała o „butach” osoby, która sprawiła nam przykrość, ale myślę, że można tą prawdę odnieść również do innych sytuacji życiowych.

Tak na przykład z naszego rodzinnego podwórka: początek września był czasem adaptacji w przedszkolu naszego najmłodszego synka. Piotruś wraz z innymi trzylatkami uczestniczył w specjalnych zajęciach adaptacyjnych, zorganizowanych przez panie wychowawczynie. Ten czas był bardzo pomocny w przystosowaniu się dzieci do nowego etapu w ich życiu. Panie przedszkolanki starały się najlepiej, jak mogły, złapać wspólny język z maluchami. Pokazywały im salę, wszystkie sprzęty i zabawki, objaśniały jak będzie wyglądał ich dzień, jakie zabawy będą przeprowadzane. Dodatkowo zorganizowały fantastyczne przedstawienie teatralne, w którym pacynki prowadziły dialog. Starszy przedszkolak Misio opowiadał nowicjuszowi, co się dzieje w przedszkolu, jak miło można się tu bawić i poznawać świat, że wcale nie ma się, co bać. Panie wychowawczynie po prostu „weszły w buty” swoich przyszłych podopiecznych, aby się z nimi zaprzyjaźnić i stworzyć relację, dzięki której czas spędzany poza domem będzie dla maluchów przyjemniejszym.

Za przykładem takiej adaptacji = komunikacji między przedszkolakami a wychowawczyniami, myślę, że warto zadbać w naszych małżeńskich dialogach o takie drobne detale, jak znalezienie dogodnego czasu dla obojga na rozmowę, szacunek wypowiedzi, łagodność w stawianiu trudnych pytań, wejście na poziom „proficiency” w słuchaniu współmałżonka itd. Dzięki nim nasze relacje mogą stać się głębsze i jeszcze bliższe.

Aleksandra Czechyra

słuchanie: poziom "proficiency"

September 13, 2016 5:00 am

W niedzielę ks. Jarek pisał o tym, jak bardzo potrzeba tych, co potrafią słuchać. Można powiedzieć, że poziom “beginner” to powstrzymać się od mówienia i przenieść uwagę na drugą osobę, w taki sposób, jakbyśmy opróżnili swoją głowę z pomysłów na kolejne zdania i naprawdę starali się usłyszeć, co on czy ona chce nam powiedzieć. Potem pewnie jest dużo różnych szczebli zaawansowania, ale chciałabym dzisiaj napisać o czymś z rejonów już “proficiency”. Czyli naprawdę zaawansowanych. To wtedy, gdy to, co do nas mówią inni, jest raniące i budzi sprzeciw – jeśli skupimy się tylko na warstwie słownej.

Odkrycie tego dla siebie samej było dla mnie krokiem milowym (dlatego pisałam już kiedyś). Rewelacyjnie ten typ wypowiedzi obrazuje “nienawidzę Cię”, jakie możemy usłyszeć od naszych dzieci. Albo “jesteś najgorszą matką na świecie” i tym podobne laurki, których pewną ilość każdy rodzic zapewne ma na swoim koncie. Jest w tej grupie także cała seria przykrych rzeczy, które mąż może powiedzieć żonie, a żona do męża. I choć nie powinniśmy i nie chcemy sprawiać bólu, ubieramy emocje w słowa często kompletnie niestosowne.

Przez wiele lat zostawałam na ścianie dialogu z tym, co na wierzchu. “Jest mi bardzo przykro, że tak myślisz”. “Dzieci nie powinny się tak odzywać do swoich rodziców”. “Za moich czasów, gdyby ktoś się tak odezwał, dostałby takie manto, że byłby to pierwszy i ostatni raz”. W tym stylu można by kontynuować z dziećmi. Do męża, żony, współpracownika, zdenerwowanego klienta – wchodzi także cala paleta retorsji. “Jak możesz?” “I to słyszę od Ciebie za to wszystko, co dla Ciebie robię?” “Ty… (tu na przykład jakieś nazwy zwierząt hodowlanych).” Albo po prostu foch. Trzask drzwiami.

A przecież wiem po sobie. Ludzie mówią w nerwach rzeczy, które mają skupić naszą uwagę na nich na tyle, by dotarło; przykładając do tego siłę, która wzięta dosłownie (“ona mnie nienawidzi”), mogłaby znokautować nas na amen. A przecież im zależy ostatecznie na tym, byśmy ich zrozumieli, weszli z nimi w bliski kontakt. Dlatego tym, co bardzo szybko prowadzi do zakończenia konfliktu, jest pomoc w nazwaniu emocji, która każe dziecku czy wzburzonemu dorosłemu mówić rzeczy tak nieadekwatne. “Widzę, że jesteś bardzo rozżalona”. “Widzę, że musisz być naprawdę wściekły”. “Coś sprawiło Ci wielką przykrość”. “Jesteś niezadowolony”. I wówczas zdarza się cud: druga strona zaczyna topnieć w błyskawicznym tempie. “Tak, miałem straszny dzień w pracy”. “Mamo, nie lubię, kiedy na mnie tak krzyczysz”. “Nic mi nie wychodzi”. “Przytul mnie”.

Niby to bardzo trudne, bo trzeba przejść ponad uczuciem osobistej przykrości. Z drugiej strony ta ścieżka odrywa od wchodzenia w urazę, rozpamiętywaną potem długo, i powoduje że pocisk tak naprawdę nie robi nam krzywdy. Proste kroki: skupienie uwagi na rozmówcy, dotarcie do tego, co jest pod spodem ubranych w emocję trudnych słów, a potem wypowiedzenie tego, by pomóc mu odnaleźć kontakt z samym sobą. Bezcenne. I nieodzowne w małżeństwie, gdzie – jak pisali poprzednicy – rozmawiamy ze sobą ciągle, ale nie wszystkie te sytuacje można nazwać dialogiem. Metoda “rozszyfrowywania” obraca w dialog to, co mogłoby być początkiem kłótni.

Szyfry wojny

Małgorzata Rybak

Diagram narysowałam na podstawie książki Thomasa Gordona “Wychowanie bez porażek w praktyce”.

Program "sześciu kroków"

September 12, 2016 5:00 am

Piszę te słowa, kiedy jeszcze dochodzą głosy z wielu sal, w których odbył się Program JA+TY=MY. Zajęliśmy każdą wolną przestrzeń naszego Instytutu, a godziny małżeńskie zajęły także całą przestrzeń wokół: wszystkie altanki, ławeczki czy nawet trawniki. Pomieścić 6 grup i zorganizować wszystkie kawiarenki i miejsca na dialog małżeński, dostarczyć posiłki do wszystkich grup było prawdziwym wyzwaniem. Ale wszyscy wiemy, że warto.

Z jaką radością obserwowałem pary, które prowadziły ze sobą dialog, mężów, którzy pospiesznie wychodzili tylko po to, żeby przynieść kubek kawy i trochę słodyczy i natychmiast wracali, żeby nie utracić ani chwili na rozmowę. Wszyscy wiemy, jak ważny jest dialog w rodzinie i czasem jesteśmy przekonani, że przecież ciągle ze sobą rozmawiamy – ale do prawdziwego dialogu dochodzi wówczas, gdy zapewnimy mu okoliczności i to na Programie się udaje.

Takie okazje pokazują, ze dialog, choć stanowi codzienny element małżeńskiej codzienności, jest czymś, co trzeba przeżywać odświętnie, jako moment celebracji małżeńskiej jedności, a nie coś prozaicznego. Łatwiej oczywiście zrobić to „na wyjeździe”, ale za to potem spokojniej wraca do domu i staje się pięknym elementem małżeńskiego życia. Podobnie jak “sześć kroków” z JA+TY=MY, które – wprowadzone do domu – mogą go niezwykle ubogacić.

Choć nasz Instytut nie jest wielki, trzeba się sporo nachodzić, żeby przejść wszystkie sale. No i mnóstwo schodów. Ale w tym roku ich pokonywanie było o wiele przyjemniejsze. A to za sprawą drobnego pomysłu Tosi i Jacka. 🙂

Dziękuję wszystkim parom trenerskim za zaangażowanie i wysiłek. I wszystkim, którzy zajęli się troską o spokojny przebieg wszystkich zajęć. I wam, Kochani, za pamięć w modlitwie. Następny Program JA+TY=MY za dwa tygodnie we Wrocławiu.

Z pamięcią o wszystkich

ks. Jarosław Szymczak

IMG_0851

IMG_0854

 

IMG_0856

IMG_0855

Słuchanie przed mówieniem

September 11, 2016 5:00 am

Jest najprostszym sposobem okazania szacunku. Pokazuję bowiem, że jestem zainteresowany, że to dla mnie ważne i że chcę drugą osobę dobrze usłyszeć.

Podszedłem kiedyś do grona kilku osób, które ze sobą rozmawiały. Znałem niektórych z nich i chciałem posłuchać, o czym rozmawiają. Uprzejmie zrobiono mi miejsce i zacząłem się przysłuchiwać. A ponieważ nie uczestniczyłem od początku tej rozmowy, więc usilnie słuchałem, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, o czym mowa. Rozmowa była dość wartka i ludzie wskakiwali sobie w wątek, żeby podjąć wątek lub wprowadzić jakiś inny aspekt. A ja ciągle słuchałem.

Nagle się zorientowałem, że wszyscy powoli zaczynają kierować do mnie swoje wypowiedzi. Pomyślałem, że starają się włączyć mnie jak najszybciej w rozmowę, ale potem uświadomiłem sobie, że to dlatego, iż byłem jedyną osobą słuchającą. Wszyscy inni tylko czekali, żeby zabrać głos, bo temat był dla nich ważny. Byłem więc jedynym, który nie planował wypowiedzi, tylko oddał się całkowicie słuchaniu. Na zakończenie poproszono mnie, żebym przedstawił swoje stanowisko w tej sprawie, ponieważ uznano, że wysłuchałem wszystkich i mam ogląd całości.

Kiedy decydujemy się słuchać, mamy szansę usłyszeć, co ktoś drugi chce nam powiedzieć. Kiedy chcemy coś powiedzieć, oczekujemy tylko, że ktoś drugi nas usłyszy. Większa będzie radość i owocność ze spotkania, kiedy postawimy najpierw na to pierwsze. Drugie przyjdzie jako owoc. I to w połączeniu z życzliwością i z inicjatywy drugiej osoby.

ks. Jarosław Szymczak

Z intensywnie przeżywanego Programu 1: JA+TY=MY w Łomiankach.