Wojtyła w klockach lego

September 10, 2016 5:00 am

Nastał wrzesień, a wraz z nim czas zadań i powinności. Wchodzę do pokoju średniego (10-letniego) syna, gdzie nadal panują wakacje i wiem, że dalej tak się nie da. Także dlatego, że stężenie kurzu jest tak wielkie jak w muzeum przyrodniczym, gdzie głównymi okazami są gigantyczne roztocza. Syn jest w szkole, więc myślę, że zrobię to szybko: “wypiorę” klocki z pudeł, potem powkładam w nowe, lepsze pudła. Będzie czym oddychać, będzie gdzie robić lekcje. Mimo moich świetnych intencji dostaję jednak burę, jak mogłam bez jego wiedzy grzebać w jego klockach, gdzie wszystko miało swój sens. Przyznam, że miałam taką wątpliwość, ale ostatecznie chciałam szybciej, sprawniej, efektywniej. Mimo to bronię swoich racji.

– No, a jakbyś się, Mamo, czuła, gdyby wydawnictwo coś bez twojej wiedzy pozmieniało w książce, którą pisałaś? – pyta mnie ze łzami spływającymi po policzkach.

– Fatalnie – odpowiadam. – Masz rację. Czułabym się fatalnie.

I tak wygląda Wojtyła pod strzechą, i jego personalizm. Najpierw informacja, potem zgoda woli, a wszystko w podane z życzliwością i cierpliwością. Czy mamy lat 100 czy 40, czy 5, nie lubimy, gdy nas się pomija czy traktuje jak pionki na szachownicy. Podobnie w małżeństwie: nie wypalą decyzje podejmowane za drugiego i komunikowane mu ex cathedra; pomysły, na które musi  się zgodzić, bo przecież ja wiem lepiej. Potrzebna ta sama ścieżka: wytłumaczenie, dlaczego to dla mnie wazne i dla nas mogłoby być dobre, jeśli rzeczywiście mąż czy żona oceni sprawę tak samo – szacunek dla jego i wówczas naszej wspólnej decyzji. Wszystko podane nie jako szantaż i przyparcie do ściany (“jeśli mnie kochasz, to się zgodzisz”), ale z pozostawieniem przestrzeni wolności (“jeśli chcesz, możemy…”) – dlatego że zależy mi na Tobie, bo Ciebie kocham i szanuję.

Dziś sprzątamy klocki, znaczy w zasadzie sam syn, a na JA+TY=MY w Łomiankach małżeństwa będa szukać sposobów na lepszą codzienność. Wspieramy to przedsięwzięcie gorącą modlitwą.

Małgorzata Rybak

Zadra, belka, ślepota

September 9, 2016 5:00 am

Jakże to jest, że widzisz w oku brata małą zadrę, a we własnym oku nie dostrzegasz całej belki? (Łk 6, 41).

To niesamowite, że gdy na blogu poruszamy się wokół dialogu i komunikacji w małżeństwie, padają te właśnie słowa. Jak często pouczam – ale sam nie jestem w porządku. I nie chodzi tu o jakiś ogólny stan uporządkowania, a o dokładnie bardzo wąski obszar, w którym w danym momencie udzielam rady. “Dobrej rady”. Najlepszej. Niejednokrotnie ex cathedra. Czasem naprawdę niewiele mi brakuje, by uwierzyć w nieomylność moich rad, poleceń i wskazań. Jak czuje się druga strona owego, pożal się Boże, “dialogu”, gdy otrzymuje gotową, dołującą receptę na rozwiązanie swoich bolączek i problemów, podprawioną między wierszami sosem pogardy…?

Czy może ślepy prowadzić ślepego? Czy nie wpadną obaj do tego samego dołu? (ŁK 6, 39).

To, co usłyszałem w czasie wykładu o dialogu i komunikacji podczas programu JA+TY=MY – to jak zwykle recepta, metoda, początek drogi. Dlatego codzienne, cotygodniowe rytuały są takie istotne. Tak samo “godzina małżeńska”… I może właśnie dlatego wciąż są nowe edycje programu JA+TY=MY. Kolejna zaczyna się jutro w Łomiankach. Tradycyjnie zachęcam PT Czytelników do modlitwy o potrzebne łaski dla uczestników i wszystkich w jakikolwiek sposób zaangażowanych w Jedynkę…

Andrzej O.

    

 

Bo Ty to nigdy….

September 8, 2016 12:56 pm

– … niczego nie odkładasz na miejsce, a potem jeszcze nie pamiętasz, co z tym zrobiłeś!!! Weź się ogarnij!

No i konflikt gotowy. Pocisk trafił w samo serce, czyniąc tam wielkie spustoszenie i jeszcze większą chęć odwetu. A przecież uświadomienie sobie, że kolejny raz nie ogarnęło się podobnej sprawy, jest wystarczająco przytłaczające.

To prawda, że irytacja z powodu kolejnej zapomnianej rzeczy, sprawy, daty, zgubionego dokumentu może być przeogromna i w końcu chciałoby się uzyskać upragniony efekt, ale takie wykrzyczenie, nie dość, że nie spowoduje nagłego odnalezienia dokumentu, czy cofnięcia czasu, to doprowadzić może tylko do łańcuszka kipiącej złości, „wymiany słownych razów”, które mogą później jeszcze długo boleć.

Bo ile w tym zdaniu kłamstwa oprócz tego, że jedynie to „Ty” jest prawdziwe? Czy na pewno on nigdy niczego nie odkłada na miejsce? Nigdy nie pamięta? Czasami się zdarza, ale łatwo jest generalizować.

Cóż więc począć, gdy scyzoryk się w kieszeni otwiera?

Otóż dobrze jest wypracowywać w sobie umiejętność zamiany komunikatu „Ty” na komunikat „Ja”. Mówić o swoich uczuciach, które nie są do podważenia, a nie skupiać się na wypominkach, na żądaniach,  na wygarnięciu, bo w końcu nadarzyła się okazja.

Lepiej wówczas powiedzieć: „Wkurza mnie to, że nie pamiętasz, gdzie odłożyłeś te dokumenty, bo teraz miotam się po całym domu szukając ich. Chciałabym, żebyś odkładał je w jedno miejsce.”

Co się wówczas dzieje?

Nie można zaprzeczyć uczuciom, które nam towarzyszą (wkurzona jestem). Opisana zostało konkretne zachowanie, które wywołało to uczucie (brak świadomości, gdzie ta druga osoba odłożyła dokumenty, a teraz tracę czas na ich poszukiwania). Określone zostały oczekiwania, co do całej sytuacji (chciałabym, żebyś odkładał dokumenty w jedno miejsce). I druga strona nie może zarzucić tu żadnego kłamstwa. Czasu nie cofnie, ale jest duża szansa, że następnym razem więcej uwagi poświęci na to, gdzie i w jaki sposób zabezpieczyła dokumenty, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła.

Jak dla mnie bardzo trudne, ale bardzo ważne dla dobrej komunikacji. I zawsze warto próbować!

Dorota

Co nas łączy

September 7, 2016 5:00 am

O podstawach udanego małżeństwa napisano setki tysięcy artykułów, książek, felietonów. Jednym z tych fundamentów jest zdecydowanie dialog małżeński – o sposobach komunikowania swoich potrzeb czy radzenia sobie z emocjami podczas rozmowy też napisano czy nakręcono niemało: przypominam sobie szczególnie jedną scenę z serialu „Siódme niebo”, kiedy podczas małżeńskiej kłótni żona zaatakowała męża argumentem nie do obrony „wolisz mieć rację czy żonę?!”.

Podczas Programu JA+TY=MY nie tylko dowiadujemy się i doświadczamy, jak ważny jest nasz dialog – jeśli go zabraknie, zaczną powstawać domysły. Dlaczego więc tak trudno nam znaleźć czas na codzienną (tak, codzienną!) rozmowę z żoną/mężem? Ilu nas tu autorów czy czytelników, na pewno tyle wymówek: bo trzeba zawieźć dzieci na zajęcia, bo przecież trzeba wreszcie zrobić pranie, żebyśmy mieli czyste ubrania, zapakować zmywarkę, żebyśmy mogli jak cywilizowani ludzie jeść przy stole, a nie nad zlewem i wiele innych, bardzo potrzebnych spraw, które trzeba załatwić. Wszystkie są bardzo ważne, robimy je dla dobra całej rodziny, są dobre, więc o co chodzi?

Ostatnio rozmawiałem z księdzem z Ruchu Światło-Życie, który wyjechał ewangelizować na Litwę, ale nie z grupą oazowiczów, a z członkami Odnowy w Duchu Świętym! W branży kościelnej takie mieszanie wspólnot bardzo często jest niezbyt mile widziane; bywa, że jest traktowane  jako podbieranie sobie uczestników, przeciąganie na „swoją stronę” itp. Ten ksiądz po prostu mówi: „niech nas nie dzieli to, co nas łączy”.

I tak samo w małżeństwie – dom, dzieci – to wszystko nas łączy, ale niech przy tym nas przypadkiem nie zacznie dzielić.

Łukasz Czechyra

"To musi być trudne…"

September 6, 2016 5:07 am

O wychowaniu dialogu wewnętrznego zaczął fantastycznie wczoraj ks. Jaroslaw; ja dziś o kolejnej odsłonie tego procesu. Absolwenci Programu JA+TY=MY oraz czytelnicy naszej książki “Raz się żyje” z pewnością przypominają sobie wieloaspektowe korzyści płynące z “Ale to dobrze, bo…” – zdania-klucza, które może naszą negatywną gadaninę zamienić na jej pozytywną wersję. A więc gdy pada deszcz, zamiast się wściekać, że znowu pada, znajdujemy jakieś “to dobrze bo…” – na przykład “bo mogę w końcu użyć nowego parasola”, albo “cudownie będzie napić się kawy w biurze, gdy już się do niego dostanę” itd. (wersji tyle, ile pomysłowości starczy). Po pewnym czasie można zacząć stosować metodę do grubszych wydarzeń losowych, ufając, że Pan Bóg zawija swoje dary w rozmaite opakowania i niektóre z nich mogą się początkowo wydawać nieciekawe. A także do naszych wzajemnych odniesień, gdzie irytujące zachowania czy różnice mogą zaprowadzić nas do odczytania błogosławieństw, jakie z nich dla nas płyną.

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam o podobnej propozycji, która może nas wesprzeć w sytuacjach konfliktowych w domu i w pracy, i pomaga “wejść w buty” osoby, której zachowanie jest dla nas szczególnie trudne czy przykre. To zdanie zaczyna się od “To musi być trudne…” Dla przykładu więc: “Małgosi brak pewności siebie. To musi być trudne dla niej, nie mieć informacji zwrotnej w projekcie grupowym, dlatego się na mnie denerwuje” czy też “Mój mąż jest kinestetykiem. To musi być trudne dla niego, siadać po wejściu do domu ze mną na kanapie po całym dniu siedzenia w biurze”.

Ta praktyka uwalnia nas od szukania “złej intencji” w zachowaniu drugiego i pozwala doświadczyć radości związanej z wyjściem z siebie i błędnego koła odczuwania, że ludzie pewne rzeczy robią głównie po to, by sprawić nam przykrość. Oczywiście metoda nie załatwi wszystkich problemów, ale pomoże nam podejść do nich konstruktywnie – gdy szukamy rozwiązania, a nie grzęźniemy w urazach.

m

*myśl znaleziona TU

Dialog wewnętrzny

September 5, 2016 5:00 am

To największy wróg wszelkiego naszego dialogowania. Pisała Małgosia o widzeniu świata z dwóch różnych stron i upierania się przy swojej racji. W dialogu wewnętrznym już nie ma sporu, bo jest tylko jedna, jedyna słuszna interpretacja wydarzenia. Nasz dialog wewnętrzny wie po prostu lepiej. Dobra wiadomość jest taka, że można go wychowywać. Trochę o tym piszemy w naszej książce, trochę mówimy w naszych Programach, ale i tak najważniejsze, co z tego przeniesiemy w naszą codzienność.

Absolwenci Programu JA+TY=MY znają dobrze strategię „obrony męża/obrony żony”, która jest najlepszą aplikacją do wychowywania naszego dialogu wewnętrznego. Działa świetnie i niezawodnie zawsze wtedy, gdy ją uruchamiamy. Jeśli pozostaje zamknięta wśród innych dobrych aplikacji, jakich wiele posiadamy w naszych smartfonach, nie zadziała. Trzeba ją uruchamiać.

Przejrzałem ostatnio aplikacje w moim własnym telefonie. Gdy je instalowałem, wydawały się rozwiązaniem jakichś tam problemów i ułatwieniem życia. Po czasie okazało się, że nie otworzyłem ich ani razu. Podobnie może być z wspomnianą apką z P1. O ileż byłoby lepiej w naszych relacjach, gdyby częściej była uruchamiana. Choć jeszcze się nie doczekała wersji na smartfony, jest już przecież free jako RPG*. 🙂 Gamemasters potrzebni od zaraz. Dla dobra naszych domów.

Z pamięcią o Was

ks. Jarosław

*RPG – gra fabularna, w której odgrywa się role

Dotyk

September 4, 2016 5:00 am

Jest takie miejsce, gdzie jestem zawsze drobiazgowo dotykany, niezależnie od wskazania z bramki, którą przechodzę. To lotnisko w Modlinie. Nawet jeśli bramka nie dała sygnału o żadnej nieprawidłowości, i tak jestem proszony o poddanie się procedurze przeszukania. Zdarzyło się, że przez kilka kolejnych tygodni latałem z Modlina i ciągle trafiałem na tego samego pracownika, więc już sobie żartowaliśmy, że mam „swojego” człowieka na lotnisku.

Powodem jest tylko to, że jestem w sutannie. Więc generalnie cały przykryty. I to wystarczy. Nawet jeśli nic na bramce nie zapiszczało. Gdy leciałem w czwartek do Brukseli i stałem w kolejce do bramki, po kontroli bagażu zobaczyłem pracowników ochrony wskazujących mnie sobie nawzajem wzrokiem, by uzgodnić, kto mnie sprawdzi. Ponieważ spotyka mnie to w Modlinie zawsze (i prawie zawsze w czasie innych podróży), znam kolejność przeszukiwania i już sam z siebie pomagam zrobić to sprawnie i szybko. Dopóki bowiem mnie nie sprawdzą, reszta musi czekać.

Myślę o tych wszystkich pracownikach ochrony, którzy nas dotykają, żeby się upewnić, czy nie jesteśmy zagrożeniem dla innych. Dotykają, żeby znaleźć, czy by się upewnić, że z tej strony nie ma zagrożenia?

Myślę o dotknięciach małżeńskich dłoni, które stworzone są do tego, żeby być razem, gdy tylko jest okazja (jak ja i moja sutanna, także na lotnisku). Myślę o rodzicielskich dłoniach, których dotyk jest tak potrzebny dzieciom. To są o wiele ważniejsze procedury bezpieczeństwa, niż nam się wydaje. Bez tego codziennego sprawdzenia, jak bardzo do siebie pasują i jak im dobrze jest razem, nie ma pełnego poczucia bezpieczeństwa w dzieciach. One są silne Waszą jednością.

Zamiast bramek są w naszych domach drzwi. Warto, przechodząc przez nie, przypomnieć sobie procedury bezpieczeństwa. Ot taki rytuał, jak Wasz małżeński dialog. Powinien się rozpoczynać gestem czułości, żeby od razu zasygnalizować jego kierunek—jesteśmy razem i rozmawiamy razem, żeby podzielić się swoimi uczuciami, żeby doświadczyć siebie wzajemnie i lepiej się poznać. Czułość okazywana na początku i w jego trakcie pilnuje bezpieczeństwa naszego dialogu i go chroni; a bez niego Wasze małżeństwo nie rozwinie się. Kiedy siadacie, żeby porozmawiać albo idziecie na spacer, żeby porozmawiać, pamiętajcie o gestach czułości. To pomaga.

Z pamięcią o Was w modlitwie, zanoszonej przy złączonych dłoniach 🙂

ks. Jarosław Szymczak

kto z nas ma rację?

September 3, 2016 5:00 am

Fantastycznie byłoby, jak pisali poprzednicy, wnieść z wakacji w codzienne życie długie rozmowy, spacery i “czas dla nas”. Zastanawia mnie od bardzo dawna, jak to się dzieje, że te chwile, wytęsknione i pełnie uroku, w praktyce dnia powszedniego mogą się zamieniać w jeszcze jeden “obowiązek małżeński”, który łatwiej będzie wymienić na co innego – surfowanie w necie, kolejne wiadomości TV (jeśli ktoś ma TV) czy rozmowę z sąsiadem lub sąsiadką.

Jeden z tropów to poniższy obrazek. Możemy obrzydzić sobie nawzajem dialog, gdy celem naszego spotkania będzie ustalenie, kto ma rację. Na rysunku rację mają obaj rozmówcy, ale żaden z nich nie czuje się szczęśliwy. Do spotkania nie dochodzi, porozumienie się nie wydarza, każdy zostaje w swoim okopie.

IMG_1543

Jakie lekarstwo można na to zaaplikować? Wydaje mi się, że najlepszym będzie słuchanie. Wchodzenie w buty drugiego, jak mówią Anglosasi – bez czucia się atakowanym, poszkodowanym, pozbawianym czegoś. “Jak to wygląda od Twojej strony?” Pytam Ciebie o to, bo jesteś kimś dla mnie ważnym, a nie po to, by Ciebie osądzić.

Wszystkie, nawet najprostsze poradniki w dziedzinie lepszej komunikacji, mówią to samo: zacznij od słuchania.

m

Komplementarność

September 2, 2016 5:00 am

Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, w połowie sierpnia przez wiele miast Kolumbii przeszły masowe manifestacje w obronie rodziny. Kolumbijski rząd zaproponował wprowadzenie do szkolnych programów nauczania ideologii gender. Nie spodziewano się aż tak wielkich demonstracji nie tylko rodziców i dzieci, ale również nauczycieli i dyrektorów szkół. Arcybiskup Bogoty, kard. Ruben Salazar Gomez podkreślał, że  ideologia gender niszczy społeczeństwo, ponieważ pozbawia człowieka podstawowej komplementarności, jaka istnieje między mężczyzną i kobietą.

Dlaczego dziś taki początek? Dlaczego komplementarność? Jestem pod dużym wrażeniem niedzielnego wpisu Łukasza “Bez Ciebie nie idę”. Ale także i inne wpisy z końca wakacji i początku roku szkolnego dotykają mniej lub bardziej tego zagadnienia. Właśnie teraz, na początku roku szkolnego pojawiają się nowe nadzieje i nowe postanowienia. A przecież wystarczy, że wrócę do tego, o czym wiem od dawna, odświeżę to, pogłębię, nadam relacji z małżonkiem pierwotny sens.  Nie dam się od razu wtłoczyć w wir szkolnej gonitwy – jak najdłużej będę pielęgnował wspólne wakacyjne przeżycia, widział w najbliższej, ukochanej Osobie piękno i radość ze wspólnego przebywania razem, będę dbał o to, co zostało zasiane w czasie wakacyjnych rekolekcji, programów…

Św. Łukasz przytacza dziś słowa Pana Jezusa: “Czy możecie nakazać gościom weselnym, żeby pościli, gdy jeszcze jest wśród nich pan młody? Przyjdą dni, gdy pan młody będzie zabrany spośród nich. Wtedy zaczną pościć” (Łk 5, 34-35). Odnoszą się one do samego Jezusa, ale przecież mogę to odnieść i do małżeństwa. Gdy “bez Ciebie nie idę”, “już nie dwoje, lecz jedno” (Mt 19, 6), “parami do nieba” – to nie dość, że nie ma smutku i obojętności, ale także nie ma lęku, który przecież zaprzecza Miłości.

Andrzej O.

Nasze kalendarze

September 1, 2016 5:00 am

Zaczną się wypełniać lekcjami dzieci i ich dodatkowymi zajęciami, na które trzeba także zarezerwować dodatkowy czas. Zaczną się logistyczne zmiany, bo dziecko idzie do nowej szkoły i trzeba przećwiczyć czy lepiej schoolbusem czy przez tatę w drodze do pracy, bo mama w tym czasie zajmie się resztą dzieci. Bywa, że najmłodsze towarzyszy w tym wszystkim, choć jego jeszcze obowiązek szkolny przecież nie dotyczy.

Warto przypomnieć sobie w dniu startu w szkołę, że w tych wszystkich planach wpisywanych w nasze smartfony, na tablicach korkowych czy na lodówkach, trzeba tym bardziej umieścić „momenty przywracania systemu”—Wasze małżeńskie randki. Bez codziennych paru minut dla siebie i cotygodniowej godziny (ale takiej tylko dla Was) i kilku godzin raz w miesiącu nie da się podjąć dobrze zadań rodzicielskich. Dobra mama to taka, która jest kochana przez tatę i jest mocna jego miłością i okazywaną przez niego troską; dobry tata, to ten, który jest szanowany przez swoją małżonkę i wie, że może zawsze polegać na jej oddaniu i miłości. Dopiero wtedy dzieci otrzymują od swoich rodziców to, o co w rodzicielstwie tak naprawdę chodzi: “Kochamy was, jesteście naszymi skarbami, pragniemy Waszego pięknego rozwoju w każdej dziedzinie, dlatego tyle różnych zajęć, ale nade wszystko pragniemy, byście wiedziały, że kochamy Was bezgranicznie”.

Wszyscy to doskonale wiecie i o tym pamiętacie, ale dobrze jest też wpisać w kalendarz, żeby nie uciekło… O rzeczy ważne należy dbać, bo są obwarowane wolnością i same się nie przypomną, same o siebie nie zawalczą. Wychowawczyni sprawdzi, dlaczego dziecko nie przyszło do szkoły, pracodawca zapyta, dlaczego my jeszcze nie w pracy, a małżeństwo się o randkę nie upomni. Tak ma. I trzeba to uwzględnić.

Życząc dobrego startu w nowy rok szkolny

ks. Jarosław Szymczak