Kawa czy herbata?

December 21, 2016 6:37 am

Ostatnio dowiedziałam się, że tak naprawdę istnieje osiem sakramentów świętych… Ten ósmy to oczywiście taki niepisany, ale bardzo ważny. Kawa lub herbata z drugim człowiekiem 😉 Czyli po prostu relacja, ofiarowanie swojego czasu komuś. Mówił na ten temat ks. Zbigniew Wądrzyk, podczas Wieczoru Chwały w jednej z olsztyńskich parafii. Zachęcał do dawania świadectwa swojej wiary, do otwartości na bliźniego. Mówił, jakie to teraz potrzebne.

Przyszło mi wtedy na myśl, że takie to wydaje się być proste, banalne i przyjemne zarazem – kawa z przyjaciółką. Ale jakże prawdziwe, a źródłem przecież jest życie Jezusa Chrystusa. On też spotykał się z innymi, przechadzał, biesiadował. W ten sposób nauczał, dawał się poznać i poznawał. Słuchał. Miał czas. Wyrażał tak swoją miłość i szacunek do drugiego człowieka. Te spotkania nie zawsze były łatwe i miłe, ale zawsze bardzo istotne, bo dzięki nim życie jakiegoś człowieka miało szansę się zmienić na lepsze. I my też tak możemy, jeśli tylko zechcemy.

Jednak jak to zwykle bywa, nie jest to takie proste w realizacji, bo czasu zawsze nam brakuje. A zadania i obowiązki się mnożą, zwłaszcza w przedświątecznym okresie. Ale jak zauważył ks. Jarosław: czas mają ci, którzy go planują.
Planujmy więc mądrze i nie zrażajmy się potknięciami.

Owocnej końcówki Adwentu!

Ola

Mieć czas

December 20, 2016 5:00 am

Tak o nim mówimy, że go mamy albo nie mamy, że się nam kończy albo go poszukamy. I sprawiamy wrażenie, że to my nim dysponujemy. Częściej jednak wychodzi, że to on robi z nami, co mu się tylko podoba—gonimy w piętkę, z niczym się już nie wyrabiamy, na nic już nie mamy czasu, usiłując złapać resztki snu, żeby jutro wstać wcześniej i może nadrobić dziś.

W tym całym gonieniu czasu pierwszy ginie “czas dla nas”. Bo jesteśmy przecież razem, bo w Święta pobędziemy więcej ze sobą, bo planujemy wyjście na Sylwestra i całą noc będziemy mieli dla siebie itd., itp. Zwykłe „kiedyś”, w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości, ma nam w cudowny sposób dostarczyć mnóstwo tego “czasu dla nas”. I głęboko w to wierzymy, że tak się stanie.

Prawda jest taka, że czas mają ci, którzy go planują. I zaczynają od tego, co najważniejsze. Jeśli praca jest najważniejsza (a jest przecież tylko ważna i potrzebna), to czas na nią będzie, jeśli mój mecz jest ważny, to czas się znajdzie, jeśli moja żona jest ważna, to czas uda się na to zorganizować. Czasem trzeba go poszukać w innym miejscu. Może zamiast idealistycznej wizji wspólnej kolacji łatwiej będzie zjeść razem śniadanie albo spotkać się na lunchu w mieście (znam takie pary, które tak się spotykają).

Czasem wystarczy na kilka minut wziąć w objęcia małżonkę, żeby jej podziękować za podejmowane wszystkie trudy; czasem wystarczy powiedzieć mężowi, że jest dla ciebie największym skarbem i potowarzyszyć mu przy stole, kiedy je późną kolację,  czasem…

Minuty poświęcone sobie nawzajem, minuty przeznaczone na “czas dla nas”, mają niezwykłą moc—spinają naszą tożsamość na nowo. Czynią nas prawdziwszymi.

Z pamięcią o Was w modlitwie

ks. Jarosław Szymczak

ostatnia prosta przed Świętami

December 19, 2016 5:00 am

…może skłaniać do rachunku sumienia z rzeczy, które jeszcze są do zrobienia.

Uczę się od lat rzucać wyzwanie tej liście. I mimo iż wydaje mi się, że z tak wielu “niezbędnych i koniecznych rzeczy”, które “muszę” lub “musimy” zrobić, zrezygnowałam już i wypadły z katalogu przedświątecznych zmór, to ciągle przygotowania do Świąt są miejscem walki o relacje. Pisałam dwa lata temu o pomyśle ma listę rzeczy, których NIE zrobię już przed Świętami, gdzie lądowały sprawy, bez których po namyśle można się obyć.

I może trochę jak w Opowieści wigilijnej, gdyby miał mnie nawiedzić duch Świąt przeszłych, pokazałby mi 5 rodzajów ciasta, które trzeba było upiec (przy małych wówczas dzisiejszych “starszakach” – nie wiem, jak to było możliwe), 30 prezentów, które trzeba było kupić lub zrobić, samodzielnie malowane kartki bożonarodzeniowe (wrócę do nich na emeryturze) i ozdoby choinkowe… Prane firanki i myte drzwi, nawet jeśli nikt miał nas nie odwiedzić.

Niby nic takiego, ale duch Świąt przeszłych, w czasach, gdy jeszcze mało rozumiałam, skąd się biorą wewnętrzne “przymusy”, pokazałby mi, jak się wówczas czuły nasze dzieci, gdy znikały całkiem z pola widzenia na rzecz lukrowanych kilogramów pierniczków (bo nie umiałam zrobić tylko kilku, by była wspólna przy tym zabawa). Jak czuły się zalęknione, gdy mama była spięta i nerwowa, i najpiękniejsze nawet kolędy z radia nie poprawiały znacząco atmosfery w domu. Może duch Świąt przyszłych zabrałby mnie do domu naszych dorosłych już dzieci i umarłabym ze wstydu, że dla nich przygotowania do Świąt także oznaczają stres.

Od kilku lat już wiem i wykreślam po kolei. W tym roku wita nas ostatni tydzień Adwentu z chorym prawie dwuletnim Pawełkiem, który kaszle całe noce i płacze, i nie pozwoli mi już wyjść na żadne zakupy. Na mycie okien też nie. Przyjmuję tę okoliczność jako dar z Nieba, choć napisanie wpisu na blog odbywa się także w ratach, między bieganiem do niego późnym wieczorem. Ale może Pawełek – po raz kolejny – pomoże mi wygrać z rzeczami do zrobienia i postawić na piękniejsze, bardziej życzliwe, radosne, głębokie i uśmiechnięte relacje w domu. A pod spodem filmik, na którym pokazano wszystkie przedświąteczne “muszę”. 🙂

Małgorzata Rybak

czas męski i żeński

December 18, 2016 5:00 am

– Mamo, zapytałam A, czy mogę z nią być w pokoju w czasie wycieczki – mówi nasza 13-letnia córka, Ania.

Oblewa mnie zimny pot. Wycieczka, wycieczka – o czym znowu zapomniałam, myślę, grzebiąc w czeluściach pamięci. Czyżby w przerwie świątecznej jakiś wyjazd, o którym nie miałam pojęcia? Niedobory magnezu, amnezja?

– Aniu, jest jakaś wycieczka? A kiedy? – pytam niepewnie, choć chciałabym przynajmniej czasem być mamą idealną, która wszystko wie.

– W maju.

No tak, odpowiadam. Jesteś dziewczynką.

Kobieca relacyjność, która na pół roku przed wycieczką każe już myśleć o tym, z jaką koleżanką spędzimy czas w pokoju. Dla nas, kobiet, czas – to relacje. Być razem, w jednym miejscu i o jednym czasie, w pełni przytomności. Rozmawiać godzinami. Dla mężczyzny – czas to działanie. Lista zadań, wykonywanych w czasie. Zastanawiam się, jak to zmieścić w jednej randce. I czy aby na pewno “czas dla nas” znaczy dla niego to samo, co dla niej. Może czas jest nie tylko przeszły, przyszły i teraźniejszy, ale też ma rodzaj “męski” i “żeński”. I jemu na myśl o jej “rozmawiać godzinami” świecą się alarmem wszystkie neurony (uczestnicy JA+TY pamiętają, ile wysiłku kosztuje “taczka”).

To, co różni, zawsze też ubogaca. Więc on może zabrać ją na spacer. Z randką jeszcze prościej, bo już można coś “zrobić” – zarezerwować stolik, zawieźć (absolwenci “Jedynki” pamiętają z kolei wszystkie okazje do “zrobienia czegoś”, jakie daje wsiadanie i wysiadanie z samochodu 🙂 ). Ona może go uczyć “bycia w relacji”, napełniając “czas dla nas” pozytywną treścią (niestety, kłótnia małżeńska nie wchodzi do kategorii “czas dla nas”, raczej będzie owocem braku tego czasu). Na pewno zresztą razem są w stanie wypracować rytuały, które wezmą pod uwagę różne potrzeby i uda się im twórczo wyjść naprzeciw różnicom. Bo żeby “czas razem” był wytęskniony, musi zatroszczyć się także o szacunek dla odmienności…

Małgorzata Rybak

Po szkoleniu dla trenerów Programu dla Narzeczonych w Belgii

December 17, 2016 5:00 am

Jestem żoną Arka od 15 lat i mamą Wiktorii, Oscara, Alicji i naszego maleństwa, które noszę jeszcze pod sercem.

W czasie długiego listopadowego weekendu uczestniczyliśmy w kursie na trenerów Programu dla Narzeczonych RADOŚĆ I NADZIEJA, który odbył się dzięki wielkiemu zaangażowaniu Asi i Tomka. Mieliśmy wspaniałych prowadzących: Tosię i Jacka, którzy uczyli, wyłapywali niedociągnięcia i wspierali, a w wolnych chwilach rozmawiali z naszymi dziećmi.

W kursie uczestniczyły 4 zaprzyjaźnione małżeństwa z Ogniska Brukselskiego. Było intensywnie, a jednocześnie wspaniale. Próbowaliśmy wczuć się w role narzeczonych, by lepiej zrozumieć intencję całego kursu. Każda sesja i każdy warsztat przynosił nowe doświadczenie i nowe narzędzia do pracy nad sobą. A wydawało się nam, że już tyle wiemy (bo przecież jesteśmy już po Programie 5)  i że że przecież mamy uczyć się, jak uczyć innych, a nie na nowo odkrywać siebie nawzajem. Wracaliśmy wspomnieniami do tych beztroskich chwil, uświadamiając sobie, że nie za bardzo myśleliśmy 17 lat temu, co będzie po ślubie. Ile byśmy dali aby móc wtedy uczestniczyć właśnie w takim kursie jak “Radość i Nadzieja”.

Zaufaliśmy Panu Bogu i dajemy się prowadzić Jego ścieżkami, wierząc, że nas nie bez powodu powołał teraz do posługi małżonkom i narzeczonym. Tak jak pisze bł. Paweł VI w encyklice Humanae vitae 26 : “… nowa i niezwykle doniosła forma apostolatu, w której równi usługują równym. Wtedy bowiem sami małżonkowie podejmują zdania apostolskie względem innych małżonków, pełniąc rolę ich przewodników. Wśród tylu form chrześcijańskiego apostolatu ta wydaje się obecnie najpotrzebniejsza.”

Aneta Siemionek

img_0657

img_0643

img_0639

img_0635

dsc_0416

dsc_0398

dsc_0392

dsc_0390

Wypełnienie czasu

December 16, 2016 5:00 am

Słyszę czasem różne określenia – “czas się wypełnił”, “nadeszła pełnia czasu”, “kiedy się wypełniły dni”. Pełnia kojarzy się z doskonałością, obfitością. Także w relacjach – wypełnienie, pełnia – kojarzy mi się  po pierwsze z trwaniem, wytrwałością, konsekwencją; po drugie – ze swego rodzaju inwencją,  pozytywnym wysiłkiem, dobrą treścią.

Dysponuję czasem tylko w teraźniejszości, nie mam wpływu na przeszłość i przyszłość. Czas dla Małżonka, Dzieci, Bliskich – może niejednokrotnie być porównany do napełniania basenu przy pomocy łyżeczki czy naparstka. Nie widać od razu zmian, dobrych rezultatów. Ale przez swoją ciągłość, trwanie – przynosi zaskakujące skutki. Czas wypełnia relację, prowadzi ją do pełni.

Adwent  – to oczekiwanie na przyjście Chrystusa do nas. Pamiątka jego narodzenia, ale i oczekiwanie na powtórne Jego przyjście w pełni czasu. To nie jest bierne oczekiwanie – On także czeka na mnie i na tych, którzy są dla mnie ważni, których kocham. Czeka na moje działanie, także na mój czas – niejednokrotnie w moim poczuciu uznany za “stracony” – a poświęcony Rodzinie.

Andrzej O.

 

skąd się biorą rocznice

December 15, 2016 5:00 am

Wczoraj, gdy mąż zabrał syna na długo oczekiwaną premierę kolejnego epizodu “Gwiezdnych wojen”, ja byłam na warsztatach dla mam: “Kocham, nie krzyczę”. Zapamiętałam bardzo ciekawą historię dziewczynki, którą mama przyprowadziła do psychologa, ponieważ biła swojego braciszka. I pani psycholog, zamiast zająć się dzieckiem, zapytała mamę: “Ile czasu bawi się pani z córką?” Pytanie wydało się kompletnie nie na temat. My mamy przecież potrafimy w ramach multi-taskingu zrobić z dzieckiem i przy dziecku wszystko. Albo przynajmniej tak dużo… że na zabawę może nie starczyć już czasu. Zadaniem domowym po wizycie było 20 minut zabawy z córeczką. Efekt: siostra przestała bić swojego brata.

Dziś mija 31 kalendarzowych lat od święceń kapłańskich Fr. Jay, znanego w Polsce jako ks. Jarosław Szymczak. 🙂 Dziękujemy razem z nim Panu Bogu za jego spełnione, bo wypełnione tak bardzo dobrą treścią kapłaństwo, w którym zrósł się z sutanną i zżył z rodzinami. Życzymy wielu pięknych kolejnych, błogosławionych dni ze szczególnym wsparciem św. Jana Pawła II, z którego myśli wzięły się Programy na Miłość i Życie – narzędzie, które tak mocno może wspomagać małżeńską i rodzinną codzienność.

A ja myślę, że wszystko, na co potrzeba wielu lat – wychowanie dorosłego człowieka czy obchodzenie 30 czy 50 rocznicy (tak ślubu, jak świeceń kapłańskich) – wymaga tych 20 minut dziennie czegoś. I tej godziny tygodniowo czegoś. I tego całego wieczoru w miesiącu czegoś. Tym czymś jest czas spędzony razem z wyłączeniem innych dystraktorów; owe sto procent uwagi, serca, bycia obecnym i przytomnym. W przypadku zabawy z dziećmi – bycia nawet nie do końca poważnym.

Czy to będzie czas z mężem/żoną, czy z dzieckiem, czy z Panem Bogiem, czy z zespołem w pracy, czy z przyjaciółmi – odlicza te krople, z których rodzi się ocean głębokich relacji i spełnionego życia.

M

Jak coś jest do wszystkiego…

December 14, 2016 10:04 am

Niemiecki przedstawiciel Oświecenia, Georg Christoph Lichtenberg, powiedział kiedyś, że ludzie, którzy nig­dy nie mają cza­su, czy­nią najmniej. Zastanawiające, prawda? Muszą przecież ciągle coś robić, skoro nigdy nie mają czasu, a jednocześnie przy tym czynią najmniej – czyli tak, jakby nic nie robili?

Przekładając to na nasze podwórko, można zestawić to powiedzenie ze swojskim „jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Działa to na różnych płaszczyznach – w biznesie weryfikowane jest bardzo szybko, bo jeśli ktoś chce otworzyć lokal, gdzie bar szybkiej obsługi połączony będzie z myjnią samochodową, a transmitowane mecze Ligi Mistrzów będą przerywane koncertami filharmoników, to raczej dobrze na tym nie wyjdzie. Na połączenie tylu płaszczyzn potrzebne są osobne miejsca i osobne czasy. Jeśli będzie się chciało wszystko połączyć, to ani czasu, ani efektów nie będzie.

Jak to działa w małżeństwie, da się łatwo sprawdzić: jak już się uda w ciągu tygodnia wyrwać godzinę na randkę, spróbujmy załatwić sprawę zajęć pozalekcyjnych dzieci, zakupów na Święta, mycia okien, wyjazdu na ferie (pomijając przy tym niezwykle ważne dla drugiej strony wydarzenia, jak choćby Liga Mistrzów czy koncert filharmoników). Efekt zapewne popamiętamy na długo. 😉

Łukasz

 

W czasie adwentowym

December 13, 2016 9:16 am

W naszym seminarium duchownym w Gościkowie-Paradyżu używaliśmy śpiewników Siedleckiego. Bardzo solidny śpiewnik, zawierający pieśni kościelne na każdy okres roku kościelnego i wszystkie nabożeństwa. Pierwszym okresem liturgicznym w śpiewniku był Adwent. Jeszcze w czasie naszych studiów pojawiło się kolejne wydanie “Siedleckiego”, które zawierało nowy element – komentarze (na czerwono) do poszczególnych okresów lub nabożeństw. I tak, zaraz pod tytułem: „Adwent”, pojawił się komentarz: „czas radosnego oczekiwania na przyjście Pana.” W myśl, że Adwent to nie “czas na przetrwanie” po to, by się tylko jak najszybciej doczekać Bożego Narodzenia, ale że to czas sam w sobie ważny i już dziś możemy przeżywać radość nie tylko ze spotkania, ale i z oczekiwania na spotkanie. Niestety wszystko psuła pierwsza pieśń o tytule: „W czasie smutnym adwentowym…” 🙂 Kilka lat później ta (skądinąd piękna) pieśń zniknęła wraz z kolejną edycją śpiewnika.

„Czas dla nas” z Programu 1 jest zaproszeniem do radosnego przeżywania danego nam czasu razem. Jak często staje się zaledwie okazją do załatwiania spraw albo wyrzutów. Zamiast niego może pojawić się też rosnąca frustracja, że „mąż to się chyba z pracą ożenił, bo na pewno nie ze mną, skoro nie ma dla mnie w ogóle czasu”. Po Programie obiecujemy sobie, że się wszystko zmieni, bo już wiemy, dlaczego to takie ważne i jak to sobie zorganizować chwile tylko we dwoje, ale zapału starcza na krótko, bo „w tym tygodniu nie ma czasu”, za to “na pewno uda nam się coś wygospodarować w święta”, “lub tuż po”, itd., itp.

Czasu więcej nie będzie. Jest go tyle, ile jest. Tyle samo dzisiaj, co w przyszłości. Nie wiemy, ile jeszcze uda się go nam przeżyć, ale ani godziny się nie wydłużą, ani dni czy tygodnie. Jeśli nie zaczniemy dziś szukać 15 minut dla siebie, to tym bardziej nie znajdziemy ich w przyszłości. I Adwent jest ważny, i Boże Narodzenie jest ważne, ale nasze jutro zaczyna się już dziś.

Z modlitwą za Was o dobry „czas dla was.”

ks. Jarosław

dobrze zainwestować

December 12, 2016 4:38 am

Odsłona Matki Bożej, która dopiero na dobre dotarła do mojego serca i sprawiła, że przestałam się Jej obawiać, to właśnie ta z Guadalupe, którą dziś wspominamy w liturgii. Z całą pewnością zbiegło się to z dotarciem Programów do Meksyku; wcześniej, wstyd powiedzieć, nic o niej nie słyszałam. Indiańskiej urody i w indiańskim stroju, więc jako ta, która chce być blisko i zrozumiana przez ludzi, do których przychodzi, przynosi orędzie bezwarunkowej miłości. Tak bezwarunkowej, jak miłość do niesionego pod sercem Dzieciątka, którego obecność symbolizuje czarna przepaska,  jaką w tamtym czasie w Meksyku zakładały kobiety oczekujące narodzin dziecka. Szybko stała się najbardziej troskliwą patronką mojego macierzyństwa.

W Adwencie Jej czekanie wybrzmiewa jakoś szczególnie. I choć Pan Jezus mógł przyjść na świat jako od razu dorosły człowiek, wybrał drogę, która potrzebuje mnóstwa czasu, by nawiązała się najbliższa relacja. Dziewięć miesięcy słuchania bicia serca Mamy, poznawania siebie nawzajem, czekania, a potem 30 lat spędzonych z Nią i świętym Józefem w domu. Bez fajerwerków, bez cudownego rozmnażania chleba na śniadanie, bez kazań. Jakiż szmat czasu oddał na budowanie relacji w domu. Jakaż to inwestycja w dom z dostępnych tylko 33 lat krótkiego życia i nieograniczonych perspektyw działania.

Potrzebujemy go bardzo. Czasu. Nie oddawajmy go zbyt łatwo kolejnemu etatowi, telewizji i urządzeniom elektronicznym, zakupom i świątecznym porządkom. W Adwencie jeszcze bardziej niech go bronią rytuały – nie spontan spotkania się z najbliższymi dopiero wtedy, gdy znajdzie się wena (jak wyjście z żoną do kawiarni 25 lat po ślubie czy zapytanie syna “co słychać” w jego 18. urodziny). Niech czas na budowanie bliskości znajdzie się dzisiaj. Z niego rodzą się więzi, które przeniosą nas przez życie.

Małgorzata Rybak